<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>egoizm &#8211; Czas Decyzji</title>
	<atom:link href="https://czasdecyzji.pl/tag/egoizm/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://czasdecyzji.pl</link>
	<description>Przygotuj się na przyjście Pana</description>
	<lastBuildDate>Tue, 13 Aug 2019 09:32:17 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.2.3</generator>
	<item>
		<title>Dlaczego ja, Panie?</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 13 Aug 2019 09:32:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Jim Hohnberger]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[egoizm]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus]]></category>
		<category><![CDATA[misja]]></category>
		<category><![CDATA[powołanie]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2979</guid>
				<description><![CDATA[„To tak, jakby ktoś uciekał przed lwem, a spotyka niedźwiedzia; a gdy wejdzie do domu i opiera rękę o ścianę, ukąsi go wąż” (Am. 5, 19) Gdy razem z Sally zdecydowaliśmy się przeprowadzić do North Fork, nie było zagrożenia, że to pustkowie stanie się kiedyś podobne do tych, które przyciągają sławnych i bogatych w Vail.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><i>„To tak, jakby ktoś uciekał przed lwem, a spotyka niedźwiedzia; a gdy wejdzie do domu i opiera rękę o ścianę, ukąsi go wąż” (Am. 5, 19)</i></p></blockquote>
<p>Gdy razem z Sally zdecydowaliśmy się przeprowadzić do North Fork, nie było zagrożenia, że to pustkowie stanie się kiedyś podobne do tych, które przyciągają sławnych i bogatych w Vail w stanie Kolorado czy w Jackson Hole w stanie Wyoming. W rzeczy samej, gdy poszukiwaliśmy odpowiedniego miejsca, tylko jedna prywatna działka była dostępna, ale została sprzedana, zanim nawet złożyłem ofertę. Byłem zniechęcony, gdyż znaleźliśmy wymarzoną dolinę, gdzie ponad wszystko chcieliśmy mieszkać, a nic nie mogliśmy kupić. Modliłem się, ale nie pojawiło się żadne cudowne rozwiązanie. Odniosłem wrażenie, że gdy pojadę w górę doliny, Bóg w jakiś sposób mnie poprowadzi. Gdy jechałem po strasznych wertepach North Fork Road, poddałem się impulsowi i skręciłem w brudną dróżkę. Wydawało się, że jak wiele innych leśnych dróżek prowadzi w głąb lasu i gdzieś tam się kończy. Droga miała jednak swój koniec przy małym drewnianym domu, samotnie stojącym na poletku chwastów. Kosił je kosiarką potężnie zbudowany mężczyzna z wydatnym torsem, który wyglądał, jakby był częścią pustkowia. Nie był już młody.<br />
„Cóż – pomyślałem – nie mam nic do stracenia. Powiem, czego szukam, i zobaczę, czy o czymś nie słyszał”. Tak więc przedstawiłem mu całą listę wymagań – odpowiedni areał, całoroczny dostęp do wody, źródło grawitacyjne, wspomniałem o takiej działce, która graniczyłaby z ziemią należącą do rządu, aby jej sąsiedztwo nigdy nie zostało zabudowane. Gdy skończyłem, on spokojnie powiedział:<br />
– Sprzedam ci mój dom.<br />
– Co? – wyjąkałem, a on zaczął mi pokazywać dom, który okazał się małą, niedbale wykończoną drewnianą chatą, stojącą na powierzchni dwustu arów.<br />
„Wprawdzie to nie tyle arów, ile byśmy chcieli, a i dom jest mały, lecz uznajmy to za eksperyment. Spokojnie moglibyśmy pomieszkać w tym domu przynajmniej kilka lat” – rozmyślałem, gdy właściciel dalej oprowadzał mnie po posesji. Pokazał mi strumień i podając szklankę, zachęcił, bym się z niej napił. Nawet ja wiedziałem, że nie powinno się pić z niewiadomych źródeł i dlatego zawahałem się, więc on złapał szklankę i wypił do dna. Potem pokazał mi cysternę w korycie strumienia, która zaopatrywała dom w wodę. Nie wiem, czy jego zamiarem było zrobić na mnie wrażenie, ale powoli mu się to udawało. Spytałem o źródło, a on pokazał mi źródło, dające prawie czterysta litrów wody na minutę. Znajdowało się odpowiednio wysoko, by zrobić z niego napęd grawitacyjny.<br />
– Ja się tym nigdy nie interesowałem – powiedział – ale każdy mógłby to sklecić.<br />
Nieruchomość sąsiadowała z terenami Służby Leśnej, a do tego miała panoramiczne widoki na góry zarówno kanadyjskie, jak i te znajdujące się w Parku Narodowym Glacier. Byłem tak pełen entuzjazmu, że mężczyzna sprzedał mi swoje gospodarstwo, chociaż miało tylko dwieście arów, a on nie opuścił ceny o tyle, na ile liczyłem – a przecież jestem dobrym negocjatorem. Chata była prawdopodobnie najgorszym interesem, jaki zrobiłem w życiu. Jednak podpisałem umowę, bo przecież nie da się wycenić własnych marzeń.</p>
<p>Nastał październik, gdy moja rodzina w końcu mogła się wprowadzić do chaty i zacząć nowe życie w Montanie, a październik w tym wysokogórskim rejonie to początek zimy. Nie mieliśmy wystarczających zapasów drzewa, by ogrzać dom przez cały sezon. Zdaje mi się, że większość tej pierwszej zimy spędziłem na zewnątrz, brnąc w śniegu, by znaleźć więcej drewna. Szkoda, że mnie nie widziałeś! Starannie wybierałem i ścinałem drzewo. Z trzaskiem pękały ostatnie trzymające je prosto włókna i stary gigant zwyczajnie znikał. Pamiętam, że patrzyłem w zachwycie, jak cały pień zanurzał się w metrowej pokrywie śniegu. Dosłownie musiałem odkopywać drzewo, zanim w ogóle mogłem przyłożyć piłę na tyle nisko, by pociąć pień na kawałki. Potem trzeba było jakoś wydobyć kloce z wgłębienia, które powstało, gdy drzewo upadło, i wtoczyć je na sanki, a następnie związać, bym mógł przyholować ciężar do domu skuterem śnieżnym. Za każdym razem mogłem wieźć nie więcej jak trzy duże kawałki, ale trudno nawet opisać związane z tym problemy.<br />
Gdy tak toczyłem ciężkie kloce w stronę sanek, zbierały po drodze tyle śniegu, że wyglądało raczej, jakbym miał zamiar lepić bałwana, niż układać stos drewna. Śnieg przylepiał się do kłód, co dodawało im takiej wagi, że ledwo mogłem je toczyć. Gdy już dotarłem do sanek, musiałem każdą oskrobać ze śniegu. Pomimo trudu, jaki mi to sprawiło, wracałem do domu z uśmiechem, ciągnąc mój pierwszy ładunek drewna.<br />
Niestety, chwila triumfu nie trwała długo, bo odkryłem, że miejsce, z którego brałem drzewo, znajdowało się powyżej mojego domu, więc trzeba było teraz ciągnąć ładunek w dół po stromym nachyleniu. „Bam!” Ciężkie kloce uderzyły z hukiem w tył skutera, rzucając mnie na bok jak podczas jakichś dziwnych zawodów w niszczeniu. Uderzenie sprawiło, że ładunek stracił swój impet i cofnął się trochę. Rzuciłem okiem za siebie i zobaczyłem, że ponownie nabiera rozpędu. Przejechałem zaledwie kilka metrów, kiedy znów zostałem przyparty do lewej strony tak mocno, że prawie straciłem panowanie nad pojazdem. Gdy siły skutera i ładunku oddziaływały na siebie, czułem się jak na zajęciach z fizyki stosowanej.</p>
<p>Moja droga do domu była serią zakrętów w kształcie litery „S”, za każdym razem tył sań zarzucało to w lewo, to w prawo. Po kilku kursach wzór na drodze był tak wyrobiony, a metrowa warstwa śniegu tak ubita, że jadąc tą koleiną, czułem się, jakbym kierował gokartem na torze bobslejowym – a za każdym razem zjeżdżałem coraz szybciej! Jednak miało to jedną zaletę. W ten sposób powstał wspaniały tor saneczkowy dla dzieciaków, choć mogły używać tylko jego dolnej części – zjeżdżanie z samej góry byłoby zbyt niebezpieczne!<br />
