<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Chodzenie z Bogiem &#8211; Czas Decyzji</title>
	<atom:link href="https://czasdecyzji.pl/kategoria/chodzenie-z-bogiem/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://czasdecyzji.pl</link>
	<description>Przygotuj się na przyjście Pana</description>
	<lastBuildDate>Wed, 01 Jan 2020 12:16:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.2.3</generator>
	<item>
		<title>Wyposażenie w moc</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/wyposazenie-w-moc/</link>
				<pubDate>Wed, 01 Jan 2020 12:13:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Jim Hohnberger]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[moc]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=3184</guid>
				<description><![CDATA[Aby nastąpiła prawdziwa reformacja i odrodzenie, musimy zrozumieć, jak na co dzień chodzić z Bogiem tak, aby uzdolnił nas do wzniesienia się ponad dziedziczne i pielęgnowane skłonności. Niewielu z nas rozumie, na czym polega nasz stały kontakt z naszym Niebiańskim Ojcem, w każdej chwili naszego życia. Jest to specjalna siła dla człowieka do osiągnięcia tego.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[
<p>

Aby nastąpiła prawdziwa reformacja i odrodzenie, musimy zrozumieć, jak na co dzień chodzić z Bogiem tak, aby uzdolnił nas do wzniesienia się ponad dziedziczne i pielęgnowane skłonności. Niewielu z nas rozumie, na czym polega nasz stały kontakt z naszym Niebiańskim Ojcem, w każdej chwili naszego życia. Jest to specjalna siła dla człowieka do osiągnięcia tego doświadczenia, aby prowadził On swoje rodziny i zbory do Boga.</p>



<blockquote class="wp-block-quote"><p>“Z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie. Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie.”—Filipian 2,12.13</p></blockquote>



<p>Te dwa krótkie wersety zawierają w sobie sekret wyposażenia w moc. Bóg dokonuje tego w Tobie i we mnie, i tak jak On to czyni, tak samo my powinniśmy przekazywać to dalej. To takie proste. Jest to tajemnica, jak stać się człowiekiem wyposażonym w moc, wyposażonym w moc mężem, i wyposażonym w moc ojcem. To jest klucz do życia poza mitami, które nas rozczarowują, i do odnalezienia sedna prawdziwego celu i spełnienia. To właśnie dostarcza ten opał do ognia prawdziwej odwagi, prawdziwej uczciwości i szczerości serca. Jest to tak proste, że nawet małe dziecko może to zastosować; a przy tym tak głębokie w rozpoczęciu i wynikach, że nawet największy człowiek na ziemi nie jest w stanie tego wyczerpać.</p>



<p>Bóg Stworzyciel, Ten, który jednym słowem powołał do istnienia cały świat, pracuje we mnie. Pracuje w Tobie. Jest osobistym Bogiem, Niebiańskim Ojcem, który opiekuje się każdym z nas z osobna tak, jakby nie było nikogo innego. Nikt nie jest pozbawiony Jego uwagi. Jakakolwiek była Twoja przeszłość, jakkolwiek skomplikowana byłaby Twoja teraźniejszość, bez względu na to jak mroczna zdaje Ci się być Twoja przyszłość, On jest tutaj dla Ciebie i dla mnie. On jest mocą, której nam potrzeba; On jest całą mądrością, jakiej nam potrzeba. On jest rozwiązaniem dla każdego problemu i lekarstwem, zadośćuczynieniem za każdy nasz błąd. Nie istnieje nic, czego potrzebujemy, a czego On nie jest w stanie nam dać. To jest łaska &#8211; łaska, która nas zbawiła (zobacz Efez. 2,8).</p>



<p>Jak więc możemy to wykorzystać? Jak to działa w praktycznych warunkach? Gdy Bóg wezwał mnie do porzucenia mitów, do których dążyłem, i do szukania Go poprzez doświadczenia w dzikiej przyrodzie, nie miałem najmniejszego pojęcia, gdzie i jak zacząć. Otworzyłem Słowo Boże, aby zobaczyć, czy nie znajdę w nim czegoś, co zadziała w mojej sytuacji. Wtedy trafiłem na Filipian 2,12.13 i to obudziło mnie, rozpoznałem w tych słowach klucz, który już dawno zagubiłem.</p>



<p>To bardzo proste. Każdego dnia, w każdej chwili naszego życia, powinniśmy momentalnie rozpoznawać prowadzący nas głos Ducha Świętego delikatnie sugerującego nam skręt w lewo lub w prawo (zobacz Izajasz 30,21). Jeśli odpowiemy z wiarą i będziemy z Nim współpracować, On zaopatrzy nas we wszystko, czego potrzebujemy (zobacz Efezjan 2,8-10).</p>



<p><strong>Zagubione połączenie</strong></p>



<p>Użyłem myśli o łasce jako „niezasłużonej dobroci,” i to jest właśnie to. Ale w moim własnym doświadczeniu, gdy ta definicja zadowoliła mój intelekt, musiałem jeszcze zastosować to w mojej codziennej, chrześcijańskiej wędrówce. Nie mogłem śpiewać „Cudownej Łaski” zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, że w moim sercu nie potrafię jeszcze konsekwentnie panować nad sobą &#8211; szczególnie w moim domu. Gdy moja żona mówiła coś, co mi się nie podobało, traciłem panowanie nad sobą i powstawały pewne bariery oddzielające nas od siebie. Wszyscy w moim zborze wiedzieli już, że nie jestem stabilny emocjonalnie. Najgorsze było to, że kiedy będąc w moim zborze rozglądałem się dookoła siebie, wszędzie wokół widziałem ludzi o bardzo podobnych doświadczeniach duchowych, jakie i ja miałem, przerażała mnie myśl, że taka sama sytuacja jest wszędzie, gdziekolwiek jestem. Wiedziałem, że chcemy być lepszymi chrześcijanami w życiu, jakie prowadzimy, pełnym wysiłków i dobrych intencji, ale zawsze upadamy, i to wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy zwycięstwa. Zastanawiałem się, czy Boża łaska przebacza nam grzechy, które ciągle popełniamy? Czy Boża łaska może prawdziwie wyposażyć mnie w moc?</p>



<p>Tekst Filipian 2,14 przekonał mnie, że Boża łaska przeznaczona jest do tego, aby dać nam o wiele więcej, niż do tej pory doświadczyłem: „Czyńmy wszystko bez narzekania lub wymawiania się, co uczyni nas czystym i nienagannym ludem Bożym, bez winy pośród tego nieuczciwego i zdeprawowanego pokolenia, w którym świecimy niczym gwiazdy na niebie” (NIV). Wiem, że nie dorosłem do tego standardu. Nie ważne jak bardzo się starałem, nie mogłem przestać narzekać lub tłumaczyć się, byłem zupełnie niezdolny skończyć z ciągle powracającymi grzechami, takimi jak irytacja i gniew &#8211; sam świeciłem moim światłem do nieba. Jeśli Bóg chce, abym był kimś takim, to musi być więcej do ułaskawienia!</p>



<p>Zdecydowałem się wystawić Boga na próbę i zobaczyć, czy On naprawdę potrafi uwolnić mnie tak, jak mówi Jego Słowo. Gdy zacząłem swoje poszukiwania, zacząłem dostrzegać, że łaska nie jest tylko nieokreśloną abstrakcyjną siłą; właściwie to sam Bóg powiedział: „Jim, jestem twoją Pomocą. Możesz na mnie liczyć. Nigdy cię nie pozostawię. Nigdy cię nie opuszczę. Ty sam własnoręcznie możesz wpędzić się w problemy, ale ja Cię z nich wyprowadzę. Uchwyć moją dłoń. Pokażę ci drogę” (Zobacz Hebrajczyków 13,5.6).</p>



<p>To jest prawdziwie niezasłużona łaska! I my wszyscy jesteśmy dla niej objektami. Bóg nie gra z ulubionymi, a pastorzy nie mają więcej łaski, niż pijak w rowie, ponieważ Bóg obdarzył swą łaską każdego. Nikt nie może na nią zasłużyć; nikt nie może na nią zapracować. W naszym Bogu nie ma żadnego ciemnego punktu. On już oddał Samego Siebie za nas, więc już nie ma nic więcej, co można by dać.</p>



<p>Czemu więc nie doświadczałem Bożej mocy działającej przez Jego łaskę, gdy moja Sally irytowała mnie albo moi chłopcy grali mi na nerwach? To proste, ponieważ nie rozpoznałem łaski, kiedy pukała ona do moich drzwi. Miałem więc zrozumieć, że łaska jest Bożą obecnością w moim życiu – chcąca, abym ja przyjął, błagająca mnie, próbująca ocalić mnie w teraźniejszości, tutaj i teraz &#8211; z zaleceniem, aby On mógł prowadzić mnie, kierować mną, wypełnić mnie, odkupić mnie i odrodzić mnie na nowo. To właśnie jest Jego duchowy wpływ na moje serce. Lecz większość z nas przeciwstawia się temu duchowemu wpływowi. Zobaczmy, jak to wygląda w naszym codziennym życiu.</p>



<p><strong>Niezawodny trener</strong></p>



<p>Grałem jako lewy skrzydłowy w szkolnym futbolu. Gdy trener zdradzał nam swoje plany na mecz, szliśmy za nim. Jako dorosły, dostrzegłem tutaj analogię do mojej chrześcijańskiej wędrówki, oraz to, jak kiepskim byłem graczem. Grałem w grę życia przez więcej, niż trzydzieści lat, będąc przy tym swoim własnym trenerem. I zapragnąłem Trenera na linii autowej – Boga &#8211; dla błogosławieństwa i lepszej perspektywy na każdą grę, do której otrzymam powołanie. Tak długo, jak osądzał mnie świat, radziłem sobie całkiem nieźle. Lecz w szczerości serca rozumiałem, że tak naprawdę jestem partaczem &#8211; naprawdę kiepskim partaczem. Partaczyłem, gdy przyszło do podtrzymywania pełnych miłości relacji z moją żoną; partaczyłem, gdy przychodziło mi być prawdziwym ojcem dla moich dzieci; i prawdziwie partaczyłem, gdy przychodziło mi walczyć z moimi wadami charakteru.</p>



<p>Zawarłem więc umowę z Bogiem. Przestanę biec wykonując mój własny plan gry. Zacznę się Go słuchać, jako mojego prywatnego trenera. Natychmiast pozwolę Mu na to, aby to On, a nie ja, planował mecze, które mam rozegrać w ciągu dnia. Położyłem moje życie, moje małżeństwo i całą moją rodzinę w Jego dłonie. Postanowiłem rozwijać mój słuch tak, aby był jak najbardziej wyczulony na Jego spokojny, cichy szept, który posyła mnie do akcji. Bóg zna zmiany, postawy i podejścia potrzebne, aby to uczynić. Ja musiałem tylko zadbać o to, aby moja uwaga była skupiona na Nim przez cały dzień.</p>



<p>Cóż, wkrótce przekonałem się, że jest z tym pewien problem, ponieważ gdy Boża siła wygląda bardzo realnie w chwili, gdy klęczę na swoich kolanach w ciszy poranka, pokusa rzadko się wtedy pojawia &#8211; zaraz z rana, gdy jestem na nią gotowy. Nie, to podczas gdy tępo dnia codziennego zaczęło się budować, i ten hałas i rozrywki urosły w moich myślach, wówczas to, co chciałem, aby czynił On, aby poprowadzić mnie do celu, zaczęło tonąć w stresie i próbach życia. Tak było, gdy raz za razem upadałem, nawet wtedy, gdy wiedziałem, że Bóg chce mnie prowadzić.</p>



<p>Byłem sfrustrowany. Był to ten punkt, kiedy mój duchowy Trener przypominał mi o moich meczach futbolowych &#8211; grze w strasznym poziomie hałasu i rozpraszającym uwagę lodowatym deszczu albo śniegu i błocie, które prawie wszyscy konsumowaliśmy, i wtedy słuchałem ze szczególną wręcz uwagą poleceń w grze, tak abym wiedział, co mam robić. To była nauka, którą mogłem łatwo zastosować w moim własnym życiu. Powinienem rozwijać taką samą delikatność na łaskę Bożą &#8211; Jego pokój, cichy szept mówiący do mojego umysłu.</p>



<p>Czasami, gdy gra nie szła nam najlepiej, pośpiech i presja przygotowania się na następną grę wzrastała i wzrastała, aż z największym trudem mogłeś skupić uwagę na poleceniach otrzymywanych w czasie gry. Kiedy zaczynało się to dziać, ogłaszaliśmy przerwę dla krótkiej, błogosławionej minuty, gromadziliśmy się, odpoczywaliśmy, słuchaliśmy raz jeszcze naszych wytycznych i wychodziliśmy na boisko z nowym planem na zwycięstwo. Dobra wiadomość jest taka, że to, co działa w grze futbolowej, działa także w grze życia.</p>



<p>Gdy śpieszymy się i pędzimy, gdy diabeł pcha nas ku niebezpieczeństwu, potrzebujemy ogłosić przerwę z naszym Trenerem i zatrzymać się, aby wsłuchać się, prawdziwie wsłuchać się w Boży głos. To jest więź, w której ufam i polegam całkowicie na kimś innym, oraz cel, aby podążać za Jego wskazówkami. Kilku &#8211; zaledwie kilku &#8211; zna te osobiste warunki. Prawie nikt z nas nie był wychowany, aby chociaż uświadomić sobie, że Boża obecność może być dla nas czymś naprawdę realnym. Jesteśmy bardzo przyzwyczajeni, aby biec nasz życiowy plan, włączając w to religię. Czytamy Biblię i nastawiamy się, aby czynić wszystko, co Bóg polecił, dzięki naszej własnej mądrości i sile. To nie jest chrześcijaństwo. To jest humanizm.</p>



<p>Dlaczego? Ponieważ wciąż trzymamy ster w naszych rękach. Tworzymy nasze własne mecze i biegniemy w naszej własnej grze. Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do tego sposobu myślenia, że nie zdajemy sobie sprawy, jak destruktywne jest to dla nas; ale to właśnie ta postawa owładnęła sercem Lucyfera i rozpoczęła tę całą bolesną stratę, którą odnajdujemy w sobie dzisiaj. Ta postawa przeszła na Adama i Ewę, i oszukuje każdego z nas. Ale nie musimy w niej pozostawać.</p>



<p>Gdy Paweł powiedział Rzymianom: „sprawiedliwy z wiary żyć będzie” (Rzymian 1,17), miał na myśli to, że odkładamy naszą samorządność i pozwalamy, aby nasze życie znajdowało się pod panowaniem duchowego przewodnika. Bóg nigdy nie oczekuje, abyśmy czynili to sami. Nawet Jezus nie czynił tego sam. Zdecydowanie stał na stanowisku: „Nie mogę sam z siebie nic uczynić” (Jan 5,30).</p>



<p>Wielu szczerych mężczyzn i kobiet odrzuciło ideę bardzo osobistego Trenera, który przekazuje swoją wolę nie tylko poprzez Biblię, czy opatrzność, ale osobiście, do każdego indywidualnie, tak jak czynił to w czasach biblijnych, gdy Dawid zapytał: „Czy powinienem wyruszyć?” A jego trener, Bóg wszechświata, odpowiedział mu: „Idź” albo „Czekaj.”</p>



<p>Bóg ma jeden ogromny problem, gdy próbuje oferować nam ten typ pomocy dzień po dniu, godzina po godzinie. Póki sami dowodzimy swoim życiem, dopóki to my trzymamy w rękach ster, dopóty On nie jest w stanie zbyt wiele dla nas uczynić.</p>



<p>Gdy zdecydowałem, że pragnę głębszych doświadczeń, rozpocząłem szukać takich tekstów jak Izajasz 58,11: „Pan będzie ci nieustannie przewodził.”; Psalm 32,8: „Pouczę ciebie i wskażę ci drogę, którą masz iść; (…) a oko moje spocznie na tobie”; oraz Jakub 1,19: „A niech każdy człowiek będzie skory do słuchania.” W takich tekstach zauważyłem coś, co zagubiłem, a co wpłynęło na przykład, który ujrzałem w życiu wielkich ludzi z Biblii. Zdałem sobie sprawę, że wszyscy oni doszli do poznania głosu Bożego przemawiającego nie tylko poprzez Jego Słowo, ale także w ich własnym życiu. Zdałem sobie sprawę, że muszę skierować moje ucho w kierunku nieba, słuchać, i wtedy stosować to, co usłyszałem. Potrzebowałem poświęcić trochę czasu na spotkanie z moim Trenerem, na słuchanie Jego wytycznych, i dopiero wtedy wyjść na boisko i rozpocząć grę. </p>



<p><strong>Wypróbowanie nauki</strong></p>



<p>W życiu wielkich Bożych ludzi, zmarłych dawno temu, odnalazłem doświadczenie, którego tak bardzo pragnąłem. Zacząłem eksperymentować. Słyszałem już wcześniej o takim określeniu ‘religia eksperymentalna’, ale dopiero w tym miejscu mojego doświadczenia zrozumiałem, że to znaczy wypróbowanie tego, o co, jak wierzycie, Pan Bóg was prosi, żeby zrobić to w rzeczywistym, praktycznym świecie. Udawałem się więc do Boga z moimi zmaganiami, studiowałem Jego Słowo, aby poznać Jego wolę, walczyłem, aby rozpoznać Jego głos, a potem zabierałem się do wypróbowania w moich doświadczeniach tego, co wnioskowałem, że mi mówi. Na początku nadal upadałem. Próbowałem ponownie i upadałem, ale tym razem była różnica w moich porażkach. Teraz nauczyłem się uczyć na własnych błędach i każdy eksperyment przybliżał mnie do Boga. W przeszłości byłem skazany na klęskę, ponieważ nie rozumiałem, jak chodzić i rozmawiać z Bogiem. A teraz uczyłem się przejścia z głęboko zakorzenionego nawyku bycia panem samego siebie, do pozwolenia na to, aby to On był moim Panem. Nie jest to coś, co dokonuje się raz i na zawsze. To było budujące doświadczenie. Kawałek po kawałku zacząłem robić niewielkie postępy.</p>



<p><strong>Kroki dziecka</strong></p>



<p>Przypomina mi to, jak uczyłem moich chłopców chodzić. Stawiali swoje pierwsze dziecięce kroki naprzód &#8211; chwiejąc się w tył i w przód i na boki, czasem upadając. Czy myślisz, że wydzierałem się wtedy na nich: „Ty głupi dzieciaku &#8211; ty nigdy nie nauczysz się chodzić. Zapomnij!”? Nie, nie, po tysiąckroć nie! Zachęcałem ich, aby podnieśli się i spróbowali ponownie. Byłem trenerem, który z linii autowej mówił: „No dalej, możesz to zrobić!” „Jeszcze tylko jeden krok &#8211; jesteś już prawie na miejscu &#8211; no dalej!” „Dla mnie nie jest ważne, ile razy upadłeś &#8211; dla mnie ważne jest, ile razy podniosłeś się z upadku!”</p>



