<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>chodzenie z Bogiem &#8211; Czas Decyzji</title>
	<atom:link href="https://czasdecyzji.pl/tag/chodzenie-z-bogiem/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://czasdecyzji.pl</link>
	<description>Przygotuj się na przyjście Pana</description>
	<lastBuildDate>Tue, 06 Aug 2019 09:13:33 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.2.3</generator>
	<item>
		<title>Zacznij od siebie</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/zacznij-od-siebie/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/zacznij-od-siebie/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 06 Aug 2019 09:13:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Sally Hohnberger]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[grzech]]></category>
		<category><![CDATA[pokora]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2946</guid>
				<description><![CDATA[„[&#8230;] i za nich poświęcam siebie samego [&#8230;]” (Jan 17, 19) Pewna matka jechała samochodem ze swoim nastoletnim synem, który dopiero co otrzymał tymczasowe prawo jazdy. Syn uparcie prosił, żeby pozwoliła mu prowadzić. Zmęczona ciągłym nagabywaniem, dała za wygraną, jednak zanim oddała kierownicę, zapytała: – Obserwowałeś mnie, więc wiesz co robić, prawda? – Jasne, mamo!.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><i>„[&#8230;] i za nich poświęcam siebie samego [&#8230;]” (Jan 17, 19)</i></p></blockquote>
<p>Pewna matka jechała samochodem ze swoim nastoletnim synem, który dopiero co otrzymał tymczasowe prawo jazdy. Syn uparcie prosił, żeby pozwoliła mu prowadzić. Zmęczona ciągłym nagabywaniem, dała za wygraną, jednak zanim oddała kierownicę, zapytała:<br />
– Obserwowałeś mnie, więc wiesz co robić, prawda?<br />
– Jasne, mamo! – zapewnił.<br />
Kiedy wjechał na jezdnię, matka była mile zaskoczona jego ostrożnością. Zatrzymał się na światłach, a ona pochwaliła jego umiejętności. Kiedy zjeżdżali ze wzniesienia w kierunku ruchliwego skrzyżowania, zauważyła, że za chwilę zaświeci się czerwone światło. Zanim się zorientowała, syn nagle przyspieszył i przemknął przez skrzyżowanie tuż po tym, jak światło się zmieniło. Inni kierowcy zareagowali na to klaksonami, nieprzyjemnymi spojrzeniami i gestami.<br />
– Skręć na parking i zatrzymaj się – słabym głosem powiedziała matka. Kiedy to zrobił, odwróciła się do niego, cały czas jeszcze się trzęsąc. – Wydawało mi się, że, tak jak powiedziałeś, obserwowałeś mnie i wiesz, co robić.<br />
– Tak właśnie jest, mamo!<br />
– Nie sądzę. Powtórzmy sobie sygnalizację, zanim przejdziemy dalej. Co oznacza czerwone światło?<br />
– Zatrzymanie, oczywiście. Mamo, przecież to niepoważne.<br />
– Całe życie przemknęło mi przed oczami, więc jeżeli nadal chcesz prowadzić, to dla mnie bynajmniej nie jest to niepoważne. Zrozumiałeś?<br />
– Tak.<br />
– Co oznacza zielone światło?<br />
– Jazdę.<br />
– A co robię, kiedy światła zmieniają się na żółte? – zapytała znacząco.<br />
– Jedziesz tak szybko, jak możesz, żeby zdążyć przejechać.<br />
Być może nie byłeś zmuszony stawić czoła własnej niekonsekwencji w tak rażący sposób, prawda jednak jest taka, że nigdy nie dostarczysz dzieciom czegoś więcej ponad to, co sam posiadasz. Musisz być szczery w samoocenie – nie po to, żeby stracić nadzieję i załamać się swoim stanem, ale żeby przygotować się na radykalnie inne rozwiązanie niż to, które stosowałeś do tej pory. Jeżeli więc twoje życie i doświadczenia religijne nie są czymś, co chciałbyś, żeby twoje dzieci powielały, musisz rozważyć wprowadzenie zmian i rozpocząć przemianę od samego siebie.<br />
Nikomu nie było trudniej być rodzicem niż mnie i często żaliłam się Bogu na swój los: „Panie, jestem taka sfrustrowana nieudanymi próbami doprowadzenia moich chłopców do posłuszeństwa! Czuję, że walczę z gigantyczną przeszkodą, która jest dla mnie o wiele za wysoka. Nie dam rady!”. Wtedy otchłań rozpaczy otwierała swoje ramiona, żeby powitać mnie, zupełnie zrezygnowaną. Rozczulałam się nad sobą przez jakiś czas, rozpamiętując żale. Później, kiedy już miałam dość swojego opłakanego stanu, znowu wołałam do Boga: „Jestem na dnie, Panie! Chcę stąd wyjść!”.<br />
Naprawdę chcesz się podnieść, Sally? – łagodnie pytał Bóg.„Oczywiście, że chcę uwolnić się od moich kłopotów! Co masz na myśli?”<br />
Hmm, poprzedniego dnia powiedziałaś Mi, że chcesz odbić się od dna, ale nie chwyciłaś Mojej ręki, kiedy ci ją podałem. Mogę cię wybawić. Czy źle zrozumiałem twoją prośbę?<br />
Przypomniałam sobie tę sytuację. Modliłam się, a moje serce było pełne rozpaczy i beznadziei. Na próżno starałam się wydostać z dołka. Wyobraziłam sobie, jak próbuję wspiąć się po ścianach pieczary, ale były zbyt śliskie, pieczara zbyt głęboka, a moje siły niewystarczające. Udawało mi się wspiąć prawie na samą górę. Mogłam nawet dostrzec światło słoneczne. Ale wtedy traciłam siły lub oparcie pod nogami i spadałam z powrotem na samo dno. Starałam się myśleć pozytywnie – przez jakiś czas nawet się to sprawdzało – potem jednak mój umysł wracał do myśli o mojej niedoskonałości, o byciu niegodną i znowu spadałam na dno ciemnej pieczary.</p>
<p>Zrozpaczona, błagałam Jezusa o wybawienie. Oczami wyobraźni widziałam Bożą dłoń wyciągniętą w moim kierunku. Pragnęłam ją uchwycić bardziej, niż mogłam to nawet wyrazić. Myślałam jednak, że nie powinnam liczyć na to, że Jezus może mnie wybawić. Odwracałam głowę, czując się niegodna, by dotknąć Jego dłoń. W ten sposób pozostawałam na dnie, dręczona strasznymi uczuciami i myślami. Teraz zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego nie przyjęłam wtedy Bożej ręki?”. Pojawiła się odpowiedź: „Ponieważ nie czułam się godna”.<br />
Pan starał się prowadzić moje myśli i zapytał: Czy powinnaś ufać swoim uczuciom, czy mojemu Słowu?<br />
„Oczywiście Twojemu Słowu, Panie. Ale przecież uczucia mówią mi, kim jestem, czyż nie?”<br />
Uczuciom nie można ufać, Sally. Szatan przemyca kłamliwe uczucia do twojego umysłu, a później pociąga za sznurki emocji. Stąd kombinacja niewłaściwych uczuć wywiera nieodpartą presję, aby pełnić wolę szatana. Często doprowadza cię w ten sposób do otchłani rozpaczy, a ty mu ulegasz. Nie możesz słuchać swoich uczuć ani kłamstw, którymi szatan ci urąga. Moje Słowo jest godne zaufania. Czy wybierzesz Moje Słowo, czy swoje uczucia?<br />
Nagle dostrzegłam nadzieję! „Nie muszę słuchać swoich uczuć? – pomyślałam. – Jeżeli to prawda, to mogę odwrócić się od destrukcyjnych myśli i emocji. Mogę zaufać Jezusowi! On potrafi i chce wybawić mnie z otchłani błędnego myślenia i rozpaczy”. Tak więc, w moim umyśle, uchwyciłam się Jego dłoni, a On wyciągnął mnie z ciemnego, przerażającego dołu i postawił moje stopy na skale – Jezusie Chrystusie.</p>
<p>Nie ma otchłani tak głębokiej, aby Boża ręka nie mogła dosięgnąć dna. Nie ma zła ani grzechu tak wielkiego, aby Bóg nie był w stanie cię z niego oczyścić, czy który powstrzymałby Go przed przyjęciem nas w kochające, przebaczające i przemieniające ramiona. Nagle dostrzegłam nadzieję.<br />
„Nie muszę słuchać własnych uczuć – powiedziałam do siebie. – Muszę iść w przeciwnym do destrukcyjnych myśli i emocji kierunku, ponieważ są one w sprzeczności z Bożym Słowem. Mogę zaufać Jezusowi. On nie chce, żebym znajdowała się w takim stanie”.<br />
Zobaczyłam, jak słonce wychodzi zza ciemnych, rozgniewanych chmur mojego umysłu. Wyczułam, że ciemność, która mnie otaczała, ustępuje. Szatan tracił swoją kontrolę nade mną.<br />
Moje negatywne myśli i uczucia jednak szybko powróciły. Znowu wołałam do Boga: „Panie, co mogę zrobić? Wcale nie czuję się lepiej!”.</p>
<p>Nie martw się uczuciami, Sally. Popracujmy nad twoimi myślami. Pomyśl o tym, jak dobrą jesteś matką. Pomyśl o dobrych przyzwyczajeniach, jakie wszczepiłaś chłopcom poprzez świadome wychowanie. Wyjdź z rozpaczy, podążając za Mną.<br />
Tak ciężko było zmienić sposób myślenia. Rozpamiętywanie tego, jak byłam okropna, przychodziło z łatwością. Był to nawyk, który towarzyszył mi przez całe życie! I właśnie te negatywne wzorce myślenia co jakiś czas wpędzały mnie w rozpacz. Tak bardzo chciałam się od tego uwolnić, że zdecydowałam się włożyć cały wysiłek w zupełnie inne myślenie, niż do tej pory, w koncentrowanie się na dobrych, a nie złych aspektach.<br />
„Jak to działa?” – zastanawiałam się. Naprawdę z trudem przychodziło mi przyswojenie sobie tej koncepcji. Jeżeli walczycie o powrót ze złej drogi, wierzcie mi – to naturalne. Bóg nie spisał mnie na straty. Podsunął mi wspomnienie o Matthew, który zerwał dla mnie bukiet polnych kwiatów i wręczył mi je, mówiąc, że mnie kocha. Bóg rozrzedzał mgłę kłamstw szatana, który oskarżał mnie o to, że nie zrobiłam nic dobrego.</p>
<p>„Twierdzisz, że nie jestem aż taka zła? Że mogę czynić dobre rzeczy, gdy Jezus jest we mnie?” Powoli zaczęłam uświadamiać sobie, że obraz mnie samej, w który do tej pory wierzyłam, jest fałszywy i że dla Boga mam nieocenioną wartość. Pan pokierował mną, abym zaczęła myśleć bardziej pozytywnie na swój temat, tak, żebym mogła zbudować ufność i zaufanie do Niego. „Andrew je mniej podczas posiłków dzięki moim staraniom, żeby zwalczył objadanie się – rozmyślałam. – To dobrze. A Matthew uwielbia chodzić ze mną na spacery i nawet pracować ze mną. Obydwaj chłopcy uwielbiają się ze mną bawić. Uczą się dobrych nawyków schludności, porządku i staranności. Nie jestem aż taką nieudacznicą. Myślę, że powinnam się z tego cieszyć”. W ten oto sposób moje myśli, prowadzone przez Boga, zaczęły zmieniać kierunek. Było to dla mnie ogromne zwycięstwo.<br />
Gdy pielęgnowałam tę współpracę z Bogiem, boski pokój zagościł w moich emocjach i wyparł negatywne uczucia. Beztroski i radosny duch wydawał się prawie nietaktem po tylu latach dostrzegania samych negatywów, jednak poddałam się mu, ufając, że Bóg wie lepiej. Radość wypełniła miejsce, gdzie wcześniej znajdował się smutek. „Bóg mnie kocha!” – myślałam. Kiedy poddawałam się Jego działaniu, wybawiał mnie od złych myśli i uczuć, które miały nade mną władzę. Jestem Mu wdzięczna, że od tamtego dnia już nigdy nie wróciłam na dno rozpaczy.<br />
Jedno z największych wyzwań rodzicielstwa, z jakimi musimy się dzisiaj zmierzyć, to pomóc naszym dzieciom zwalczyć nawyki złego myślenia, odczuwania i reagowania oraz wskazać im właściwe przyzwyczajenia. Bez Bożej pomocy wykonanie tego zadania jest niemożliwe. Dlatego też On musi wykonać w nas pracę, jaką chcemy widzieć w naszych dzieciach. On musi najpierw nas uświęcić, dla ich dobra, aby wybawić nas z nawyków złego myślenia, tak, byśmy mogli w zamian nauczyć dzieci tego, co sami już umiemy. Bóg może i chce udzielić boskiej mądrości i siły każdemu rodzicowi i dziecku, które do Niego woła o pomoc i gotowe jest do współpracy.<br />
Pewnego dnia, kiedy sześcioletni Andrew był bardzo niegrzeczny, dałam mu klapsa i odesłałam do pokoju, żeby „przestał płakać”. Po piętnastu minutach szloch wcale nie ustał. Żeby zająć go czymś innym, wysłałam go na spacer dokoła domu i kazałam wypełnić pojemnik na drewno. Wcale nie pomogło. Nadal płakał!<br />
– Andrew, kochanie, co się stało? – zapytałam. – Pięknie wykonałeś swoje zadanie. Już nie masz powodu do płaczu.<br />
– Nie mogę przestać płakać – wyjąkał, pociągając nosem.<br />
„Och, Panie, jak mogę mu pomóc? Nic, czego próbowałam, nie skutkuje”.<br />