Za najbliższych sąsiadów mieliśmy rodzinę Bernhardtów. Pan Bernhardt mieszkał w górach od wielu lat, robiąc wszystko, co mógł, by przeżyć. Jego trzej synowie byli młodymi mężczyznami, i razem założyli firmę budowlaną, która wybudowała wiele pięknych domów w tej dolinie. Dopiero co opuściłem miasto, miałem mnóstwo pytań i musiałem je komuś zadać. Więc jeśli nie rozumiałem działania instalacji wodociągowej, pytałem o nią Bernhardtów. Gdy jakaś naprawa wymagała użycia nietypowego narzędzia, już leciałem do Bernhardtów. Ciężko mi to teraz przyznać, ale Bernhardtowie uważali, że od wielu lat nie spotkali w North Fork bardziej beznadziejnego, tępego i naiwnego człowieka. Zawsze okazywali mi pomoc, ale wśród mieszkańców doliny panuje zawzięta niezależność, i w zgodzie z tą filozofią pomagali mi tylko tak, że dostarczali mi narzędzi i wiedzy, abym sam sobie pomógł.</p>
<p>Gdy tej zimy ścinałem drzewa, nie miałem jeszcze takiej zręczności jak dzisiaj i ostrze mojej jedynej piły utknęło w sęku starego zmurszałego giganta. Nie chciałem jednak iść do Bernhardtów po pomoc, bo stroili sobie ze mnie żarty i dokuczali, mówiąc, jakim jestem głupim mieszczuchem i zawsze, gdy opuszczałem ich dom, czułem, że ubyło mi jakieś piętnaście centymetrów wzrostu. Powiem ci, czułem się naprawdę źle, gdy tak raniono moją dumę. Więc sam spróbowałem wyciągnąć ostrze za pomocą klinów, ale to było tak wielkie drzewo, że nawet klin nie mógł poruszyć jego pnia i po wielu nieudanych próbach zdałem sobie sprawę, że czas udać się po raz kolejny do Bernhardtów.<br />
Gdy przedzierałem się przez śnieg do ich domu, nie mogłem przestać myśleć o mych wcześniejszych wizytach i o tym, co przyniesie mi ta. Zima w North Fork jest okresem, gdy mieszkańcy siedzą wokół stołu przy piecu, opowiadają historie i dzielą się plotkami, oczekując w ten sposób końca długiej, ostrej pory. Nie chciałem tego przyznać, ale wiedziałem, że wiele plotek tej zimy krążyło na temat mojej rodziny. Wydawało się, że każdy stawia zakłady, jakie mamy szanse przetrwania tutaj, i większość ludzi nie dawała nam więcej niż rok.<br />
– Wejdź, Jim – usłyszałem z wnętrza domu głos, zanim jeszcze wyciągnąłem rękę, by zapukać.<br />
Wszedłem i zobaczyłem wszystkich czterech mężczyzn siedzących za stołem, za nimi trzaskał ogień w piecu. Przywitaliśmy się, a oni zachichotali, gdy Bob zapytał:<br />
– Więc co się zepsuło tym razem?<br />
– No cóż – powiedziałem, próbując nadać swemu głosowi swobodny ton. – Czy kiedykolwiek zakleszczyło ci się ostrze piły? – Wybuchł śmiech jak z dna wulkanu.<br />
– Czy kiedykolwiek słyszałeś o klinach, chłopcze z miasta? – usłyszałem pierwszą uwagę okraszoną salwami śmiechu. Też próbowałem się uśmiechnąć, ale moja wesołość była wymuszona.<br />
– Tak, słyszałem o klinach gdzieś, kiedyś i nawet próbowałem ich użyć, by uwolnić ostrze, ale to drzewo jest po prostu zbyt duże. Chciałbym pożyczyć od was piłę, żeby uwolnić moją.<br />
Bob z chęcią pożyczył mi swoją piłę, ale Walter rzucił na odchodne:<br />
– Przyjdzie tu za godzinę, gdy twoja piła też utknie w pniu.<br />
Wracałem do drzewa, wiedząc, iż ta historia będzie krążyła po dolinie i zostanie tak przerysowana, że gdy usłyszy ją ostatnia osoba, dowie się, jak to wbiłem pół tuzina ostrzy w biedne, stare drzewo, a kliny sterczały z każdej szczeliny. Prawda jest taka, że piłę uwolniłem w kilka minut, ale to nigdy nie znajdzie się na liście lokalnych plotek.</p>
<p>Gdy sprzedaliśmy dom w Wisconsin, wydaliśmy prawie wszystkie pieniądze, by kupić ziemię i się na niej osiedlić. Przeprowadziliśmy się na odludzie, ale ta zmiana miała swoją cenę, bo dysponowaliśmy kwotą tylko sześciu tysięcy dolarów na rok, a planowaliśmy tak żyć przez trzy lata. To było wszystko, co mieliśmy, by zacząć nasz eksperyment na pustkowiu, i od początku był to eksperyment pełen problemów i udręk o wiele bardziej pospolitych i gorszych od tych, których wcześniej doświadczałem. Mieliśmy prostą chatę i używaną furgonetkę. Od początku pojawiły się nieprzewidziane problemy. Furgonetka się zepsuła, butla z propanem była nieszczelna i straciliśmy cały gaz zaraz po napełnieniu pojemnika. Ta zima była ostra, a strumień, z którego braliśmy wodę, zaczął zamarzać. To wymusiło kolejną wyprawę do Bernhardtów. Dali mi kilka bel siana, bym zapewnił strumieniowi izolację, ale i tak zamarzał. Rozpoczął się mój heroiczny, przegrany bój z lodem. Wychodziłem, by go rozbić, lecz wkrótce znowu musiałem robić to samo. W końcu byłem zmuszony wstawać co godzinę w nocy i schodzić po ciemku w dół po zaśnieżonym wzgórzu (a wciąż bałem się ciemności), by wyrąbywać w strumieniu mały kanał i próbować skłonić wodę, aby wpłynęła do naszej cysterny. Jednak na nic się to zdało i teraz musiałem chodzić przynajmniej raz dziennie do Bernhardtów, by u nich nabrać wody.<br />
Gdy w końcu uporałem się z tym problemem, wziąłem się do poważnego ulepszania naszego domu, a konkretnie do opracowania i budowy systemu ciepłej wody. Muszę przyznać, że nigdy nie miałem do czynienia z hydrauliką, ale widziałem w książkach schematy przedstawiające działanie takich systemów. Kupiłem więc odpowiedni typ miedzianych rurek i zabrałem się do pracy. Naczelną zasadą owych projektów jest prostota. System konwekcyjny działa tak, że zbiornik z gorącą wodą podaje ją z dołu wprost do kuchennego pieca i poziom wody podnosi się podczas ogrzewania. Gorąca woda powraca przez rurociąg do górnej części zbiornika i, czary mary, masz ją w domu. W praktyce system jest trochę bardziej skomplikowany i wymaga szczególnego typu odpowietrznika, który zabezpieczyłby instalację wodno–grzewczą przed negatywnymi skutkami nadciśnienia i podciśnienia.<br />
Pracowałem nad moim projektem i późnym wieczorem złożyłem wszystkie części. Byłem podekscytowany i z niecierpliwością włączyłem wodę. Czy wyobrażasz sobie, co czułem? Spełnienie oraz duma z wynalazczości i samodzielności przepełniały me serce! No cóż, rezultat był raczej marny. Zespawałem trzynaście rurek i dwanaście z nich przeciekało! Zawsze walczyłem ze swym porywczym charakterem, ujawniającym się, gdy sprawy nie szły po mojej myśli, a to była próba, której nie wytrzymałby najbardziej opanowany człowiek.<br />
– Wyłącz wodę! Wyłącz wodę! – krzyczałem do Sally, jakby to była jej wina.<br />
Potem obejrzałem przeciekające złączenia i kałuże na podłodze. Choć był już późny wieczór, Sally powiedziała:<br />
– Dlaczego nie pójdziesz porozmawiać z Bernhardtami, kochanie?<br />
Kilka minut później znalazłem się w ich gościnnym domu, i wyjaśniłem problem wśród salw śmiechu.<br />
– Przestańcie, chłopcy – powiedziałem. – Powiedzcie mi lepiej, co zrobiłem nie tak? Gdzie popełniłem błąd?<br />
– Przeprowadzka do North Fork! To był właśnie twój błąd! – krzyknął Walter, śmiejąc się tak głośno, że po policzkach leciały mu łzy. Kiedy się uciszyli, Bob powiedział:<br />
– Opowiedz nam, co zrobiłeś.<br />
Więc zacząłem opowiadać.<br />
– Wymierzyłem i przyciąłem rurki – oni kiwnęli głowami – potem je oczyściłem i wyszlifowałem papierem ściernym – wciąż kiwali głowami – a następnie ogrzałem złączenia palnikiem i zespawałem je.<br />
– Użyłeś topnika, zanim je zespawałeś, prawda, Jim? – wtrąciła się żona Boba.<br />