<p>To jest nasz niebiański Ojciec! On wie, że spędzamy większość życia pełzając na naszych brzuchach i myśleniu, że to jest jedyny sposób na przejście naokoło. On rozumie, że mamy chwiejne nogi i lichą równowagę, kiedy po raz pierwszy stajemy na naszych nogach, i że dlatego jesteśmy skłonni zawrócić na stare, znajome drogi. Oczekuje On wielu upadków w tym procesie &#8211; mnóstwo razy. Ale Jego zasadniczą troską jest to, że uczymy się chodzić. On pozostaje przy nas, nie ważne jak długi byłby ten proces! On widzi nas takimi, jakimi się staniemy, a nie takimi, jakimi obecnie jesteśmy. Niekończące się próby marszu i lądowania płasko na naszych twarzach nie są stratą czasu, ale częścią procesu unieważnienia przeszłości.</p>



<p>Widzicie, w przeciwieństwie do malutkich dzieci, które uczą się wszystkiego od początku, my nosimy w sobie różnego rodzaju złe zrozumienie i bagaż naszych doświadczeń z przeszłości. Tak długo wszyscy robiliśmy rzeczy po swojemu, że wyryliśmy olbrzymie koleiny na naszej drodze. Gdy decydujemy się do końca iść drogą, po której Bóg chce abyśmy szli, wiele razy potykamy się i upadamy w koleinach życia. To nie powinno nas odstraszać. Próbowanie i upadanie, i próbowanie znowu nazywa się nauką. Próbowanie, upadanie i poddawanie się, to jedyna prawdziwa porażka. Tak jak dziecko w końcu uczy się chodzić, tak i my możemy nauczyć się chodzić z Bogiem.</p>



<p>Wszyscy zmagamy się z tym, ponieważ życie w cieniu wszystkowidzącego Jedynego jest dla nas obce. Ale gdy raz spróbujemy i idziemy dalej w ślad naszych pierwszych kroków, nowe życie zaczyna się w nas i napełnia mocą nasze dusze.</p>



<p><strong>Jak to działa&#8230;</strong></p>



<p>Pozwólcie, że podzielę się, jak to działa dla mnie, poprzez opowiedzenie wam przebiegu mojego typowego dnia. Nie jestem waszym przykładem, ale może mój przykład będzie mógł wam pomóc odnaleźć waszą własną, napełnioną mocą drogę.</p>



<p>Początek każdego nowego dnia jest dla mnie początkiem nowego meczu w grze życia. Potrzebuje czasu na spotkanie z moim Trenerem. Upewniam się więc, że mam ten czas. Wstaję około 5:00 rano i wychodzę z domu, aby pobiegać. Wyobraźcie sobie, jak to jest. Mieszkamy w nieskazitelnej dziczy doliny graniczącej z Parkiem Narodowym Glacier. Rosły, urwisty szczyt oddziela nas od wschodnich zalesionych gór graniczących z zachodem. Jest tu spokojnie i cicho. Wszystko, z czym się spotykam, gdy przekraczam próg domu, to po prostu Boże stworzenie. Gdy biegnę ścieżką w dół trasy do rzeki, widzę przebłyski wschodu słońca, albo też napotkam na spoglądającą łanię, a mój umysł zaczyna nastawiać się na Tego, który to wszystko stworzył. On jest tutaj &#8211; stale jest tutaj! Moje myśli zwracają się w kierunku osób, które są w moim życiu. Przenoszę ich przed Niego, prosząc o prowadzenie i błogosławienie każdemu z nich tak, jak On wie to najlepiej. Dzielę się z Nim moimi sprawami, moją potrzebą Jego interwencji i ochrony, moim rozpoznaniem Jego stałego nadzoru w moim życiu.</p>



<p>Wracam do domu czujny i raźny. Po wzięciu prysznica idę do mojego biurka, otwieram moją Biblię i czytam przez około pół godziny. Ten czas ze Słowem Bożym to podstawa, jeśli mam rozpoznać Jego głos i Jego kierownictwo. Jak widzisz, głos Boży nie jest jedynym, który zabiega o Twoją uwagę. Nasz własny ludzki rozum &#8211; co ja nazywam „mówieniem do siebie” &#8211; jest bardzo silnym głosem i jeśli jest to jedyne co mamy, wydaje się prawdziwy. Rozumowanie innych także wpływa na nasze myśli i opinie. I oczywiście mamy pewnego wroga, który stale pracuje nad tym, aby zaprowadzić nas w ślepą uliczkę. Możemy łatwo pomylić ten głos z Bożym głosem i podążać za nim myśląc, że jesteśmy prowadzeni przez Boga. Możemy być szczerzy, ale możemy być szczerzy niewłaściwie. Boże zasady objawione w Jego Słowie to pewny test dla nas, aby rozpoznać, kto przemawia do naszego serca.</p>



<p>Nigdy nie możemy wyczerpać Biblii. Tylko dlatego, że przeczytałem Biblię od deski do deski i znam wszystkie historie, i wiem gdzie odnaleźć tekst do udowodnienia tej a tej zasady wiary, nie oznacza, że nie potrzebuję już czasu ze Słowem Bożym na co dzień. Widzisz, Boże prowadzenie zawsze idzie naprzód. Moje zrozumienie, jak przyjąć prowadzenie wczoraj, wystarczyło na wczoraj. Ale dziś doświadczenie musi się pogłębić. Boże Słowo jest zawsze świeże, ponieważ ma zdolność wnikania coraz głębiej w nasze serca, w którejkolwiek fazie doświadczenia byśmy nie byli.</p>



<p>Po około trzydziestu minutach czasu ze Słowem Bożym, mój umysł zazwyczaj wycisza się. Opróżnia się z „mówienia do siebie” i wypełnia Bożymi zasadami. Moje myśli poddają się Jemu. Wchodzę wtedy w czas ciszy. Klękam i wielbię Boga chwaląc Go za to kim jest i dziękując Mu za Jego pomocną dłoń w moim życiu i życiu innych. Mówię do Niego jak do przyjaciela, dzieląc się moimi radościami, troskami i planami. Przyznaję się do moich wad i proszę o Jego oczyszczającą i napełniającą mocą łaskę. Zobowiązuję się być wrażliwym na moje sumienie, zgodnie z prowadzeniem Jego Słowa, przez cały dzień. I to co najważniejsze, słucham.</p>



<p>Większość ludzi zwraca się do Boga jak do kogoś w rodzaju duchowego chłopca na posyłki i daje Mu listę tego co chcą, aby dla nich uczynił. Chociaż oczywiście podczas modlitwy jest miejsce na dzielenie się z Bogiem naszymi potrzebami, to jednak daleko bardziej ważne dla nas jest świadome poddanie naszego życia Bogu. Raczej zamiast mówić Mu co ma robić, powinniśmy rozwijać posłuszeństwo z naszej strony, aby wejść w słuchanie Go w ciągu całego dnia. My nie kontrolujemy Boga. Nie możemy powiedzieć: „Tutaj właśnie jestem &#8211; mam dziesięć minut. Wpłyń na mnie i przekaż mi instrukcje na cały dzień.” To jest kontrolowanie Boga.</p>



<p>Daję Bogu sposobność do wpłynięcia na mój umysł, kiedy jestem na kolanach. Jeśli mój umysł nie jest wyciszony, używam tekstów Biblijnych, aby skupić swój umysł na Bożej woli dla mnie. Jeśli z czymś walczę, zazwyczaj wychodzę na dwór na spacer rozmawiając z Bogiem na głos. Ta wspólnota jest konieczna, aby uczynić mnie czułym na Jego prowadzenie w ciągu dnia, i do zmotywowania mnie do działania tak, jak On obiecał.</p>



<p><strong>Równowaga</strong></p>



<p>Po latach zrozumiałem, że wyciszenie dźwięków z tła mojego życia pomaga mi być bardziej uważnym na mojego Trenera. Jestem z natury, wyuczenia i upodobania takim ‘gepardem’. Mój Trener pracuje ze mną nad tym, abym zwolnił i poczuł pokój, oraz odnalazł równowagę, ponieważ kiedy biegnę zbyt szybko, nie słyszę tak łatwo Jego głosu w moim sercu. Wtedy automatyczne reakcje na życie biorą górę. Dlatego wyeliminowałem telewizję, radio, gazety i czasopisma. Wielu ludzi ma trudności w takim cichym środowisku, ale ja nauczyłem się doceniać ciszę, ponieważ mogę wtedy łatwiej rozpoznać głos mojego Trenera, który mnie prowadzi do zwycięskiej rozgrywki. I gdy współpracuję z Nim w ten sposób, nabieram nowego odczucia Bożej obecności w moim życiu. A gdy zaczynam wędrować w tym świetle, moje maniery ulegają zmianie. Mój stosunek do innych zostaje uświęcony. Moja troska, by przedkładać potrzeby innych ponad swoje własne nabiera nowego wymiaru. Wychodzę naprzód i poznaję, że Boże drogi są lepsze od moich. To jest to, co znaczy mieć żywą wiarę &#8211; połączyć wiarę z obecnym Zbawicielem.</p>



<p><strong>Z kolan &#8211; na nogi</strong></p>



<p>Teraz już czas iść w dalszą część dnia. Wychodzę z mojego małego pokoiku i zerkam do sypialni, którą dzielimy wspólnie z Sally. Dostrzegam, że łóżko jest nie pościelone. Nauczyłem się, że gdy pozwalasz Bogu panować nad swoim życiem, On prosi cię o zrobienie rzeczy, których twoje naturalne skłonności nie chcą zrobić. Zaczynam schodzić schodami na dół, ale niepokój w moim sercu delikatnie sugeruje mi, abym zawrócił i pościelił łóżko.</p>



<p>“Ale Panie… To rzecz Sally!”</p>



<p>“Kto kontroluje, Jim??” Decyzja zawsze należy do mnie.</p>



<p>“No cóż Panie, przypuszczam, że to będzie miły gest dla mojej Sally.”</p>



<p>“Tak Jim, ona by to naprawdę doceniła.”</p>



<p>“Dobrze Panie. Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie. Pościelmy łóżko.”<br>(zobacz Łukasz 22,42)</p>



<p>To takie proste. Wyczulenie na Bożą wolę przeciwstawia się mojej woli.</p>



<p>Pięć minut później jestem gotowy do rozpoczęcia naszego wspólnego, rodzinnego nabożeństwa. Śpiewamy pieśni, klękamy do modlitwy, czytamy kilka ustępów, które dodają nam odwagi na chrześcijańskiej drodze, i dyskutujemy, co oznaczają one dla nas w szczegółach. Kończymy modlitwą i Sally zaczyna przygotowywać posiłek.</p>



<p>Kieruję się do swojego biurka, żeby rozpocząć obowiązki tego dnia. Ale gdy zerkam przez ramię, widzę jak moja Sally nie tylko przygotowuje posiłek, ale w tym samym czasie próbuje złożyć pranie, włożyć nową porcję i pochować ubrania. I wciąż ten cichy głos mojego Trenera mówi: „Ona pewnie potrzebuje pomocy i zachęty.”</p>



<p>“Ale Panie… Ja naprawdę chcę zabrać się za swój dzień &#8211; nie jej!”</p>



<p>Wszyscy jesteśmy bardzo egoistyczni pod tym lub innym względem. U mnie wygląda to tak, że robienie czegoś do końca jest ważniejsze niż ludzie. Jestem rozchwiany. Wszyscy wypadliśmy z równowagi w prawo albo w lewo. Ale czy zgodzę się na przesunięcie się na środek? Rozważałem to przez kilka chwil i poddałem moje wybory mojemu Trenerowi. Sally jest poruszona, gdy widzi, jak sprzątam kuchnię i chowam ubranie. Uwielbiam ten wielki uśmiech, wypływający z jej serca i lśniący na twarzy. Miłość w nocy zaczyna się – zawsze zaczyna się – miłością w ciągu całego dnia i przez cały dzień. Nie jest to naszą motywacją lub celem, ale odpowiedzią na pytanie, dlaczego tak wielu mężczyzn zmaga się z chłodną partnerką wieczorem. No dalej, panowie. Przemyślcie to. Gdyby się tak zamienić rolami, to powiedzcie mi, jak bardzo ‘gorący’ bylibyście dla męża, który przez cały dzień was unika, a w nocy zaczyna was ‘gonić’?</p>



<p>Mamy uroczy wspólny posiłek, nie przy telewizorze, gazecie, radiu, czy czymś podobnym absorbującym naszą uwagę, ale komunikując się w sprawach dotyczących naszego wspólnego życia, naszych dzieci, naszej przyszłości. To jest żywe, otwarte, dodające siły. Zmywamy razem i kielich mojej Sally jest pełny. Jest wesoła i zakochana. Moje działanie w posłuszeństwie wobec mojego Trenera zachęca ją. Jak mało żon otrzymuje chociażby tyle względów w ciągu swojego dnia. Nic dziwnego, że małżeństwa są nieświeże i anemiczne. Mało tego, jaki rodzaj służby będę pełnił pisząc i mówiąc o chrześcijańskim życiu, a przy tym traktował Sally jako udogodnienie w domu?</p>



<p>Wszystko, co zrobiłem, to słuchanie mojego Trenera, w której grze zagrać w następnej kolejce. Hej, panowie, to nie jest skomplikowane. Ale w danej chwili wymaga to śmierci mojej własnej woli i drogi. Nazywa się to życiem w cieniu naszego Zbawiciela. Prawdą jest, że twoja sytuacja może się zmieniać i okoliczności, w których się znajdujesz mogą być inne, ale wytyczne pozostają wciąż takie same. „Wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty“ (Mateusz 26,39). Jestem tutaj Panie, użyj mnie jako narzędzia dla Twojej prawości. Abym mógł żyć nie dla siebie, ale dla wyświadczania mojej miłości codziennie, przez resztę mojego życia.</p>



<p>To wiedzie w głąb religii i dotyczy serca chrześcijaństwa, którym jest Golgota. Golgota reprezentuje odłożenie na bok mojego życia dla dobra innych. Nie chcę, abyś myślał, że to powoduje poczucie nieszczęścia. Wręcz przeciwnie, jestem prawdopodobnie najszczęśliwszym mężem i ojcem na tym świecie, najbardziej spełnionym człowiekiem. To trudne zawrócić z własnego biegu życia do życia prowadzonego przez Boga. Ale zysk z małżeństwa, zregenerowanego i odświeżonego, oraz rodziny, która związana jest razem, jest wspaniały.</p>



<p><strong>Gepard i żółw</strong></p>



<p>No koniec, jestem gotów do pracy przy moim biurku. Często stawiam czoło monstrualnym zadaniom, tak jak Ty to robisz w swoim zawodzie. Działalność do której powołał nas Bóg powiększyła się, w jej szeregi wchodzi wiele osób współdziałających w wykonywaniu poszczególnych zadań. Jak wspomniałem, należę do typu osób, które lubią brać się do roboty. Problemem jest to, że niektórzy z tych, z którymi pracuję są typem żółwia i potrzebują czasu, żeby być kreatywnymi. Pan Bóg stworzył oba typy człowieka. Ale gepardy mogą wywierać taki nacisk na żółwie, że te chcą schować się w swojej skorupie. A żółwie tak się mogą zapętlić w byciu kreatywnymi, że zapominają, że celem jest przejść przez metę.</p>



<p>Tego konkretnego dnia pracowałem nad płytami DVD, ale tą pracą mogłoby być równie dobrze dopracowywanie jakiegoś szczegółu na płycie CD lub coś związanego z pracą wydawniczą. W tym całym procesie pracy zawsze gdzieś ktoś coś zamota, a ja mam zawsze to szczęście, żeby to pozbierać i pchnąć dalej. Niedawno musiałem zadzwonić do pewnego żółwia, który ma dwie prędkości &#8211; późno i później, i tylko dwa biegi &#8211; wykoleić się i wykoleić się całkowicie. To przedsięwzięcie miało już przesuwany ostateczny termin i teraz byłem obsypywany usprawiedliwieniami. Czułem niebezpieczeństwo, że potraktuję tą osobę w sposób cielesny, zamiast w Duchu Bożym. Najłatwiej dla mnie teraz, jako geparda, było ‘przejechanie się’ po tym żółwiu i zdawałem sobie z tego sprawę. Nie wiem gdzie Ty siebie odnajdujesz w tym scenariuszu – czy jesteś żółwiem, który potrzebuje zrzucić skorupę, czy gepardem który potrzebuje zwolnić. W obu przypadkach potrzebujemy dojść do środka w Jezusie. Oba typy osobowości potrzebują przemiany natury i nadzorującego ich Duchowego Trenera.</p>



<p>Wykonałem telefon i mogłem wyczuć wzrastające napięcie. To jest miejsce, gdzie większość z nas gubi swoją zależność i bierze sprawy w swoje własne ręce. Wydajemy się opuszczać obecność Bożą i daleko bardziej ufać naszym własnym myślom, emocjom, zdolnościom i problemom &#8211; metodami radzenia sobie z problemami albo zupełnie bez nich.</p>



<p><strong>Zdobywać bramkę!</strong></p>



<p>Będąc przy telefonie, zrobiłem ‘przerwę’ i dało się odczuć ‘głośność’ tej ciszy. Co tak naprawdę robiłem? Konsultowałem się z moim Trenerem dla uzyskania świeżej metody, która pomoże nam obojgu znaleźć się na linii finiszu jako członków tego samego zespołu.</p>



<p>To jest tym, co nazywam wielką wymianą. Dzieje się to wtedy, kiedy przychodzę z moimi problemami do Boga i zamieniam je na Jego pokój i Jego rozwiązania. Gdy zaczynałem się tego uczyć, zajmowało mi około piętnastu do dwudziestu minut, żeby uzyskać nad sobą kontrolę w Chrystusie, ale teraz mogę osiągać to, czego pragnę w krótką chwilę. Jestem jak biegacz, który na początku biegnie dystans jednej mili w dziesięć minut, ale wraz z treningiem pokonuje tę samą odległość w osiem minut, potem w sześć i w końcu w cztery. Tak samo w życiu chrześcijańskim, rzeczy, które zajmowały nam dużo czasu na początku, z czasem zabierają nam go coraz mniej, gdy osiągamy coraz lepszą sprawność.</p>



<p>Nagle otrzymałem nowy pomysł i powiedziałem do mojego żółwiowego przyjaciela: „Co byś zrobił na moim miejscu? Jestem sfrustrowany i potrzebuję twojej pomocy.”</p>