Sally, jak wyprowadziłem cię z twojej rozpaczy i beznadziei? – spytał Bóg, nakreślając mi problem.<br />
„Szatan musi podsyłać mu kłamliwe myśli – stwierdziłam. – To, że nadal nie przestał płakać, oznacza, że się im poddaje. Muszę dowiedzieć się, co myśli i czuje” – powiedziałam do siebie, podchwytując tę myśl.<br />
– Andrew, co teraz dzieje się w twojej głowie? O czym myślisz?<br />
– O tym, jaki jestem niegrzeczny i głupi – szlochał. – Chcę być dobry, ale musi być ze mną coś nie tak, bo nie potrafię!<br />
Sally, wyjaśnij mu, o co chodzi z otchłanią rozpaczy – co go tam pcha i jak może się wydostać. Będę z tobą – zachęcał mnie Pan.<br />
– Andrew, te myśli są kłamstwem, które podsuwa ci szatan. Nie musisz im ulegać. To szatan próbuje zepchnąć cię na dno rozpaczy.<br />
Wydawało się, że Andrew dokładnie rozumie, o co mi chodzi. Naprawdę, Bóg był ze mną i pomagał mi wyrazić wszystko w sposób najbardziej przystępny dla niego.<br />
– Andrew, wyobraź sobie, że Bóg wyciąga dłoń, bo chce wydobyć cię z tego dołu beznadziejności. Po prostu ją uchwyć, to wszystko. Bóg cię kocha i chce ci pomóc – uśmiechałam się zachęcająco.<br />
Oczy Andrew rozjaśniły się. Byłam pewna, że mi wierzy.<br />
– Pomódl się, Andrew, i oddaj Bogu złe myśli. W ten sposób chwycisz Jego dłoń.<br />
Spojrzał na mnie i przytakująco skinął głową. Później mocno zacisnął powieki.<br />
– Boże, zabierz moje złe myśli i daj mi lepsze. Pomóż mi być dobrym i spraw, żebym przestał płakać.<br />
Stał w skupieniu, czekając na głos Boży, tak jak zawsze zachęcaliśmy do tego naszych chłopców.<br />
Mijały minuty. W końcu zapytałam:<br />
– Co powiedział ci Pan Bóg, Andrew? Co chce, żebyś zrobił?<br />
– Chyba chce, żebym zerwał jakieś kwiaty.<br />
– No, to na co czekasz? Zrób to! – zachęciłam go.<br />
Pobiegł, a po chwili wrócił z bukietem bzu, już nie płacząc. Bardzo się ucieszyłam!<br />
– Co się stało, Andrew – pytałam, nadal drążąc.<br />
– Prosiłem Boga, żeby zabrał mój płacz i chwyciłem Jego dłoń, tak jak mi mówiłaś. Powiedział mi, żebym nacieszył się moimi ulubionymi kwiatami. Musiałem otrzeć łzy, żeby je dostrzec. On się o mnie troszczy, mamo. W pewnym momencie przestałem płakać, ale nawet nie zauważyłem kiedy – zdradził swój sekret, uśmiechając się, i podał mi kwiaty.<br />
Zwycięstwo nad sobą zaczyna się od myśli i przechodzi w cudowny sposób w uczucia. Odniosłam sukces, kiedy podzieliłam się z synem moimi doświadczeniami. Andrew nadal był skłonny słuchać i wierzyć kłamliwym myślom, ale z czasem, kiedy powtarzaliśmy cały proces, coraz lepiej szło mu oddawanie złych myśli Jezusowi, aż odniósł całkowite zwycięstwo.<br />
Dzieci naśladują nasze nieudolne sposoby rozwiązywania problemów. Matthew i ja widzieliśmy kiedyś scenę w telewizji, gdzie matka w przypływie złości tłukła naczynia. Później zapytałam go, czego się nauczył.<br />
– Kiedy jest się wściekłym, trzeba rzucać naczyniami! – odpowiedział.<br />
Jaka to lekcja dla wszystkich rodziców! Zasada jest następująca: zmieniamy się poprzez obserwację. I to prowadzi nas do logicznego pytania: jaki przykład daję w moim domu?<br />
Zbyt często ku swojemu zawstydzeniu, uświadamiałam sobie, że przez mój przykład uczę chłopców zamknięcia się w sobie i wejścia do tej samej otchłani rozpaczy, która była mi tak bardzo znajoma. Na szczęście tylko jeden z moich synów przyjął tę taktykę. Zmusiło mnie to do powrotu do miejsca, w którym już byłam, i nauczenie go tych samych lekcji, których Bóg udzielił mnie, aby pokonać negatywne myślenie, jednak przez jakiś czas, mój kiepski przykład był dla niego przeszkodą.<br />
Przez to osobiste doświadczenie nauczyłam się, jak bardzo wszyscy potrzebujemy Chrystusa, żeby zmienić siebie i móc mądrze współpracować z niebem w prowadzeniu dzieci do Jezusa, aby one też doświadczyły zmiany.</p>
<p>Kiedy mam chwilę wolnego czasu, lubię robić na drutach. To bardzo motywujące, kiedy biorę do ręki na w pół skończoną robótkę i widzę, jak dużo udaje mi się zrobić w krótkim czasie. Kiedy moje ręce oddają się twórczemu zajęciu, sama zyskuję inne błogosławieństwo – odpoczynek. Zawsze ciężko pracowałam, więc kiedy tylko siadam, od razu zaczynam myśleć o rzeczach, które powinnam zrobić i od razu zabieram się za ich wykonanie. Praca na drutach pomaga mi zapomnieć o wszystkim, zmusza mnie, żebym usiadła, odpoczęła, słuchała lub po prostu relaksowała się w gronie rodzinnym. Przez lata nauczyłam robienia na drutach wielu ludzi. Wierzę, że nawet w zwykłym koszu z włóczką są ukryte prawdy dla nas, rodziców. Nie możesz na przykład nauczyć kogoś robienia na drutach, jeżeli sam się wcześniej tego nie nauczyłeś. Możesz czytać książki na ten temat i zrozumieć zasady. Możesz nawet o nich mówić, ale bez praktyki nie nauczysz nikogo robić na drutach.<br />
Obserwowałam wielu niedoświadczonych amatorów podczas próby „opuszczanego” oczka. Robiąc na drutach, czasami można „opuścić” oczko i przez jakiś czas nawet tego nie zauważyć. Doświadczona osoba wie, jak „złapać oczko”, poprawić błąd i tym samym uratować robótkę. Wiedza na temat opuszczonych oczek to jeszcze nie wszystko. Trzeba opanować technikę naprawiania błędów, a do tego potrzeba praktyki. Tak samo jest z wychowywaniem dzieci. Każdemu rodzicowi może wydawać się, że wie, co robi, ale dopiero, kiedy zaczynają się problemy, wiemy, czy rodzic posiada doświadczenie, aby naprawić błąd. Problemem wielu z nas jest to, że usiłujemy uczyć dzieci o Bogu, używając tylko wiedzy książkowej lub tabeli zakazów i nakazów; nie posiadamy prawdziwej, zaczerpniętej z doświadczenia wiedzy odnośnie zmiany serca. Bóg zachęca nas, abyśmy byli „[&#8230;] wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami [&#8230;]” (Jak. 1, 22). Jak możemy nauczyć nasze dzieci oddania się i współpracy z Bogiem, aby ich serca uległy przemianie, jeżeli sami tego nie doświadczyliśmy. To właśnie w tym miejscu wielu rodziców zawodzi. Mówimy naszym dzieciom, że mają czynić, mówić i słuchać tego, co dobre, jednak nie uczymy ich, że mają robić to z pomocą Jezusa, gdyż my sami znamy tylko teorię.</p>
<p>Kiedy doświadczamy Bożego wybawienia od negatywnych myśli i uczuć, jak dużo czasu musi upłynąć, zanim będziemy w stanie nauczyć tego nasze dzieci? Możemy podzielić się z nimi takim doświadczeniem od razu! Nic nie przekona twojego dziecka tak dobitnie o tym, że jesteś szczery, jak obserwowanie przemiany ze zrzędy w uprzejmego i cierpliwego rodzica, gotowego do współpracy. Nie musimy być doskonali, zanim podzielimy się tym, co wiemy, ale musimy doświadczyć Bożego działania w nas, nawet jeżeli na początku nie wydaje się ono być znaczące.<br />
Lekcja o Bożej dłoni, której nauczyłeś się dzisiaj, to dobra lekcja. Jutrzejsza będzie nawet lepsza. Ucz więc tego, czego sam dzisiaj się nauczyłeś, z pomocą Chrystusa. Pamiętaj: tak szybko, jak dziecko uczy się zaufania i miłości do matki, może zacząć kochać i ufać Przyjacielowi matki, Jezusowi. Na początku może po prostu naśladować twoje zachowanie, ale kiedy sytuacja będzie się powtarzać, wyrobi sobie nawyk ufania Bogu, który na stałe zagości w jego umyśle.<br />
Od dwudziestu lat mieszkamy w górach Montany. Jedną z naszych ulubionych rozrywek są wędrówki do mało znanego, dzikiego jeziora w pobliżu. Zawsze zabieramy ze sobą filtr do wody, żeby mieć pewność, iż otrzymamy czystą wodę, gdyż nawet tam, w dziczy, nie mamy pewności, że woda nie jest zanieczyszczona przez innych ludzi lub przez zwierzęta. Jim zawsze dba o to, żeby napompować dla nas świeżej wody do picia i gotowania. Kiedy umieszczamy urządzenie pod powierzchnią wody, maleńkie otwory ceramicznych filtrów usuwają brud, piasek, śmieci, chorobotwórcze bakterie, a nawet pasożyty.<br />
Gdy chodzi o płaszczyznę duchową, wielce na tym korzystamy, jeżeli filtrujemy myśli i słowa poprzez Chrystusa, zanim skierujemy je do naszych dzieci. Bóg musi zejść pod powierzchnię naszych słów, zbadać ducha i motywy, nie tylko zewnętrzną fasadę naszych czynów. Duch Boży przefiltruje wszelkie szkodliwe, niesmaczne i zapiaszczone elementy w naszej mowie, emocjach i postawie. Odkryłam, że Bóg usuwa tylko to, co szkodliwe. Czyni to także tylko za naszym pozwoleniem. Posiadamy wolną wolę, dlatego współpraca jest istotną częścią procesu oczyszczenia. Bóg chce, aby nasze domy były szczęśliwe i aby atmosfera szczęścia panująca w nich propagowała fizyczne, mentalne i duchowe zdrowie. Musimy jednak współpracować i poddać się Jego prowadzeniu.</p>
<p><center><b>Samotne wyzwanie<br />
Szczególne słowa zachęty dla rodziców samotnie wychowujących dzieci</b></center>Jeżeli czujesz się przytłoczony zadaniem, jakie jest przed tobą, chwała Panu! Wtedy jesteś najbardziej gotowy na poddanie się Jego prowadzeniu. Nie rozpaczaj, jeżeli twój były współmałżonek działa przeciwko twoim założeniom. Skoncentruj się na zadaniu, jakie masz do wykonania i uczyń swój dom szczęśliwym poprzez przyjęcie wyciągniętej dłoni Jezusa, która cię poprowadzi.<br />
Przeczytałam raz o pewnym człowieku, który – wylądowawszy w dużym mieście – wziął taksówkę, aby dostać się z lotniska do hotelu. Taksówkarz był tak radosny i wesoły, że człowiek ten był pod wielkim wrażeniem. Zapytał o jego dom i rodzinę. Żona taksówkarza umierała po długiej walce z rakiem. Rachunki za leczenie tak uszczupliły ich fundusze, że nad ich domem wisiała groźba zlicytowania. Pasażer był zszokowany. Ten radosny człowiek miał tak wielkie problemy!<br />
– Spodziewałbym się raczej, że będzie pan przybity – powiedział taksówkarzowi.<br />
– Dlaczego? – zapytał kierowca. – Przecież to nie moja wina, że żona jest chora. Zniechęcenie jeszcze nikomu nie pomogło. To mój ciężar i jestem szczęśliwy, że nie jest on tak wielki, jak problemy, które inni ludzie mają do udźwignięcia.</p>
<p>Być może wcale nie masz teraz ochoty na filtrowanie słów i czynienie domu szczęśliwym, szczególnie, jeżeli są rzeczy, które cię zniechęcają. Pamiętaj jednak, że to inwestycja na przyszłość. Uczysz się, że uczucia nie muszą mieć nad tobą władzy. Szczęście jest zaraźliwe! Tak samo jak smutek. To, że jesteś sam, może nie jest sprawiedliwe; twoje potrzeby pozostają niezaspokojone i musisz włożyć wysiłek w wychowywanie dziecka bez wsparcia ze strony współmałżonka. Jednakże możesz polegać na Bogu, że spełni tę część zadania, której ty nie jesteś w stanie wykonać.<br />
Uczymy się ważnych lekcji przygotowujących nas do rodzicielstwa na wzór niebiański, a nie ziemski, który tak często można zaobserwować dzisiaj w domach ludzi deklarujących się jako chrześcijanie. Bóg chce, aby Jego lud wyróżniał się z tłumu powierzchownych chrześcijan. Chce wyróżnić twój dom jako przykład prowadzenia Jezusa, przedstawiający wewnętrzną siłę do życia ponad skłonnościami ciała. Chce zrobić dla ciebie i twojej rodziny więcej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałeś. A klucz do największego niebiańskiego błogosławieństwa jest w zasięgu ręki, gdyż to od ciebie wszystko się zaczyna!</p>
<p><span class="small2">Artykuł jest trzecim rozdziałem książki „Bądź rodzicem w mocy Ducha” wydanej przez Orion plus.</span></p>
<p>Autor: Sally Hohnberger<br />
Tłumaczenie: Agnieszka Kasprowicz</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/zacznij-od-siebie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Jedność czy jednolitość?</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/jednosc-czy-jednolitosc/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/jednosc-czy-jednolitosc/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 30 Jul 2019 13:40:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Jim Hohnberger]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[pycha]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2920</guid>