– Topnik, co to jest topnik? – spytałem bezradnie, dając im kolejny powód do radości.<br />
Gdy odzyskali mowę, wyjaśnili, że topnik pomaga usunąć zanieczyszczenia w lucie. Powiedzieli, jak mam go użyć, i dali mi trochę, abym mógł zacząć. Ale zrobiło się już późno i Sally zasugerowała, byśmy położyli się spać. Lecz to, że nie byłem dość bystry, aby zainstalować odpowietrzniki, które izolowałyby system ciepłej wody, oznaczało, że póki ten problem nie zostanie rozwiązany, nie będziemy mieć w ogóle wody. Czułem determinację, by zająć się całą sprawą jeszcze tej samej nocy albo paść trupem, a biorąc pod uwagę moje ostatnie doświadczenia, to drugie było bardziej prawdopodobne.</p>
<p>Dwie godziny zabrało mi rozmontowanie i ponowne oczyszczanie oraz ocynowanie złączeń i o wpół do pierwszej w nocy włączyliśmy wodę. Tym razem były tylko dwa przecieki. Nie widziałem sensu, aby dla dwóch dziur tracić czas na drenowanie całego systemu, więc wziąłem palnik i zacząłem ogrzewać złączenia. Z jakiegoś powodu nie mogłem ich ogrzać na tyle, by cyna była płynna. To mnie bardzo dziwiło, gdyż teraz już znałem odpowiednią technikę i doświadczyłem pewnych sukcesów. Pomyślałem, że może po prostu potrzebuję więcej ciepła, więc wziąłem drugi palnik i kazałem Sally trzymać go z jednej strony, podczas gdy ja trzymałem swój z drugiej. Niestety, nic to nie dało i zacząłem się irytować. „To wszystko wina Sally – pomyślałem. – Ona po prostu albo nie trzyma palnika we właściwym miejscu, albo trzyma go w niewłaściwy sposób”. O drugiej nad ranem poddałem się i poszedłem spać.<br />
Następnego poranka w porze śniadania całkowicie pokonany poszedłem do Bernhardtów. Opowiedziałem im, co się stało, a oni zarechotali.<br />
– Nie wydrenowałeś systemu, co nie, Jim?<br />
– Nie, a powinienem?<br />
Usłyszałem wybuch jeszcze większej wesołości i dojrzałem współczujące uśmiechy, jak gdyby żal im było takiego głupca jak ja. W końcu wyjaśnili mi, że woda w rurach odprowadzała ciepło pochodzące z palników natychmiast, gdy ja je dostarczałem. Szedłem z powrotem do domu i rozmyślałem, czego Bóg próbował mnie nauczyć. Jedna lekcja wydała mi się jasna. Bóg użył tych okoliczności, by obudzić we mnie pokorę i być może w tym względzie, jeśli nie w innych, moje doświadczenie miało jakiś sens.<br />
Innym domowym projektem, jakim musiałem się zająć, było założenie obwodu elektrycznego w pokoju używanym zarówno jako spiżarnia, jak i składzik. Naczytałem się na temat takiego projektu w poradnikach typu „zrób to sam”, ale jedna kwestia uszła mej uwagi – po czym poznać, kiedy na pewno kable są pod napięciem, a kiedy nie. Zdecydowałem się poradzić Bernhardtów.<br />
– Oto co robisz, Jim – wyjaśnił Walter. – Ślinisz palce, łapiesz kabel i jeśli czujesz, że cię kopie, to wiesz już, że jest pod napięciem!</p>
<p>To mnie nie zadowalało, ale ci goście byli budowlańcami, musieli zatem znać się na rzeczy. Zacząłem więc pracę i za każdym razem, gdy dotykałem kabla, rodzina słyszała mój krzyk: „Auć! Auć! Auć!”. Cały czas zastanawiałem się, jak twardymi ludźmi muszą być elektrycy, jeśli codziennie przez to przechodzą. Dopiero później, gdy podzieliłem się refleksją o elektrykach z Bernhardtami i usłyszałem ich histeryczny śmiech, zrozumiałem, że mnie nabrali.<br />
Pragnąłbym, by na tym skończyły się moje problemy, ale tak się nie stało. Ponieważ nie chcieliśmy wydawać naszych ograniczonych środków na rzeczy typu naprawa samochodu (chyba że byłoby to absolutnie konieczne), jeździliśmy na tak zużytych oponach, że pewnego razu wszystkie cztery siadły na pełnej dziur żwirowej drodze North Fork. To musi być rekord – złapać cztery gumy za jednym razem! Jestem pewien, że nikt mi nie dorówna!<br />
Nasz stary dodge był, zdaje się, przeznaczony do tego, by dawać nam wiele lekcji. Kiedyś zimą podróżowałem z dala od domu, a moją żonę zaskoczyły świeże opady śniegu. Postanowiła użyć pługu do odśnieżenia podjazdu, ale furgonetka nie chciała ruszyć z żadnego biegu. Sally próbowała założyć na koła łańcuchy, ale nie wiedziała jak. Spojrzała na samochód – jedno koło było ponad ziemią i powoli się poruszało, podczas gdy inne stały nieruchomo. Wzięła dmuchawę do śniegu, ale ta przestała pracować wkrótce po włączeniu.<br />
W końcu postanowiła poszukać pomocy u sąsiadów, niestety, nikogo nie zastała. W dolinie nie było telefonów. Do dziś nie ma tu tradycyjnej linii telefonicznej, a to działo w czasach, gdy jeszcze nie istniały komórki czy radiofony, i jedyną łączność ze światem zapewniało CB radio. Sally włączyła je i poprosiła o pomoc znajomego z odległej części doliny, ale nie mógł przybyć wcześniej niż za parę dni. To było trudne dla Sally, która zawsze koncentruje się na zadaniu i tym razem też chciała szybko załatwić tę sprawę. Pan jednak miał dla niej w zamyśle coś lepszego niż mocowanie się z pługiem pod moją nieobecność.</p>
<p>Bóg przemówił do niej w myślach i wytłumaczył, że chce, by skupiła się na dzieciach i zapomniała o tym, co dzieje się na zewnątrz. Sally od razu przestała martwić się podjazdem i zabrała się z entuzjazmem do umilania czasu dzieciom. Późnym wieczorem odezwał się mężczyzna, który wcześniej nie mógł tak szybko pomóc, a teraz był już w drodze. Usunął pługiem śnieg z podjazdu i spojrzał na furgonetkę. Wszystkie cztery koła dotykały ziemi. Wsiadł do auta, wrzucił bieg – skrzynia działała bez zarzutu. Odjechał tej nocy, myśląc zapewne, że Sally to wariatka, której zdawało się, że coś jest nie tak. Ale naprawdę coś było nie tak aż do momentu, gdy pozwoliła Bogu, by poprowadził jej myśli i dodał energii! Wtedy ciężarówka zapaliła. Nieważne, że inni mogli nie rozumieć walki, jaką toczyła. Oboje przekonaliśmy się niejeden raz, że czasem stajemy się głupcami dla innych, by zyskać Królestwo Niebieskie.</p>
<p>Nienawidziłem tych problemów, ponieważ zmuszały mnie, bym spojrzał na siebie z zupełnie innej perspektywy. Sally kochała nasze życie nie dlatego, że było łatwe, ale dlatego, że spełniło się coś, czego zawsze pragnęła – miała mnie w domu. Chłopcy cieszyli się, że po raz pierwszy w życiu skupiali na sobie uwagę obojga rodziców. A ja nie mogę powiedzieć, że za tym przepadałem. Życie na pustkowiu było po prostu jedną ciężką pracą, i choć lubiłem wysiłek fizyczny, ciągle trapiła mnie myśl, że mamy bardzo ograniczone środki finansowe.</p>
<p>Aby oszczędzić pieniądze, jadaliśmy proste potrawy. Wybieraliśmy tańsze jedzenie i zawsze sami wszystko przygotowywaliśmy. Nie tęskniliśmy za wymyślnymi daniami, mieliśmy dość jedzenia, więc nie zastanawialiśmy się, jak inni mogą odebrać nasz styl życia aż do momentu, gdy hrabstwo przysłało nam duży zapas żywności. Usłyszeli po prostu o tej biednej, głodującej rodzinie w górze doliny. Kategorycznie odmówiłem przyjęcia daru. W końcu poprzedniego roku osiągnąłem dochód sześciocyfrowy. Próbowałem im wyjaśnić, że jedliśmy w ten sposób z własnego wyboru i zamierzone ubóstwo, dzięki któremu można zyskać coś, czego się pragnie, bardzo się różni od ubóstwa niezamierzonego.</p>