<p>Od razu dostrzegłem zmianę nastawienia po drugiej stronie słuchawki, a podejście mojego przyjaciela złagodniało, i zaczął szukać ze mną rozwiązania. Odpowiedział mi: “Rozumiem twoją rozterkę, Jim. Pozwól, że przemyślę to i oddzwonię do ciebie.”</p>



<p>Na tym moja praca się nie kończy. Pan Bóg pragnie nauczyć mnie jeszcze więcej, chce więc, żebym modlił się za tym człowiekiem, podczas gdy on będzie rozmyślał nad naszą sytuacją. Modlę się: “Panie, przez swoją łaskę &#8211; swoją obecność, swoją mądrość, swoją siłę &#8211; dotknij tego człowieka w sposób, który poruszy jego serce. Pomóż mi pozostać spokojnym w Tobie, niezależnie od tego, co stanie się dalej. Pomóż mi zrozumieć, że Ciebie bardziej interesuje charakter, niż meta końcowa, i że ta praca jest Twoją pracą do ukończenia, nie moją.”</p>



<p>Nie mogę modlić się za drugą osobę w ten sposób, jeśli moje serce nie będzie przybliżało się do niej; w miejsce frustracji pielęgnuję głębokie i szczere zainteresowanie tą osobą jako bezcennym człowiekiem. To jest sekret, dzięki któremu Pan Jezus wciąż pozostaje w moim sercu w obliczu trosk całego dnia, i zachowuje mnie od tego, aby moje emocje, moje myśli i moja ‘mądrość’ nie panowały nade mną. Ta wielka przemiana &#8211; zamiana moich myśli, uczuć i emocji na mądrość mojego Trenera i Jego sposób ‘rozgrywki’- zdobywa bramkę!</p>



<p>Ta wielka wymiana czeka nas w każdej chwili i w każdym miejscu, ale to od nas zależy, czy ogłosimy przerwę, jeśli dzień, okoliczności i uczucia zaczynają nad nami panować. Dla mnie jest to przerwa w samym środku bitwy, żebym przypomniał sobie o Tym, który jest dowódcą. Kiedy mamy dostateczną motywację, żeby wszystko przefiltrować przez naszego Niebiańskiego Trenera, wtedy ma miejsce ta wielka wymiana. To jest ta moc, która staje się naszą tylko wtedy, gdy podłączamy się do Źródła mocy &#8211; raz za razem, raz za razem.</p>



<p>Mój żółwiowy przyjaciel z czasem oddzwania, zapewniając mnie, że mój materiał będzie gotowy w ciągu dwudziestu czterech godzin, a ja mam nadzieję, że on się z tego wywiąże. Bez względu na to, czy uda mu się to czy nie, mogę pozostać spokojny, zamiast sfrustrowany.</p>



<p><strong>Czas na huśtawkę</strong></p>



<p>Jest już południe i mój dzień trochę mnie wykończył. Ale otrzymałem również nowy zasób energii. Zapraszam moją żonę na czas bujania się na naszej ogrodowej huśtawce. Podczas gdy popijamy chłodną górską wodę, jestem kuszony, żeby wnieść do naszej rozmowy mój bagaż sceptycyzmu na temat mojego przyjaciela. Mój trener proponuje mi: „Jim, odśwież swoją żonę. Nie wnoś tego bagażu do jej dnia. Zapytaj ją, jak jej idzie pisanie nowego rozdziału księgi jej życia. Podtrzymuj tą rozmowę w sposób aktywny, a nie jedynie pasywnymi reakcjami.”</p>



<p>To nowe zagranie. Mój Trener ponownie prosi mnie o podjęcie decyzji. Wygląda na to, że moje życie składa się z podejmowania różnych decyzji. Pan Bóg mówi w Księdze Jozuego w 24 rozdziale i 15 wierszu: „Wybierzcie sobie dzisiaj, komu będziecie służyć.” Tym właśnie jest prawdziwe chrześcijańskie życie. Ono wykracza poza jedynie przekonanie i dotyczy życia wiary, poddania i zależności od Jedynego – Jedynego, który nas kocha miłością odwieczną.</p>



<p><strong>On jest zaangażowany</strong></p>



<p>Po południu, jednym z moich zadań jest założenie kilku ptasich domków na nowej łące, która powstała po pożarze w rogu naszej posiadłości. Pozbierałem narzędzia i materiały, które uważam, że potrzebuję, łącznie z małymi szczypcami do drutu.</p>



<p>Wtedy przychodzi do mnie myśl: „Czemu nie weźmiesz ze sobą również tych większych?”</p>



<p>To głupi pomysł, pomyślałem sobie. Potrzebuję tylko te małe. Zszywki dla tych domków są małe. Szybko odrzucam ten pomysł i maszeruję do wykonania zadania.</p>



<p>Przymocowałem te domki dla ptaszków ¼ mili od domu. Żeby ukończyć zadanie, musiałem wyciągnąć kilka małych zszywek i wziąłem do ręki te małe szczypce. Próbuję wyciągnąć zszywki i wtedy zauważam, że szczypce nie działają, ponieważ jedna z końcówek ułamała się. Muszę wrócić całą drogę z powrotem do garażu po większą parę. Po drodze zdumiewam się nad czułą opieką mojego Trenera. On troszczy się nawet o drobne szczegóły mojego życia i chce mnie zbawić od mojej krótkowzroczności &#8211; jeśli tylko bym Go posłuchał. Odnawia się moja chęć bycia kierowanym przez Niego.</p>



<p><strong>Czas na przerwę</strong></p>



<p>Resztę popołudnia jestem bombardowany telefonami, niespodziewaną wizytą i spotykam się z wielkim zawodem. Nasz generator, jedyne źródło elektryczności, zaczyna szwankować. Nie udaje mi się zrobić prawie nic z tego, co chciałem zrobić tego popołudnia. Wszystko co udało mi się wykonać to to, co musiało być wykonane pilnie. A ja lubię zabierać się za swoje sprawy!</p>



<p>O 18:30 moja żona spogląda na mnie wzrokiem, który mówi: “Nie potrzebujesz więcej zadań do wykonania. Pójdźmy na długi spacer wzdłuż rzeki.”</p>



<p>Wewnątrz przeżywam walkę. Wolałbym naprawić generator. Gepard we mnie zaczyna się rzucać i chcę wolnej wodzy. Jestem kuszony, żeby powiedzieć: „Pójdź beze mnie. Mam za dużo spraw na głowie.”</p>



<p>Ale odczuwam cichy, spokojny głos, który mówi mi: „Idźcie na osobność, na miejsce ustronne i odpocznijcie nieco (Ew. Marka 6,31).” Znowu jest to walka o to, kto będzie panował. Wiem co powinienem zrobić, ale nie jest to kwestia świadomości. To kwestia zastosowania. Czy poddam się temu co najważniejsze, czy poddam się tyranii pilnego obowiązku? Wrzucam swój głos do skrzynki.</p>



<p>„Idźmy! Generator zaczeka do jutra.”</p>



<p>Mój gepard został ujarzmiony. Pan Bóg zwycięża i ja zwyciężam też!</p>



<p>Gdy kładę się tej nocy spać, zauważam, że w moim życiu była pomocna dłoń, która, gdyby pozwolić jej w pełni działać, wypracuje w moim życiu nowy charakter, odświeżone małżeństwo i odmienioną rodzinę. Jak mógłbym powiedzieć nie. Jakim tupetem było myślenie, że mógłbym kiedykolwiek sam radzić sobie w życiu. Jak cierpliwie czekał mój Pan, żebym zauważył Jego najwyższe zainteresowanie moim dobrem!</p>



<p>Jaka była różnica między Piotrem a Judaszem? Oboje byli uczniami Chrystusa i cieszyli się Jego przyjaźnią. Oboje mieli poważne wady charakteru. Oboje przywykli do tego, żeby być panami samych siebie. Obojgu dano szansę zawrócenia z kontrolowania swojego życia samemu do poddania go pod kontrolę Chrystusa. Piotr zawrócił ze złej drogi, Judasz nie. Na której z tych dwóch ścieżek ty się znajdujesz?</p>



<p><strong>“Panie! Co chcesz, abym ja uczynił?”</strong></p>



<p>Jeśli zrozumiałeś, że sam prowadzisz swoją ‘rozgrywkę’, czemu nie zawrócisz z tej drogi właśnie teraz? Czemu miałbyś nie spróbować, chociaż przez 30 dni? Co masz do stracenia? Tylko przez 30 dni skoncentruj się na pytaniu, które zadał Paweł w 9 rozdziale Dziejów Apostolskich, w 6 wierszu, kiedy to w końcu przestał sam podążać własną drogą i zaczął słuchać swojego niebiańskiego Trenera: „Panie! co chcesz, abym ja uczynił?” To jest pytanie, które trzeba zadać gdy wstajesz, gdy idziesz przez resztę dnia, i kiedy się kładziesz. Pozwól Bogu mieć cię – w jak największym wymiarze &#8211; przez 30 dni. Rozgrywaj tylko Jego rozgrywkę, zgodnie z tym co zrozumiesz. Niech twoja żona i dzieci będą ważniejsi, niż ty. Żyj aby uczcić Jego imię w każdej rozmowie i zadaniu w ciągu dnia, który masz.</p>



<p>To co odkryjesz jest zdumiewające. Rzuciłem to wyzwanie wielu ludziom, żeby wypróbowali ten program, który zupełnie zmienia życie, i wielu z nich wraca do mnie i mówi: „Bóg jest prawdziwy… On tam jest… On przemawia do mnie osobiście! Moja żona, moje dzieci, moi przyjaciele – wszyscy mówią, że widzą różnicę w moim życiu. Rozumiem teraz gdzie raniłem moich najbliższych, i odnajduję moc, by zamiast tego leczyć ich. Myślałem, że będę się czuł ograniczony. Zamiast tego czuję się taki wyswobodzony!”</p>



<p>No śmiało! Wskakuj na burtę! 30 dni to nie tak długo! Po prostu poddaj się i pozwól Bogu być twoim Trenerem!</p>



<p></p>



<p>Pytania do przemyślenia dla siebie lub do dyskusji w grupie.</p>



<p>1.Co Duch Święty powiedział mi, gdy czytałem ten rozdział? Czy odpowiem Mu?<br>2.Czy moje zrozumienie łaski czyni różnicę w moim codziennym doświadczeniu?<br>3.Gdyby ktoś zapytał się mojej żony, kto prowadzi życie twojego męża, co by ona odpowiedziała? Czy jestem prowadzony przez Boga, czy przez samego siebie?<br>4.Co zakłóca moją świadomość Boga?<br>5.Jakie zajęcia, które powodują zabieganie muszą zostać ‘uciszone’ w moim życiu?<br>6.Wkraczając w dzień i nawiązując kontakty z moimi ukochanymi, czy mogliby powiedzieć o mnie, że widzą, jak poddaję się niebiańskiemu Trenerowi?<br>7.Czy doświadczają mojego naśladowania niebiańskiego Trenera w sposób praktyczny?<br>8.Kiedy myślę o mojej pracy, co jest najważniejsze dla mnie – ukończenie zadania, czy odnalezienie równowagi w Jezusie?<br>9.Gdy Duch Święty szepcze do mojego ucha, czy konsekwentnie reaguj na Jego głos?</p>



<p>Jaki jest mój odzew na to trzydziestodniowe wyzwanie?

</p>



<p><br></p>
]]></content:encoded>
										</item>
		<item>
		<title>Módl się z mocą</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/modl-sie-z-moca/</link>
				<pubDate>Tue, 15 Oct 2019 12:36:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Samuel Braga]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[Wideo]]></category>
		<category><![CDATA[moc]]></category>
		<category><![CDATA[modlitwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=3109</guid>
				<description><![CDATA[Zapraszamy do oglądania wykładów Samuela Bragi pt. &#8222;Módl się z mocą&#8221;.  Wykłady zostały wygłoszone w Łodzi w Zatoce Sportu Politechniki Łódzkiej w październiku 2019 roku.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>Zapraszamy do oglądania wykładów Samuela Bragi pt. &#8222;Módl się z mocą&#8221;.  Wykłady zostały wygłoszone w Łodzi w Zatoce Sportu Politechniki Łódzkiej w październiku 2019 roku.</p>
			<div class="yotu-playlist yotuwp yotu-limit-min yotu-limit-max   yotu-thumb-169  yotu-template-grid" data-yotu="modal" data-page="1" id="yotuwp-65c8d7279ee08" data-total="1" data-settings="eyJ0eXBlIjoicGxheWxpc3QiLCJpZCI6IlBMMHJaNmFuSFJDUGt0eWNaSEJsSUZxRTdYVHNseDNHa3QiLCJwYWdpbmF0aW9uIjoib24iLCJwYWdpdHlwZSI6ImxvYWRtb3JlIiwiY29sdW1uIjoiMiIsInBlcl9wYWdlIjoiMTQiLCJ0ZW1wbGF0ZSI6ImdyaWQiLCJ0aXRsZSI6Im9uIiwiZGVzY3JpcHRpb24iOiJvZmYiLCJ0aHVtYnJhdGlvIjoiMTY5IiwibWV0YSI6Im9mZiIsIm1ldGFfZGF0YSI6Im9mZiIsIm1ldGFfcG9zaXRpb24iOiJvZmYiLCJkYXRlX2Zvcm1hdCI6Im9mZiIsIm1ldGFfYWxpZ24iOiJvZmYiLCJzdWJzY3JpYmUiOiJvZmYiLCJkdXJhdGlvbiI6Im9mZiIsIm1ldGFfaWNvbiI6Im9mZiIsIm5leHR0ZXh0IjoiIiwicHJldnRleHQiOiIiLCJsb2FkbW9yZXRleHQiOiIiLCJwbGF5ZXIiOnsibW9kZSI6InBvcHVwIiwid2lkdGgiOiI2MDAiLCJzY3JvbGxpbmciOiIxMDAiLCJhdXRvcGxheSI6MCwiY29udHJvbHMiOjEsIm1vZGVzdGJyYW5kaW5nIjoxLCJsb29wIjowLCJhdXRvbmV4dCI6MCwic2hvd2luZm8iOjEsInJlbCI6MSwicGxheWluZyI6MCwicGxheWluZ19kZXNjcmlwdGlvbiI6MCwidGh1bWJuYWlscyI6MCwiY2NfbG9hZF9wb2xpY3kiOiIxIiwiY2NfbGFuZ19wcmVmIjoiMSIsImhsIjoiIiwiaXZfbG9hZF9wb2xpY3kiOiIxIiwiYW1wO2F1dG9wbGF5IjoxfSwibGFzdF90YWIiOiJhcGkiLCJ1c2VfYXNfbW9kYWwiOiJvZmYiLCJtb2RhbF9pZCI6Im9mZiIsImxhc3RfdXBkYXRlIjoiMTYzNDk4NzQ4OCIsInN0eWxpbmciOnsicGFnZXJfbGF5b3V0IjoiZGVmYXVsdCIsImJ1dHRvbiI6IjEiLCJidXR0b25fY29sb3IiOiIiLCJidXR0b25fYmdfY29sb3IiOiIiLCJidXR0b25fY29sb3JfaG92ZXIiOiIiLCJidXR0b25fYmdfY29sb3JfaG92ZXIiOiIiLCJ2aWRlb19zdHlsZSI6IiIsInBsYXlpY29uX2NvbG9yIjoiIiwiaG92ZXJfaWNvbiI6IiIsImdhbGxlcnlfYmciOiIifSwiZWZmZWN0cyI6eyJ2aWRlb19ib3giOiJ5dGVmLWdyb3ciLCJmbGlwX2VmZmVjdCI6IiJ9LCJnYWxsZXJ5X2lkIjoiNjVjOGQ3Mjc5ZWUwOCIsIm5leHQiOiIiLCJwcmV2IjoiIn0=" data-player="popup" data-showdesc="off">
				<div>
					<div class="yotu-videos yotu-mode-grid yotu-column-2 yotu-player-mode-popup">
	<ul>
					<li class=" yotu-first">
								<a href="#DkpyraXqYDk" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="DkpyraXqYDk" data-title="01. Nieograniczona Moc - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="01. Nieograniczona Moc - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/DkpyraXqYDk/sddefault.jpg" alt="01. Nieograniczona Moc - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">01. Nieograniczona Moc - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#2Fdolevjw3Y" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="2Fdolevjw3Y" data-title="02. Bezpośredni Dostęp  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="02. Bezpośredni Dostęp  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/2Fdolevjw3Y/sddefault.jpg" alt="02. Bezpośredni Dostęp  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">02. Bezpośredni Dostęp  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#v72LMeIQpvU" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="v72LMeIQpvU" data-title="03. Prawdziwy Powód - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="03. Prawdziwy Powód - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/v72LMeIQpvU/sddefault.jpg" alt="03. Prawdziwy Powód - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">03. Prawdziwy Powód - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#OfGg5PmfPWA" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="OfGg5PmfPWA" data-title="04. Dlaczego tak trudno się modlić?  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="04. Dlaczego tak trudno się modlić?  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/OfGg5PmfPWA/sddefault.jpg" alt="04. Dlaczego tak trudno się modlić?  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">04. Dlaczego tak trudno się modlić?  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#OXyMr9tvxWI" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="OXyMr9tvxWI" data-title="05. Krok po kroku  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="05. Krok po kroku  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/OXyMr9tvxWI/sddefault.jpg" alt="05. Krok po kroku  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">05. Krok po kroku  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#I6u48UrDNQM" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="I6u48UrDNQM" data-title="06. Robić, nie robić?  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="06. Robić, nie robić?  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/I6u48UrDNQM/sddefault.jpg" alt="06. Robić, nie robić?  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">06. Robić, nie robić?  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#bRAuqHpciNw" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="bRAuqHpciNw" data-title="07. To imię ma moc  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="07. To imię ma moc  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/bRAuqHpciNw/sddefault.jpg" alt="07. To imię ma moc  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">07. To imię ma moc  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#Yz2zp8n_Bbo" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="Yz2zp8n_Bbo" data-title="08. O cokolwiek? Tak o cokolwiek!  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="08. O cokolwiek? Tak o cokolwiek!  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/Yz2zp8n_Bbo/sddefault.jpg" alt="08. O cokolwiek? Tak o cokolwiek!  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">08. O cokolwiek? Tak o cokolwiek!  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#F_prZdUgLg0" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="F_prZdUgLg0" data-title="09. On obiecał mi!  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="09. On obiecał mi!  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/F_prZdUgLg0/sddefault.jpg" alt="09. On obiecał mi!  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">09. On obiecał mi!  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#yEUV9A8wgeI" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="yEUV9A8wgeI" data-title="10. Klucz cz.1  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="10. Klucz cz.1  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/yEUV9A8wgeI/sddefault.jpg" alt="10. Klucz cz.1  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">10. Klucz cz.1  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#pgmGjm1Hbzs" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="pgmGjm1Hbzs" data-title="11. Klucz cz.2 - Jak działa wiara  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="11. Klucz cz.2 - Jak działa wiara  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/pgmGjm1Hbzs/sddefault.jpg" alt="11. Klucz cz.2 - Jak działa wiara  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">11. Klucz cz.2 - Jak działa wiara  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#9baAzMFYkNo" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="9baAzMFYkNo" data-title="12. Uczyń to twoim  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="12. Uczyń to twoim  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/9baAzMFYkNo/sddefault.jpg" alt="12. Uczyń to twoim  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">12. Uczyń to twoim  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class="">
								<a href="#Xctb2rd8AFk" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="Xctb2rd8AFk" data-title="13. Przykład wdowy  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="13. Przykład wdowy  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/Xctb2rd8AFk/sddefault.jpg" alt="13. Przykład wdowy  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">13. Przykład wdowy  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
						<li class=" yotu-last">
								<a href="#C4jueZtG5Nw" class="yotu-video ytef-grow" data-videoid="C4jueZtG5Nw" data-title="14. Matka w rozpaczy  - Módl się z mocą - Samuel Braga" title="14. Matka w rozpaczy  - Módl się z mocą - Samuel Braga">
					<div class="yotu-video-thumb-wrp">
						<div>
														<img class="yotu-video-thumb" src="https://i.ytimg.com/vi/C4jueZtG5Nw/sddefault.jpg" alt="14. Matka w rozpaczy  - Módl się z mocą - Samuel Braga">	
													</div>
					</div>
											<h3 class="yotu-video-title">14. Matka w rozpaczy  - Módl się z mocą - Samuel Braga</h3>
																			</a>
							</li>
				
