<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jezus &#8211; Czas Decyzji</title>
	<atom:link href="https://czasdecyzji.pl/tag/jezus/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://czasdecyzji.pl</link>
	<description>Przygotuj się na przyjście Pana</description>
	<lastBuildDate>Tue, 20 Aug 2019 09:31:55 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.2.3</generator>
	<item>
		<title>Co zostało przybite do krzyża?</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/co-zostalo-przybite-do-krzyza/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/co-zostalo-przybite-do-krzyza/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 20 Aug 2019 09:31:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Uriah Smith]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Zagadnienia biblijne]]></category>
		<category><![CDATA[grzech]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus]]></category>
		<category><![CDATA[krzyż]]></category>
		<category><![CDATA[przykazania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=3022</guid>
				<description><![CDATA[„Wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża&#8230; Niechże was tedy nikt nie sądzi z powodu pokarmu i napoju albo z powodu święta lub nowiu księżyca bądź sabatu. Wszystko to są tylko cienie rzeczy przyszłych; rzeczywistością natomiast jest Chrystus” (Kol. 2,14-17). Istniało prawo.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>„Wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża&#8230; Niechże was tedy nikt nie sądzi z powodu pokarmu i napoju albo z powodu święta lub nowiu księżyca bądź sabatu. Wszystko to są tylko cienie rzeczy przyszłych; rzeczywistością natomiast jest Chrystus” (Kol. 2,14-17).</p>
<p>Istniało prawo składające się tylko z dziesięciu przykazań, wypowiedzianych przez głos Boży ze szczytu góry Synaj. Jedynie to prawo i nic więcej, Bóg napisał swoim własnym palcem na kamiennych tablicach. Nakazał, aby jedynie ono zostało złożone w arce przygotowanej specjalnie na jego przyjęcie. Ten kodeks dziesięciu przykazań, On sam nazywa „prawem”. Powiedział Mojżeszowi: „Wstąp do Mnie na górę i pozostań tam, a dam ci tablice kamienne, prawo i przykazania, które napisałem, aby ich pouczyć” (2 Mojż. 24,12 BT).</p>
<p>Bóg nie napisał nic oprócz dziesięciu przykazań. Jedynie one zostały zapisane na tablicach, i to do nich mają zastosowanie oba określenia prawo i przykazania. Poprzez te okoliczności i cechy szczególne są one wyraźnie odróżnione i oddzielone od wszystkich innych nakazów i obowiązków. Przez to są one przedstawione jako należące do Najwyższego, w stopniu i sensie nie wspólnym z jakimikolwiek innymi wymaganiami. Są one wybitnie „prawem Bożym” i „przykazaniami Bożymi”. Stanowią one to prawo Nowego Testamentu, poprzez które jest „poznanie grzechu” (Rzym. 3,20), bez którego „nie ma przestępstwa” ani zaliczenia grzechu (Rzym. 4,15; 5,13), i którego przestąpienie jest grzechem. 1 Jana 3,4.</p>
<p>Stanowią one „Jego [Boga] przykazania”, których zachowywanie stanowi „obowiązek każdego człowieka” i poprzez które każdy uczynek zostanie zbadany na sądzie (Kazn. 12,13-14); one składają się na „królewskie prawo” i „prawo wolności”, poprzez które, jak oświadcza Jakub, będziemy na końcu sądzeni. Jakub 2,8.12. Są one „przykazaniami Bożymi”, do których kieruje nas trzecie poselstwo z Objawienia rozdział 14, w związku z „wiarą Jezusa”, co obejmuje wszystkie nauki i nakazy Chrystusa i Jego apostołów w Nowym Testamencie. Obj. 14,12. Stanowią one to prawo, które jak oświadczył Bóg, Jego Syn „wywyższy” i uczyni „sławnym” (Izaj. 42,21), o którym mówi jako o „moim prawie” i oświadcza, że wypisze je w nowym przymierzu w sercach swego ludu (Jer. 31,33; Hebr. 8,10) – „Jego [Boga] przykazania”, jak się okaże, zachowują ci, którzy na końcu zostaną zebrani, by weszli bramami do miasta Nowego Jeruzalem. Obj. 22,14.</p>