<p>Były też naprawy domowe. Pewnego razu poczuliśmy okropny zapach i odkryliśmy, że rura odprowadzająca ściek rozłączyła się gdzieś pomiędzy ścianą kuchni i łazienki. Małe dojście z tyłu szafki kuchennej pozwalało, by instalacja wodno–kanalizacyjna była odsłonięta, ale nie zaprojektowano tego dla rury kanalizacyjnej. Wszedłem do środka szafki, próbując w bardzo niewygodnej, poskręcanej pozycji przyjrzeć się rurze. Chciałem znaleźć miejsce, gdzie się rozłączyła, i zorientować się, co dokładnie muszę zrobić, by to naprawić. Jeśli chcesz poczuć, przez co przechodziłem, spróbuj uklęknąć na twardej podłodze i czołgaj się na brzuchu pod stolikiem, aż będziesz miał nad głową jego środek. Następnie wsadź głowę do wiaderka wraz z ramieniem, bo przecież jakoś musisz trzymać latarkę, a potem obracaj głową od dziewięćdziesięciu do stu osiemdziesięciu stopni, koordynując ruch z ręką trzymającą latarkę. Dzielę się tym nie po to, by się tłumaczyć czy wzbudzić twoje współczucie, ale by pomóc ci zrozumieć, jaką bitwę toczymy z naszym uporem.</p>
<p>Podczas gdy męczyłem się tam w dole, Sally, która wie o hydraulice jeszcze mniej niż ja, podsuwała różne pomysły – uważała je zapewne za wyśmienite. Mnie, gnieżdżącemu się pod zlewem w szafce, wydawały się najbardziej bezużytecznymi propozycjami, jakie kiedykolwiek słyszałem. Słuchałem Sally najuważniej, jak mogłem, po czym poczekałem, aż się na chwilę uciszy, i wtedy krzyknąłem z mej głębokiej, ciemnej dziury: „Sally, nie teraz!”.</p>
<p>Zdarzały się też konflikty bardziej osobistej natury. Być może najbardziej uciążliwą rzeczą dla mojej żony było to, że nie mogła już kupować na przykład papierowych ręczników czy chusteczek do twarzy. W rzeczywistości tych kilka centów zaoszczędzonych na owych produktach pewnie nie zmieniłoby naszego ekonomicznego statusu tak drastycznie i teraz to widzę. Ale musisz pamiętać, że samo pragnienie chrześcijańskiego życia nie oznaczało jeszcze, iż już je osiągnęliśmy. Byłem wciąż tym samym pozbawionym sentymentów Niemcem, który żył w mieście, więc mój tradycyjny sposób radzenia sobie z problemami polegał na tym, że wygłaszałem swoją opinię, a następnie jak dyktator ucinałem wszelką dyskusję na temat powziętej decyzji. Ponieważ nie chciałem słuchać argumentów Sally, zaczęła dusić w sobie uczucia, bo wiedziała, że nie może ich otwarcie wyrazić. Dla niej brak papierowych ręczników czy chustek był wyrazem najwyższej deprywacji, i nieustannie płakała, gdy powtarzałem, że po prostu nie możemy sobie na to pozwolić.</p>
<p>Problem z uczuciami polega na tym, że można je tłumić tylko do pewnego momentu. Co pewien czas emocje Sally eksplodowały i wtedy miałem przed sobą zupełnie inną kobietę. Nie wiedziałem, jak rozwiązać nasze konflikty! Próbowałem troszczyć się o potrzeby rodziny najlepiej, jak umiałem, i było to dobre, ale na tym etapie życia nie znałem się zupełnie na troszczeniu się o bardziej osobiste, emocjonalne potrzeby mojej żony. Jedną z najtrudniejszych rzeczy, z jakimi musiałem się borykać na pustkowiu, było moje „ego”, i minęło kilka miesięcy, zanim spostrzegłem, że Sally czy chłopcy nie stanowili głównego problemu w naszym domu, tylko ja sam. Trudno wyrazić, jak bolesne było dla mnie to odkrycie. Poproś, abym siłował się z grizzly, ale nie każ mi zmierzyć się ze sobą samym!<br />
Kiedy Sally tu zamieszkała, musiała stawić czoła wielu lękom. Bała się niedźwiedzi, ale także mniejszych zwierząt, na przykład myszy. Tak się złożyło, że w naszej chacie zalęgło się kilka myszy i zanim się ich pozbyliśmy, zdarzało się, że mysz sporadycznie wychodziła spod kuchennej szafki i przelatywała po podłodze, a Sally krzyczała: „A! Mysz! Jim!”.<br />
Kieruję się logiką, i nie chciałem przerywać swojej pracy, by przybyć jej z odsieczą. Co więcej, wiedziałem, że mysz zniknie, nim się pojawię, więc zaproponowałem Sally rozwiązanie: „Po prostu na nią nadepnij!”.</p>
<p>Biedna Sally! Ona, piękna panna w tarapatach, pragnęła zostać ocalona przez rycerza na białym koniu, a co miała? Mnie za męża! Spoglądała na mysz, która rozpaczliwie szukała kryjówki, i mimo że była szybka, od schronienia dzieliło ją jeszcze kilka kroków. Gorsza jednak dla Sally była myśl, że swoją stopą mogłaby zmiażdżyć drobne kosteczki zwierzątka. Moja żona nigdy nie nadepnęła na żadną mysz, a w końcu i tak wszystkie złapaliśmy.<br />
Widzisz, często myślimy, że jeśli uczestniczymy w Bożym planie, to nie będziemy napotykać problemów. Prawda jest taka, że gdy naprawdę szczerze szuka się Boga, wówczas diabeł budzi się, by walczyć z powodu straty swoich poddanych, i wtedy przychodzą próby i problemy. My otoczyliśmy się co prawda ciszą, ale zgubiliśmy się w powodzi prób. Jednak dzięki temu zbliżyliśmy się do siebie jak nigdy wcześniej. Sprowadziło nas to na kolana. Odkryliśmy, że Boże obietnice są prawdziwe i że On nigdy nas nie opuści ani nie zostawi. Poznaliśmy, że przeciwieństwa losu sprzyjają budowie charakteru i wiążą ze sobą serca. Ponieważ nie było zewnętrznych „rozpraszaczy uwagi” – żadnej pracy w jakieś firmie, telewizji czy telefonu – nie było niczego poza naszą rodziną, przyrodą i Bogiem – znaleźliśmy nową wolność, by kochać, śmiać się i pracować. Po raz pierwszy w życiu staliśmy się prawdziwą rodziną.</p>
<p>W przeszłości udawało mi się spędzić kilka minut z moimi chłopcami, brałem ich na chwilę na kolana i pozwalałem prowadzić traktor do koszenia trawy. Teraz mogliśmy razem jeździć pługiem do ogarniania śniegu, a oni uwielbiali czas spędzany z ojcem. Tej pierwszej zimy bawiliśmy się jak nowo poznani przyjaciele. Budowaliśmy domki ze śniegu i forty śnieżne, rzucaliśmy się śnieżkami. Całymi godzinami jeździliśmy na sankach, a gdy zrobiło się za zimno, w końcu wracaliśmy, by wyschnąć przy kominku i grać w gry planszowe. Czytaliśmy wiele historii i po prostu cieszyliśmy się możliwością spędzenia ze sobą czasu. Byliśmy prawdziwą „Rodziną z pustkowia”. Zostawiliśmy jedno życie i powoli zakochiwaliśmy się na nowo w sobie i w nowym życiu.<br />
Pozwól, że zdradzę ci pewną tajemnicę. Nie musisz rezygnować z dotychczasowego życia i mieszkać na odludziu, by zyskać wiele czy większość z tego, co myśmy zyskali. Nasza rodzina zdecydowała się akurat na taki krok. Wybraliśmy to, co było najważniejsze dla nas, i określiliśmy nasze cele życiowe, ale wyborów można dokonać wszędzie. Czy łatwiej to zrobić na pustkowiu? Myślę, że tak, ale niektórzy ludzie zmienili swoje priorytety bez zmiany miejsca zamieszkania czy zatrudnienia. Najistotniejsze jest określenie głównych celów w życiu, a następnie opracowanie planu, jak owe cele osiągnąć.</p>
<p>Większość z nas przygląda się swoim aktualnym zajęciom i zastanawia się, jak wcisnąć w napięty grafik coś, czego naprawdę pragniemy, chodzi o czas spędzony z rodziną, czas dla małżeństwa i prawdziwego duchowego rozwoju. Jeśli spróbujemy robić wszystko, czym zajmujemy się teraz, i dodamy do tego jeszcze jakieś nowe priorytety, to się nigdy nie sprawdzi. Nigdy nikomu się nie sprawdziło. Poważnie się zastanów, czego naprawdę szukasz w życiu. Jeśli jesteś podobny do nas, szybko uznasz, że rzeczy materialne, pieniądze, wpływy czy władza nie przynoszą trwałego szczęścia. Tylko pokój z Bogiem i pełne miłości relacje rodzinne mogą dać prawdziwe szczęście. Od ciebie zależy, czy prowadzony przez Ducha Świętego zdecydujesz, z czego trzeba zrezygnować, by osiągnąć szczęście.</p>