				</ul>
</div><div class="yotu-pagination yotu-hide">
	<a href="#" class="yotu-pagination-more yotu-button-prs yotu-button-prs-1" data-page="more">Wczytaj więcej</a>
</div>
				</div>
			</div>
			


<p></p>
]]></content:encoded>
										</item>
		<item>
		<title>Dlaczego ja, Panie?</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 13 Aug 2019 09:32:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Jim Hohnberger]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[egoizm]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus]]></category>
		<category><![CDATA[misja]]></category>
		<category><![CDATA[powołanie]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2979</guid>
				<description><![CDATA[„To tak, jakby ktoś uciekał przed lwem, a spotyka niedźwiedzia; a gdy wejdzie do domu i opiera rękę o ścianę, ukąsi go wąż” (Am. 5, 19) Gdy razem z Sally zdecydowaliśmy się przeprowadzić do North Fork, nie było zagrożenia, że to pustkowie stanie się kiedyś podobne do tych, które przyciągają sławnych i bogatych w Vail.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><i>„To tak, jakby ktoś uciekał przed lwem, a spotyka niedźwiedzia; a gdy wejdzie do domu i opiera rękę o ścianę, ukąsi go wąż” (Am. 5, 19)</i></p></blockquote>
<p>Gdy razem z Sally zdecydowaliśmy się przeprowadzić do North Fork, nie było zagrożenia, że to pustkowie stanie się kiedyś podobne do tych, które przyciągają sławnych i bogatych w Vail w stanie Kolorado czy w Jackson Hole w stanie Wyoming. W rzeczy samej, gdy poszukiwaliśmy odpowiedniego miejsca, tylko jedna prywatna działka była dostępna, ale została sprzedana, zanim nawet złożyłem ofertę. Byłem zniechęcony, gdyż znaleźliśmy wymarzoną dolinę, gdzie ponad wszystko chcieliśmy mieszkać, a nic nie mogliśmy kupić. Modliłem się, ale nie pojawiło się żadne cudowne rozwiązanie. Odniosłem wrażenie, że gdy pojadę w górę doliny, Bóg w jakiś sposób mnie poprowadzi. Gdy jechałem po strasznych wertepach North Fork Road, poddałem się impulsowi i skręciłem w brudną dróżkę. Wydawało się, że jak wiele innych leśnych dróżek prowadzi w głąb lasu i gdzieś tam się kończy. Droga miała jednak swój koniec przy małym drewnianym domu, samotnie stojącym na poletku chwastów. Kosił je kosiarką potężnie zbudowany mężczyzna z wydatnym torsem, który wyglądał, jakby był częścią pustkowia. Nie był już młody.<br />
„Cóż – pomyślałem – nie mam nic do stracenia. Powiem, czego szukam, i zobaczę, czy o czymś nie słyszał”. Tak więc przedstawiłem mu całą listę wymagań – odpowiedni areał, całoroczny dostęp do wody, źródło grawitacyjne, wspomniałem o takiej działce, która graniczyłaby z ziemią należącą do rządu, aby jej sąsiedztwo nigdy nie zostało zabudowane. Gdy skończyłem, on spokojnie powiedział:<br />
– Sprzedam ci mój dom.<br />
– Co? – wyjąkałem, a on zaczął mi pokazywać dom, który okazał się małą, niedbale wykończoną drewnianą chatą, stojącą na powierzchni dwustu arów.<br />
„Wprawdzie to nie tyle arów, ile byśmy chcieli, a i dom jest mały, lecz uznajmy to za eksperyment. Spokojnie moglibyśmy pomieszkać w tym domu przynajmniej kilka lat” – rozmyślałem, gdy właściciel dalej oprowadzał mnie po posesji. Pokazał mi strumień i podając szklankę, zachęcił, bym się z niej napił. Nawet ja wiedziałem, że nie powinno się pić z niewiadomych źródeł i dlatego zawahałem się, więc on złapał szklankę i wypił do dna. Potem pokazał mi cysternę w korycie strumienia, która zaopatrywała dom w wodę. Nie wiem, czy jego zamiarem było zrobić na mnie wrażenie, ale powoli mu się to udawało. Spytałem o źródło, a on pokazał mi źródło, dające prawie czterysta litrów wody na minutę. Znajdowało się odpowiednio wysoko, by zrobić z niego napęd grawitacyjny.<br />
– Ja się tym nigdy nie interesowałem – powiedział – ale każdy mógłby to sklecić.<br />
Nieruchomość sąsiadowała z terenami Służby Leśnej, a do tego miała panoramiczne widoki na góry zarówno kanadyjskie, jak i te znajdujące się w Parku Narodowym Glacier. Byłem tak pełen entuzjazmu, że mężczyzna sprzedał mi swoje gospodarstwo, chociaż miało tylko dwieście arów, a on nie opuścił ceny o tyle, na ile liczyłem – a przecież jestem dobrym negocjatorem. Chata była prawdopodobnie najgorszym interesem, jaki zrobiłem w życiu. Jednak podpisałem umowę, bo przecież nie da się wycenić własnych marzeń.</p>
<p>Nastał październik, gdy moja rodzina w końcu mogła się wprowadzić do chaty i zacząć nowe życie w Montanie, a październik w tym wysokogórskim rejonie to początek zimy. Nie mieliśmy wystarczających zapasów drzewa, by ogrzać dom przez cały sezon. Zdaje mi się, że większość tej pierwszej zimy spędziłem na zewnątrz, brnąc w śniegu, by znaleźć więcej drewna. Szkoda, że mnie nie widziałeś! Starannie wybierałem i ścinałem drzewo. Z trzaskiem pękały ostatnie trzymające je prosto włókna i stary gigant zwyczajnie znikał. Pamiętam, że patrzyłem w zachwycie, jak cały pień zanurzał się w metrowej pokrywie śniegu. Dosłownie musiałem odkopywać drzewo, zanim w ogóle mogłem przyłożyć piłę na tyle nisko, by pociąć pień na kawałki. Potem trzeba było jakoś wydobyć kloce z wgłębienia, które powstało, gdy drzewo upadło, i wtoczyć je na sanki, a następnie związać, bym mógł przyholować ciężar do domu skuterem śnieżnym. Za każdym razem mogłem wieźć nie więcej jak trzy duże kawałki, ale trudno nawet opisać związane z tym problemy.<br />
Gdy tak toczyłem ciężkie kloce w stronę sanek, zbierały po drodze tyle śniegu, że wyglądało raczej, jakbym miał zamiar lepić bałwana, niż układać stos drewna. Śnieg przylepiał się do kłód, co dodawało im takiej wagi, że ledwo mogłem je toczyć. Gdy już dotarłem do sanek, musiałem każdą oskrobać ze śniegu. Pomimo trudu, jaki mi to sprawiło, wracałem do domu z uśmiechem, ciągnąc mój pierwszy ładunek drewna.<br />
Niestety, chwila triumfu nie trwała długo, bo odkryłem, że miejsce, z którego brałem drzewo, znajdowało się powyżej mojego domu, więc trzeba było teraz ciągnąć ładunek w dół po stromym nachyleniu. „Bam!” Ciężkie kloce uderzyły z hukiem w tył skutera, rzucając mnie na bok jak podczas jakichś dziwnych zawodów w niszczeniu. Uderzenie sprawiło, że ładunek stracił swój impet i cofnął się trochę. Rzuciłem okiem za siebie i zobaczyłem, że ponownie nabiera rozpędu. Przejechałem zaledwie kilka metrów, kiedy znów zostałem przyparty do lewej strony tak mocno, że prawie straciłem panowanie nad pojazdem. Gdy siły skutera i ładunku oddziaływały na siebie, czułem się jak na zajęciach z fizyki stosowanej.</p>
<p>Moja droga do domu była serią zakrętów w kształcie litery „S”, za każdym razem tył sań zarzucało to w lewo, to w prawo. Po kilku kursach wzór na drodze był tak wyrobiony, a metrowa warstwa śniegu tak ubita, że jadąc tą koleiną, czułem się, jakbym kierował gokartem na torze bobslejowym – a za każdym razem zjeżdżałem coraz szybciej! Jednak miało to jedną zaletę. W ten sposób powstał wspaniały tor saneczkowy dla dzieciaków, choć mogły używać tylko jego dolnej części – zjeżdżanie z samej góry byłoby zbyt niebezpieczne!<br />
Za najbliższych sąsiadów mieliśmy rodzinę Bernhardtów. Pan Bernhardt mieszkał w górach od wielu lat, robiąc wszystko, co mógł, by przeżyć. Jego trzej synowie byli młodymi mężczyznami, i razem założyli firmę budowlaną, która wybudowała wiele pięknych domów w tej dolinie. Dopiero co opuściłem miasto, miałem mnóstwo pytań i musiałem je komuś zadać. Więc jeśli nie rozumiałem działania instalacji wodociągowej, pytałem o nią Bernhardtów. Gdy jakaś naprawa wymagała użycia nietypowego narzędzia, już leciałem do Bernhardtów. Ciężko mi to teraz przyznać, ale Bernhardtowie uważali, że od wielu lat nie spotkali w North Fork bardziej beznadziejnego, tępego i naiwnego człowieka. Zawsze okazywali mi pomoc, ale wśród mieszkańców doliny panuje zawzięta niezależność, i w zgodzie z tą filozofią pomagali mi tylko tak, że dostarczali mi narzędzi i wiedzy, abym sam sobie pomógł.</p>
<p>Gdy tej zimy ścinałem drzewa, nie miałem jeszcze takiej zręczności jak dzisiaj i ostrze mojej jedynej piły utknęło w sęku starego zmurszałego giganta. Nie chciałem jednak iść do Bernhardtów po pomoc, bo stroili sobie ze mnie żarty i dokuczali, mówiąc, jakim jestem głupim mieszczuchem i zawsze, gdy opuszczałem ich dom, czułem, że ubyło mi jakieś piętnaście centymetrów wzrostu. Powiem ci, czułem się naprawdę źle, gdy tak raniono moją dumę. Więc sam spróbowałem wyciągnąć ostrze za pomocą klinów, ale to było tak wielkie drzewo, że nawet klin nie mógł poruszyć jego pnia i po wielu nieudanych próbach zdałem sobie sprawę, że czas udać się po raz kolejny do Bernhardtów.<br />
Gdy przedzierałem się przez śnieg do ich domu, nie mogłem przestać myśleć o mych wcześniejszych wizytach i o tym, co przyniesie mi ta. Zima w North Fork jest okresem, gdy mieszkańcy siedzą wokół stołu przy piecu, opowiadają historie i dzielą się plotkami, oczekując w ten sposób końca długiej, ostrej pory. Nie chciałem tego przyznać, ale wiedziałem, że wiele plotek tej zimy krążyło na temat mojej rodziny. Wydawało się, że każdy stawia zakłady, jakie mamy szanse przetrwania tutaj, i większość ludzi nie dawała nam więcej niż rok.<br />
– Wejdź, Jim – usłyszałem z wnętrza domu głos, zanim jeszcze wyciągnąłem rękę, by zapukać.<br />
Wszedłem i zobaczyłem wszystkich czterech mężczyzn siedzących za stołem, za nimi trzaskał ogień w piecu. Przywitaliśmy się, a oni zachichotali, gdy Bob zapytał:<br />
– Więc co się zepsuło tym razem?<br />
– No cóż – powiedziałem, próbując nadać swemu głosowi swobodny ton. – Czy kiedykolwiek zakleszczyło ci się ostrze piły? – Wybuchł śmiech jak z dna wulkanu.<br />
– Czy kiedykolwiek słyszałeś o klinach, chłopcze z miasta? – usłyszałem pierwszą uwagę okraszoną salwami śmiechu. Też próbowałem się uśmiechnąć, ale moja wesołość była wymuszona.<br />
– Tak, słyszałem o klinach gdzieś, kiedyś i nawet próbowałem ich użyć, by uwolnić ostrze, ale to drzewo jest po prostu zbyt duże. Chciałbym pożyczyć od was piłę, żeby uwolnić moją.<br />
Bob z chęcią pożyczył mi swoją piłę, ale Walter rzucił na odchodne:<br />
– Przyjdzie tu za godzinę, gdy twoja piła też utknie w pniu.<br />
Wracałem do drzewa, wiedząc, iż ta historia będzie krążyła po dolinie i zostanie tak przerysowana, że gdy usłyszy ją ostatnia osoba, dowie się, jak to wbiłem pół tuzina ostrzy w biedne, stare drzewo, a kliny sterczały z każdej szczeliny. Prawda jest taka, że piłę uwolniłem w kilka minut, ale to nigdy nie znajdzie się na liście lokalnych plotek.</p>
<p>Gdy sprzedaliśmy dom w Wisconsin, wydaliśmy prawie wszystkie pieniądze, by kupić ziemię i się na niej osiedlić. Przeprowadziliśmy się na odludzie, ale ta zmiana miała swoją cenę, bo dysponowaliśmy kwotą tylko sześciu tysięcy dolarów na rok, a planowaliśmy tak żyć przez trzy lata. To było wszystko, co mieliśmy, by zacząć nasz eksperyment na pustkowiu, i od początku był to eksperyment pełen problemów i udręk o wiele bardziej pospolitych i gorszych od tych, których wcześniej doświadczałem. Mieliśmy prostą chatę i używaną furgonetkę. Od początku pojawiły się nieprzewidziane problemy. Furgonetka się zepsuła, butla z propanem była nieszczelna i straciliśmy cały gaz zaraz po napełnieniu pojemnika. Ta zima była ostra, a strumień, z którego braliśmy wodę, zaczął zamarzać. To wymusiło kolejną wyprawę do Bernhardtów. Dali mi kilka bel siana, bym zapewnił strumieniowi izolację, ale i tak zamarzał. Rozpoczął się mój heroiczny, przegrany bój z lodem. Wychodziłem, by go rozbić, lecz wkrótce znowu musiałem robić to samo. W końcu byłem zmuszony wstawać co godzinę w nocy i schodzić po ciemku w dół po zaśnieżonym wzgórzu (a wciąż bałem się ciemności), by wyrąbywać w strumieniu mały kanał i próbować skłonić wodę, aby wpłynęła do naszej cysterny. Jednak na nic się to zdało i teraz musiałem chodzić przynajmniej raz dziennie do Bernhardtów, by u nich nabrać wody.<br />
Gdy w końcu uporałem się z tym problemem, wziąłem się do poważnego ulepszania naszego domu, a konkretnie do opracowania i budowy systemu ciepłej wody. Muszę przyznać, że nigdy nie miałem do czynienia z hydrauliką, ale widziałem w książkach schematy przedstawiające działanie takich systemów. Kupiłem więc odpowiedni typ miedzianych rurek i zabrałem się do pracy. Naczelną zasadą owych projektów jest prostota. System konwekcyjny działa tak, że zbiornik z gorącą wodą podaje ją z dołu wprost do kuchennego pieca i poziom wody podnosi się podczas ogrzewania. Gorąca woda powraca przez rurociąg do górnej części zbiornika i, czary mary, masz ją w domu. W praktyce system jest trochę bardziej skomplikowany i wymaga szczególnego typu odpowietrznika, który zabezpieczyłby instalację wodno–grzewczą przed negatywnymi skutkami nadciśnienia i podciśnienia.<br />
Pracowałem nad moim projektem i późnym wieczorem złożyłem wszystkie części. Byłem podekscytowany i z niecierpliwością włączyłem wodę. Czy wyobrażasz sobie, co czułem? Spełnienie oraz duma z wynalazczości i samodzielności przepełniały me serce! No cóż, rezultat był raczej marny. Zespawałem trzynaście rurek i dwanaście z nich przeciekało! Zawsze walczyłem ze swym porywczym charakterem, ujawniającym się, gdy sprawy nie szły po mojej myśli, a to była próba, której nie wytrzymałby najbardziej opanowany człowiek.<br />
– Wyłącz wodę! Wyłącz wodę! – krzyczałem do Sally, jakby to była jej wina.<br />
Potem obejrzałem przeciekające złączenia i kałuże na podłodze. Choć był już późny wieczór, Sally powiedziała:<br />
– Dlaczego nie pójdziesz porozmawiać z Bernhardtami, kochanie?<br />
Kilka minut później znalazłem się w ich gościnnym domu, i wyjaśniłem problem wśród salw śmiechu.<br />
– Przestańcie, chłopcy – powiedziałem. – Powiedzcie mi lepiej, co zrobiłem nie tak? Gdzie popełniłem błąd?<br />
– Przeprowadzka do North Fork! To był właśnie twój błąd! – krzyknął Walter, śmiejąc się tak głośno, że po policzkach leciały mu łzy. Kiedy się uciszyli, Bob powiedział:<br />
– Opowiedz nam, co zrobiłeś.<br />
Więc zacząłem opowiadać.<br />
– Wymierzyłem i przyciąłem rurki – oni kiwnęli głowami – potem je oczyściłem i wyszlifowałem papierem ściernym – wciąż kiwali głowami – a następnie ogrzałem złączenia palnikiem i zespawałem je.<br />
– Użyłeś topnika, zanim je zespawałeś, prawda, Jim? – wtrąciła się żona Boba.<br />
– Topnik, co to jest topnik? – spytałem bezradnie, dając im kolejny powód do radości.<br />
Gdy odzyskali mowę, wyjaśnili, że topnik pomaga usunąć zanieczyszczenia w lucie. Powiedzieli, jak mam go użyć, i dali mi trochę, abym mógł zacząć. Ale zrobiło się już późno i Sally zasugerowała, byśmy położyli się spać. Lecz to, że nie byłem dość bystry, aby zainstalować odpowietrzniki, które izolowałyby system ciepłej wody, oznaczało, że póki ten problem nie zostanie rozwiązany, nie będziemy mieć w ogóle wody. Czułem determinację, by zająć się całą sprawą jeszcze tej samej nocy albo paść trupem, a biorąc pod uwagę moje ostatnie doświadczenia, to drugie było bardziej prawdopodobne.</p>