				<description><![CDATA[„O, jak dobrze i miło, gdy bracia w zgodzie mieszkają!” (Ps. 133, 1) Kiedy przeprowadziliśmy się w góry, odkryliśmy, że w tych okolicach są i inne rodziny, które dzielą nasze cele i wartości. „Świetnie! – pomyśleliśmy. – Możemy się od nich uczyć”. W końcu Sally i ja staliśmy się chrześcijanami zaledwie cztery lata wcześniej. Byliśmy.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><i>„O, jak dobrze i miło, gdy bracia w zgodzie mieszkają!” (Ps. 133, 1)</i></p></blockquote>
<p>Kiedy przeprowadziliśmy się w góry, odkryliśmy, że w tych okolicach są i inne rodziny, które dzielą nasze cele i wartości. „Świetnie! – pomyśleliśmy. – Możemy się od nich uczyć”. W końcu Sally i ja staliśmy się chrześcijanami zaledwie cztery lata wcześniej. Byliśmy maluchami, dopiero nabierającymi pewności w chodzeniu. W porównaniu z innymi parami żyjącymi w tej odległej dolinie byliśmy z pewnością dziećmi.<br />
Mieszkała tam między innymi rodzina, której głową był pastor, przebywający wtedy na urlopie wypoczynkowym. Przeprowadzili się na to pustkowie, żeby lepiej poznać Boga. Inne małżeństwo z kolei miało kilkoro dzieci, a ich ojciec był dyrektorem kościelnej szkoły. Wszyscy byliśmy chrześcijanami o najwyższych biblijnych standardach. Wszyscy dbaliśmy o zdrowie, nauczaliśmy dzieci w domu i wierzyliśmy w te same fundamentalne zasady. Nikt z nas nie stał w opozycji do kościoła, akceptowaliśmy organizację kościelną i wspieraliśmy ją. Nie mieliśmy wątpliwości, że między nami jest jedność. Powinniście byli zobaczyć naszą grupę uwielbieniową podczas kilku pierwszych spotkań. Sally i ja byliśmy w siódmym niebie. „Jesteśmy razem i wierzymy tak samo. Jakież to cudowne!” I było.</p>
<p>Gdybyście jednak odwiedzali nas tydzień po tygodniu, zauważylibyście, że nie wszystko było w porządku z naszą doskonałą grupą, doskonałymi rodzinami i doskonałym otoczeniem w górach. Nie trzeba byłoby patrzeć zbyt głęboko, aby tuż „pod powierzchnią” dostrzec napięcie, dysonans i konflikt. Wyczuwała to cała grupa i każdy z nas był tym zmartwiony.<br />
– Musimy coś z tym zrobić – powiedziałem do Sally. Poszliśmy do pozostałych rodzin i zdecydowaliśmy, że oprócz naszych nabożeństw w weekendy będziemy mieć cotygodniowe spotkania modlitewne oraz studium biblijne. Ich celem miało być zjednoczenie naszej grupy.<br />
Jak myślicie, co było przedmiotem naszego studium? Oczywiście jedność – czyli to, czego wśród nas nie było. Musicie wiedzieć, że nasi znajomi nie byli głupcami. Byli to inteligentni ludzie – o wiele bardziej niż ja. Studiowaliśmy razem od jesieni aż do wiosny, a efektem naszych spotkań był jeszcze większy konflikt, jeszcze większy spór i żeby być całkowicie szczerym – zrobił się z tego jeden wielki chaos.</p>
<p>Wtedy ktoś z grupy wysunął tezę, że jeżeli zgodzimy się co do sposobu, w jaki powinniśmy prowadzić nasze domy, spędzać czas wolny, wprowadzać reformy, zgadzać się co do poglądów na kierownictwo kościoła i nasze doktryny, to wtedy – i tylko wtedy – możemy osiągnąć jedność. Brzmiało to dość sensownie i logicznie, więc wszyscy się zgodziliśmy. Próbowaliśmy, każdy z nas, ale skutki były opłakane. W końcu nie zgadzaliśmy się już nawet co do definicji jedności.<br />
Każdy z nas był szczery, tak jak tego wszyscy chcieliśmy. Dlaczego przy takim udziale dobrej woli i szczerych pragnień odnieśliśmy takie niepowodzenie? Przegraliśmy, ponieważ szukaliśmy jedności w zewnętrznych reformach, w zasadach i w organizacji kościelnej. Odnaleźliśmy jednolitość, jednak w jakiś sposób wymknęła nam się jedność.</p>
<p>Jedność nigdy nie przychodzi jako owoc przynależności do kościoła, organizacji czy instytucji. Nie jest też skutkiem zgadzania się z pewnymi prawdami. Jedność przychodzi jedynie jako owoc przyłączenia się do Jezusa Chrystusa ludzi, którzy są różni, pochodzą z różnych środowisk, a nawet mają różne uprzedzenia. To dlatego właśnie nam się nie powiodło.<br />
Nie mogliśmy doświadczyć jedności, ponieważ szukaliśmy jej w sprawach zewnętrznych zamiast szukać jej w Bogu, w poddaniu Mu naszego egoizmu i naszych pragnień oraz pozwoleniu Jego woli na działanie w nas. Gdybyśmy tak zrobili, nie byłoby potrzeby, żeby debatować nad sposobem prowadzenia naszych domów. Wystarczyłoby pozwolić, aby każdy przybliżał się do Chrystusa, a tym samym wszyscy przybliżyliśmy się do siebie nawzajem.<br />
Problem naszej „doskonałej” grupy leżał w tym, że Jim Hohnberger nie uśmiercił swojego egoizmu. Nie zrobiła tego ani moja żona, ani, jak przypuszczam, żadna inna osoba w naszej grupie. Chyba nikt z nas nie rozumiał, jak uśmiercić własne „ja”. Rozumieliśmy doktryny, reformy, proroctwa, ale egoizm to już inna sprawa. W każdym z nas, we mnie najprawdopodobniej jeszcze silniej niż u pozostałych, tkwiło własne „ja”, tętniące życiem i starające się kontrolować innych. Byliście w takiej sytuacji? W końcu zostawiliśmy naszą grupę uwielbienia i wspólne studium Biblii i każdy sam zaczął szukać doświadczenia, które nam umknęło.</p>
<p>Odkryliśmy, że aby być połączonym z Chrystusem, niezbędny jest żywy, nieustanny kontakt z Nim. Żadne zalety umysłu czy rozumienie teorii nie może zbudować intymności tego kontaktu, tak jak wiedza na temat danej osoby nie czyni jej jeszcze twoim przyjacielem. Zbliżenie się do Chrystusa jest zarazem zbliżeniem się do siebie nawzajem. Kiedy są między nami podziały, powodem tego jest zawsze oddzielenie jednej czy obydwu stron od Chrystusa. Tylko wtedy, gdy obie strony szukają Boga i pragną czynić Jego wolę, przychodzi prawdziwa odnowa.<br />
Pragniemy jedności. Ale jakże niewielu z nas doświadczyło tego, co napisane jest w Psalmie 133, 1: „O, jak dobrze i miło, gdy bracia w zgodzie mieszkają!”.<br />
Biblia opisuje brak jedności w słowach: „[&#8230;] jeszcze bowiem cieleśni jesteście” (I Kor. 3, 3). Abyśmy nie przeoczyli sedna, dalej jest napisane: „Bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia, to czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujecie?”. Jeżeli takie rzeczy dzieją się wśród was, to czy wam się to podoba, czy też nie, jesteście cieleśni. Cieleśni znaczy, że jesteście częściowo pod kontrolą Boga, a częściowo pod władzą własnego „ja”, czyli, że tak naprawdę sami sprawujecie kontrolę nad waszym życiem.</p>
<p>Z własnego trudnego doświadczenia i na podstawie autorytetu Słowa Bożego chcę wam powiedzieć, że jeżeli zazdrość, kłótnia i podziały mają wśród was miejsce, a twierdzicie, że jesteście nowonarodzeni, to macie duży problem! Kiedy brakuje jedności, na pewno nie znajdziemy jej w jednolitości – przejdźmy więc do sedna sprawy.<br />
Jeżeli twierdzimy, że jesteśmy zbawieni, nawróceni i nowonarodzeni, powinniśmy być w stanie odpowiedzieć na kilka praktycznych pytań, nie mających nic wspólnego z naszymi doktrynami. Chciałbym wiedzieć, od czego jesteście zbawieni? Od czego się nawróciliście? Z czego narodziliście się na nowo? Jeżeli nadal jesteście w ciele, jeżeli nadal pozwalacie, aby w waszym życiu rządził egoizm, to powiedzcie, proszę, od czego w takim razie się nawróciliście? Wielu szczerych ludzi mówiło mi: „Zostałem zbawiony jesienią tego i tego roku”. A ja zawsze odpowiadam pytaniem: „Zbawiony od czego?”. Myślę, że to uczciwe pytanie. Czy twoja żona przyznałaby, że jesteś nawrócony? Czy twoje dzieci potwierdziłyby to nawrócenie? Czy twoi przyjaciele zgodziliby się, że jesteś nowonarodzony?</p>
<p>A może byliście okłamywani przez książki, jakie czytaliście, przez masową kulturę chrześcijańską, może przez własne serca? Czy wierzymy, że jesteśmy kimś, kim naprawdę nie jesteśmy? Bóg widzi nas takimi, jakimi jesteśmy. Albo jesteśmy zjednoczeni z Jezusem Chrystusem, albo nie. Próbowałem osiągnąć jedność poprzez szukanie jednolitości ze wszystkimi innymi, ale kiedy przyjrzałem się sobie dokładnie, zrozumiałem, że jedność może być tylko owocem zjednoczenia z Chrystusem, nigdy z kościołem, organizacją czy grupą. Ja nie miałem jedności. Jedność pomiędzy nami będzie istnieć tylko w takim stopniu, w jakim mamy ją z Chrystusem. Będę teraz otwarty i powiem bez ogródek, że jeżeli pomiędzy dwojgiem ludzi nazywających siebie chrześcijanami występuje niezgoda, to albo jeden, albo obydwoje są oddzieleni od Chrystusa. Usłyszałem kiedyś słowa pewnego kaznodziei dotyczące udzielania porad: „Zawsze staram się słuchać bardzo uważnie i ze współczuciem, ale też zawsze pytam siebie i modlę się o to, aby Bóg powiedział mi, jaki grzech leży u podstaw tego problemu, gdyż sprawa zawsze dotyczy grzechu. Jeżeli jesteście z kimś w konflikcie, jedyną i najważniejszą rzeczą, jaką możecie zrobić, żeby ten problem rozwiązać, to przybliżyć się do Chrystusa”.</p>
<p>Jezus jest jak kamerton. Jeżeli nastroił On i moje, i twoje życie, to gdy się spotkamy, też będziemy razem zestrojeni, nawet pomimo tego, że wcześniej nie mieliśmy ze sobą styczności. Stanie się tak, ponieważ ta sama Osoba nastroiła nasze charaktery, a kamerton – Jego bezgrzeszne życie – jest standardem wyznaczonym dla nas obojga. Problem pojawia się wtedy, gdy sam chcę siebie nastroić. Gdy spotkam się wtedy z tobą, mój ton będzie zbyt niski. Wiele osób pragnie jedności w kościele i chcą ją uzyskać poprzez dostrojenie życia innych do swojego własnego, jak działo się to kiedyś w naszej grupie w górach, aż w końcu przekonaliśmy się, że nie może to być źródłem jedności.<br />
Brałem kiedyś udział w sprzedaży nieruchomości dla innego agenta. W interes ten zaangażowana była pewna sekta religijna, która tworzyła zamknięte społeczeństwo, gdzie wszyscy mężczyźni ubierali się na czarno, a kobiety nosiły delikatny odcień niebieskiego. Byłem nimi zafascynowany, gdyż wydawali mi się tacy zjednoczeni – przynajmniej dopóki nie zacząłem ich lepiej poznawać. Odkryłem, że istniały między nimi podziały w kwestii najróżniejszych „ulubionych” zagadnień i reguł. Ta grupa sięgnęła o wiele dalej poza Słowo Boże, jeżeli chodzi o zasady i ograniczenia, a niektórzy sądzili, że poszło to już zbyt daleko. Ci często odchodzili do mniej restrykcyjnej grupy. Inni z kolei myśleli, że jeszcze nie osiągnęli wystarczająco wysokiego poziomu i odchodzili do grup, które były jeszcze bardziej restrykcyjne. Tak jak kościół żydowski za czasów Chrystusa, mieli wymagania, które przekraczały to, czego oczekiwał Bóg. Żydzi tak daleko rozszerzyli swoje zasady, że nawet noszenie chusteczki było dla nich pracą, tak więc noszenie chusteczki w sabat traktowali jako jego przestąpienie. Gdyby jednak ta sama chusteczka była przypięta do ubrania, było to już dla nich do zaakceptowania. Te prawa miały być wypełnieniem Bożych przykazań, ale zamiast tego stanowiły ich wypaczenie, świadcząc jedynie o krótkowzroczności i ograniczeniu tych, którzy je sformułowali. Z pewnością my już tak nie postępujemy, prawda?</p>