<p>Ja i moja rodzina nie stanowimy wzorca do naśladowania. To Bóg powinien być najważniejszy w twoim życiu. Dzieląc się naszą nietypową historią o podążaniu za głosem Pana, mamy nadzieję zainspirować innych do szukania Bożej woli w życiu i do tego, by zastanowili się nad sposobem, w jaki Bóg pragnie wprowadzić ich w ciszę. Miliony ludzi pragną być bliżej Niego i przyrody. Zwróć uwagę na niezliczone tłumy mieszkańców miast, przyjeżdżające biwakować w parkach narodowych i na innych dzikich terenach. Tęsknią za tym, by choć przez kilka chwil posmakować życia, które myśmy wybrali i które tak dobrze wpłynęło na całą naszą rodzinę. Niektórzy mogą czuć potrzebę zamieszkania na odludziu, inni na wsi, a jeszcze inni będą chcieli zostać w mieście lub na jego obrzeżach. Każdy z tych wyborów niesie ze sobą jakieś korzyści i jakieś problemy. Mieszkanie na wsi nie stanowi lekarstwa na wszystkie kłopoty. To po prostu jedno z wielu narzędzi, jakich używa Bóg, aby pomóc nam się odszukać. Nie każdy ma powołanie do życia na odludziu, ale każdy jest powołany, by znaleźć doświadczenie na pustkowiu z Bogiem podobne do tego, jakie myśmy odnaleźli tu w górach.</p>
<p>Jeśli pragniesz powrotu do ciszy i doświadczenia Boga w nowy, osobisty sposób, pamiętaj, że niezależnie od tego, czy jesteś na pustkowiu, czy w mieście, szatan uczyni wszystko, co w jego mocy, by sprowadzić na ciebie kłopoty i trudności. Wie, że straci władzę nad tobą, jeśli zanurzasz się w ciszy przepełnionej Bożą obecnością i nie przestajesz szukać Zbawiciela dla siebie i swej rodziny. Nie zniechęcaj się, że sprawy nie idą po twojej myśli, bo gdy wróg naszej duszy budzi się do walki przeciw nam, możemy być pewni, że idziemy dobrą drogą, a to wyzwala w nim strach. Szukaj Boga, póki jeszcze da się znaleźć. Pozwól Mu, by związał twą rodzinę więzami miłości i sympatii. Nazwij ataki królestwa ciemności tym, czym są – przyznaniem, że naprawdę nie jesteś daleko od Królestwa Bożego. Powróć do ciszy i znajdź odpoczynek dla swej duszy.</p>
<p><span class="small2">Artykuł jest czwartym rozdziałem książki „Powrót do ciszy” wydanej przez Orion plus.</span></p>
<p>Autor: Jim Hohnberger<br />
Tłumaczenie: Barbara Willak</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Samochwalstwo</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/samochwalstwo/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/samochwalstwo/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 23 Jul 2019 09:01:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[E. G. White]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Proroctwa biblijne]]></category>
		<category><![CDATA[E.White]]></category>
		<category><![CDATA[egoizm]]></category>
		<category><![CDATA[grzech]]></category>
		<category><![CDATA[pokora]]></category>
		<category><![CDATA[pycha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2754</guid>
				<description><![CDATA[Zbliżamy się do sądu, gdy każdy przypadek stanie przed Bogiem w jego prawdziwym położeniu; gdy wyjdzie na jaw każda potajemna rzecz, jaką ludzie uczynili, wraz z motywem, jaki rządził ich życiem. Koniec wszystkiego jest bliski i wszystkie nasze uczynki zostaną osądzone. Jeśli naszą ambicją jest być pierwszymi, to będziemy ostatnimi; jeśli jesteśmy gotowi wycierpieć coś.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>Zbliżamy się do sądu, gdy każdy przypadek stanie przed Bogiem w jego prawdziwym położeniu; gdy wyjdzie na jaw każda potajemna rzecz, jaką ludzie uczynili, wraz z motywem, jaki rządził ich życiem. Koniec wszystkiego jest bliski i wszystkie nasze uczynki zostaną osądzone. Jeśli naszą ambicją jest być pierwszymi, to będziemy ostatnimi; jeśli jesteśmy gotowi wycierpieć coś ze względu na Chrystusa, jeśli dążymy do duchowości, to Pan uczci wszelką taką ambicję, by przewodzić. Jeśli jednak staramy się zaspokoić nieświętą, samolubną ambicję, Bóg upokorzy tego, kto to czyni. Pan powiedział jednak przez swoich apostołów: „Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was.” Bóg zna nas wszystkich po imieniu. Wie, jaki duch jest w nas i ostatecznie nagrodzi nas według tego, jakie były nasze uczynki. Nikt nie musi być w ciemności odnośnie ducha, jakiego posiada. Grzech zamknie bramy niebios przed wszystkimi, którzy go pielęgnują, ponieważ będą na zewnątrz świętego miasta. Jeśli niebo ma dla nas jakąkolwiek wartość, to odrzućmy wszelki grzech, abyśmy mogli stanąć zaakceptowani przed Bogiem.</p>
<p>„Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość&#8230; A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami. Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujemy. Nie bądźmy chciwi próżnej chwały, jedni drugich drażniąc, jedni drugim zazdroszcząc.” Są lekcje najwyższej wagi, których nawet jeden na dwudziestu z tych, którzy twierdzą, że są dziećmi Bożymi jeszcze się nie nauczył. Czy nie nauczymy się ich zanim nasz los zostanie na zawsze rozstrzygnięty? Czy będziemy pielęgnowali i kultywowali właśnie to, co szatan zapoczątkował w niebie, co doprowadziło do jego upadku i co przez jego pokusy z powodzeniem zrealizowało upadek tysięcy i tysięcy? Czy oddzielimy się od Boga i weźmiemy stronę wroga? Zdeklarowani wierzący w prawdę czynią to. Gdy powstają kuszące ich okoliczności, nie odpierają pokusy, lecz padają łatwym łupem diabła. To, czego potrzebują jednostki, to praktyczna pobożność. Jest to jedyne antidotum na sidła diabła.</p>
<p>Słowo Boże jest pełne pouczenia, że Jego dzieci powinny miłować się wzajemnie, a nie walczyć z sobą. Są powołane do wolności i powinny stać niezachwianie w swojej wolności, którą ich Chrystus wolnymi uczynił. Chciałby jednak, aby były ostrożne, by nie używać tej wolności niezgodnie z prawem, pobłażając zepsutym praktykom; i powinny unikać wszystkiego, co wywołałoby spór, niezgodę i poróżnienie uczuć. Chciałby, aby przez miłość służyły sobie nawzajem. Mają podtrzymywać chrześcijańskie uczucie, miłować swojego bliźniego jak siebie samego. „Lecz jeśli jedni drugich kąsacie i pożeracie, baczcie, abyście jedni drugich nie strawili.”</p>
<p>Prawdziwa wartość ukazana jest daleko bardziej przez uczynki, niż przez zapewnienia lub przez rozszarpywanie się wzajemnie, by wzmocnić własne ja. Wiedza, umiejętności, wierność będą wywierały swój wpływ i będą przemawiały głośniej, niż mogą przemówić słowa. Zaleta i moralna wartość nie mogą być ukryte. Wyjdą na jaw, a im mniej ktoś stara się ujawnić je w słowach, tym lepiej będzie dla niego. Jeśli człowiek wychwala swoją wiedzę, aby stanąć na najwyższym miejscu, wtedy ta wiedza jest wypróbowywana, jeśli nie jest wszystkim, czym ją przedstawiał, że jest, wtedy będzie pozostawiony na niższym miejscu, niż gdyby zachował milczenie i pozwolił, aby chwaliły go jego uczynki.</p>
<p>Największą szkodą dla naszych zborów, taką, która doprowadza je do słabości i niełaski u Boga, jest nieszczęsna zazdrość i nieporozumienia. „Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą.” Niech zatem każda dusza bada samą siebie i zobaczy czy zbliża się do popełnienia któregokolwiek z takich grzechów.</p>