<p>Istniało też inne prawo przekazane Mojżeszowi na osobności i zostało zapisane przez niego w księdze nazwanej „księgą prawa”, które składało się z przepisów dotyczących pokarmów, napojów, świąt, różnorodnych obmywań i cielesnych obrzędów, i które zostało złożone nie w arce, lecz obok niej. Różnica pomiędzy nimi w tym względzie była taka: Dziesięć przykazań leżało w niezrównanym majestacie wewnątrz złotej arki, głęboko wyryte palcem samego Bóstwa w trwałej górskiej skale; prawo symboli i ceremonii leżało na zewnątrz arki, napisane atramentem, ludzkimi rękami, na ulegającym zepsuciu pergaminie.</p>
<p>Jedno nazywamy „moralnym prawem”, ponieważ odnosi się ono jedynie do moralnych obowiązków, drugie nazywamy „prawem ceremonialnym”, ponieważ odnosi się ono całkowicie do obrzędów ceremonialnych. Nie twierdzi się, że określenia prawo moralne i prawo ceremonialne znajdują się w Piśmie Świętym, lecz są to dogodne określenia dla wyrażenia różnic, o których jasno naucza Pismo Święte. Pismo Święte nie używa słów czas próby, proroczy, milenijny, moralny, umysłowy, fizyczny i mnóstwa innych określeń, które są niezmiernie wygodne dla wyrażenia różnic rozpoznanych w Biblii i co do których nikt się nie sprzeciwia.</p>
<p>Twierdzimy, że Kolosan 2,14-17 odnosi się wyłącznie do prawa ceremonialnego, nie czyniąc absolutnie najmniejszej aluzji do prawa moralnego. A ten, kto usiłuje schować się za tym fragmentem pisma jak za swoją obronną tarczą, z powodu zaniedbania lub naruszenia jakichś moralnych obowiązków, na końcu stanie na sądzie wstydząc się swego braku rozumu i oniemiały w obliczu potępienia.</p>
<p>Studiując Kolosan 2,14-17 powinniśmy mieć pewien wzgląd na logiczność ilustracji, których używa apostoł, żebyśmy pomimo jego natchnienia nie przedstawili go jako prostaka. Na początku należy zauważyć, że przedmiotem uwagi apostoła jest „list dłużny ze swoimi wymaganiami” (dop. tłum.: wg KJV &#8211; „ręcznie spisany dokument zarządzeń bądź obrzędów”; wg Biblii Nowego Świata &#8211; „spisany ręcznie dokument, który się składał z postanowień”). Wyrażenie to w żadnym sensie nie ma zastosowania do dziesięciu przykazań, ponieważ żadne nadużycie języka nie może być wystarczająco daleko posunięte, by pozwolić nam nazwać je „ręcznie spisanym dokumentem”, i nie zawierają one również nawet cienia (ani krzty) „obrzędu” ani ceremonii. „List dłużny ze swoimi wymaganiami” to nie dziesięć przykazań.</p>
<p>Apostoł mówi dalej, że ten „list dłużny” został „wymazany”. Wymazane atramentem i piórem pisarza może zostać jedynie to, co zostało napisane ręką pisarza. To, co zostało wyryte w kamieniu może zostać pomalowane i zabarwione atramentem, jednak wyryte słowa nadal tam pozostaną w całej swej wyrazistości, w żadnym sensie nie może to zostać „wymazane” i zupełnie nielogiczne byłoby zastosowanie do tego takiego terminu.</p>