<p>Dwie godziny zabrało mi rozmontowanie i ponowne oczyszczanie oraz ocynowanie złączeń i o wpół do pierwszej w nocy włączyliśmy wodę. Tym razem były tylko dwa przecieki. Nie widziałem sensu, aby dla dwóch dziur tracić czas na drenowanie całego systemu, więc wziąłem palnik i zacząłem ogrzewać złączenia. Z jakiegoś powodu nie mogłem ich ogrzać na tyle, by cyna była płynna. To mnie bardzo dziwiło, gdyż teraz już znałem odpowiednią technikę i doświadczyłem pewnych sukcesów. Pomyślałem, że może po prostu potrzebuję więcej ciepła, więc wziąłem drugi palnik i kazałem Sally trzymać go z jednej strony, podczas gdy ja trzymałem swój z drugiej. Niestety, nic to nie dało i zacząłem się irytować. „To wszystko wina Sally – pomyślałem. – Ona po prostu albo nie trzyma palnika we właściwym miejscu, albo trzyma go w niewłaściwy sposób”. O drugiej nad ranem poddałem się i poszedłem spać.<br />
Następnego poranka w porze śniadania całkowicie pokonany poszedłem do Bernhardtów. Opowiedziałem im, co się stało, a oni zarechotali.<br />
– Nie wydrenowałeś systemu, co nie, Jim?<br />
– Nie, a powinienem?<br />
Usłyszałem wybuch jeszcze większej wesołości i dojrzałem współczujące uśmiechy, jak gdyby żal im było takiego głupca jak ja. W końcu wyjaśnili mi, że woda w rurach odprowadzała ciepło pochodzące z palników natychmiast, gdy ja je dostarczałem. Szedłem z powrotem do domu i rozmyślałem, czego Bóg próbował mnie nauczyć. Jedna lekcja wydała mi się jasna. Bóg użył tych okoliczności, by obudzić we mnie pokorę i być może w tym względzie, jeśli nie w innych, moje doświadczenie miało jakiś sens.<br />
Innym domowym projektem, jakim musiałem się zająć, było założenie obwodu elektrycznego w pokoju używanym zarówno jako spiżarnia, jak i składzik. Naczytałem się na temat takiego projektu w poradnikach typu „zrób to sam”, ale jedna kwestia uszła mej uwagi – po czym poznać, kiedy na pewno kable są pod napięciem, a kiedy nie. Zdecydowałem się poradzić Bernhardtów.<br />
– Oto co robisz, Jim – wyjaśnił Walter. – Ślinisz palce, łapiesz kabel i jeśli czujesz, że cię kopie, to wiesz już, że jest pod napięciem!</p>
<p>To mnie nie zadowalało, ale ci goście byli budowlańcami, musieli zatem znać się na rzeczy. Zacząłem więc pracę i za każdym razem, gdy dotykałem kabla, rodzina słyszała mój krzyk: „Auć! Auć! Auć!”. Cały czas zastanawiałem się, jak twardymi ludźmi muszą być elektrycy, jeśli codziennie przez to przechodzą. Dopiero później, gdy podzieliłem się refleksją o elektrykach z Bernhardtami i usłyszałem ich histeryczny śmiech, zrozumiałem, że mnie nabrali.<br />
Pragnąłbym, by na tym skończyły się moje problemy, ale tak się nie stało. Ponieważ nie chcieliśmy wydawać naszych ograniczonych środków na rzeczy typu naprawa samochodu (chyba że byłoby to absolutnie konieczne), jeździliśmy na tak zużytych oponach, że pewnego razu wszystkie cztery siadły na pełnej dziur żwirowej drodze North Fork. To musi być rekord – złapać cztery gumy za jednym razem! Jestem pewien, że nikt mi nie dorówna!<br />
Nasz stary dodge był, zdaje się, przeznaczony do tego, by dawać nam wiele lekcji. Kiedyś zimą podróżowałem z dala od domu, a moją żonę zaskoczyły świeże opady śniegu. Postanowiła użyć pługu do odśnieżenia podjazdu, ale furgonetka nie chciała ruszyć z żadnego biegu. Sally próbowała założyć na koła łańcuchy, ale nie wiedziała jak. Spojrzała na samochód – jedno koło było ponad ziemią i powoli się poruszało, podczas gdy inne stały nieruchomo. Wzięła dmuchawę do śniegu, ale ta przestała pracować wkrótce po włączeniu.<br />
W końcu postanowiła poszukać pomocy u sąsiadów, niestety, nikogo nie zastała. W dolinie nie było telefonów. Do dziś nie ma tu tradycyjnej linii telefonicznej, a to działo w czasach, gdy jeszcze nie istniały komórki czy radiofony, i jedyną łączność ze światem zapewniało CB radio. Sally włączyła je i poprosiła o pomoc znajomego z odległej części doliny, ale nie mógł przybyć wcześniej niż za parę dni. To było trudne dla Sally, która zawsze koncentruje się na zadaniu i tym razem też chciała szybko załatwić tę sprawę. Pan jednak miał dla niej w zamyśle coś lepszego niż mocowanie się z pługiem pod moją nieobecność.</p>
<p>Bóg przemówił do niej w myślach i wytłumaczył, że chce, by skupiła się na dzieciach i zapomniała o tym, co dzieje się na zewnątrz. Sally od razu przestała martwić się podjazdem i zabrała się z entuzjazmem do umilania czasu dzieciom. Późnym wieczorem odezwał się mężczyzna, który wcześniej nie mógł tak szybko pomóc, a teraz był już w drodze. Usunął pługiem śnieg z podjazdu i spojrzał na furgonetkę. Wszystkie cztery koła dotykały ziemi. Wsiadł do auta, wrzucił bieg – skrzynia działała bez zarzutu. Odjechał tej nocy, myśląc zapewne, że Sally to wariatka, której zdawało się, że coś jest nie tak. Ale naprawdę coś było nie tak aż do momentu, gdy pozwoliła Bogu, by poprowadził jej myśli i dodał energii! Wtedy ciężarówka zapaliła. Nieważne, że inni mogli nie rozumieć walki, jaką toczyła. Oboje przekonaliśmy się niejeden raz, że czasem stajemy się głupcami dla innych, by zyskać Królestwo Niebieskie.</p>
<p>Nienawidziłem tych problemów, ponieważ zmuszały mnie, bym spojrzał na siebie z zupełnie innej perspektywy. Sally kochała nasze życie nie dlatego, że było łatwe, ale dlatego, że spełniło się coś, czego zawsze pragnęła – miała mnie w domu. Chłopcy cieszyli się, że po raz pierwszy w życiu skupiali na sobie uwagę obojga rodziców. A ja nie mogę powiedzieć, że za tym przepadałem. Życie na pustkowiu było po prostu jedną ciężką pracą, i choć lubiłem wysiłek fizyczny, ciągle trapiła mnie myśl, że mamy bardzo ograniczone środki finansowe.</p>
<p>Aby oszczędzić pieniądze, jadaliśmy proste potrawy. Wybieraliśmy tańsze jedzenie i zawsze sami wszystko przygotowywaliśmy. Nie tęskniliśmy za wymyślnymi daniami, mieliśmy dość jedzenia, więc nie zastanawialiśmy się, jak inni mogą odebrać nasz styl życia aż do momentu, gdy hrabstwo przysłało nam duży zapas żywności. Usłyszeli po prostu o tej biednej, głodującej rodzinie w górze doliny. Kategorycznie odmówiłem przyjęcia daru. W końcu poprzedniego roku osiągnąłem dochód sześciocyfrowy. Próbowałem im wyjaśnić, że jedliśmy w ten sposób z własnego wyboru i zamierzone ubóstwo, dzięki któremu można zyskać coś, czego się pragnie, bardzo się różni od ubóstwa niezamierzonego.</p>
<p>Były też naprawy domowe. Pewnego razu poczuliśmy okropny zapach i odkryliśmy, że rura odprowadzająca ściek rozłączyła się gdzieś pomiędzy ścianą kuchni i łazienki. Małe dojście z tyłu szafki kuchennej pozwalało, by instalacja wodno–kanalizacyjna była odsłonięta, ale nie zaprojektowano tego dla rury kanalizacyjnej. Wszedłem do środka szafki, próbując w bardzo niewygodnej, poskręcanej pozycji przyjrzeć się rurze. Chciałem znaleźć miejsce, gdzie się rozłączyła, i zorientować się, co dokładnie muszę zrobić, by to naprawić. Jeśli chcesz poczuć, przez co przechodziłem, spróbuj uklęknąć na twardej podłodze i czołgaj się na brzuchu pod stolikiem, aż będziesz miał nad głową jego środek. Następnie wsadź głowę do wiaderka wraz z ramieniem, bo przecież jakoś musisz trzymać latarkę, a potem obracaj głową od dziewięćdziesięciu do stu osiemdziesięciu stopni, koordynując ruch z ręką trzymającą latarkę. Dzielę się tym nie po to, by się tłumaczyć czy wzbudzić twoje współczucie, ale by pomóc ci zrozumieć, jaką bitwę toczymy z naszym uporem.</p>
<p>Podczas gdy męczyłem się tam w dole, Sally, która wie o hydraulice jeszcze mniej niż ja, podsuwała różne pomysły – uważała je zapewne za wyśmienite. Mnie, gnieżdżącemu się pod zlewem w szafce, wydawały się najbardziej bezużytecznymi propozycjami, jakie kiedykolwiek słyszałem. Słuchałem Sally najuważniej, jak mogłem, po czym poczekałem, aż się na chwilę uciszy, i wtedy krzyknąłem z mej głębokiej, ciemnej dziury: „Sally, nie teraz!”.</p>
<p>Zdarzały się też konflikty bardziej osobistej natury. Być może najbardziej uciążliwą rzeczą dla mojej żony było to, że nie mogła już kupować na przykład papierowych ręczników czy chusteczek do twarzy. W rzeczywistości tych kilka centów zaoszczędzonych na owych produktach pewnie nie zmieniłoby naszego ekonomicznego statusu tak drastycznie i teraz to widzę. Ale musisz pamiętać, że samo pragnienie chrześcijańskiego życia nie oznaczało jeszcze, iż już je osiągnęliśmy. Byłem wciąż tym samym pozbawionym sentymentów Niemcem, który żył w mieście, więc mój tradycyjny sposób radzenia sobie z problemami polegał na tym, że wygłaszałem swoją opinię, a następnie jak dyktator ucinałem wszelką dyskusję na temat powziętej decyzji. Ponieważ nie chciałem słuchać argumentów Sally, zaczęła dusić w sobie uczucia, bo wiedziała, że nie może ich otwarcie wyrazić. Dla niej brak papierowych ręczników czy chustek był wyrazem najwyższej deprywacji, i nieustannie płakała, gdy powtarzałem, że po prostu nie możemy sobie na to pozwolić.</p>
<p>Problem z uczuciami polega na tym, że można je tłumić tylko do pewnego momentu. Co pewien czas emocje Sally eksplodowały i wtedy miałem przed sobą zupełnie inną kobietę. Nie wiedziałem, jak rozwiązać nasze konflikty! Próbowałem troszczyć się o potrzeby rodziny najlepiej, jak umiałem, i było to dobre, ale na tym etapie życia nie znałem się zupełnie na troszczeniu się o bardziej osobiste, emocjonalne potrzeby mojej żony. Jedną z najtrudniejszych rzeczy, z jakimi musiałem się borykać na pustkowiu, było moje „ego”, i minęło kilka miesięcy, zanim spostrzegłem, że Sally czy chłopcy nie stanowili głównego problemu w naszym domu, tylko ja sam. Trudno wyrazić, jak bolesne było dla mnie to odkrycie. Poproś, abym siłował się z grizzly, ale nie każ mi zmierzyć się ze sobą samym!<br />
Kiedy Sally tu zamieszkała, musiała stawić czoła wielu lękom. Bała się niedźwiedzi, ale także mniejszych zwierząt, na przykład myszy. Tak się złożyło, że w naszej chacie zalęgło się kilka myszy i zanim się ich pozbyliśmy, zdarzało się, że mysz sporadycznie wychodziła spod kuchennej szafki i przelatywała po podłodze, a Sally krzyczała: „A! Mysz! Jim!”.<br />
Kieruję się logiką, i nie chciałem przerywać swojej pracy, by przybyć jej z odsieczą. Co więcej, wiedziałem, że mysz zniknie, nim się pojawię, więc zaproponowałem Sally rozwiązanie: „Po prostu na nią nadepnij!”.</p>
<p>Biedna Sally! Ona, piękna panna w tarapatach, pragnęła zostać ocalona przez rycerza na białym koniu, a co miała? Mnie za męża! Spoglądała na mysz, która rozpaczliwie szukała kryjówki, i mimo że była szybka, od schronienia dzieliło ją jeszcze kilka kroków. Gorsza jednak dla Sally była myśl, że swoją stopą mogłaby zmiażdżyć drobne kosteczki zwierzątka. Moja żona nigdy nie nadepnęła na żadną mysz, a w końcu i tak wszystkie złapaliśmy.<br />
Widzisz, często myślimy, że jeśli uczestniczymy w Bożym planie, to nie będziemy napotykać problemów. Prawda jest taka, że gdy naprawdę szczerze szuka się Boga, wówczas diabeł budzi się, by walczyć z powodu straty swoich poddanych, i wtedy przychodzą próby i problemy. My otoczyliśmy się co prawda ciszą, ale zgubiliśmy się w powodzi prób. Jednak dzięki temu zbliżyliśmy się do siebie jak nigdy wcześniej. Sprowadziło nas to na kolana. Odkryliśmy, że Boże obietnice są prawdziwe i że On nigdy nas nie opuści ani nie zostawi. Poznaliśmy, że przeciwieństwa losu sprzyjają budowie charakteru i wiążą ze sobą serca. Ponieważ nie było zewnętrznych „rozpraszaczy uwagi” – żadnej pracy w jakieś firmie, telewizji czy telefonu – nie było niczego poza naszą rodziną, przyrodą i Bogiem – znaleźliśmy nową wolność, by kochać, śmiać się i pracować. Po raz pierwszy w życiu staliśmy się prawdziwą rodziną.</p>
<p>W przeszłości udawało mi się spędzić kilka minut z moimi chłopcami, brałem ich na chwilę na kolana i pozwalałem prowadzić traktor do koszenia trawy. Teraz mogliśmy razem jeździć pługiem do ogarniania śniegu, a oni uwielbiali czas spędzany z ojcem. Tej pierwszej zimy bawiliśmy się jak nowo poznani przyjaciele. Budowaliśmy domki ze śniegu i forty śnieżne, rzucaliśmy się śnieżkami. Całymi godzinami jeździliśmy na sankach, a gdy zrobiło się za zimno, w końcu wracaliśmy, by wyschnąć przy kominku i grać w gry planszowe. Czytaliśmy wiele historii i po prostu cieszyliśmy się możliwością spędzenia ze sobą czasu. Byliśmy prawdziwą „Rodziną z pustkowia”. Zostawiliśmy jedno życie i powoli zakochiwaliśmy się na nowo w sobie i w nowym życiu.<br />
Pozwól, że zdradzę ci pewną tajemnicę. Nie musisz rezygnować z dotychczasowego życia i mieszkać na odludziu, by zyskać wiele czy większość z tego, co myśmy zyskali. Nasza rodzina zdecydowała się akurat na taki krok. Wybraliśmy to, co było najważniejsze dla nas, i określiliśmy nasze cele życiowe, ale wyborów można dokonać wszędzie. Czy łatwiej to zrobić na pustkowiu? Myślę, że tak, ale niektórzy ludzie zmienili swoje priorytety bez zmiany miejsca zamieszkania czy zatrudnienia. Najistotniejsze jest określenie głównych celów w życiu, a następnie opracowanie planu, jak owe cele osiągnąć.</p>
<p>Większość z nas przygląda się swoim aktualnym zajęciom i zastanawia się, jak wcisnąć w napięty grafik coś, czego naprawdę pragniemy, chodzi o czas spędzony z rodziną, czas dla małżeństwa i prawdziwego duchowego rozwoju. Jeśli spróbujemy robić wszystko, czym zajmujemy się teraz, i dodamy do tego jeszcze jakieś nowe priorytety, to się nigdy nie sprawdzi. Nigdy nikomu się nie sprawdziło. Poważnie się zastanów, czego naprawdę szukasz w życiu. Jeśli jesteś podobny do nas, szybko uznasz, że rzeczy materialne, pieniądze, wpływy czy władza nie przynoszą trwałego szczęścia. Tylko pokój z Bogiem i pełne miłości relacje rodzinne mogą dać prawdziwe szczęście. Od ciebie zależy, czy prowadzony przez Ducha Świętego zdecydujesz, z czego trzeba zrezygnować, by osiągnąć szczęście.</p>
<p>Ja i moja rodzina nie stanowimy wzorca do naśladowania. To Bóg powinien być najważniejszy w twoim życiu. Dzieląc się naszą nietypową historią o podążaniu za głosem Pana, mamy nadzieję zainspirować innych do szukania Bożej woli w życiu i do tego, by zastanowili się nad sposobem, w jaki Bóg pragnie wprowadzić ich w ciszę. Miliony ludzi pragną być bliżej Niego i przyrody. Zwróć uwagę na niezliczone tłumy mieszkańców miast, przyjeżdżające biwakować w parkach narodowych i na innych dzikich terenach. Tęsknią za tym, by choć przez kilka chwil posmakować życia, które myśmy wybrali i które tak dobrze wpłynęło na całą naszą rodzinę. Niektórzy mogą czuć potrzebę zamieszkania na odludziu, inni na wsi, a jeszcze inni będą chcieli zostać w mieście lub na jego obrzeżach. Każdy z tych wyborów niesie ze sobą jakieś korzyści i jakieś problemy. Mieszkanie na wsi nie stanowi lekarstwa na wszystkie kłopoty. To po prostu jedno z wielu narzędzi, jakich używa Bóg, aby pomóc nam się odszukać. Nie każdy ma powołanie do życia na odludziu, ale każdy jest powołany, by znaleźć doświadczenie na pustkowiu z Bogiem podobne do tego, jakie myśmy odnaleźli tu w górach.</p>
<p>Jeśli pragniesz powrotu do ciszy i doświadczenia Boga w nowy, osobisty sposób, pamiętaj, że niezależnie od tego, czy jesteś na pustkowiu, czy w mieście, szatan uczyni wszystko, co w jego mocy, by sprowadzić na ciebie kłopoty i trudności. Wie, że straci władzę nad tobą, jeśli zanurzasz się w ciszy przepełnionej Bożą obecnością i nie przestajesz szukać Zbawiciela dla siebie i swej rodziny. Nie zniechęcaj się, że sprawy nie idą po twojej myśli, bo gdy wróg naszej duszy budzi się do walki przeciw nam, możemy być pewni, że idziemy dobrą drogą, a to wyzwala w nim strach. Szukaj Boga, póki jeszcze da się znaleźć. Pozwól Mu, by związał twą rodzinę więzami miłości i sympatii. Nazwij ataki królestwa ciemności tym, czym są – przyznaniem, że naprawdę nie jesteś daleko od Królestwa Bożego. Powróć do ciszy i znajdź odpoczynek dla swej duszy.</p>