<p>„Mówię więc: Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy, cielesnej.” Nieuświęcone serca objawione zostaną w nieuświęconych czynach. Nawet najmniejsze poparcie nie powinno być dawane grzechowi, większym czy mniejszym grzechom; lecz jako na dzieciach Bożych złożony jest na nas najpoważniejszy obowiązek powstrzymywania się od grzechu, zapierając się namowom naturalnego serca. Jeśli istnieją różnice zdania, nie utrzymujcie ich widocznymi, lecz myślcie i uwydatniajcie te tematy, co do których wszyscy mogą się zgodzić. Samolubstwo, ambicja, wysokie mniemanie o sobie zawsze będą usilnie nakłaniały do uwydatnienia rzeczy, które wywołają spory i umieszczą własne ja na pierwszym planie, i do odnoszenia się z pogardą do poglądów i opinii innych. Mówienie zaś o tych opiniach innych, czyniąc je tak godnymi pogardy jak to możliwe, aby sprawić, że wasze własne poglądy wydadzą się mądre i spójne, jest całkowicie przeciwne chrześcijańskiej miłości, i jest bardziej podobne do działań szatana, niż posunięć Ducha Bożego. Jest to pogwałceniem prawa Bożego, którego twierdzimy, że bronimy.</p>
<p>Miłość do Boga obejmuje nasz obowiązek wobec Boga; miłość do naszego bliźniego, nasz obowiązek wobec siebie nawzajem. Wzajemna miłość musi być pielęgnowana w każdym czasie, w każdym miejscu i w każdych okolicznościach. Jest to list uwierzytelniający, który niesiemy światu, że Bóg posłał Swojego Syna Jezusa, by umarł, aby przywrócić moralny obraz Boga w człowieku: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie.” Ta miłość, gdy jest kultywowana, staje się trwałą zasadą i jest skuteczna w wykorzenianiu poróżnień i podziałów wśród braci. Tam, gdzie pielęgnowane są zawiść i zazdrość, tam istnieje wszelkie złe dzieło. Wszystko to musi być wymazane ze świątyni duszy, a wtedy Bóg będzie działał w znacznie większej mocy dla Swojego ludu. Nie może On jednak tego zrobić tam, gdzie istnieją te złe rzeczy; ponieważ gdyby Bóg błogosławił, każda strona byłaby utwierdzona w swoim przekonaniu, że to on ma rację i jego brat się myli. Zamiast miłości byłby spór nad samymi udzielonymi błogosławieństwami. Zamiast zachowywać się jak chrześcijanie i strzec wzajemnego dobra miałoby miejsce rozszarpywanie i rozdzieranie jeden drugiego jak zwierzęta. Taki duch całkowicie harmonizuje z szatanem i jest zgodny z jego zamysłem i zamiarami, wypełniając jego wolę, realizując jego upodobanie; ponieważ wie, że pewnym skutkiem jest oddzielenie od Boga. Uzyskuje wtedy pełną kontrolę nad ich umysłami i uczuciami. I chociaż twierdzą, że są dziećmi Bożymi, we wszystkich intencjach i zamierzeniach są dziećmi złego; ponieważ postępują zgodnie z jego duchem i czynią jego wolę. Zamiast wzajemnej miłości ma miejsce wzajemny spór, który jeśli będzie się utrzymywał okaże się ich wspólną ruiną. Zdeklarowane chrześcijańskie zbory często są rujnowane przez swój własny niechrześcijański sposób postępowania wobec siebie nawzajem.</p>
<p>„Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami.” „Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, odcina, a każdą, która wydaje owoc, oczyszcza, aby wydawała obfitszy owoc.” Stwierdziliśmy, jakiego rodzaju owoc przyniosą latorośle, które trwają w żywym Krzewie Winnym – miłość, radość, pokój itd. Określiliśmy, jakiego rodzaju owoc przynoszony jest przez latorośl, która nie trwa w Prawdziwym Krzewie Winnym. Jest tu wyraźnie określone, że owoc, który wydają prawdziwe i kwitnące latorośle jest lepszy. Chrześcijanie powinni budować się wzajemnie w najświętszej wierze, zamiast kąsać i pożerać się nawzajem. Czego można się spodziewać, jeśli czynione jest to drugie? Czy Bóg miłości może obdarzyć ich Swoją łaską, gdy duch miłości odstąpił i przeważa zły duch, który stara się niszczyć? Gdyby chrześcijanie mogli pozwolić, aby wszelkie ich poróżnienia i kłótnie zostały pochłonięte w dążeniu do przezwyciężenia wad ich charakterów, walcząc z grzechem zamiast maksymalnie wykorzystywać swoje różnice zdania, ujrzelibyśmy harmonię, miłość i niesamolubne działanie, a pokój i moc Boża zostałyby objawione na rzecz Jego ludu. „Nie bądźmy chciwi próżnej chwały, jedni drugich drażniąc, jedni drugim zazdroszcząc.”</p>
<p>Szacunek i poklask ludzi mają wielką wartość dla niektórych umysłów, ponieważ trudzą się o nie w o wiele większej mierze, zamiast badać siebie samych, czy trwają w miłości Bożej. Szatan nieustannie stara się wtłoczyć w ich serca próżną chwałę, aby mógł wykraść ich pokorę i łagodność, miłość i cierpliwość. I jeśli mają wrażenie, że nie staną jako pierwsi w każdym powołaniu i dziele, są niezadowoleni, i wydaje im się, że patrzy się na nich jako gorszych. Są wtedy niepokojeni przez innego ducha, niż duch łagodności i miłości. Myślą, że nie jest im okazywany należny szacunek, nie otrzymują chwały własnego ja. Zaczynają zazdrościć i być zawistni, a potem poniżać tego, komu zazdroszczą. Jeśli mogą sprawić, że będzie się wydawało, iż w czymkolwiek jest on w błędzie, błąd jest wyolbrzymiany i starają się zszargać jego reputację. Szatan stoi obok ze swoimi aniołami, aktywnymi agentami sugerującymi myśli, by kusić i czynić nędzne rzeczy – rzeczy, które są znienawidzone w oczach świętego Boga, lecz bardzo przyjemne dla diabła.</p>
<p>„Bracia, a gdyby komu przydarzył się jaki upadek, wy, którzy pozostajecie pod działaniem Ducha, w duchu łagodności sprowadźcie takiego na właściwą drogę. Bacz jednak, abyś i ty nie uległ pokusie.” Znajduje się tu szczególna wskazówka, by postępować czule z tymi, którym przydarzył się upadek. To „przydarzenie się” musi mieć swoje pełne znaczenie. Czymś innym od umyślnego grzechu jest być doprowadzonym do grzechu znienacka, nie zamierzając zgrzeszyć, lecz grzesząc przez brak czujności i modlitwy, i nie dostrzeżenie pokusy szatana, i w ten sposób wpadnięcie w jego sidło. Należy odróżnić to od przypadku kogoś, kto planuje i umyślnie wchodzi w pokusę, i obiera zły sposób postępowania, umiejętnie ukrywając swój grzech, by nie został wykryty. Sposób potraktowania nie może być taki sam w obu przypadkach. Potrzebne są skuteczniejsze środki zaradcze, by zganić dokonany z premedytacją grzech; apostoł wskazuje jednak sposób postępowania, jaki powinien być obrany wobec tych, którym „przydarzyło się”, lub zostali zaskoczeni, lub pokonani przez pokusę. „Wy, którzy pozostajecie pod działaniem Ducha,” wy, którzy dowiedliście, że macie związek z Bogiem, „w duchu łagodności sprowadźcie takiego na właściwą drogę,” – nie wyduszajcie całej nadziei i odwagi z duszy, ale sprowadźcie go na właściwą drogę w łagodności, „bacz jednak, abyś i ty nie uległ pokusie.” Potrzebne będą wierne nagany oraz uprzejma rada i błagania do Boga, aby przywieść go do tego, by dostrzegł swoje niebezpieczeństwo i grzech.</p>
<p>Oryginalne słowo oznacza nastawić, jak zwichniętą kość; dlatego powinny być podjęte starania, by nastawić go i przywrócić do przytomności, przekonując go o jego grzechu i błędzie, aby nie został oddzielony od Prawdziwego Krzewu Winnego lub odcięty jak kończyna. Ma być miłowany, ponieważ Chrystus umiłował nas w naszych błędach i w naszych słabościach. Nie powinno być żadnego triumfowania w upadku brata; lecz w łagodności, w bojaźni Bożej, w miłości ze względu na jego duszę, starajcie się wybawić go od grzechu.</p>