<p>Bóg ukazał nam w dziesięciu przykazaniach wszystkie obowiązki człowieka. Czy odzwierciedlamy zatem Jego charakter, czy nakładamy ograniczenia tam, gdzie Bóg ich nie nałożył? Mamy dobrą motywację i próbujemy jedynie zjednoczyć się wokół wspólnych zasad, ale problem polega na tym, że szukając jedności w zasadach dotykamy mnóstwa dziedzin, w których możemy się nie zgodzić. Dla przykładu, konflikty w kościele wyrastają na bazie takich tematów, jak biżuteria i makijaż, pochodzenie homoseksualizmu i stosunek do niego, dyscyplina i metody wychowywania dzieci, odpowiedni ubiór (cokolwiek to znaczy), gusta muzyczne, rozrywka i dieta. Randkowanie to też jeden z tematów często wywołujących konflikty, gdyż każdy ma własną teorię na temat tego, jak to powinno wyglądać. Sport i rywalizacja to kolejna dziedzina gotowych nieporozumień.<br />
Oprócz tematów dotyczących stylu życia, pojawiają się konflikty na tle przekonań, na przykład dotyczące roli wiary i uczynków oraz stylu uwielbiania Boga. Nawet postawa wierzącego podczas modlitwy może stać się palącym problemem. Są też ludzie, którzy mają swój ulubiony pogląd i propagują go gdzie tylko mogą, pomijając wszystkie inne zasady chrześcijaństwa. Nie zamierzam tutaj umniejszać niczyjego systemu wartości, ale jedynie podaję ten przykład jako ilustrację różnorodności. Są w kościele pewni mili ludzie, którzy nauczają, że nie ma Ducha Świętego. Inni z kolei kwestionują bóstwo Chrystusa. Wielu ludzi wierzy, że należy przestrzegać świąt żydowskich. Dysputa na temat tego, jakiego przekładu Biblii należy używać, przerodziła się niemal w wojnę w niektórych zborach. Nie mówimy tutaj o jakichś marginalnych zjawiskach. Takie konflikty nadal mają się dobrze pod przykrywką czystego, biblijnego chrześcijaństwa. Nieco dalej od środkowego nurtu, pojawiają się poselstwa zbawienia, teorie posłannictwa, religie rasistowskie, obraźliwe kulty, a wszystko to wpływa na kościół i naprawdę może wyrządzić wiele złego.<br />
Może wystarczy już tych przykładów. Przypatrzmy się teraz poszczególnym zborom, gdzie z pewnością znajdują się tacy, którzy popierają niezależne organizacje wyzwolone spod wszelkiej kontroli kościoła, albo tacy, którzy są ich przeciwnikami, ponieważ wydaje im się, że osłabiają one kościół. Można też być wielkim zwolennikiem aktywnej służby kobiet w kościele, a z pewnością znajdzie się wiele szczerych osób, które będą się temu sprzeciwiać.<br />
Lista takich zagadnień może się ciągnąć w nieskończoność, a przecież nie wymieniliśmy jeszcze takich tematów, jak natura Chrystusa, pochodzenie grzechu, charakter natury ludzkiej, dopuszczalne rozrywki, teorie konspiracyjne, zarzuty o odstępstwo, szkoły kościelne kontra szkoły publiczne kontra nauczanie w domu. Oczywiście, jeżeli decydujecie się na nauczanie w domu, możecie dyskutować nad tym, jaki program nauczania jest najlepszy.</p>
<p>Nie zapominajmy też, że jeszcze nigdy nie wybudowano nowej szkoły czy kościoła bez wywołania podziałów między zborownikami co do wielkości budynku, kosztów, projektu, koloru i stylu wykończenia. Czasami podziały te istnieją jeszcze długo po tym, jak budowa jest skończona. Słyszałem kiedyś o człowieku, któremu tak bardzo nie spodobało się kute żelazne ogrodzenie wzdłuż kościelnego chodnika, że przyszedł tam w środku nocy i nie tylko zdemontował je, ale przeciągnął głęboko do lasu. Następnego dnia, kiedy wszyscy przyjechali do kościoła, zauważyli, że ogrodzenia nie ma. Odkryto jednak coś, co najwidoczniej umknęło uwadze sprawcy: widoczne ślady zostawione po ciągnięciu żelaznych sztachet. Przy tak wyraźnie oznaczonym szlaku, nietrudno było znaleźć ogrodzenie. Przyniesiono je z powrotem i ponownie zainstalowano.<br />
Historia jednak tutaj się nie kończy. Mężczyzna, kiedy zobaczył, że ogrodzenie jest znów na swoim miejscu, powrócił nocą, żeby dokonać „przemeblowania”. Tym razem był tak zdeterminowany, żeby pozbyć się ogrodzenia raz na zawsze, że próbował wynieść większą część żelaznych sztachet. Zanim jednak wyniósł je zaledwie poza parking, uszkodził sobie kręgosłup. Uraz był tak poważny, że przez pewien czas nie mógł chodzić do pracy. Tym sposobem szybko odkryto, kto był złodziejem kościelnego ogrodzenia.</p>
<p>Ten mężczyzna chciał wziąć w swoje ręce zmianę kościelnych ustaleń. Wiele jest takich osób. Być może nie demontujemy w nocy ogrodzeń, ale staramy się, żeby inni wiedzieli, że nie zgadzamy się z ich przynależnością do kościoła lub jej brakiem. Upewniamy się, że wiedzą, iż nie podoba nam się sposób, w jaki wykonują kościelne obowiązki, ich doktryny, reformy, czy sposób wydawania pieniędzy. Wszystkie te postawy przypominają o kolejnym źródle konfliktu: jedni dają współwyznawcom swobodę bycia prowadzonym przez Boga, inni natomiast gotowi są użyć kościoła, państwa czy osobistego autorytetu, żeby tychże współwyznawców kontrolować. W swojej chęci kontrolowania innych popełniamy, na współczesny sposób, grzech Uzzy. Uzza wyciągnął rękę, żeby podtrzymać Arkę Przymierza i z powodu tej śmiałości poniósł śmierć. Wielu z nas ma problem z tą historią, gdyż motywacja Uzzy wydaje się być dobra i czysta. Chciał jedynie pomóc, jednak z powodu swojego nieposłuszeństwa zginął.</p>
<p>Uzza zdecydował, że zrobi dla Boga to, czego Bóg rzekomo Sam nie mógłby uczynić. Zdecydował, że to on ochroni Arkę, mimo iż nikt nie miał się jej dotykać. Arka przez kilka miesięcy znajdowała się w obozie Filistynów jako trofeum. Tam Bóg wyraźnie pokazał, że ma moc się o nią zatroszczyć. W ten sam sposób Bóg przez tysiące lat pokazuje, że potrafi zatroszczyć się o swój lud i swój kościół. Nadal jednak odczuwamy nieodpartą pokusę, aby wierzyć, że nasza pomoc jest Mu niezbędna.<br />
Czy próbujemy kontrolować naszych współwyznawców? Widziałem to wielokrotnie. Sam też tak postępowałem. Ograniczenia narzucone przez człowieka, które daleko wykraczają poza Słowo Boże, nie przynoszą chwały Bogu i przedstawiają Go w fałszywym świetle. Przez takie restrykcyjne zasady staramy się Go chronić i służyć Mu. W II Liście do Koryntian 3, 17 jest napisane: „[&#8230;] gdzie zaś Duch Pański, tam wolność”. Wolność, dzięki łasce, nie ma być rozumiana jako wolność do grzechu, bo byłoby to nadużycie chrześcijańskiego przywileju. Jeżeli ktoś narusza wyraźne chrześcijańskie standardy, to należy wówczas zastosować dyscyplinę kościelną. Niestety, zbyt często dyscyplina kościelna wymierzana jest tam, gdzie nie ma jasno sprecyzowanego stanowiska biblijnego. Kiedyś pewien przyjaciel powiedział mi: „Jim, masz obowiązek przestrzegać zasad i ograniczeń dotyczących kwestii niezwiązanych z moralnością, skoro głosuje nad nimi kościół. Możesz nie zgadzać się z kościołem w swoich przekonaniach, jeżeli chodzi o zagadnienia moralne, ale musisz przestrzegać tych, które zasad moralnych nie dotyczą”.<br />
Nadal próbuje mnie do tego przekonać, a nawet wymusić to na mnie. To oznacza, że gdybym należał do kościoła żydowskiego za czasów Chrystusa, to albo przypinałbym swoją chusteczkę do ubrania, albo on uznałby mnie za przestępcę sabatu.<br />
Kiedy pisałem tę książkę, modliłem się, żeby Bóg podał mi przykłady niewłaściwej jednolitości, a On przywołał mi na myśl przemowę Lincolna pod Gettysburgiem. „Ale co to ma wspólnego?” – zastanawiałem się.<br />
Jim, chcę, żebyś otworzył to przemówienie w pliku tekstowym i włączył sprawdzanie pisowni.<br />
– Ale Panie, to jedno z najlepszych przemówień, jakie kiedykolwiek wygłoszono! „Czterdzieści siedem lat temu nasi ojcowie zapoczątkowali na tym kontynencie nowy naród, poczęty w Wolności i poświęcony przekonaniu, że wszyscy zostaliśmy stworzeni równymi”. Łzy napływają mi do oczu. Jak można to jeszcze poprawić? Przemówienie zdało egzamin czasu!<br />
Mój pogram gramatyczny wcale tak nie uważał! Znalazł ponad piętnaście błędów, łącznie z niepoprawnym szykiem lub zbyt długimi zdaniami. Sugerował wykasowanie pewnych słów i zastąpienie ich innymi. Biedny Abraham Lincoln! Czy ten program na pewno się nie myli? Technicznie rzecz ujmując – nie. Program jest jednak tak skonstruowany, żeby dążyć do jednolitości w strukturze i wszystko podporządkowuje tej wytycznej. Jakież to bezbarwne.<br />
Pomyślałem, że to tylko szczęśliwy traf, więc załadowałem do programu Deklarację Niepodległości. Rozpoczyna się ona słowami: „Ilekroć wskutek biegu wypadków&#8230;”, a dalej jest napisane: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście”. Im dalej czytam, tym mocniej odzywa się we mnie patriotyzm i wzruszenie, gdyż te dokumenty są darem Boga, a zasady, jakie zawierają, wzorowane są na zasadach niebiańskich.<br />
Mój program gramatyczny znalazł jednak w deklaracji ponad dziesięć błędów. Znowu struktura zdań nie była odpowiednia i błędne było użycie pewnych słów. Dokumenty takie jak te tracą znaczenie i wyjątkowość, kiedy próbujemy je dopasować do zewnętrznych standardów, a my staramy się tak postępować z ludźmi wokół nas. Zmuszamy ich, aby dostosowali się do naszych programów gramatycznych, a później zastanawiamy się, dlaczego pojawia się problem, kiedy domagają się oni Bożej wolności.</p>
<p>Swego czasu zaproszono mnie, abym przemawiał w zborze w południowo–wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Na tydzień przed planowanym terminem odebrałem telefon od jednej z osób, która mnie zaprosiła. Była zmartwiona.<br />
– Jim, musimy cię ostrzec przed tym, co się stanie, kiedy tutaj przyjedziesz. Na pewno będą problemy, ponieważ ludzie, którzy chcą przyjść na spotkanie, są bardzo różni.<br />
– Co masz na myśli? – zapytałem zdziwiony.<br />
– Jim, mają pojawić się członkowie trzech różnych niezależnych organizacji. Rozumiesz, organizacji, które nie do końca popierają kościół. Ale to nie wszystko. Mają być też ludzie, którzy odłączyli się od miejscowego zboru i jeszcze dwie inne instytucje misyjne też przysyłają swoich przedstawicieli.<br />
– Ktoś jeszcze? – pytałem.<br />
– Tak, Jim. Będzie jeszcze kilku członków z kościoła reformowanego, kilku niechrześcijan i nawet kilku miejscowych Amiszów. Jak ty sobie z tym poradzisz, Jim?<br />
– Jak to jak? Będę nauczał ewangelii Jezusa Chrystusa, która zbawia nas samych i ratuje nasze małżeństwa i nasze rodziny, gdyż to jest to, czego nam brakuje.<br />
Muszę przyznać, że byłem trochę zaniepokojony, jak to wszystko wyjdzie, ale stanąłem za kazalnicą. Kościół przepełniony był ludźmi, a każdy był inaczej ubrany. Można było dostrzec różnicę pomiędzy poszczególnymi grupami, nawet nie znając ich przekonań. A ja stałem na podium, aby podzielić się z nimi Słowem.<br />
– Popatrzcie wokół siebie – zacząłem. – Popatrzcie! Każda możliwa grupa ma swoich reprezentantów w tym kościele, a jednak wszyscy zebraliśmy się z jednego i tylko jednego powodu – aby odnaleźć jedność Chrystusa, za którą tęsknimy, której jednak nie znaleźliśmy w naszych własnych społecznościach. Chwała Panu!<br />
Widziałem uśmiechy na ich twarzach, kiedy okazywałem im miłość i dzieliłem się tym, czego brakowało w mojej „doskonałej” grupie uwielbienia w górach.<br />
Kiedy ty i ja, bez względu na to, jak bardzo się różnimy, czy różniliśmy, spotkamy się, aby szukać jedności w Chrystusie, to znajdziemy też jedność w naszych zborach i przyjaźniach, w naszych szkołach i rodzinach. Jedność z Chrystusem jest jedyną drogą do jedności z innymi. Chcesz ją odnaleźć? Będziesz ją cenił? Dasz innym swobodę, aby czynili tak samo? Jeżeli chcemy ochronić własne szczęście i wolność, to musimy zacząć od ochrony nie tylko naszych przyjaciół, ale nawet wrogów przed okrutnym i niesprawiedliwym autorytetem. Jeżeli nam się to nie powiedzie, to damy negatywny przykład, który pewnego dnia może dosięgnąć również nas.</p>
<p><span class="small2">Artykuł jest szóstym rozdziałem książki „Liczy się człowiek” wydanej przez Orion plus.</span></p>