<p><span class="small2">Artykuł jest czwartym rozdziałem książki „Powrót do ciszy” wydanej przez Orion plus.</span></p>
<p>Autor: Jim Hohnberger<br />
Tłumaczenie: Barbara Willak</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Zacznij od siebie</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/zacznij-od-siebie/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/zacznij-od-siebie/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 06 Aug 2019 09:13:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Sally Hohnberger]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[grzech]]></category>
		<category><![CDATA[pokora]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2946</guid>
				<description><![CDATA[„[&#8230;] i za nich poświęcam siebie samego [&#8230;]” (Jan 17, 19) Pewna matka jechała samochodem ze swoim nastoletnim synem, który dopiero co otrzymał tymczasowe prawo jazdy. Syn uparcie prosił, żeby pozwoliła mu prowadzić. Zmęczona ciągłym nagabywaniem, dała za wygraną, jednak zanim oddała kierownicę, zapytała: – Obserwowałeś mnie, więc wiesz co robić, prawda? – Jasne, mamo!.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><i>„[&#8230;] i za nich poświęcam siebie samego [&#8230;]” (Jan 17, 19)</i></p></blockquote>
<p>Pewna matka jechała samochodem ze swoim nastoletnim synem, który dopiero co otrzymał tymczasowe prawo jazdy. Syn uparcie prosił, żeby pozwoliła mu prowadzić. Zmęczona ciągłym nagabywaniem, dała za wygraną, jednak zanim oddała kierownicę, zapytała:<br />
– Obserwowałeś mnie, więc wiesz co robić, prawda?<br />
– Jasne, mamo! – zapewnił.<br />
Kiedy wjechał na jezdnię, matka była mile zaskoczona jego ostrożnością. Zatrzymał się na światłach, a ona pochwaliła jego umiejętności. Kiedy zjeżdżali ze wzniesienia w kierunku ruchliwego skrzyżowania, zauważyła, że za chwilę zaświeci się czerwone światło. Zanim się zorientowała, syn nagle przyspieszył i przemknął przez skrzyżowanie tuż po tym, jak światło się zmieniło. Inni kierowcy zareagowali na to klaksonami, nieprzyjemnymi spojrzeniami i gestami.<br />
– Skręć na parking i zatrzymaj się – słabym głosem powiedziała matka. Kiedy to zrobił, odwróciła się do niego, cały czas jeszcze się trzęsąc. – Wydawało mi się, że, tak jak powiedziałeś, obserwowałeś mnie i wiesz, co robić.<br />
– Tak właśnie jest, mamo!<br />
– Nie sądzę. Powtórzmy sobie sygnalizację, zanim przejdziemy dalej. Co oznacza czerwone światło?<br />
– Zatrzymanie, oczywiście. Mamo, przecież to niepoważne.<br />
– Całe życie przemknęło mi przed oczami, więc jeżeli nadal chcesz prowadzić, to dla mnie bynajmniej nie jest to niepoważne. Zrozumiałeś?<br />
– Tak.<br />
– Co oznacza zielone światło?<br />
– Jazdę.<br />
– A co robię, kiedy światła zmieniają się na żółte? – zapytała znacząco.<br />
– Jedziesz tak szybko, jak możesz, żeby zdążyć przejechać.<br />
Być może nie byłeś zmuszony stawić czoła własnej niekonsekwencji w tak rażący sposób, prawda jednak jest taka, że nigdy nie dostarczysz dzieciom czegoś więcej ponad to, co sam posiadasz. Musisz być szczery w samoocenie – nie po to, żeby stracić nadzieję i załamać się swoim stanem, ale żeby przygotować się na radykalnie inne rozwiązanie niż to, które stosowałeś do tej pory. Jeżeli więc twoje życie i doświadczenia religijne nie są czymś, co chciałbyś, żeby twoje dzieci powielały, musisz rozważyć wprowadzenie zmian i rozpocząć przemianę od samego siebie.<br />
Nikomu nie było trudniej być rodzicem niż mnie i często żaliłam się Bogu na swój los: „Panie, jestem taka sfrustrowana nieudanymi próbami doprowadzenia moich chłopców do posłuszeństwa! Czuję, że walczę z gigantyczną przeszkodą, która jest dla mnie o wiele za wysoka. Nie dam rady!”. Wtedy otchłań rozpaczy otwierała swoje ramiona, żeby powitać mnie, zupełnie zrezygnowaną. Rozczulałam się nad sobą przez jakiś czas, rozpamiętując żale. Później, kiedy już miałam dość swojego opłakanego stanu, znowu wołałam do Boga: „Jestem na dnie, Panie! Chcę stąd wyjść!”.<br />
Naprawdę chcesz się podnieść, Sally? – łagodnie pytał Bóg.„Oczywiście, że chcę uwolnić się od moich kłopotów! Co masz na myśli?”<br />
Hmm, poprzedniego dnia powiedziałaś Mi, że chcesz odbić się od dna, ale nie chwyciłaś Mojej ręki, kiedy ci ją podałem. Mogę cię wybawić. Czy źle zrozumiałem twoją prośbę?<br />
Przypomniałam sobie tę sytuację. Modliłam się, a moje serce było pełne rozpaczy i beznadziei. Na próżno starałam się wydostać z dołka. Wyobraziłam sobie, jak próbuję wspiąć się po ścianach pieczary, ale były zbyt śliskie, pieczara zbyt głęboka, a moje siły niewystarczające. Udawało mi się wspiąć prawie na samą górę. Mogłam nawet dostrzec światło słoneczne. Ale wtedy traciłam siły lub oparcie pod nogami i spadałam z powrotem na samo dno. Starałam się myśleć pozytywnie – przez jakiś czas nawet się to sprawdzało – potem jednak mój umysł wracał do myśli o mojej niedoskonałości, o byciu niegodną i znowu spadałam na dno ciemnej pieczary.</p>
<p>Zrozpaczona, błagałam Jezusa o wybawienie. Oczami wyobraźni widziałam Bożą dłoń wyciągniętą w moim kierunku. Pragnęłam ją uchwycić bardziej, niż mogłam to nawet wyrazić. Myślałam jednak, że nie powinnam liczyć na to, że Jezus może mnie wybawić. Odwracałam głowę, czując się niegodna, by dotknąć Jego dłoń. W ten sposób pozostawałam na dnie, dręczona strasznymi uczuciami i myślami. Teraz zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego nie przyjęłam wtedy Bożej ręki?”. Pojawiła się odpowiedź: „Ponieważ nie czułam się godna”.<br />
Pan starał się prowadzić moje myśli i zapytał: Czy powinnaś ufać swoim uczuciom, czy mojemu Słowu?<br />
„Oczywiście Twojemu Słowu, Panie. Ale przecież uczucia mówią mi, kim jestem, czyż nie?”<br />
Uczuciom nie można ufać, Sally. Szatan przemyca kłamliwe uczucia do twojego umysłu, a później pociąga za sznurki emocji. Stąd kombinacja niewłaściwych uczuć wywiera nieodpartą presję, aby pełnić wolę szatana. Często doprowadza cię w ten sposób do otchłani rozpaczy, a ty mu ulegasz. Nie możesz słuchać swoich uczuć ani kłamstw, którymi szatan ci urąga. Moje Słowo jest godne zaufania. Czy wybierzesz Moje Słowo, czy swoje uczucia?<br />
Nagle dostrzegłam nadzieję! „Nie muszę słuchać swoich uczuć? – pomyślałam. – Jeżeli to prawda, to mogę odwrócić się od destrukcyjnych myśli i emocji. Mogę zaufać Jezusowi! On potrafi i chce wybawić mnie z otchłani błędnego myślenia i rozpaczy”. Tak więc, w moim umyśle, uchwyciłam się Jego dłoni, a On wyciągnął mnie z ciemnego, przerażającego dołu i postawił moje stopy na skale – Jezusie Chrystusie.</p>
<p>Nie ma otchłani tak głębokiej, aby Boża ręka nie mogła dosięgnąć dna. Nie ma zła ani grzechu tak wielkiego, aby Bóg nie był w stanie cię z niego oczyścić, czy który powstrzymałby Go przed przyjęciem nas w kochające, przebaczające i przemieniające ramiona. Nagle dostrzegłam nadzieję.<br />
„Nie muszę słuchać własnych uczuć – powiedziałam do siebie. – Muszę iść w przeciwnym do destrukcyjnych myśli i emocji kierunku, ponieważ są one w sprzeczności z Bożym Słowem. Mogę zaufać Jezusowi. On nie chce, żebym znajdowała się w takim stanie”.<br />
Zobaczyłam, jak słonce wychodzi zza ciemnych, rozgniewanych chmur mojego umysłu. Wyczułam, że ciemność, która mnie otaczała, ustępuje. Szatan tracił swoją kontrolę nade mną.<br />
Moje negatywne myśli i uczucia jednak szybko powróciły. Znowu wołałam do Boga: „Panie, co mogę zrobić? Wcale nie czuję się lepiej!”.</p>
<p>Nie martw się uczuciami, Sally. Popracujmy nad twoimi myślami. Pomyśl o tym, jak dobrą jesteś matką. Pomyśl o dobrych przyzwyczajeniach, jakie wszczepiłaś chłopcom poprzez świadome wychowanie. Wyjdź z rozpaczy, podążając za Mną.<br />
Tak ciężko było zmienić sposób myślenia. Rozpamiętywanie tego, jak byłam okropna, przychodziło z łatwością. Był to nawyk, który towarzyszył mi przez całe życie! I właśnie te negatywne wzorce myślenia co jakiś czas wpędzały mnie w rozpacz. Tak bardzo chciałam się od tego uwolnić, że zdecydowałam się włożyć cały wysiłek w zupełnie inne myślenie, niż do tej pory, w koncentrowanie się na dobrych, a nie złych aspektach.<br />
„Jak to działa?” – zastanawiałam się. Naprawdę z trudem przychodziło mi przyswojenie sobie tej koncepcji. Jeżeli walczycie o powrót ze złej drogi, wierzcie mi – to naturalne. Bóg nie spisał mnie na straty. Podsunął mi wspomnienie o Matthew, który zerwał dla mnie bukiet polnych kwiatów i wręczył mi je, mówiąc, że mnie kocha. Bóg rozrzedzał mgłę kłamstw szatana, który oskarżał mnie o to, że nie zrobiłam nic dobrego.</p>
<p>„Twierdzisz, że nie jestem aż taka zła? Że mogę czynić dobre rzeczy, gdy Jezus jest we mnie?” Powoli zaczęłam uświadamiać sobie, że obraz mnie samej, w który do tej pory wierzyłam, jest fałszywy i że dla Boga mam nieocenioną wartość. Pan pokierował mną, abym zaczęła myśleć bardziej pozytywnie na swój temat, tak, żebym mogła zbudować ufność i zaufanie do Niego. „Andrew je mniej podczas posiłków dzięki moim staraniom, żeby zwalczył objadanie się – rozmyślałam. – To dobrze. A Matthew uwielbia chodzić ze mną na spacery i nawet pracować ze mną. Obydwaj chłopcy uwielbiają się ze mną bawić. Uczą się dobrych nawyków schludności, porządku i staranności. Nie jestem aż taką nieudacznicą. Myślę, że powinnam się z tego cieszyć”. W ten oto sposób moje myśli, prowadzone przez Boga, zaczęły zmieniać kierunek. Było to dla mnie ogromne zwycięstwo.<br />
Gdy pielęgnowałam tę współpracę z Bogiem, boski pokój zagościł w moich emocjach i wyparł negatywne uczucia. Beztroski i radosny duch wydawał się prawie nietaktem po tylu latach dostrzegania samych negatywów, jednak poddałam się mu, ufając, że Bóg wie lepiej. Radość wypełniła miejsce, gdzie wcześniej znajdował się smutek. „Bóg mnie kocha!” – myślałam. Kiedy poddawałam się Jego działaniu, wybawiał mnie od złych myśli i uczuć, które miały nade mną władzę. Jestem Mu wdzięczna, że od tamtego dnia już nigdy nie wróciłam na dno rozpaczy.<br />
Jedno z największych wyzwań rodzicielstwa, z jakimi musimy się dzisiaj zmierzyć, to pomóc naszym dzieciom zwalczyć nawyki złego myślenia, odczuwania i reagowania oraz wskazać im właściwe przyzwyczajenia. Bez Bożej pomocy wykonanie tego zadania jest niemożliwe. Dlatego też On musi wykonać w nas pracę, jaką chcemy widzieć w naszych dzieciach. On musi najpierw nas uświęcić, dla ich dobra, aby wybawić nas z nawyków złego myślenia, tak, byśmy mogli w zamian nauczyć dzieci tego, co sami już umiemy. Bóg może i chce udzielić boskiej mądrości i siły każdemu rodzicowi i dziecku, które do Niego woła o pomoc i gotowe jest do współpracy.<br />
Pewnego dnia, kiedy sześcioletni Andrew był bardzo niegrzeczny, dałam mu klapsa i odesłałam do pokoju, żeby „przestał płakać”. Po piętnastu minutach szloch wcale nie ustał. Żeby zająć go czymś innym, wysłałam go na spacer dokoła domu i kazałam wypełnić pojemnik na drewno. Wcale nie pomogło. Nadal płakał!<br />
– Andrew, kochanie, co się stało? – zapytałam. – Pięknie wykonałeś swoje zadanie. Już nie masz powodu do płaczu.<br />
– Nie mogę przestać płakać – wyjąkał, pociągając nosem.<br />
„Och, Panie, jak mogę mu pomóc? Nic, czego próbowałam, nie skutkuje”.<br />
Sally, jak wyprowadziłem cię z twojej rozpaczy i beznadziei? – spytał Bóg, nakreślając mi problem.<br />
„Szatan musi podsyłać mu kłamliwe myśli – stwierdziłam. – To, że nadal nie przestał płakać, oznacza, że się im poddaje. Muszę dowiedzieć się, co myśli i czuje” – powiedziałam do siebie, podchwytując tę myśl.<br />
– Andrew, co teraz dzieje się w twojej głowie? O czym myślisz?<br />
– O tym, jaki jestem niegrzeczny i głupi – szlochał. – Chcę być dobry, ale musi być ze mną coś nie tak, bo nie potrafię!<br />
Sally, wyjaśnij mu, o co chodzi z otchłanią rozpaczy – co go tam pcha i jak może się wydostać. Będę z tobą – zachęcał mnie Pan.<br />
– Andrew, te myśli są kłamstwem, które podsuwa ci szatan. Nie musisz im ulegać. To szatan próbuje zepchnąć cię na dno rozpaczy.<br />
Wydawało się, że Andrew dokładnie rozumie, o co mi chodzi. Naprawdę, Bóg był ze mną i pomagał mi wyrazić wszystko w sposób najbardziej przystępny dla niego.<br />
– Andrew, wyobraź sobie, że Bóg wyciąga dłoń, bo chce wydobyć cię z tego dołu beznadziejności. Po prostu ją uchwyć, to wszystko. Bóg cię kocha i chce ci pomóc – uśmiechałam się zachęcająco.<br />
Oczy Andrew rozjaśniły się. Byłam pewna, że mi wierzy.<br />
– Pomódl się, Andrew, i oddaj Bogu złe myśli. W ten sposób chwycisz Jego dłoń.<br />
Spojrzał na mnie i przytakująco skinął głową. Później mocno zacisnął powieki.<br />
– Boże, zabierz moje złe myśli i daj mi lepsze. Pomóż mi być dobrym i spraw, żebym przestał płakać.<br />
Stał w skupieniu, czekając na głos Boży, tak jak zawsze zachęcaliśmy do tego naszych chłopców.<br />
Mijały minuty. W końcu zapytałam:<br />
– Co powiedział ci Pan Bóg, Andrew? Co chce, żebyś zrobił?<br />
– Chyba chce, żebym zerwał jakieś kwiaty.<br />
– No, to na co czekasz? Zrób to! – zachęciłam go.<br />
Pobiegł, a po chwili wrócił z bukietem bzu, już nie płacząc. Bardzo się ucieszyłam!<br />
– Co się stało, Andrew – pytałam, nadal drążąc.<br />
– Prosiłem Boga, żeby zabrał mój płacz i chwyciłem Jego dłoń, tak jak mi mówiłaś. Powiedział mi, żebym nacieszył się moimi ulubionymi kwiatami. Musiałem otrzeć łzy, żeby je dostrzec. On się o mnie troszczy, mamo. W pewnym momencie przestałem płakać, ale nawet nie zauważyłem kiedy – zdradził swój sekret, uśmiechając się, i podał mi kwiaty.<br />
Zwycięstwo nad sobą zaczyna się od myśli i przechodzi w cudowny sposób w uczucia. Odniosłam sukces, kiedy podzieliłam się z synem moimi doświadczeniami. Andrew nadal był skłonny słuchać i wierzyć kłamliwym myślom, ale z czasem, kiedy powtarzaliśmy cały proces, coraz lepiej szło mu oddawanie złych myśli Jezusowi, aż odniósł całkowite zwycięstwo.<br />
Dzieci naśladują nasze nieudolne sposoby rozwiązywania problemów. Matthew i ja widzieliśmy kiedyś scenę w telewizji, gdzie matka w przypływie złości tłukła naczynia. Później zapytałam go, czego się nauczył.<br />
– Kiedy jest się wściekłym, trzeba rzucać naczyniami! – odpowiedział.<br />
Jaka to lekcja dla wszystkich rodziców! Zasada jest następująca: zmieniamy się poprzez obserwację. I to prowadzi nas do logicznego pytania: jaki przykład daję w moim domu?<br />
Zbyt często ku swojemu zawstydzeniu, uświadamiałam sobie, że przez mój przykład uczę chłopców zamknięcia się w sobie i wejścia do tej samej otchłani rozpaczy, która była mi tak bardzo znajoma. Na szczęście tylko jeden z moich synów przyjął tę taktykę. Zmusiło mnie to do powrotu do miejsca, w którym już byłam, i nauczenie go tych samych lekcji, których Bóg udzielił mnie, aby pokonać negatywne myślenie, jednak przez jakiś czas, mój kiepski przykład był dla niego przeszkodą.<br />
Przez to osobiste doświadczenie nauczyłam się, jak bardzo wszyscy potrzebujemy Chrystusa, żeby zmienić siebie i móc mądrze współpracować z niebem w prowadzeniu dzieci do Jezusa, aby one też doświadczyły zmiany.</p>