<p>Apostoł widział działanie ludzkiego umysłu, że wkroczy własna duma i przeszkodzi temu planowi działania. I nawołuje: „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie zakon Chrystusowy. Jeśli bowiem kto mniema, że jest czymś, będąc niczym, ten samego siebie oszukuje.” Jakże wielu ma generalnie zbyt wysokie zdanie o swojej własnej umiejętności! Stawiają zarzuty i potępiają swoich braci, wynosząc siebie samych, wychwalając własne ja, zamiast podążać za zasadą Biblii w postępowaniu z błądzącymi. Uważają się za wystarczających, by dyktować, patrząc na siebie samych jako mądrych i zdolnych zrealizować wielkie rzeczy, umiejących mówić innym co robić, pełni zaufania w swoje własne drogi i mądrość, podczas gdy szczerą prawdą jest, że nie są zaznajomieni z samymi sobą i nie wiedzą połowy tego, co powinni wiedzieć, lub co myślą, że wiedzą. Tak naprawdę wywyższają samych siebie. Gdy tacy ludzie zwodzą innych przez wywyższanie swoich umiejętności i swojej samowystarczalności, zwodzą swoje własne dusze i sami spotkają się z największą stratą. Nie są wolni od gaf lub błędów, i upadają pod wpływem pokus, chociaż ufni w swoje własne siły myślą, że sami bezpiecznie stoją.</p>
<p>Napomnienie apostoła brzmi: „Nie czyńcie nic z kłótliwości ani przez wzgląd na próżną chwałę, lecz w pokorze uważajcie jedni drugich za wyższych od siebie. Niechaj każdy baczy nie tylko na to, co jego, lecz i na to, co cudze. Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie” (Filip. 2,3-5). Jeśli dla nas samych oczekujemy współczucia od Jezusa Chrystusa, musimy to samo okazywać sobie nawzajem. Jeśli w naśladowcach Chrystusa jest taka rzecz jak miłosierdzie i współczucie, jeśli jest jakaś uświęcona, święta litość, to niech się ukaże. Najtwardsze serce, najbardziej bezlitosne, musi zostać poruszone przez te słowa, jakimi apostoł usilnie na nich nalega: „Dopełnijcie radości mojej.” Przyczyniłem się do przyniesienia wam ewangelii Chrystusowej; twierdzicie, że jesteście moimi dziećmi w ewangelii; uczyńcie zatem moje serce pełnym radości i pociechy poprzez życie w miłości. Jeśli ewangelia Chrystusa rzeczywiście przyniosła wam pożytek, zatem okażcie to dążąc do harmonii i miłości. Nie czyńcie nic z kłótliwości ani przez wzgląd na próżną chwałę. Nie czyńcie nic, co wywołałoby uczucia niezgody i walki.</p>
<p><i><b>E.G. White, &#8222;Review and Herald&#8221;, 28.06.1887</b></i></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/samochwalstwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Grzech samolubstwa</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/grzech-samolubstwa-2/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/grzech-samolubstwa-2/#respond</comments>
				<pubDate>Thu, 18 Jul 2019 15:23:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[E. G. White]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Proroctwa biblijne]]></category>
		<category><![CDATA[E.White]]></category>
		<category><![CDATA[egoizm]]></category>
		<category><![CDATA[grzech]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2658</guid>
				<description><![CDATA[Prostota prawdy zawsze będzie prowadziła nas do odczuwania współczucia wobec nieszczęść innych. Są tacy, którzy potrzebują naszego współczucia i naszej miłości. Wykazywanie tych cech charakteru jest częścią dzieła życia, które Chrystus dał nam wszystkim do wykonania. W sercach wielu istnieje pierwiastek samolubstwa, który przylgnął do nich jak trąd. Tak długo radzili się swoich własnych pragnień,.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>Prostota prawdy zawsze będzie prowadziła nas do odczuwania współczucia wobec nieszczęść innych. Są tacy, którzy potrzebują naszego współczucia i naszej miłości. Wykazywanie tych cech charakteru jest częścią dzieła życia, które Chrystus dał nam wszystkim do wykonania.</p>
<p>W sercach wielu istnieje pierwiastek samolubstwa, który przylgnął do nich jak trąd. Tak długo radzili się swoich własnych pragnień, swojej własnej przyjemności i wygody, że nie uważają, iż inni mają wymagania wobec nich. Ich myśli, plany i wysiłki są dla nich samych. Żyją dla własnego ja i nie kultywują bezinteresownej życzliwości, która, jeśli byłaby wykazywana, wzrosłaby i wzmocniła się, aż ich rozkoszą byłoby życie dla dobra innych. To samolubstwo musi zostać dostrzeżone i pokonane; ponieważ jest ciężkim grzechem w oczach Boga. Potrzebują wykazywać więcej szczególnego zainteresowania dla ludzkości; a czyniąc to przywiodą swoje dusze do bliższego związku z Chrystusem i zostaną przepojeni Jego Duchem tak, że przylgną do Niego z tak nieugiętym uporem, że nic nie będzie mogło oddzielić ich od Jego miłości.</p>
<p>Bóg nie uwolni nas od podjęcia krzyża i praktykowania samozaparcia w wyświadczaniu dobra innym z niesamolubnych motywów. Jeśli zadamy sobie trud podjęcia samozaparcia wymaganego od chrześcijan, możemy zostać przez łaskę Bożą wykwalifikowani do zdobywania dusz dla Chrystusa. Bóg ma wymagania wobec wielu z nas, na które nigdy nie odpowiedzieliśmy. Są wokół nas tacy, którzy łakną współczucia i miłości. Jednak wielu z nas jest prawie pozbawionych tej pokornej miłości, która naturalnie wypływa w litości i współczuciu dla nędzarzy, cierpiących i potrzebujących. Samo ludzkie oblicze jest lustrem duszy, czytanym przez innych i pozostawiającym na nich wymowny wpływ dla dobra lub zła. Bóg nie wzywa nikogo z nas do obserwowania naszych braci i żałowania ich grzechów. Pozostawił nam dzieło do wykonania i wzywa nas, abyśmy wykonali je zdecydowanie, w Jego bojaźni, szczerze dla Jego chwały.</p>
<p>Każdy musi zdać Bogu rachunek za siebie samego, nie za innych, czy jest wierny czy nie. Dostrzeganie wad w innych wyznawcach i potępianie ich sposobu postępowania, nie usprawiedliwi ani nie zrównoważy jednego naszego błędu. Nie powinniśmy czynić innych naszym kryterium, ani usprawiedliwiać czegokolwiek w naszym sposobie postępowania, dlatego, że inni postąpili źle. Bóg dał nam sumienia dla nas samych. Wielkie zasady zostały wyłożone w Jego słowie, które są wystarczające, by prowadzić nas w naszym chrześcijańskim kroczeniu i ogólnym zachowaniu się. Nie zachowali zasad prawa Bożego ci, którzy nigdy nie odczuli ciężaru obowiązku zrzuconego na człowieka wobec jego współbliźnich.</p>
<p>„A oto pewien uczony w zakonie wystąpił i wystawiając go na próbę, rzekł: Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego? On zaś rzekł do niego: Co napisano w zakonie? Jak czytasz? A ten, odpowiadając, rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego. Rzekł mu więc: Dobrze odpowiedziałeś, czyń to, a będziesz żył. On zaś, chcąc się usprawiedliwić, rzekł do Jezusa: A kto jest bliźnim moim? A Jezus, nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców, którzy go obrabowali, poranili i odeszli, zostawiając go na pół umarłego. Przypadkiem szedł tą drogą jakiś kapłan i zobaczywszy go, przeszedł mimo. Podobnie i Lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, przeszedł mimo. Pewien Samarytanin zaś, podróżując tędy, podjechał do niego i ujrzawszy, ulitował się nad nim. I podszedłszy opatrzył rany jego, zalewając je oliwą i winem, po czym wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i opiekował się nim. A nazajutrz dobył dwa denary, dał je gospodarzowi i rzekł: Opiekuj się nim, a co wydasz ponad to, ja w drodze powrotnej oddam ci. Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców? A on rzekł: Ten, który się ulitował nad nim. Rzekł mu Jezus: Idź, i ty czyń podobnie.”</p>