<p>Autor: Jim Hohnberger<br />
Tłumaczenie: Agnieszka Kasprowicz</p>
<p>W sprawach zamówień książki należy zwracać się do:<br />
ORION plus<br />
<a href="https://sklep.fzz.pl/kontakt">fzz.pl</a></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/jednosc-czy-jednolitosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Krzew winny i latorośle</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/krzew-winny-i-latorosle/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/krzew-winny-i-latorosle/#respond</comments>
				<pubDate>Sun, 28 Jul 2019 12:55:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[E. G. White]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Proroctwa biblijne]]></category>
		<category><![CDATA[chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[E.White]]></category>
		<category><![CDATA[jedność]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2892</guid>
				<description><![CDATA[Chrystus nie aspirował w Swoich lekcjach do górnolotnych, wyimaginowanych spraw. Przyszedł, aby w najprostszy sposób nauczać prawd, które posiadały decydujące znaczenie, tak aby nawet ta grupa, którą nazwał niemowlętami, mogła je rozumieć. Pomimo tego w Jego najprostszych obrazach znajdowała się głębia oraz piękno, których najbardziej wykształceni nie byli w stanie zgruntować. Chrystus czerpał lekcje z.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>Chrystus nie aspirował w Swoich lekcjach do górnolotnych, wyimaginowanych spraw. Przyszedł, aby w najprostszy sposób nauczać prawd, które posiadały decydujące znaczenie, tak aby nawet ta grupa, którą nazwał niemowlętami, mogła je rozumieć. Pomimo tego w Jego najprostszych obrazach znajdowała się głębia oraz piękno, których najbardziej wykształceni nie byli w stanie zgruntować.</p>
<p>Chrystus czerpał lekcje z obszernych bogactw natury i za sprawą tych środków wpajał w umysły Swoich słuchaczy prawdy, które są tak trwałe jak wieczność. Gdy nie było Go już dłużej wśród nich, owe cenne lekcje, które związał ze sprawami natury, zostały dzięki działaniu Ducha Świętego ożywione w pamięci Jego naśladowców. Za każdym razem, kiedy spoglądali na otaczające ich sprawy natury, przypominały im one lekcje ich Pana.</p>
<p>Krzewem winnym posługiwano się często jako symbolem Izraela, a lekcja, którą Chrystus obecnie przedstawił Swoim uczniom, została z tego zaczerpnięta. Aby przedstawić Siebie mógłby posłużyć się pełną wdzięku palmą. Wyniosły cedr, który wznosi się wysoko w powietrze lub mocny dąb, który rozpościera swoje gałęzie i wznosi je ku niebu mógłby wykorzystać do przedstawienia stałości oraz integralności tych, którzy są naśladowcami Chrystusa. Lecz zamiast tego obrał krzew winny z jego przylegającymi wićmi, aby przedstawić Siebie w Swoim związku z prawdziwymi naśladowcami.</p>
<blockquote><p>&#8222;Ja jestem prawdziwym Krzewem Winnym, a Ojciec Mój jest Winogrodnikiem&#8221;</p></blockquote>
<p>Na wzgórzach Palestyny nasz niebiański Ojciec zasadził szlachetny Krzew Winny i Sam był Winogrodnikiem. Nie posiadał On wybitnego kształtu, który na pierwszy rzut oka wywierałby wrażenie o swojej wartości. Wydawał się wyrastać z suchej ziemi i skierowywał na Siebie jedynie niewielką uwagę. Kiedy jednak zwrócono uwagę na tę roślinę, przez niektórych została uznana za posiadającą niebiańskie pochodzenie. Mężowie nazarejscy stali wprawieni w oczarowanie, gdy ujrzeli jej piękno. Kiedy wyobrazili sobie, ze przedstawi się pełniejsza wdzięku i skieruje na siebie więcej uwagi niż oni. walczyli, aby wykorzenić tę drogocenną roślinę i rzucili ją za mur. Mężowie jeruzalemscy wzięli roślinę, starli ją i podeptali nie świętymi nogami swymi. Ich zamiarem było to, aby ją zniszczyć na zawsze. Lecz. niebiański Winogrodnik nigdy nie stracił z oczu Swojej rośliny. Po tym, gdy ludzie myśleli, że ją zabili, On wziął ją i posadził ponownie po drugiej stronie muru. Ukrył ją przed widokiem ludzi.</p>
<p>Latorośle tego Krzewu Winnego były widziane przez świat; lecz Jego pień był niewidzialny. Suche, pozbawione soku latorośle, wybrane i zaszczepione w ów pień, reprezentowały Krzew Winny. Uzyskiwano z nich owoc; odbyły się zbiory, zrywane przez przechodniów; jednak sam pień mateczny był ukryty przed znieważającymi atakami ludzi.</p>
<p>Chrystus powiedział: &#8222;Każdą latorośl, która we Mnie nie wydaje owocu, odcina, każdą, która wydaje owoc. Oczyszczą aby wydawała obfitszy owoc.&#8221; Każda owocująca latorośl jest oczyszczana, aby wydawała obfitszy owoc. Nawet owocując latorośle mogą wystawiać na pokaz zbyt dużo liści i wydawać się być tym, czym w rzeczywistości nie są. Naśladowcy mogą wykonywać dla Mistrza jakąś pracę, a mimo to nie czynić połowy tego, co byliby w stanie uczynić. Wówczas On oczyszcza ich, ponieważ w ich życiu pojawiają się przywiązanie do spraw doczesnych, pobłażanie samym sobie oraz pycha. Winogrodnicy obcinają nadmiar wici winorośli, czyniąc je w ten sposób owocniejszymi. Nadmierny rozrost musi być odcięty, aby zrobić miejsce dla uzdrawiających promieni Słońca Sprawiedliwości.</p>
<p>&#8222;Trwajcie we Mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we Mnie trwać nie będziecie.&#8221;<br />
Nie jest to dotknięcie przypadkowe, z przerwami. Każda latorośl, która wydaje owoc, jest żywym przedstawicielem krzewu winnego, bowiem przynosi ten sam owoc, co krzew winny. Lecz jeśli nie staje się mocno złączona z pniem krzewu winnego, korzonkiem przy korzonku i żyłką przy żyłce, jeśli jej kanaliki nie zostają zaopatrzone w pokarm otrzymywany z pnia matecznego, latorośl ta staje się wyschniętą łodygą, łamliwą i słabą, i nie wydaje owocu. Każda latorośl ukaże, czy posiada życie czy też nie, bowiem tam, gdzie jest życie, tam też jest wzrost. Istnieje nieustanne przekazywanie życiodajnych właściwości krzewu winnego, a demonstrowane jest to przez owoc, który rodzą latorośle.</p>
<p>Jak szczep otrzymuje życie, gdy jest połączony z krzewem winnym, tak i grzesznik uczestniczy w boskiej naturze, gdy jest w łączności z Chrystusem. Ograniczony człowiek zostaje połączony z nieograniczonym Bogiem. Decydująca łączność z Chrystusem jest niezbędna dla życia duchowego. Latorośl musi stać się częścią żywego Krzewu Winnego. W Jego słowach znajduje się pewność: &#8222;Bo Ja żyję i wy żyć będziecie.&#8221; Chrystus jest źródłem wszelkiej prawdziwej siły. On objawia Swoją łaskę wszystkim prawdziwym wierzącym. W łasce i dobroci udziela im Swoich własnych zasług, ażeby mogli przynosić owoc ku świętości. Wszyscy, którzy faktycznie są w Chrystusie, doświadczą korzyści z tego związku. Ojciec przyjmuje ich w Umiłowanym i stają się obiektami Jego troskliwej i czułej opieki. Ta łączność z Chrystusem przynosi w rezultacie oczyszczanie serca, rozważne życie oraz nienaganny charakter. Owocem wydawanym na chrześcijańskim drzewie jest &#8222;miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość.&#8221;</p>
<p>&#8222;Ja jestem Krzewem Winnym, wy jesteście latoroślami.&#8221; Chrystus chce zapewnić Swoich uczniów, że nie stoją samotnie, lecz tak jak winorośl z przylegającymi pędami pnie się na okratowaniu coraz wyżej ku niebu, tak też prawdziwy wierzący może oplatać swoje pędy wokół Boga i mieć wsparcie w Chrystusie. On chce, aby pamiętali, że relacja Ojca do Swoich dzieci jest dokładnie taka sama jak Winogrodnika do Krzewu Winnego.</p>
<p>&#8221; Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze Mnie nic uczynić nie możecie. Kto nie trwa we Mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną.&#8221;<br />
Latorośl zaszczepiona w żywy krzew winny zaświadczy, czy korzonkiem przy korzonku i żyłką przy żyłce stała się jedno z pniem matecznym. Zycie krzewu winnego stanie się życiem zaadoptowanej rośliny. Jej naczynia na sok przyjmą strumień płynący przez pień krzewu winnego i przyniesie wiele owocu.<br />
Chrystus jest prawdziwym Krzewem Winnym; Jego uczniowie są latoroślami znajdującymi się w tym Krzewie Winnym i stanowią z Nim jedno. On jest Korzeniem podtrzymującym życie każdej wierzącej duszy. Jeśli Jego naśladowcy w Nim trwają, przyniosą Jego owoce. W połączeniu i wspólnocie z Nim oraz pod Jego nadającym kształt wpływem objawią Jego charakter. Natomiast latorośl, która wydaje się być połączona z Krzewem Winnym—człowiek, który robi wrażenie przywiązania i pobożności, którego nazwisko jest zarejestrowane w księgach jako chrześcijanin, lecz nie wydaje żadnych owoców—zostanie odłączony od pnia Krzewu Winnego. Ta latorośl ujawnia się jako bezwartościowa. Po pewnym czasie jej ruina będzie widoczna. Będzie jako latorośl, która jest martwa, a jej koniec będzie strawieniem w ogniu.</p>
<p>Chrystus mówił dalej: &#8222;Jeśli we Mnie trwać będziecie i słowa Moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam.&#8221;</p>
<p>W sprawie rodziny ludzkiej zatroszczono się o wszystko. Zaopatrzono ją w niebiański skarbiec z dobrami nieba. &#8222;Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto Weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.&#8221;</p>
<p>W Chrystusie jest Bóg; a mimo to On, Alfa—początek, Omega—koniec, przyszedł jako człowiek. Przyjmując człowieczeństwo Chrystus został spokrewniony z całą rodziną ludzką; jednak relacja ta jest dla któregokolwiek z kościołów bez pożytku, gdy nie ma osobistej wiary—utożsamiania się pojedynczego serca, umysłu, duszy oraz siły z Jezusem Chrystusem. Chrystus przyszedł, aby nauczać, że dzięki żywej wierze w Niego możemy stać się z Nim jedno. Jego obietnica brzmi: &#8222;Tego, który do Mnie przychodzi nie wyrzucę precz&#8221; jak latorośle, które są uschnięte i nie wydają owocu. Jako Przedstawiciel rodziny ludzkiej, przyszedł, aby wybawić wszystkich, którzy z modlitwą i błaganiem przedstawią Bogu prośbę w Jego imieniu.</p>
<p>Człowiek nie ma prawa do miana chrześcijanina, jeśli w słowach, duchu oraz działaniu nie stanie się podobny do Chrystusa. Bycie chrześcijaninem oznacza wzrost według boskiego charakteru Chrystusa. Owo usposobienie, które było w Chrystusie Jezusie nie może być prawidłowo reprezentowane niewyćwiczonymi siłami, które są wynikiem nieusposobionego umysłu. Niewyćwiczone siły tych, którzy twierdzą, że są naśladowcami Chrystusa odbierają cześć Temu, który zapłacił cenę ich odkupienia. Ciasny umysł oraz skarłowaciały charakter nie są w stanie wyjść naprzeciw umysłowi Bożemu. Namiętność manifestowana przez wyznającego chrześcijanina jest wyparciem się Chrystusa; oddaje zwycięstwo szatanowi oraz osadza go na tronie serca. Taki człowiek udziela światu świadectwa, że szatan posiada nad nim większą moc od Chrystusa. Jego słowa, duch i charakter świadczą, że znajduje się nad nim nadająca formę oraz kształt ręka szatana, czyniąc go naczyniem, które pozbawi Boga czci.</p>
<p>Siły fizyczne, umysłowe i duchowe są darami Bożymi i mają być doceniane oraz rozwijane. Znajdujemy się tutaj na próbę, na praktyce do wyższego życia. Całe niebo oczekuje, aby współpracować z tymi, którzy będą posłuszni drogom i woli Bożej. Bóg udziela łaski i oczekuje, aby wszyscy z niej korzystali. On dostarcza mocy, jeśli umysł ludzki odczuwa jakąkolwiek potrzebę czy też skłonność, aby [ją] otrzymywać. Nigdy nie prosi nas, abyśmy czynili coś bez dostarczenia łaski i mocy do wykonywania tejże rzeczy. Wszystkie Jego rozkazy są daniem możności wykonania.</p>