<p>Kiedy mam chwilę wolnego czasu, lubię robić na drutach. To bardzo motywujące, kiedy biorę do ręki na w pół skończoną robótkę i widzę, jak dużo udaje mi się zrobić w krótkim czasie. Kiedy moje ręce oddają się twórczemu zajęciu, sama zyskuję inne błogosławieństwo – odpoczynek. Zawsze ciężko pracowałam, więc kiedy tylko siadam, od razu zaczynam myśleć o rzeczach, które powinnam zrobić i od razu zabieram się za ich wykonanie. Praca na drutach pomaga mi zapomnieć o wszystkim, zmusza mnie, żebym usiadła, odpoczęła, słuchała lub po prostu relaksowała się w gronie rodzinnym. Przez lata nauczyłam robienia na drutach wielu ludzi. Wierzę, że nawet w zwykłym koszu z włóczką są ukryte prawdy dla nas, rodziców. Nie możesz na przykład nauczyć kogoś robienia na drutach, jeżeli sam się wcześniej tego nie nauczyłeś. Możesz czytać książki na ten temat i zrozumieć zasady. Możesz nawet o nich mówić, ale bez praktyki nie nauczysz nikogo robić na drutach.<br />
Obserwowałam wielu niedoświadczonych amatorów podczas próby „opuszczanego” oczka. Robiąc na drutach, czasami można „opuścić” oczko i przez jakiś czas nawet tego nie zauważyć. Doświadczona osoba wie, jak „złapać oczko”, poprawić błąd i tym samym uratować robótkę. Wiedza na temat opuszczonych oczek to jeszcze nie wszystko. Trzeba opanować technikę naprawiania błędów, a do tego potrzeba praktyki. Tak samo jest z wychowywaniem dzieci. Każdemu rodzicowi może wydawać się, że wie, co robi, ale dopiero, kiedy zaczynają się problemy, wiemy, czy rodzic posiada doświadczenie, aby naprawić błąd. Problemem wielu z nas jest to, że usiłujemy uczyć dzieci o Bogu, używając tylko wiedzy książkowej lub tabeli zakazów i nakazów; nie posiadamy prawdziwej, zaczerpniętej z doświadczenia wiedzy odnośnie zmiany serca. Bóg zachęca nas, abyśmy byli „[&#8230;] wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami [&#8230;]” (Jak. 1, 22). Jak możemy nauczyć nasze dzieci oddania się i współpracy z Bogiem, aby ich serca uległy przemianie, jeżeli sami tego nie doświadczyliśmy. To właśnie w tym miejscu wielu rodziców zawodzi. Mówimy naszym dzieciom, że mają czynić, mówić i słuchać tego, co dobre, jednak nie uczymy ich, że mają robić to z pomocą Jezusa, gdyż my sami znamy tylko teorię.</p>
<p>Kiedy doświadczamy Bożego wybawienia od negatywnych myśli i uczuć, jak dużo czasu musi upłynąć, zanim będziemy w stanie nauczyć tego nasze dzieci? Możemy podzielić się z nimi takim doświadczeniem od razu! Nic nie przekona twojego dziecka tak dobitnie o tym, że jesteś szczery, jak obserwowanie przemiany ze zrzędy w uprzejmego i cierpliwego rodzica, gotowego do współpracy. Nie musimy być doskonali, zanim podzielimy się tym, co wiemy, ale musimy doświadczyć Bożego działania w nas, nawet jeżeli na początku nie wydaje się ono być znaczące.<br />
Lekcja o Bożej dłoni, której nauczyłeś się dzisiaj, to dobra lekcja. Jutrzejsza będzie nawet lepsza. Ucz więc tego, czego sam dzisiaj się nauczyłeś, z pomocą Chrystusa. Pamiętaj: tak szybko, jak dziecko uczy się zaufania i miłości do matki, może zacząć kochać i ufać Przyjacielowi matki, Jezusowi. Na początku może po prostu naśladować twoje zachowanie, ale kiedy sytuacja będzie się powtarzać, wyrobi sobie nawyk ufania Bogu, który na stałe zagości w jego umyśle.<br />
Od dwudziestu lat mieszkamy w górach Montany. Jedną z naszych ulubionych rozrywek są wędrówki do mało znanego, dzikiego jeziora w pobliżu. Zawsze zabieramy ze sobą filtr do wody, żeby mieć pewność, iż otrzymamy czystą wodę, gdyż nawet tam, w dziczy, nie mamy pewności, że woda nie jest zanieczyszczona przez innych ludzi lub przez zwierzęta. Jim zawsze dba o to, żeby napompować dla nas świeżej wody do picia i gotowania. Kiedy umieszczamy urządzenie pod powierzchnią wody, maleńkie otwory ceramicznych filtrów usuwają brud, piasek, śmieci, chorobotwórcze bakterie, a nawet pasożyty.<br />
Gdy chodzi o płaszczyznę duchową, wielce na tym korzystamy, jeżeli filtrujemy myśli i słowa poprzez Chrystusa, zanim skierujemy je do naszych dzieci. Bóg musi zejść pod powierzchnię naszych słów, zbadać ducha i motywy, nie tylko zewnętrzną fasadę naszych czynów. Duch Boży przefiltruje wszelkie szkodliwe, niesmaczne i zapiaszczone elementy w naszej mowie, emocjach i postawie. Odkryłam, że Bóg usuwa tylko to, co szkodliwe. Czyni to także tylko za naszym pozwoleniem. Posiadamy wolną wolę, dlatego współpraca jest istotną częścią procesu oczyszczenia. Bóg chce, aby nasze domy były szczęśliwe i aby atmosfera szczęścia panująca w nich propagowała fizyczne, mentalne i duchowe zdrowie. Musimy jednak współpracować i poddać się Jego prowadzeniu.</p>
<p><center><b>Samotne wyzwanie<br />
Szczególne słowa zachęty dla rodziców samotnie wychowujących dzieci</b></center>Jeżeli czujesz się przytłoczony zadaniem, jakie jest przed tobą, chwała Panu! Wtedy jesteś najbardziej gotowy na poddanie się Jego prowadzeniu. Nie rozpaczaj, jeżeli twój były współmałżonek działa przeciwko twoim założeniom. Skoncentruj się na zadaniu, jakie masz do wykonania i uczyń swój dom szczęśliwym poprzez przyjęcie wyciągniętej dłoni Jezusa, która cię poprowadzi.<br />
Przeczytałam raz o pewnym człowieku, który – wylądowawszy w dużym mieście – wziął taksówkę, aby dostać się z lotniska do hotelu. Taksówkarz był tak radosny i wesoły, że człowiek ten był pod wielkim wrażeniem. Zapytał o jego dom i rodzinę. Żona taksówkarza umierała po długiej walce z rakiem. Rachunki za leczenie tak uszczupliły ich fundusze, że nad ich domem wisiała groźba zlicytowania. Pasażer był zszokowany. Ten radosny człowiek miał tak wielkie problemy!<br />
– Spodziewałbym się raczej, że będzie pan przybity – powiedział taksówkarzowi.<br />
– Dlaczego? – zapytał kierowca. – Przecież to nie moja wina, że żona jest chora. Zniechęcenie jeszcze nikomu nie pomogło. To mój ciężar i jestem szczęśliwy, że nie jest on tak wielki, jak problemy, które inni ludzie mają do udźwignięcia.</p>
<p>Być może wcale nie masz teraz ochoty na filtrowanie słów i czynienie domu szczęśliwym, szczególnie, jeżeli są rzeczy, które cię zniechęcają. Pamiętaj jednak, że to inwestycja na przyszłość. Uczysz się, że uczucia nie muszą mieć nad tobą władzy. Szczęście jest zaraźliwe! Tak samo jak smutek. To, że jesteś sam, może nie jest sprawiedliwe; twoje potrzeby pozostają niezaspokojone i musisz włożyć wysiłek w wychowywanie dziecka bez wsparcia ze strony współmałżonka. Jednakże możesz polegać na Bogu, że spełni tę część zadania, której ty nie jesteś w stanie wykonać.<br />
Uczymy się ważnych lekcji przygotowujących nas do rodzicielstwa na wzór niebiański, a nie ziemski, który tak często można zaobserwować dzisiaj w domach ludzi deklarujących się jako chrześcijanie. Bóg chce, aby Jego lud wyróżniał się z tłumu powierzchownych chrześcijan. Chce wyróżnić twój dom jako przykład prowadzenia Jezusa, przedstawiający wewnętrzną siłę do życia ponad skłonnościami ciała. Chce zrobić dla ciebie i twojej rodziny więcej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałeś. A klucz do największego niebiańskiego błogosławieństwa jest w zasięgu ręki, gdyż to od ciebie wszystko się zaczyna!</p>
<p><span class="small2">Artykuł jest trzecim rozdziałem książki „Bądź rodzicem w mocy Ducha” wydanej przez Orion plus.</span></p>
<p>Autor: Sally Hohnberger<br />
Tłumaczenie: Agnieszka Kasprowicz</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/zacznij-od-siebie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Jedność czy jednolitość?</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/jednosc-czy-jednolitosc/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/jednosc-czy-jednolitosc/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 30 Jul 2019 13:40:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Jim Hohnberger]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[pycha]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2920</guid>
				<description><![CDATA[„O, jak dobrze i miło, gdy bracia w zgodzie mieszkają!” (Ps. 133, 1) Kiedy przeprowadziliśmy się w góry, odkryliśmy, że w tych okolicach są i inne rodziny, które dzielą nasze cele i wartości. „Świetnie! – pomyśleliśmy. – Możemy się od nich uczyć”. W końcu Sally i ja staliśmy się chrześcijanami zaledwie cztery lata wcześniej. Byliśmy.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><i>„O, jak dobrze i miło, gdy bracia w zgodzie mieszkają!” (Ps. 133, 1)</i></p></blockquote>
<p>Kiedy przeprowadziliśmy się w góry, odkryliśmy, że w tych okolicach są i inne rodziny, które dzielą nasze cele i wartości. „Świetnie! – pomyśleliśmy. – Możemy się od nich uczyć”. W końcu Sally i ja staliśmy się chrześcijanami zaledwie cztery lata wcześniej. Byliśmy maluchami, dopiero nabierającymi pewności w chodzeniu. W porównaniu z innymi parami żyjącymi w tej odległej dolinie byliśmy z pewnością dziećmi.<br />
Mieszkała tam między innymi rodzina, której głową był pastor, przebywający wtedy na urlopie wypoczynkowym. Przeprowadzili się na to pustkowie, żeby lepiej poznać Boga. Inne małżeństwo z kolei miało kilkoro dzieci, a ich ojciec był dyrektorem kościelnej szkoły. Wszyscy byliśmy chrześcijanami o najwyższych biblijnych standardach. Wszyscy dbaliśmy o zdrowie, nauczaliśmy dzieci w domu i wierzyliśmy w te same fundamentalne zasady. Nikt z nas nie stał w opozycji do kościoła, akceptowaliśmy organizację kościelną i wspieraliśmy ją. Nie mieliśmy wątpliwości, że między nami jest jedność. Powinniście byli zobaczyć naszą grupę uwielbieniową podczas kilku pierwszych spotkań. Sally i ja byliśmy w siódmym niebie. „Jesteśmy razem i wierzymy tak samo. Jakież to cudowne!” I było.</p>
<p>Gdybyście jednak odwiedzali nas tydzień po tygodniu, zauważylibyście, że nie wszystko było w porządku z naszą doskonałą grupą, doskonałymi rodzinami i doskonałym otoczeniem w górach. Nie trzeba byłoby patrzeć zbyt głęboko, aby tuż „pod powierzchnią” dostrzec napięcie, dysonans i konflikt. Wyczuwała to cała grupa i każdy z nas był tym zmartwiony.<br />
– Musimy coś z tym zrobić – powiedziałem do Sally. Poszliśmy do pozostałych rodzin i zdecydowaliśmy, że oprócz naszych nabożeństw w weekendy będziemy mieć cotygodniowe spotkania modlitewne oraz studium biblijne. Ich celem miało być zjednoczenie naszej grupy.<br />
Jak myślicie, co było przedmiotem naszego studium? Oczywiście jedność – czyli to, czego wśród nas nie było. Musicie wiedzieć, że nasi znajomi nie byli głupcami. Byli to inteligentni ludzie – o wiele bardziej niż ja. Studiowaliśmy razem od jesieni aż do wiosny, a efektem naszych spotkań był jeszcze większy konflikt, jeszcze większy spór i żeby być całkowicie szczerym – zrobił się z tego jeden wielki chaos.</p>
<p>Wtedy ktoś z grupy wysunął tezę, że jeżeli zgodzimy się co do sposobu, w jaki powinniśmy prowadzić nasze domy, spędzać czas wolny, wprowadzać reformy, zgadzać się co do poglądów na kierownictwo kościoła i nasze doktryny, to wtedy – i tylko wtedy – możemy osiągnąć jedność. Brzmiało to dość sensownie i logicznie, więc wszyscy się zgodziliśmy. Próbowaliśmy, każdy z nas, ale skutki były opłakane. W końcu nie zgadzaliśmy się już nawet co do definicji jedności.<br />
Każdy z nas był szczery, tak jak tego wszyscy chcieliśmy. Dlaczego przy takim udziale dobrej woli i szczerych pragnień odnieśliśmy takie niepowodzenie? Przegraliśmy, ponieważ szukaliśmy jedności w zewnętrznych reformach, w zasadach i w organizacji kościelnej. Odnaleźliśmy jednolitość, jednak w jakiś sposób wymknęła nam się jedność.</p>
<p>Jedność nigdy nie przychodzi jako owoc przynależności do kościoła, organizacji czy instytucji. Nie jest też skutkiem zgadzania się z pewnymi prawdami. Jedność przychodzi jedynie jako owoc przyłączenia się do Jezusa Chrystusa ludzi, którzy są różni, pochodzą z różnych środowisk, a nawet mają różne uprzedzenia. To dlatego właśnie nam się nie powiodło.<br />
Nie mogliśmy doświadczyć jedności, ponieważ szukaliśmy jej w sprawach zewnętrznych zamiast szukać jej w Bogu, w poddaniu Mu naszego egoizmu i naszych pragnień oraz pozwoleniu Jego woli na działanie w nas. Gdybyśmy tak zrobili, nie byłoby potrzeby, żeby debatować nad sposobem prowadzenia naszych domów. Wystarczyłoby pozwolić, aby każdy przybliżał się do Chrystusa, a tym samym wszyscy przybliżyliśmy się do siebie nawzajem.<br />
Problem naszej „doskonałej” grupy leżał w tym, że Jim Hohnberger nie uśmiercił swojego egoizmu. Nie zrobiła tego ani moja żona, ani, jak przypuszczam, żadna inna osoba w naszej grupie. Chyba nikt z nas nie rozumiał, jak uśmiercić własne „ja”. Rozumieliśmy doktryny, reformy, proroctwa, ale egoizm to już inna sprawa. W każdym z nas, we mnie najprawdopodobniej jeszcze silniej niż u pozostałych, tkwiło własne „ja”, tętniące życiem i starające się kontrolować innych. Byliście w takiej sytuacji? W końcu zostawiliśmy naszą grupę uwielbienia i wspólne studium Biblii i każdy sam zaczął szukać doświadczenia, które nam umknęło.</p>
<p>Odkryliśmy, że aby być połączonym z Chrystusem, niezbędny jest żywy, nieustanny kontakt z Nim. Żadne zalety umysłu czy rozumienie teorii nie może zbudować intymności tego kontaktu, tak jak wiedza na temat danej osoby nie czyni jej jeszcze twoim przyjacielem. Zbliżenie się do Chrystusa jest zarazem zbliżeniem się do siebie nawzajem. Kiedy są między nami podziały, powodem tego jest zawsze oddzielenie jednej czy obydwu stron od Chrystusa. Tylko wtedy, gdy obie strony szukają Boga i pragną czynić Jego wolę, przychodzi prawdziwa odnowa.<br />
Pragniemy jedności. Ale jakże niewielu z nas doświadczyło tego, co napisane jest w Psalmie 133, 1: „O, jak dobrze i miło, gdy bracia w zgodzie mieszkają!”.<br />
Biblia opisuje brak jedności w słowach: „[&#8230;] jeszcze bowiem cieleśni jesteście” (I Kor. 3, 3). Abyśmy nie przeoczyli sedna, dalej jest napisane: „Bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia, to czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujecie?”. Jeżeli takie rzeczy dzieją się wśród was, to czy wam się to podoba, czy też nie, jesteście cieleśni. Cieleśni znaczy, że jesteście częściowo pod kontrolą Boga, a częściowo pod władzą własnego „ja”, czyli, że tak naprawdę sami sprawujecie kontrolę nad waszym życiem.</p>
<p>Z własnego trudnego doświadczenia i na podstawie autorytetu Słowa Bożego chcę wam powiedzieć, że jeżeli zazdrość, kłótnia i podziały mają wśród was miejsce, a twierdzicie, że jesteście nowonarodzeni, to macie duży problem! Kiedy brakuje jedności, na pewno nie znajdziemy jej w jednolitości – przejdźmy więc do sedna sprawy.<br />
Jeżeli twierdzimy, że jesteśmy zbawieni, nawróceni i nowonarodzeni, powinniśmy być w stanie odpowiedzieć na kilka praktycznych pytań, nie mających nic wspólnego z naszymi doktrynami. Chciałbym wiedzieć, od czego jesteście zbawieni? Od czego się nawróciliście? Z czego narodziliście się na nowo? Jeżeli nadal jesteście w ciele, jeżeli nadal pozwalacie, aby w waszym życiu rządził egoizm, to powiedzcie, proszę, od czego w takim razie się nawróciliście? Wielu szczerych ludzi mówiło mi: „Zostałem zbawiony jesienią tego i tego roku”. A ja zawsze odpowiadam pytaniem: „Zbawiony od czego?”. Myślę, że to uczciwe pytanie. Czy twoja żona przyznałaby, że jesteś nawrócony? Czy twoje dzieci potwierdziłyby to nawrócenie? Czy twoi przyjaciele zgodziliby się, że jesteś nowonarodzony?</p>