<p>Warunki odziedziczenia wiecznego życia zostały tu wyraźnie podane przez naszego Zbawiciela w najprostszy sposób. Człowiek poraniony i obrabowany reprezentuje tych, którzy są przedmiotem naszego zainteresowania, współczucia i dobroczynności. Jeśli zaniedbujemy przypadki potrzebujących i nieszczęśliwych, na które zwrócona jest nasza uwaga, nie ważne kim mogą być, nie mamy zapewnienia życia wiecznego; ponieważ nie odpowiadamy wymaganiom, jakie Bóg ma wobec nas. Nie jesteśmy współczujący i litościwi dla ludzkości, ponieważ nie mogą to być nasi przyjaciele i krewni. Wszyscy tacy okazują się przestępcami drugiego wielkiego przykazania, na którym opiera się ostatnie sześć przykazań. Ktokolwiek uchybi w jednym punkcie, jest winnym wszystkiego. Ci, którzy nie otwierają swoich serc na potrzeby i cierpienia ludzkości, nie otworzą swoich serc na wymagania Boże podane w pierwszych czterech zasadach dekalogu. Bożki roszczą sobie prawo do serca i uczuć, a Bóg nie jest czczony i nie panuje w sposób najwyższy.</p>
<p>Niektórzy są całkiem dokładni w pewnych rzeczach, jednak zaniedbują ważniejsze sprawy – sąd, miłosierdzie i miłość Bożą. Chociaż zwyczaje świata nie są dla nas kryterium, jednak litościwe współczucie i dobroczynność świata dla nieszczęśliwych, w wielu przypadkach zawstydza zdeklarowanych naśladowców Jezusa Chrystusa. Wielu okazuje obojętność wobec przypadków tych, których Bóg wrzucił pomiędzy nich w celu sprawdzenia i wypróbowania ich, i rozwinięcia tego, co jest w ich sercach. Bóg czyta. Notuje każdy akt samolubstwa, każdy akt obojętności wobec cierpiących, wdów i sierot; i pisze przy ich imionach: Winny, niedoskonały, łamiący prawo. Zostaniemy nagrodzeni stosownie do tego, jakie były nasze uczynki. Jakiekolwiek zaniedbanie obowiązku wobec potrzebujących i cierpiących jest zaniedbaniem obowiązku wobec Chrystusa w osobie Jego świętych.</p>
<p>Gdy przypadki wszystkich zostaną poddane ocenie przed Bogiem, pytanie: Co wyznawali? nigdy nie zostanie zadane, lecz: Co uczynili? Czy byli czynicielami słowa? Czy żyli dla siebie samych? czy też byli wyćwiczeni w uczynkach dobroczynności, w czynach życzliwości, w miłości, stawianiu innych przed samymi sobą i zapieraniu się siebie, aby mogli błogosławić innych? Jeśli zapis ukazuje, że takie było ich życie, że ich charaktery cechowały się czułością, samozaparciem i dobroczynnością, otrzymają błogosławione zapewnienie i błogosławieństwo od Chrystusa: „Dobrze,” „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata.” Chrystus był zasmucony i zraniony przez naszą wyraźnie samolubną miłość, i obojętność wobec nieszczęść i potrzeb innych.</p>
<p>Wielokrotnie nasze starania mogą być zlekceważone i najwyraźniej nie zostać zauważone przez innych. Jednak nie powinno być to dla nas żadną wymówką, że znużyliśmy się czynieniem dobra. Jakże często Jezus przychodził, aby znaleźć owoc na roślinach będących pod Jego opieką i nie znajdował nic prócz liści! Możemy być rozczarowani, jeśli chodzi o rezultat naszych najlepszych starań; nie powinno nas to jednak prowadzić do tego, byśmy byli obojętni na nieszczęścia innych i nic nie robili. „Przeklnijcie Meroz, rzekł anioł Pana, przeklnijcie jego mieszkańców za to, że nie przyszli na pomoc Panu, na pomoc Panu wśród bohaterów.” Jakże często Chrystus jest rozczarowany tymi, którzy twierdzą, że są Jego dziećmi! Dał im niewątpliwe dowody Swojej miłości. Stał się ubogim, abyśmy ubóstwem Jego mogli zostać ubogaceni. Umarł za nas, abyśmy mogli nie zginąć, ale mieć żywot wieczny. Co by było gdyby Chrystus odmówił niesienia naszej nieprawości, ponieważ został odrzucony przez wielu, a tak nieliczni docenili Jego miłość i nieskończone błogosławieństwa, które przyszedł im przynieść? Potrzebujemy zachęcać do cierpliwych, pracowitych starań. Obecnie poszukiwana jest odwaga, nie leniwe przygnębienie i płaczliwe szemranie. Jesteśmy na tym świecie by wykonywać dzieło dla Mistrza, a nie dbać o nasze upodobanie i przyjemność, oraz służyć i wychwalać samych siebie. Dlaczego więc mielibyśmy być bezczynni i zniechęceni, ponieważ nie widzimy natychmiastowych rezultatów, których pragniemy?</p>
<p>Naszym dziełem jest trudzenie się w winnicy Pańskiej, nie jedynie dla nas samych, ale dla dobra innych. Nasz wpływ jest błogosławieństwem lub przekleństwem dla innych. Jesteśmy tutaj, aby kształtować doskonałe charaktery dla nieba. Mamy coś do zrobienia poza skarżeniem się i szemraniem na Bożą opatrzność, i wypisywaniem gorzkich rzeczy przeciwko nam samym. Nasz wróg nie pozwoli nam odpocząć. Jeśli rzeczywiście jesteśmy Bożymi dziećmi, będziemy nękani i boleśnie dręczeni; i nie powinniśmy oczekiwać, że szatan lub ci, którzy są pod jego wpływem będą dobrze nas traktowali. Są jednak aniołowie, którzy przeważają siłą, którzy będą z nami we wszystkich naszych walkach, jeśli tylko będziemy wierni. Chrystus pokonał szatana w naszym imieniu na pustyni kuszenia. On jest potężniejszy niż szatan i wkrótce zetrze go pod naszymi stopami.</p>
<p>Nasza duchowa siła i błogosławieństwo będą proporcjonalne do trudu miłości i dobrych uczynków, które wykonujemy. Zalecenie apostoła brzmi: „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie zakon Chrystusowy.” Zachowywanie przykazań Bożych wymaga od nas dobrych uczynków, samozaparcia, samopoświęcenia i oddania dla dobra innych; nie żeby same nasze dobre uczynki mogły nas zbawić, ale z pewnością nie możemy być zbawieni bez dobrych uczynków. Po tym, gdy zrobiliśmy wszystko, co jesteśmy w stanie uczynić, mamy powiedzieć: Nie zrobiliśmy nic więcej niż to, co było naszym obowiązkiem, i jesteśmy co najwyżej nieużytecznymi sługami, niegodnymi najmniejszej przychylności ze strony Boga. Chrystus musi być naszą sprawiedliwością i koroną naszej radości.</p>
<p>Muszą zginąć wszyscy, którzy nie obudzą się i nie będą pracowali z Chrystusem. Wielu zamyka się w zimnej, nieczułej, niewspółczującej zbroi. W ich związkach z innymi jest zaledwie niewiele życia i ciepła. Żyją dla siebie samych, nie dla Jezusa Chrystusa. Są niedbali i obojętni na potrzeby i warunki innych, mniej szczęśliwych niż oni sami. Wszędzie wokół nas są tacy, którzy odczuwają głód duszy i którzy tęsknią za miłością wyrażoną w słowach i czynach. Przyjacielskie współczucie i prawdziwe uczucia czułego zainteresowania dla innych przyniosłyby naszym duszom błogosławieństwa, których nigdy jeszcze nie doświadczyliśmy, i przywiodłyby nas do bliskiego związku z naszym Odkupicielem, którego przyjście na świat miało za cel czynienie dobra, i którego życie mamy naśladować. Co robimy dla Chrystusa? „Starajcie się wejść przez wąską bramę, gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, ale nie będą mogli.”</p>
<p><i><b>E.G. White, &#8222;Review and Herald&#8221;, 13.07.1886</b></i></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/grzech-samolubstwa-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
	</channel>
</rss>