<p>&#8222;Przez to uwielbiony będzie Ojciec Mój, jeśli obfity owoc wydacie i staniecie się uczniami Moimi.&#8221; Tutaj odróżniony został uczeń, którego religia jest jedynie wyznawaniem, od prawdziwego. Chrystus domaga się całkowitej wierności prawdzie i sprawiedliwości. Powiedział: &#8222;Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.&#8221; &#8222;Abyście umieli odróżnić to, co słuszne, od tego, co niesłuszne, abyście byli czyści i bez nagany na dzień Chrystusowy, pełni owocu sprawiedliwości przez Jezusa Chrystusa, ku chwale i czci Boga.&#8221;</p>
<p>Nie wolno, aby istniało jakiekolwiek bezprawne odchylenie od sprawiedliwości. Złe skłonności, zawiść, złośliwe podejrzenia, zazdrość oraz oskarżanie braci nie mogą być pobłażane bez wypierania się Chrystusa. Chrześcijaństwo musi zostać sprowadzone do służby życia, tak jak światło wciąż utrzymywane przy świeceniu się, być pełne siły witalnej. Nie ma czegoś takiego, jak zajmowanie neutralnej pozycji. Każdy odda Mu swoje działanie, według zdolności.</p>
<p>Żyjący Chrystus domaga się samozaparcia oraz silnej wiary. Okoliczności nie mają rządzić życiem. Dziecko Boże, dziedzic nieba, nie może dryfować w tę i w tamtą stronę. W miłosierdziu i miłości do Swojego ludu Bóg posyła mu napomnienia i przestrogi. To jest z Jego strony życzliwość i łaskawość. Stanowi to wyraz wielkiej miłości, którą nas umiłował, że objawia nam nasze błędne pojęcie Jego charakteru. On nie chce, aby człowiek ograbiał siebie i niweczył własną wiarę. Każdemu, kto stara się o nieśmiertelną koronę, przedstawił wzór do naśladowania. Każda dusza musi być jako uczeń w szkole Chrystusowej. Odniesiemy korzyść przez badanie Pisma Świętego, noszenie jarzma Chrystusowego i dźwiganie Jego brzemienia. Ci, którzy uczą się od Chrystusa nigdy nie będą inni, niż cisi i pokornego serca. Nauczą się swoich lekcji i ustami, w których nie ma zdrady dadzą jasny wyraz temu, kim są. W wierze, nadziei oraz miłosierdziu będą usiłowali służyć Chrystusowi oraz jedni drugim, będąc połączeni w jedno świętymi więzami i trwając w zupełnej harmonii z duchem i umysłem Chrystusa.</p>
<p>Jeśli naśladujemy kroki Jezusa, będziemy posłuszni słowu. Chrystus nakazał Swoim naśladowcom: &#8222;Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem; trwajcie w miłości Mojej.&#8221; Ukażcie swoim postępowaniem waszą wiarę we Mnie i pozwólcie światu oraz niebiańskiemu wszechświatu być świadkami posiadania przez was Mojej miłości. Będąc posłuszni Moim słowom uwielbicie Mnie. &#8222;Jeśli przykazań Moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości Mojej, jak i Ja przestrzegałem przykazań Ojca Mego i trwam w miłości Jego.&#8221;</p>
<p>W Chrystusie istniała zależność człowieczeństwa od boskości. On przyodział Swoją boskość człowieczeństwem oraz umieścił własną Osobę pod posłuszeństwo boskości. Szatan kusił Adama i Ewę, aby uwierzyli, że będą jako bogowie. Chrystus wymaga, aby człowieczeństwo było posłuszne boskości. W Swoim człowieczeństwie Chrystus był posłuszny wszystkim przykazaniom Ojca.</p>
<p>Chrystus wyraził Swoją miłość do człowieka tym, że oddał życie za odkupienie świata. Ta miłość ma być miarą tej, którą Jego uczniowie będą okazywali sobie nawzajem. Rzekł: &#8222;To wam powiedziałem, aby radość Moja była w was i aby radość wasza była zupełna. Takie jest przykazanie Moje, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem.&#8221; &#8222;Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali.&#8221; &#8222;Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich.&#8221; &#8222;Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami Moimi&#8221;—uczniami Tego, który życie Swoje złożył za tych, których miłował. On rzekł: &#8222;Jesteście przyjaciółmi Moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni Pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca Mojego, oznajmiłem wam. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały, by to, o cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu Moim, dał wam. To przykazuję wam, abyście się wzajemnie miłowali.&#8221;</p>
<p>Ten rozdział jest nieskomplikowany w swoich ilustracjach; taki, że wszyscy mogą go zrozumieć. Chrystus wciąż stara się przedstawić Swoim naśladowcom przywileje, które oferowane są grzesznemu, słabemu człowieczeństwu. Chciałby nauczyć ich, że jedynie dzięki Niemu jest ono w stanie być przywrócone do zdrowego wzrostu. Mamy pamiętać, że latorośle w prawdziwym Krzewie Winnym to wierzący, którzy zostali doprowadzeni do jedności za sprawą łączności z Krzewem Winnym.</p>
<p>Łączność latorośli między sobą oraz z Krzewem Winnym tworzy ich jedność, lecz to nie oznacza jednolitości we wszystkim. Jedność w odmienności jest zasadą, która panuje w całym stworzeniu. Chociaż w naturze istnieje indywidualizm oraz różnorodność, istnieje też jedność w jej odmienności, bowiem wszystko odbiera swoją przydatność oraz piękno z tego samego źródła. Wielki Mistrz Artysta wypisuje Swoje imię na wszystkich stworzonych przez Siebie dziełach, od najwynioślejszego cedru libańskiego do hizopu na murze. Wszystko to rozgłasza dzieło Jego rąk, od wysokiej góry i wielkiego oceanu do najmniejszej muszelki na brzegu morskim.</p>
<p>Latorośle Krzewu Winnego nie są w stanie wrastać w siebie nawzajem; są pojedynczo odrębne, a mimo to każda musi znajdować się we wspólnocie ze wszystkimi pozostałymi, o ile połączone zostały w tym samym pniu matecznym. Wszystkie czerpią pokarm z tego samego źródła: wchłaniają te sami życiodajne własności. W taki też sposób każda latorośl prawdziwego Krzewu Winnego jest odrębna i odmienna, a mimo to wszystkie są wespół powiązane w pniu matecznym. Nie może istnieć podziału. Wszystkie są powiązane razem Jego wolą, aby przynosiły owoc, gdziekolwiek mogą znaleźć ku temu miejsce! sposobność. Lecz aby tego dokonać, pracownik musi zakryci własne &#8222;ja.&#8221; Nie wolno mu dawać wyrazu swojemu własnemu usposobieniu oraz woli. Ma on wyrażać usposobienie oraz wolę Chrystusa. Życie, tchnienie oraz egzystencja rodziny ludzkiej sal zależne od Boga. Bóg zaprojektował tkaninę, a wszyscy są pojedynczymi nićmi dla utworzenia wzoru. Jeden jest Stworzyciel, a objawia On Siebie jako wielki Rezerwuar wszystkiego, co jest niezbędne dla każdego odrębnego życia.</p>
<p>Jedność chrześcijańska polega na tym, że latorośle znajdują się w tym samym pniu matecznym, ożywiającej mocy centrum podtrzymującego szczepy, które złączyły się z Krzewem Winnym. Musi zaistnieć utożsamienie się z Chrystusem w myślach i pragnieniach, słowach i uczynkach, nieustanne uczestniczenie w Jego duchowym życiu. Wiara musi wzrastać poprzez ćwiczenie jej. Wszyscy, którzy żyją blisko Boga, będą posiadali świadomość tego, czym jest dla nich Jezus, a oni dla Jezusa. W miarę jak łączność z Bogiem pozostawia swoje odbicie na duszy i jaśnieje na obliczu jako promieniująca światłem, trwałe zasady świętego charakteru Chrystusa zostaną odzwierciedlone w człowieczeństwie.</p>
<p>Chrystus nauczał lekcji zaczerpniętej z krzewu winnego i jego latorośli także przy pomocy innej ilustracji. Rzekł: &#8222;Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi Jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało Moje i pije krew Moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało Moje jest prawdziwym pokarmem, a krew Moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew Moją, we Mnie mieszka, a Ja w nim. Jak Mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto Mnie spożywa, żyć będzie przeze Mnie.&#8221;</p>
<p>Wielu z Żydów, którzy twierdzili, że są uczniami Chrystusa szemrało między sobą ponieważ On rzekł: &#8222;Ja jestem chlebem, który zstąpił z nieba. I mówili: Czy to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę znamy? Jakże więc teraz może mówić: Z nieba zstąpiłem? Wtedy Jezus odpowiedział i rzekł im: Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Napisano bowiem u proroków: I będą wszyscy pouczeni przez Boga. Każdy, kto słyszał od Ojca i jest pouczony, przychodzi do Mnie. Nie jakoby ktoś widział Ojca; Ojca widział tylko Ten, który jest od Boga. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto wierzy we Mnie, ma żywot wieczny. Ja jestem chlebem żywota. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i poumierali; Tu natomiast jest chleb, który zstępuje z nieba, aby nie umarł ten, kto go spożywa. Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało Moje, które Ja oddam za żywot świata.&#8221;</p>
<p>Kapłani i przełożeni sprzeczali się między sobą, mówiąc: &#8222;Jakże Ten może dać nam Swoje ciało do jedzenia? Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi Jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało Moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało Moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało Moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim. Jak Mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto Mnie spożywa, żyć będzie przeze Mnie.&#8221;</p>
<p>Zbawiciel odczytywał serca wszystkich, którzy połączyli się z Nim jako Jego uczniowie. Wiedział, że było tam wielu, którzy uważali siebie za Jego uczniów, a nimi nie byli. Wiedział, że ich zawziętość ducha zostałaby odsłonięta, gdyby jakiekolwiek wypowiedziane przez Niego słowo nie harmonizowało z ich z góry ustalonymi poglądami. Wiedział, że przy najmniejszym nawiązaniu do ich osobliwych zasad wzbudzone zostałyby uprzedzenia oraz zazdrość. Rozumiejąc serca i to, co się w nich dzieje usiłował przedstawić proste fakty, dotyczące Swojego związku z człowieczeństwem, Swojej misji oraz dzieła. Słowa, które wypowiadał Zbawiciel były prawdą. Przyłożył siekierę do korzenia drzewa. &#8222;Taki jest chleb, który z nieba zstąpił,&#8221; powiedział, &#8222;nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki.&#8221;</p>
<p>Lekcja zaczerpnięta z tych dwóch symboli zawiera samą tajemnicę pobożności. Nikt nie potrzebuje być pozostawiony w ciemności. Stanowi ona prawdę, która ma być przyjęta, a jej przyjęcie zostanie objawione w życiu każdego prawdziwego wierzącego. Gdy wierzący chwyta się wiarą Chrystusa, pojawia się w jego życiu punkt zwrotny. Otrzymuje on ducha oraz usposobienie Chrystusa i reprezentuje Jego charakter.</p>
<p>Lecz duża liczba tych, którzy naśladowali Chrystusa nie była zaszczepiona w prawdziwy Krzew Winny, a wykazali ten fakt, gdy Chrystus przedstawił tę lekcję. &#8222;Wielu tedy spośród uczniów Jego, usłyszawszy to, mówiło: Twarda to mowa, któż jej słuchać może? A Jezus, świadom, że z tego powodu szemrzą uczniowie Jego, rzekł im: To was gorszy? Cóż dopiero, gdy ujrzycie Syna Człowieczego, wstępującego tam, gdzie był pierwej? Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga. Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem, lecz są pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, którzy są niewierzący i kto Go wyda. I mówił: Dlatego powiedziałem wam, że nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli mu to nie jest dane od Ojca. Od tej chwili wielu uczniów Jego zawróciło i już z Nim nie chodziło.&#8221;</p>
<p>Ci uczniowie nie przyjęli Chrystusa i nie wierzyli Weń, a Zbawiciel wiedział, że był to dla nich czas, aby zrozumieli jaki powinien być ich związek z Nim.</p>