<p>A może byliście okłamywani przez książki, jakie czytaliście, przez masową kulturę chrześcijańską, może przez własne serca? Czy wierzymy, że jesteśmy kimś, kim naprawdę nie jesteśmy? Bóg widzi nas takimi, jakimi jesteśmy. Albo jesteśmy zjednoczeni z Jezusem Chrystusem, albo nie. Próbowałem osiągnąć jedność poprzez szukanie jednolitości ze wszystkimi innymi, ale kiedy przyjrzałem się sobie dokładnie, zrozumiałem, że jedność może być tylko owocem zjednoczenia z Chrystusem, nigdy z kościołem, organizacją czy grupą. Ja nie miałem jedności. Jedność pomiędzy nami będzie istnieć tylko w takim stopniu, w jakim mamy ją z Chrystusem. Będę teraz otwarty i powiem bez ogródek, że jeżeli pomiędzy dwojgiem ludzi nazywających siebie chrześcijanami występuje niezgoda, to albo jeden, albo obydwoje są oddzieleni od Chrystusa. Usłyszałem kiedyś słowa pewnego kaznodziei dotyczące udzielania porad: „Zawsze staram się słuchać bardzo uważnie i ze współczuciem, ale też zawsze pytam siebie i modlę się o to, aby Bóg powiedział mi, jaki grzech leży u podstaw tego problemu, gdyż sprawa zawsze dotyczy grzechu. Jeżeli jesteście z kimś w konflikcie, jedyną i najważniejszą rzeczą, jaką możecie zrobić, żeby ten problem rozwiązać, to przybliżyć się do Chrystusa”.</p>
<p>Jezus jest jak kamerton. Jeżeli nastroił On i moje, i twoje życie, to gdy się spotkamy, też będziemy razem zestrojeni, nawet pomimo tego, że wcześniej nie mieliśmy ze sobą styczności. Stanie się tak, ponieważ ta sama Osoba nastroiła nasze charaktery, a kamerton – Jego bezgrzeszne życie – jest standardem wyznaczonym dla nas obojga. Problem pojawia się wtedy, gdy sam chcę siebie nastroić. Gdy spotkam się wtedy z tobą, mój ton będzie zbyt niski. Wiele osób pragnie jedności w kościele i chcą ją uzyskać poprzez dostrojenie życia innych do swojego własnego, jak działo się to kiedyś w naszej grupie w górach, aż w końcu przekonaliśmy się, że nie może to być źródłem jedności.<br />
Brałem kiedyś udział w sprzedaży nieruchomości dla innego agenta. W interes ten zaangażowana była pewna sekta religijna, która tworzyła zamknięte społeczeństwo, gdzie wszyscy mężczyźni ubierali się na czarno, a kobiety nosiły delikatny odcień niebieskiego. Byłem nimi zafascynowany, gdyż wydawali mi się tacy zjednoczeni – przynajmniej dopóki nie zacząłem ich lepiej poznawać. Odkryłem, że istniały między nimi podziały w kwestii najróżniejszych „ulubionych” zagadnień i reguł. Ta grupa sięgnęła o wiele dalej poza Słowo Boże, jeżeli chodzi o zasady i ograniczenia, a niektórzy sądzili, że poszło to już zbyt daleko. Ci często odchodzili do mniej restrykcyjnej grupy. Inni z kolei myśleli, że jeszcze nie osiągnęli wystarczająco wysokiego poziomu i odchodzili do grup, które były jeszcze bardziej restrykcyjne. Tak jak kościół żydowski za czasów Chrystusa, mieli wymagania, które przekraczały to, czego oczekiwał Bóg. Żydzi tak daleko rozszerzyli swoje zasady, że nawet noszenie chusteczki było dla nich pracą, tak więc noszenie chusteczki w sabat traktowali jako jego przestąpienie. Gdyby jednak ta sama chusteczka była przypięta do ubrania, było to już dla nich do zaakceptowania. Te prawa miały być wypełnieniem Bożych przykazań, ale zamiast tego stanowiły ich wypaczenie, świadcząc jedynie o krótkowzroczności i ograniczeniu tych, którzy je sformułowali. Z pewnością my już tak nie postępujemy, prawda?</p>
<p>Bóg ukazał nam w dziesięciu przykazaniach wszystkie obowiązki człowieka. Czy odzwierciedlamy zatem Jego charakter, czy nakładamy ograniczenia tam, gdzie Bóg ich nie nałożył? Mamy dobrą motywację i próbujemy jedynie zjednoczyć się wokół wspólnych zasad, ale problem polega na tym, że szukając jedności w zasadach dotykamy mnóstwa dziedzin, w których możemy się nie zgodzić. Dla przykładu, konflikty w kościele wyrastają na bazie takich tematów, jak biżuteria i makijaż, pochodzenie homoseksualizmu i stosunek do niego, dyscyplina i metody wychowywania dzieci, odpowiedni ubiór (cokolwiek to znaczy), gusta muzyczne, rozrywka i dieta. Randkowanie to też jeden z tematów często wywołujących konflikty, gdyż każdy ma własną teorię na temat tego, jak to powinno wyglądać. Sport i rywalizacja to kolejna dziedzina gotowych nieporozumień.<br />
Oprócz tematów dotyczących stylu życia, pojawiają się konflikty na tle przekonań, na przykład dotyczące roli wiary i uczynków oraz stylu uwielbiania Boga. Nawet postawa wierzącego podczas modlitwy może stać się palącym problemem. Są też ludzie, którzy mają swój ulubiony pogląd i propagują go gdzie tylko mogą, pomijając wszystkie inne zasady chrześcijaństwa. Nie zamierzam tutaj umniejszać niczyjego systemu wartości, ale jedynie podaję ten przykład jako ilustrację różnorodności. Są w kościele pewni mili ludzie, którzy nauczają, że nie ma Ducha Świętego. Inni z kolei kwestionują bóstwo Chrystusa. Wielu ludzi wierzy, że należy przestrzegać świąt żydowskich. Dysputa na temat tego, jakiego przekładu Biblii należy używać, przerodziła się niemal w wojnę w niektórych zborach. Nie mówimy tutaj o jakichś marginalnych zjawiskach. Takie konflikty nadal mają się dobrze pod przykrywką czystego, biblijnego chrześcijaństwa. Nieco dalej od środkowego nurtu, pojawiają się poselstwa zbawienia, teorie posłannictwa, religie rasistowskie, obraźliwe kulty, a wszystko to wpływa na kościół i naprawdę może wyrządzić wiele złego.<br />
Może wystarczy już tych przykładów. Przypatrzmy się teraz poszczególnym zborom, gdzie z pewnością znajdują się tacy, którzy popierają niezależne organizacje wyzwolone spod wszelkiej kontroli kościoła, albo tacy, którzy są ich przeciwnikami, ponieważ wydaje im się, że osłabiają one kościół. Można też być wielkim zwolennikiem aktywnej służby kobiet w kościele, a z pewnością znajdzie się wiele szczerych osób, które będą się temu sprzeciwiać.<br />
Lista takich zagadnień może się ciągnąć w nieskończoność, a przecież nie wymieniliśmy jeszcze takich tematów, jak natura Chrystusa, pochodzenie grzechu, charakter natury ludzkiej, dopuszczalne rozrywki, teorie konspiracyjne, zarzuty o odstępstwo, szkoły kościelne kontra szkoły publiczne kontra nauczanie w domu. Oczywiście, jeżeli decydujecie się na nauczanie w domu, możecie dyskutować nad tym, jaki program nauczania jest najlepszy.</p>
<p>Nie zapominajmy też, że jeszcze nigdy nie wybudowano nowej szkoły czy kościoła bez wywołania podziałów między zborownikami co do wielkości budynku, kosztów, projektu, koloru i stylu wykończenia. Czasami podziały te istnieją jeszcze długo po tym, jak budowa jest skończona. Słyszałem kiedyś o człowieku, któremu tak bardzo nie spodobało się kute żelazne ogrodzenie wzdłuż kościelnego chodnika, że przyszedł tam w środku nocy i nie tylko zdemontował je, ale przeciągnął głęboko do lasu. Następnego dnia, kiedy wszyscy przyjechali do kościoła, zauważyli, że ogrodzenia nie ma. Odkryto jednak coś, co najwidoczniej umknęło uwadze sprawcy: widoczne ślady zostawione po ciągnięciu żelaznych sztachet. Przy tak wyraźnie oznaczonym szlaku, nietrudno było znaleźć ogrodzenie. Przyniesiono je z powrotem i ponownie zainstalowano.<br />
Historia jednak tutaj się nie kończy. Mężczyzna, kiedy zobaczył, że ogrodzenie jest znów na swoim miejscu, powrócił nocą, żeby dokonać „przemeblowania”. Tym razem był tak zdeterminowany, żeby pozbyć się ogrodzenia raz na zawsze, że próbował wynieść większą część żelaznych sztachet. Zanim jednak wyniósł je zaledwie poza parking, uszkodził sobie kręgosłup. Uraz był tak poważny, że przez pewien czas nie mógł chodzić do pracy. Tym sposobem szybko odkryto, kto był złodziejem kościelnego ogrodzenia.</p>
<p>Ten mężczyzna chciał wziąć w swoje ręce zmianę kościelnych ustaleń. Wiele jest takich osób. Być może nie demontujemy w nocy ogrodzeń, ale staramy się, żeby inni wiedzieli, że nie zgadzamy się z ich przynależnością do kościoła lub jej brakiem. Upewniamy się, że wiedzą, iż nie podoba nam się sposób, w jaki wykonują kościelne obowiązki, ich doktryny, reformy, czy sposób wydawania pieniędzy. Wszystkie te postawy przypominają o kolejnym źródle konfliktu: jedni dają współwyznawcom swobodę bycia prowadzonym przez Boga, inni natomiast gotowi są użyć kościoła, państwa czy osobistego autorytetu, żeby tychże współwyznawców kontrolować. W swojej chęci kontrolowania innych popełniamy, na współczesny sposób, grzech Uzzy. Uzza wyciągnął rękę, żeby podtrzymać Arkę Przymierza i z powodu tej śmiałości poniósł śmierć. Wielu z nas ma problem z tą historią, gdyż motywacja Uzzy wydaje się być dobra i czysta. Chciał jedynie pomóc, jednak z powodu swojego nieposłuszeństwa zginął.</p>
<p>Uzza zdecydował, że zrobi dla Boga to, czego Bóg rzekomo Sam nie mógłby uczynić. Zdecydował, że to on ochroni Arkę, mimo iż nikt nie miał się jej dotykać. Arka przez kilka miesięcy znajdowała się w obozie Filistynów jako trofeum. Tam Bóg wyraźnie pokazał, że ma moc się o nią zatroszczyć. W ten sam sposób Bóg przez tysiące lat pokazuje, że potrafi zatroszczyć się o swój lud i swój kościół. Nadal jednak odczuwamy nieodpartą pokusę, aby wierzyć, że nasza pomoc jest Mu niezbędna.<br />
Czy próbujemy kontrolować naszych współwyznawców? Widziałem to wielokrotnie. Sam też tak postępowałem. Ograniczenia narzucone przez człowieka, które daleko wykraczają poza Słowo Boże, nie przynoszą chwały Bogu i przedstawiają Go w fałszywym świetle. Przez takie restrykcyjne zasady staramy się Go chronić i służyć Mu. W II Liście do Koryntian 3, 17 jest napisane: „[&#8230;] gdzie zaś Duch Pański, tam wolność”. Wolność, dzięki łasce, nie ma być rozumiana jako wolność do grzechu, bo byłoby to nadużycie chrześcijańskiego przywileju. Jeżeli ktoś narusza wyraźne chrześcijańskie standardy, to należy wówczas zastosować dyscyplinę kościelną. Niestety, zbyt często dyscyplina kościelna wymierzana jest tam, gdzie nie ma jasno sprecyzowanego stanowiska biblijnego. Kiedyś pewien przyjaciel powiedział mi: „Jim, masz obowiązek przestrzegać zasad i ograniczeń dotyczących kwestii niezwiązanych z moralnością, skoro głosuje nad nimi kościół. Możesz nie zgadzać się z kościołem w swoich przekonaniach, jeżeli chodzi o zagadnienia moralne, ale musisz przestrzegać tych, które zasad moralnych nie dotyczą”.<br />
Nadal próbuje mnie do tego przekonać, a nawet wymusić to na mnie. To oznacza, że gdybym należał do kościoła żydowskiego za czasów Chrystusa, to albo przypinałbym swoją chusteczkę do ubrania, albo on uznałby mnie za przestępcę sabatu.<br />
Kiedy pisałem tę książkę, modliłem się, żeby Bóg podał mi przykłady niewłaściwej jednolitości, a On przywołał mi na myśl przemowę Lincolna pod Gettysburgiem. „Ale co to ma wspólnego?” – zastanawiałem się.<br />
Jim, chcę, żebyś otworzył to przemówienie w pliku tekstowym i włączył sprawdzanie pisowni.<br />
– Ale Panie, to jedno z najlepszych przemówień, jakie kiedykolwiek wygłoszono! „Czterdzieści siedem lat temu nasi ojcowie zapoczątkowali na tym kontynencie nowy naród, poczęty w Wolności i poświęcony przekonaniu, że wszyscy zostaliśmy stworzeni równymi”. Łzy napływają mi do oczu. Jak można to jeszcze poprawić? Przemówienie zdało egzamin czasu!<br />
Mój pogram gramatyczny wcale tak nie uważał! Znalazł ponad piętnaście błędów, łącznie z niepoprawnym szykiem lub zbyt długimi zdaniami. Sugerował wykasowanie pewnych słów i zastąpienie ich innymi. Biedny Abraham Lincoln! Czy ten program na pewno się nie myli? Technicznie rzecz ujmując – nie. Program jest jednak tak skonstruowany, żeby dążyć do jednolitości w strukturze i wszystko podporządkowuje tej wytycznej. Jakież to bezbarwne.<br />
Pomyślałem, że to tylko szczęśliwy traf, więc załadowałem do programu Deklarację Niepodległości. Rozpoczyna się ona słowami: „Ilekroć wskutek biegu wypadków&#8230;”, a dalej jest napisane: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście”. Im dalej czytam, tym mocniej odzywa się we mnie patriotyzm i wzruszenie, gdyż te dokumenty są darem Boga, a zasady, jakie zawierają, wzorowane są na zasadach niebiańskich.<br />
Mój program gramatyczny znalazł jednak w deklaracji ponad dziesięć błędów. Znowu struktura zdań nie była odpowiednia i błędne było użycie pewnych słów. Dokumenty takie jak te tracą znaczenie i wyjątkowość, kiedy próbujemy je dopasować do zewnętrznych standardów, a my staramy się tak postępować z ludźmi wokół nas. Zmuszamy ich, aby dostosowali się do naszych programów gramatycznych, a później zastanawiamy się, dlaczego pojawia się problem, kiedy domagają się oni Bożej wolności.</p>
<p>Swego czasu zaproszono mnie, abym przemawiał w zborze w południowo–wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Na tydzień przed planowanym terminem odebrałem telefon od jednej z osób, która mnie zaprosiła. Była zmartwiona.<br />
– Jim, musimy cię ostrzec przed tym, co się stanie, kiedy tutaj przyjedziesz. Na pewno będą problemy, ponieważ ludzie, którzy chcą przyjść na spotkanie, są bardzo różni.<br />
– Co masz na myśli? – zapytałem zdziwiony.<br />
– Jim, mają pojawić się członkowie trzech różnych niezależnych organizacji. Rozumiesz, organizacji, które nie do końca popierają kościół. Ale to nie wszystko. Mają być też ludzie, którzy odłączyli się od miejscowego zboru i jeszcze dwie inne instytucje misyjne też przysyłają swoich przedstawicieli.<br />
– Ktoś jeszcze? – pytałem.<br />
– Tak, Jim. Będzie jeszcze kilku członków z kościoła reformowanego, kilku niechrześcijan i nawet kilku miejscowych Amiszów. Jak ty sobie z tym poradzisz, Jim?<br />
– Jak to jak? Będę nauczał ewangelii Jezusa Chrystusa, która zbawia nas samych i ratuje nasze małżeństwa i nasze rodziny, gdyż to jest to, czego nam brakuje.<br />
Muszę przyznać, że byłem trochę zaniepokojony, jak to wszystko wyjdzie, ale stanąłem za kazalnicą. Kościół przepełniony był ludźmi, a każdy był inaczej ubrany. Można było dostrzec różnicę pomiędzy poszczególnymi grupami, nawet nie znając ich przekonań. A ja stałem na podium, aby podzielić się z nimi Słowem.<br />
– Popatrzcie wokół siebie – zacząłem. – Popatrzcie! Każda możliwa grupa ma swoich reprezentantów w tym kościele, a jednak wszyscy zebraliśmy się z jednego i tylko jednego powodu – aby odnaleźć jedność Chrystusa, za którą tęsknimy, której jednak nie znaleźliśmy w naszych własnych społecznościach. Chwała Panu!<br />
Widziałem uśmiechy na ich twarzach, kiedy okazywałem im miłość i dzieliłem się tym, czego brakowało w mojej „doskonałej” grupie uwielbienia w górach.<br />
Kiedy ty i ja, bez względu na to, jak bardzo się różnimy, czy różniliśmy, spotkamy się, aby szukać jedności w Chrystusie, to znajdziemy też jedność w naszych zborach i przyjaźniach, w naszych szkołach i rodzinach. Jedność z Chrystusem jest jedyną drogą do jedności z innymi. Chcesz ją odnaleźć? Będziesz ją cenił? Dasz innym swobodę, aby czynili tak samo? Jeżeli chcemy ochronić własne szczęście i wolność, to musimy zacząć od ochrony nie tylko naszych przyjaciół, ale nawet wrogów przed okrutnym i niesprawiedliwym autorytetem. Jeżeli nam się to nie powiedzie, to damy negatywny przykład, który pewnego dnia może dosięgnąć również nas.</p>
<p><span class="small2">Artykuł jest szóstym rozdziałem książki „Liczy się człowiek” wydanej przez Orion plus.</span></p>
<p>Autor: Jim Hohnberger<br />
Tłumaczenie: Agnieszka Kasprowicz</p>
<p>W sprawach zamówień książki należy zwracać się do:<br />
ORION plus<br />
<a href="https://sklep.fzz.pl/kontakt">fzz.pl</a></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/jednosc-czy-jednolitosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
	</channel>
</rss>