<p>Każda pokusa stanowi jeden ze środków, którymi Pan utwierdza Swój lud w wierze. Zdobędzie on doświadczenie jeśli będzie poszukiwał Pana, lub też poprzez podstępy szatana podda swoją wiarę. Jeśli jednak będzie się wzbraniał przed przystąpieniem do jakiegokolwiek czynu dopóki nie zasięgnie rady Bożej, jeśli otworzy słowo, aby zrozumieć co jest w nim napisane, ujrzy, gdzie się znajduje i co stanowi jego niebezpieczeństwo. Uczniowie, którzy opuścili Jezusa, pielęgnowali niezgodę oraz brak wiary. Niewiara przerodziła się w zwyczaj; a teraz stała się bardziej wyraźną i wstrząsającą sposobnością do zademonstrowania tego, że byli zgorszeni. Sprzeczanie się Żydów o słowa Chrystusa, pojawiając się z kwestionowaniem i powątpiewaniem, zgromadziło wokoło dusz tych uczniów ciemne obłoki niewiary. Ich wiara nie była prawdziwa, a próba ujawniła słabość oraz niepewne stanowisko. Lekcje te były przeznaczone na udzielenie wszystkim poznania siebie, ukazania im prawdziwego stanowiska, jakie zajmowali względem Chrystusa. Pokusa, działając w ciemności, powodowała, że słabi i kuszeni tracili wiarę w Chrystusa, ponieważ nie potrafili pojąć duchowego znaczenia Jego słów.</p>
<p>Chrystus wygłaszał słowa, które posiadały moc do zdobycia miejsca w każdym sercu, które stara się poznać wolę Bożą. Oświadczył: &#8222;Albowiem chleb Boży to Ten, który z nieba zstępuje i daje światu żywot.&#8221; &#8222;Ja jestem chlebem żywota; kto do Mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we Mnie, nigdy pragnąć nie będzie&#8230; Wszystko, co Mi daje Ojciec, przyjdzie do Mnie, a tego, który do Mnie przychodzi, nie wyrzucę precz.&#8221; Słowa te są cenniejsze, niż złoto. Ci, którzy chcą pełnić Jego wolę, poznają naukę. Jeśli jednak ich ludzkie pojęcia, przyjęte z tradycji, zasad oraz zwyczajów będą w dalszym ciągu zachowywane jako posiadające wartość, mogą być przekonani, że słowa Chrystusa zaspokoją ich największe potrzeby, że będą one w stanie pocieszyć, dodać odwagi, wzmocnić, utrwalić, usunąć niepokój oraz niepewność; będą mogli odczuwać najszczersze pragnienie udziału w skutkach uczestniczenia w chlebie z nieba, a nawet być na tyle otwarci, aby wyrazić swoje życzenie: &#8222;Panie! Dawaj nam zawsze tego chleba,&#8221; a mimo to odrzucą Chrystusa oraz utracą oferowane przez Niego błogosławieństwa.</p>
<p>Lekcja ta została przedstawiona, aby doświadczyć oraz poddać próbie również Jego wierzących uczniów. Ci odwrócili się od kapłanów i przełożonych do Chrystusa, który obecnie ujawnił im Swój prawdziwy związek z nimi. Czy posiadają prawdziwą wiarę w Niego, albo czy zaliczają się do tych, do których Chrystus powiedział: &#8222;Nie wierzycie, chociaż widzieliście Mnie?&#8221; Zwracając się do dwunastu rzekł: &#8222;Czy i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego. Jezus odpowiedział im: Czy nie dwunastu was wybrałem? Ale jeden z was jest diabłem. I mówił o Judaszu, synu Szymona z Kariotu, bo ten miał Go wydać, a był jednym z dwunastu.&#8221;</p>
<p>Chrystus doszedł do tego momentu, w którym prawda musiała być wypowiedziana ze stanowczością, ażeby uczniowie naprawdę trwający w Krzewie Winnym mogli być odróżnieni od tych, którzy nie mieli z Nim decydującej łączności. I oto znajdowała się latorośl, która pozornie stanowiła jedno z Krzewem Winnym, lecz po tym, gdy żyta z uczniami i słuchała słów Chrystusa udzieliła dowodu, że w Nim nie trwała.</p>
<p>Judasz był tym, który wywierał duży wpływ na uczniów. Posiadał majestatyczny wygląd oraz wybitne zdolności. Lecz uzdolnienia te nie były poświęcone Bogu. Jego umiejętności zostały oddane służbie własnemu &#8222;ja,&#8221; samowywyższaniu oraz chęci zysku. Gdyby pod wpływem owego boskiego pouczenia, które tak wyraźnie wskazywało na niego, upokorzył swoje serce przed Bogiem, nie pozostawałby już dłużej kusicielem wypowiadając własną niewiarę wobec braci-uczniów i w ten sposób rozsiewając jej nasiona w ich sercach.</p>
<p>Lecz Judasz otworzył drzwi serca i komory umysłu pokusom szatana. Wróg zasiał w jego sercu i umyśle nasienie, które on przekazał swoim braciom. Kwestionujące wątpliwości, które zostały podane umysłowi Judasza przez szatana, on następnie podał umysłom swoich braci. Ten jeden człowiek, wyznający, że jest naśladowcą Chrystusa, nie przynosząc cennego owocu ujawnionego w życiu Chrystusa miał być dla innych uczniów kanałem ciemności w czasie doświadczenia i próby, który miał wkrótce nadejść, a nawet już wtedy na nich przyszedł. Wysuwał tak wiele oskarżeń przeciw braciom, że przeciwdziałał lekcjom Chrystusa. To właśnie dlatego Jezus nazwał Judasza diabłem.</p>
<p>Bóg był w dalszym ciągu dla Judasza nieznany jako żywy Bóg, miłujący Ojciec. Życie Judasza nie było ukryte wraz z Chrystusem w Bogu. Ta biedna, niezależna dusza, odseparowana od ducha i życia Chrystusowego była bardzo zakłopotana. Ciągle znajdował się pod potępieniem, ponieważ lekcje Chrystusa zawsze dotykały go. Pomimo tego nie stał się przemieniony oraz nawrócony w żywą latorośl poprzez łączność z prawdziwym Krzewem Winnym. Ta sucha roślina nie przylgnęła do Krzewu Winnego, ażeby wyrosła na owocującą, żywą latorośl. Ujawnił, że był szczepem, który nie przyniósł owocu—szczepem, który nie stał się korzonkiem przy korzonku i żyłką przy żyłce zrośnięty z Krzewem Winnym i nie uczestniczył w Jego życiu.</p>
<p>Sucha, odłączona roślina może stać się jedno z pniem matecznym tylko wtedy, gdy zostanie uczyniona uczestniczącą w życiu oraz pokarmie żyjącego krzewu winnego, gdy zostanie w niego zaszczepiona, gdy zostanie doprowadzona do możliwie najściślejszego związku. Gałązka mocno trzyma się korzonkiem przy korzonku i żyłką przy żyłce życiodajnego krzewu winnego, aż jego życie stanie się życiem latorośli, która wyda taki owoc, jak ów krzew winny.</p>
<p>Tak ma się to również z naśladowcą Chrystusa. Gdy jest on naprawdę połączony z Chrystusem, nie będzie jak ci uczniowie, którzy byli zgorszeni, dlatego że ich własny umysł nie był duchowy. Dostrzegali oni prawdy, które były miłe ich uszom; ale kiedy doszło do tego, że usłyszeli coś, czego nie byli w stanie wytłumaczyć albo też zgłębić rozumem, ponieważ nie znajdowali się w decydującej łączności z Chrystusem, byli zgorszeni. Zawrócili i już z Nim nie chodzili. Było lepiej, żeby te bezowocne latorośle ujawniły się podczas gdy Chrystus był wśród nich. To właśnie dlatego wypowiedziane zostały słowa Chrystusa, aby można było udowodnić tym uczniom, że są tym, kim byli—nie z wiary, ale wśród tych, którzy nie wierzyli. Tak długo, jak byli z Chrystusem, wykazywali ducha niewiary, Uważali słowa Chrystusa za przeciwne własnym pojęciom i zasadom i nie przynieśli owocu jako latorośle żywego Krzewu Winnego.</p>
<p><i><b>E.G. White, &#8222;Review and Herald&#8221; Artykuł ukazał się w trzech częściach 2, 9 i 16 listopada 1897</b></i></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/krzew-winny-i-latorosle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Enoch</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/enoch/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/enoch/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 23 Jul 2019 09:36:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[E. G. White]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Proroctwa biblijne]]></category>
		<category><![CDATA[chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[E.White]]></category>
		<category><![CDATA[nadzieja]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2771</guid>
				<description><![CDATA[W każdej fazie kształtowania charakteru winniście podobać się Bogu. To jest możliwe, gdyż Enoch miał Jego upodobanie pomimo tego, że żył w zdegenerowanej epoce. Tacy Enochowie żyją i dzisiaj. COL 332 O Enochu napisano, że żył 65 lat, i zrodził syna; po tym chodził z Bogiem trzysta lat. W tym pierwszym okresie czasu Enoch miłował Boga,.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>W każdej fazie kształtowania charakteru winniście podobać się Bogu. To jest możliwe, gdyż Enoch miał Jego upodobanie pomimo tego, że żył w zdegenerowanej epoce. Tacy Enochowie żyją i dzisiaj.<i> COL 332</i></p>
<p>O Enochu napisano, że żył 65 lat, i zrodził syna; po tym chodził z Bogiem trzysta lat. W tym pierwszym okresie czasu Enoch miłował Boga, bojąc się Go i zachowując Jego przykazania. Po urodzeniu się pierwszego syna zdobył on głębsze doświadczenie, jego związek z Bogiem stał się jeszcze ściślejszy. Gdy spostrzegł miłość dziecka do swego ojca, naturalne zaufanie w jego ochronę, gdy odczuwał głęboką i troskliwą czułość swego własnego serca do pierworodnego syna, nauczył się wspaniałej lekcji o cudownej miłości Bożej do człowieka, objawionej w ofierze Swego Syna. <i>8T 329</i></p>
<p>Enoch był w swoim czasie publicznym nauczycielem prawdy. Wykładał ją żyjąc zgodnie z jej zasadami. Charakter tego chodzącego z Bogiem nauczyciela był w każdym zakresie zgodny z powagą i świętością swojej misji. Enoch był prorokiem, który przemawiał pod wpływem Ducha Świętego; był światłem pośród ciemności moralnej, wzorem człowieka. Chodził z Bogiem, będąc posłusznym prawu Bożemu, &#8211; temu samemu, które odrzucił szatan, które przestąpił Adam, a które zachowywał Abel, z którego to powodu został zamordowany. Tym razem Bóg chciał dowieść wszechświatu fałszywy charakter zarzutów szatana, że istoty ludzkie nie są w stanie zachowywać prawo Boże; chciał zademonstrować to, iż człowiek, pomimo swojego upadku, mógłby tak dalece związać się ze swoim Stworzycielem, że otrzymałby myśli oraz ducha Bożego, stając się symbolem Chrystusa. Ten święty mąż został wybrany przez Boga, aby odsłonić niegodziwość świata i udowodnić mu, że jest to możliwe, aby człowiek zachowywał całe prawo Boże. <i>6 MR 146</i></p>
<p>(Enoch) należał do nieskalanego rodu tych, którzy zachowywali prawdziwą wiarę, przodków potomstwa obietnicy&#8230;Polegał na mającym nadejść Wybawicielu&#8230;Im ściślejszy był Jego związek z Bogiem, tym głębsze stawało się poczucie własnej słabości oraz niedoskonałości&#8230;Enoch był głosicielem sprawiedliwości, ujawniającym ludowi to, co mu objawił Bóg&#8230;Pouczeni zostali, że jest to możliwe, aby zachowywać Jego przykazania; że żyjąc nawet wśród grzesznych i nieczystych, dzięki łasce Bożej, są zdolni oprzeć się pokusie&#8230;W pośrodku świata, przez własny grzech skazanego na zagładę, życie Enocha pozostawało w tak ścisłej łączności z Bogiem, że nie pozwolono mu ulec mocy śmierci. Pobożny charakter tego proroka reprezentuje stan świętości, jaki musi być osiągnięty przez wykupionych z ziemi (Obj.l4:3) w czasie drugiego przyjścia Chrystusa&#8230;Jak Enoch, który przed zrujnowaniem ziemi wodą, został zabrany do nieba, tak też żywi sprawiedliwi będą z niej zabrani, zanim zostanie zniszczona ogniem. <i>PP 84-89</i></p>
<p>Życie i charakter Enocha, które były tak uświęcone, że nie oglądawszy śmierci, zabrany został do niebios, przedstawiają życie i charakter, jakie posiadać muszą wszyscy, jeśli, podobnie jak on, mają być zabrani, kiedy pojawi się Chrystus. Jego życie było tym, czym może stać się żvcie każdego, jeśli ściśle połączy się z Bogiem. <i>OHC 278</i></p>
<p>Jako lud, który zachowuje przykazania Boże, musimy opuścić miasta. Podobnie jak to czynił Enoch, winniśmy w nich działać, a nie mieszkać. <i>Ev. 77</i></p>
<p>Enoch był pierwszym prorokiem spośród ludzi. W proroctwie przepowiedział drugie przyjście Chrystusa na nasz świat, jak również Jego dzieło, odbywające się w tym czasie. Życie Enocha stanowi wzór chrześcijańskiej stałości. <i>1BC 1088</i></p>
<p>Moc Chrystusa, ukrzyżowanego Zbawiciela, dająca żywot wieczny, winna być przedstawiona ludowi. Powinniśmy wskazać mu na to, że Stary Testament jest w istocie tą samą ewangelią, zawartą w symbolach i cieniach, co Nowy Testament w swej odsłaniającej się mocy. Nowy Testament nie stanowi nowej religii; Stary Testament zaś nie jest religią, mającą zostać zastąpioną przez Nowy. Nowy Testament jest jedynie rozwojem i wykładem Starego. Abel wierzył w Chrystusa, i został wybawiony Jego mocą tak samo, jak Piotr czy Paweł. Z całą pewnością Enoch reprezentował Chrystusa tak samo, jak Jan, umiłowany uczeń. <i>SpTA03, 40</i></p>
<p>Pan udzielił mi spojrzenia na inne światy. Dano mi skrzydła, i anioł towarzyszył mi z miasta do jasnego i wspaniałego miejsca. Znajdująca się tam trawa była koloru żywej zieleni, a ptaki śpiewały słodką melodię. Tamtejsi mieszkańcy byli różnego wzrostu; o imponującym wyglądzie, majestatyczni i urokliwi. Byli odbiciem istoty Jezusa, a ich oblicza promieniowały świętą radością, wyrażając wolność i szczęście tego miejsca. Zapytałam jednego z nich, dlaczego są o wiele bardziej urokliwi, niż ci na ziemi? Odpowiedź brzmiała: &#8222;Żyliśmy w zupełnym posłuszeństwie względem przykazań Bożych i nie upadliśmy przez nieposłuszeństwo, jak ci na ziemi. &#8222;Następnie ujrzałam dwa drzewa, z których jedno było bardzo podobne do drzewa żywota w mieście. Owoc obydwóch drzew wyglądał pięknie, lecz z jednego jeść nie mogli. Byli w mocy, aby jeść owoce obydwóch drzew, lecz z jednego im zakazano. Wówczas towarzyszący mi anioł rzekł do mnie: &#8222;Nikt na tym miejscu nie jadł z zakazanego drzewa, a gdyby jedli, upadliby.&#8221; Następnie zabrano ranie na świat z siedmioma księżycami. Tam ujrzałam poczciwego Enocha, który został zabrany z ziemi. Na swoim prawym ramieniu nosił wspaniałą palmę, której każdy listek nosił napis &#8222;zwycięstwo&#8221;. Wokoło głowy znajdował się wieniec o oślepiającej białości, ze znajdującymi się na nim liśćmi, a na środku każdego z nich napis &#8222;czystość&#8221;. Dookoła wieńca znajdowały się kamienie o rozmaitych kolorach, które świeciły jaśniej niż gwiazdy, odbijając się w literach i wzmacniając ich wyraz. Z tyłu jego głowy znajdowała się spajająca wieniec kokarda, a na niej napis: &#8222;świętość&#8221;. Ponad wieńcem znajdowała się wspaniała korona, świecąca jaśniej niż słońce. Zapytałam go, czy było to miejsce, na które zabrano go z ziemi. On odrzekł: &#8222;Nie, moim domem jest miasto. Przybyłem na to miejsce w odwiedziny. &#8222;Poruszał się tam w taki sposób, jak gdyby był w domu. Usilnie prosiłam towarzyszącego mi anioła, aby pozwolił mi na tym miejscu pozostać. Nie mogłam pogodzić się z myślą o powrocie na ten ciemny świat. Wówczas anioł powiedział: &#8222;Musisz powrócić, a jeśli będziesz wierną, ty z 144000 będziesz miała przywilej odwiedzania wszystkich światów i oglądania dzieła Bożego.&#8221; <i>EW 39-40</i></p>
<p>Enoch zawsze spoglądał na Pana, a Inspirowane Słowo mówi, że &#8222;chodził z Bogiem&#8221;&#8221; Uczynił Chrystusa swoim stałym towarzyszem. Był na świecie i wykonywał względem Niego swoje powinności; zawsze jednak znajdował się pod wpływem Jezusa. Był odbiciem charakteru Chrystusa, wykazując te same cechy, jak dobroć, łaskę, czułą litość, współczucie, wyrozumiałość, łagodność, pokorę i miłość. Jego codzienne obcowanie z Chrystusem przemieniło go na obraz Tego, z którym był tak blisko związany. Dzień za dniem pozostawiał swoją własną drogę, aby myślami i uczuciami iść niebiańską, Bożą drogą Chrystusa. Czy jest to droga Pańska? -to było jego stałvm pytaniem&#8230;Jest to prawdziwe uświęcenie. <i>6BC 1097-1098</i></p>
<p>Powinniśmy wiedzieć, co musimy czynić, aby być zbawionymi&#8230;Nasze obecne dzieło, to wyjście ze świata i odłączenie się. Jest to jedyny sposób, abyśmy mogli chodzić z Bogiem, jak czynił to Enoch. Boży wpływ nieustannie towarzyszył jego ludzkim wysiłkom&#8230;Musimy spełnić warunki postawione w Słowie Bożym, albo umrzeć w naszych grzechach. <i>5T 535</i></p>
<p>Odłączając się od świata i spędzając wiele czasu na modlitwie i łączności z Bogiem, Enoch symbolizuje wierny Bogu lud ostatnich dni, który będzie odłączony od świata. Niesprawiedliwość rozpowszechni się na ziemi do strasznych rozmiarów. Ludzie oddadzą się spełnianiu każdego zamysłu swoich skażonych serc i przeprowadzą swoją zwodniczą filozofię oraz powstaną przeciw autorytetowi niebios.Lud Boży odłączy się od grzesznych zwyczajów tych, którzy są wokoło nich i będzie szukał czystości myśli oraz świętego dostosowania się do Jego woli, aż odzwierciedlać będą Jego Boski obraz. <i>3 SP 58-59.</i></p>
<p>Obecnie, jak nigdy wcześniej, powinno się zwracać uwagę na religię oraz uświęcenie w rodzinie. Jeśli kiedykolwiek istniał lud potrzebujący chodzenia z Bogiem, jak czynił to Enoch, to są nim Adwentyści Dnia Siódmego, którzy winni okazywać swoją szczerość czystymi, wyraźnymi i pełnymi litości słowami, jak również czułością oraz miłością. <i>PM 95</i></p>
<p>Enoch stał w obliczu pokus tak samo jak my. Otoczony był społeczeństwem, będącym nie mniej nieprzyjaźnie nastawionym do sprawiedliwości, jak to, które otacza nas. Powietrze, jakie wdychał, było skażone grzechem oraz zepsuciem na równi z naszym; mimo to żył uświęconym życiem&#8230;Był reprezentantem świętych, którzy żyją wśród niebezpieczeństw i zepsucia ostatnich dni. <i>FLB 350</i></p>
<p>Enoch, Józef, i Daniel polegali na Mocy, która jest nieograniczona. Jest to jedyna bezpieczna droga dla chrześcijan, jaką winni obrać w obecnych dniach. <i>RH 09.01.1885</i></p>
<p>Możemy posiadać tego samego Ducha, którego posiadali Enoch, Józef oraz Daniel. Możemy czerpać z tego samego źródła siły i uzyskać tę samą moc panowania nad sobą; ta sama łaska może rozpromienić się w naszym życiu. <i>RH 09.01.1885</i></p>
<p>Począwszy od Adama, nieliczni przedstawiciele każdej generacji opierali się jego (szatana) podstępom, stając się szlachetnym przykładem tego, co jest możliwe do osiągnięcia przez człowieka &#8211; dzięki wsparciu jego wysiłków przez Chrystusa, pomagającego w pokonaniu mocy szatana. Enoch i Eliasz są właściwym przykładem tego, czym dzięki wierze w Jezusa Chrystusa mógłby stać się człowiek, gdyby to wybrał. Szatan był wielce zaniepokojony, ponieważ ci szlachetni i święci mężowie pozostawali nieskazitelni wobec otaczającego ich zepsucia moralnego i udoskonalali swoje sprawiedliwe charaktery, aż uznano ich godnymi zabrania do nieba. <i>RH 03.03.1874</i></p>
<p>Jest to naszym przywilejem, że świeci na nas światło niebios. W ten sam sposób Enoch chodził z Bogiem. Nie było mu wcale łatwiej prowadzić sprawiedliwe życie, niż nam w obecnym czasie. Świat nie sprzyjał wówczas wzrostowi w łasce oraz uświęcaniu bardziej, niż teraz. Modlitwa oraz łączność z Bogiem umożliwiły Snochowi uniknięcie skażenia, jakie na tym świecie pociąga za sobą pożądliwość. Żyjemy wśród niebezpieczeństw ostatnich dni; dlatego musimy czerpać siłę z tego samego Źródła. Musimy chodzić z Bogiem. Nakazano nam odłączyć się od świata, gdyż nie możemy być wolni od jego zepsucia, jeśli nie pójdziemy za przykładem wiernego Enocha. Wielu jednak stało się niewolnikami pożądliwości ciała i pożądliwości oczu, i pychy życia. Nie są uczestnikami Boskiej natury, i dlatego nie potrafią uniknąć skażenia, jakie na tym świecie pociąga za sobą pożądliwość&#8230;Mówicie o krzyżu Chrystusa i wyznajecie wiarę; a nie macie żadnego doświadczenia w wywyższaniu tego krzyża i noszeniu go, jak wasz Pan. Gdybyście byli uczestnikami Boskiej natury, to Duch, który mieszkał w Chrystusie, mieszkałby i w was. Jego czułość, miłość, litość i współczucie pojawiłyby się w waszym życiu.<i> RH 01.09.1900</i></p>
<p>Kiedy Enoch i Noe poddani zostali sprawdzianowi prawa Bożego, uznano ich za sprawiedliwych. <i>ST 02.11.1897</i></p>
<p>Enoch nie został skażony istniejącym w jego czasie grzechem. Dlaczego mamy kalać się nim w naszych dniach? <i>5T 113</i></p>
<p>Z całkowitą pewnością możecie głosić jakim sposobem można zdobyć święty charakter &#8211; tak, jak dostąpił go Enoch, dzięki Jezusowi Chrystusowi. <i>VSS 340</i></p>
<p>Bóg niebios doskonale rozumie trudności, przed którymi musimy stanąć na tym świecie. Wcale nie sprzyjają one bardziej doskonaleniu charakteru, jak te, które istniały w czasie, gdy Enoch był na ziemi. On pomimo tego chodził z Bogiem, kierując do Niego swe myśli i słysząc Jego głos. Zachowywał przykazania Boże. Zawsze pamiętał o tym, że Bóg niebios znajduje się przy nim i nie wolno mu czynić nic, co zasmuciłoby jego Pana. <i>RH 05.03.1887</i></p>
<p>Enoch był świętym mężem. Służył Bogu w szczerości serca. Uświadomił sobie zepsucie rodziny ludzkiej i odłączył się od potomków Kaina, garnąc ich z powodu wielkiej bezbożności. <i>3SG 54</i></p>
<p>Módlcie się na osobności, a kiedy wykonujecie codzienną pracę, niech myśli wasze często wznoszone są do Boga. W taki właśnie sposób Enoch chodził z Bogiem. Owe ciche modlitwy wznoszą się podobnie jak wonne kadzidło przed tron łaski. Szatan nie jest w stanie pokonać tych, których serce w taki sposób oparte jest na Bogu. <i>AG 239</i></p>
<p><i>Henoch żył sześćdziesiąt pięć lat i zrodził Metuszelacha. Po zrodzeniu Metuszelacha chodził Henoch z Bogiem trzysta lat i zrodził synów i córki. Henoch przeżył trzysta sześćdziesiąt pięć lat. Henoch chodził z Bogiem, a potem nie było go, gdyż zabrał go Bóg. 1 Mojż. 1:21-24</i></p>
<p><i>O nich też prorokował Henoch, siódmy potomek po Adamie, mówiąc: Oto przyszedł Pan z tysiącami swoich świętych, aby dokonać sądu nad wszystkimi i ukarać wszystkich bezbożników za wszystkie ich bezbożne uczynki, których się dopuścili, i za wszystkie bezecne słowa, jakie wypowiedzieli przeciwko Niemu bezbożni grzesznicy. Judy 14.15. </i></p>
<p>W jaki sposób Enoch chodził z Bogiem? Nauczył się w duchu i w sercu zawsze odczuwać obecność Boga, a gdy znajdował się w zakłopotaniu, jego modlitwy z prośbą o zachowanie wznosiły się do Boga, aby oznajmił mu Swoją wolę. &#8222;Co mam czynić, aby uczcić Ciebie, Boże?&#8221; &#8211; było jego modlitwą. Jego wola była zharmonizowana z wolą Boga, a krok nieustannie nakierowany na drogę przykazań Bożych. Enoch symbolizował tych, którzy będą na ziemi kiedy przybędzie Chrystus, którzy zostaną zabrani do nieba i nigdy nie zaznają śmierci. Rzecz, o którą mamy modlić się to przystosowanie się, podobnie jak czynił to Dawid, &#8222;Otwórz oczy moje, abym oglądał cudowność zakonu Twego.&#8221; &#8211; <i>ST, vol.2, 175.</i></p>
<p><i><b>Skrót tytułów pozycji źródłowych w języku angielskim:</b></i></p>
<p><i>COL &#8211; Christ&#8217;s Object Lessons<br />
5T, 8T &#8211; Testimonies For The Church Volume 5, 8<br />
6MR &#8211; Manuscript Releases Volume Six<br />
PP &#8211; Patriarchs and Prophets<br />
OHC &#8211; Our High Calling<br />
Ev – Evangelism<br />
SpTA05 &#8211; Special Testimonies for Ministers and Workers &#8212; No. 5<br />
1BC, 6BC &#8211; S.D.A. Bible Commentary Vol. 1, 6<br />
EW &#8211; Early Writings<br />
3SP &#8211; The Spirit of Prophecy Volume 3<br />
PM &#8211; The Publishing Ministry<br />
FLB &#8211; The Faith I Live By<br />
RH – Review and Herald<br />
VSS &#8211; The Voice in Speech and Song<br />
3SG &#8211; Spiritual Gifts. Volume 3<br />
AG &#8211; God&#8217;s Amazing Grace<br />
ST &#8211; The Signs of the Times</i></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/enoch/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
	</channel>
</rss>