<p>Apostoł kontynuuje dalej, że ten list dłużny został „przybity do krzyża”. Gdybyśmy próbowali zastosować to do dziesięciu przykazań, to pogrążamy wnikliwego i logicznego Pawła w niedorzeczności mówienia o przybijaniu gwoździami kamiennych tablic. Przeciwko takiemu poglądowi wysuwają się dwa zarzuty: 1. Po pierwsze, to, co zgodnie z zamierzeniem miałoby zostać kiedyś unieważnione poprzez przybicie, zgodnie ze starożytnym sposobem unieważniania praw pergaminowych, nie zostałoby umieszczone na takim materiale jak kamień, i 2. Skoro zostały one wyryte na kamieniu, to właściwym sposobem unieważnienia ich, gdyby miały one zostać unieważnione, byłoby rozbicie kamiennych tablic, a nie podejmowanie prób dokazania absurdalnej i niemożliwej sztuki przybicia ich gwoździami.</p>
<p>Ilustracja przedstawiająca wymazanie i przybicie gwoździami praw napisanych przez ludzi na pergaminie, zastosowana do tego, czego Chrystus dokonał przez Swą śmierć na krzyżu, jest zarazem logiczna i przekonywująca. Chrystus został przybity do krzyża. W Nim wszystkie ofiary znalazły swój pierwowzór, wszystkie cienie swoje sedno. Były one tam w Nim przybite do krzyża. Ludzie mogą spojrzeć na Niego i powiedzieć: Oto jest wielka ofiara, która wyparła wszystkie ofiary symboliczne. Teraz prawa ich dotyczące już dłużej nie obowiązują, zostały one przybite wraz z Nim do krzyża.</p>
<p>Przypuśćmy jednak, że będziemy starali się sądzić, że tablice kamienne były tam także, w Nim, przybite do krzyża &#8211; pod jakim względem był On ich pierwowzorem? Pod jakim względem były one cieniem, a On sednem? Czy ludzie mogą spojrzeć na Niego i powiedzieć: Oto tej nocy zatopię sztylet w sercu mojego wroga, ponieważ prawo: „Nie zabijaj”, zostało tam w Chrystusie przybite do krzyża i już dłużej nie obowiązuje?</p>
<p>Człowiek sprzeciwiający się temu powie jednak: Jeśli księga prawa została przybita do krzyża, to dziesięć przykazań również zostało przybite do krzyża, ponieważ one wszystkie były w tej księdze, słowo w słowo, i zniesienie księgi zniosło je także. Ten, kto wysuwa takie twierdzenie, z pewnością był bardzo nieuważny czytając tę księgę. To nie jest prawdą. Dziesięć przykazań nigdzie nie pojawia się w księgach Mojżesza w formie ustawodawczej, to znaczy w formie wywodzenia swej władzy w jakimkolwiek stopniu z tej księgi. Są one tylko raz zarejestrowane w ustalonej formie tak, jak Bóg je wypowiedział, jest to w 2 Mojż. 20,3-17. I ma to miejsce w formie historycznej, a nie ustawodawczej, jest to po prostu relacja, że Bóg zstąpił i podał to prawo z góry Synaj swoim własnym głosem, jednak prawo to nie czerpie żadnej władzy z tej relacji. Jego autorytet opiera się na fakcie, że zostało ono wypowiedziane przez Boga i zapisane Jego palcem na kamiennych tablicach, i złożone w najświętszym punkcie miejsca najświętszego świątyni. I choćby każda kopia księgi zawierająca tę relację została zniszczona i przestałaby istnieć, to nie wpłynęłoby to w najmniejszym stopniu na fakt ogłoszenia tego prawa, ani nie dotknęłoby tablic zawierających jego ustawodawczy zapis. To, co zostało tutaj stwierdzone ma zastosowanie także do dokonanego przez Mojżesza powtórzenia i parafrazy prawa czterdzieści lat później, co zostało zapisane w 5 Mojż. 5,6-21.</p>
<p>Z prawem Mojżesza sprawa przedstawiała się inaczej. Zostało ono ogłoszone poprzez księgę i jego autorytet wywodził się z tego zapisu. Nie było ono umieszczone nigdzie indziej i gdy ten ręczny zapis został przybity do krzyża, to już dłużej nic z niego nie pozostało.</p>
<p>Zwróciwszy w ten sposób uwagę na pewne ogólne zasady związane z kwestią omawianą w Kolosan 2,14-17, przeszliśmy teraz do słów „przeciwko” nam, „przeciwny” nam, „wymazał” i „przybiwszy do krzyża”. Dotyczy to pokarmów, napojów, świąt, nowiów księżyca oraz dni sabatu bądź sabatów, ponieważ na skutek wspomnianego wcześniej „wymazania”, nikt nie powinien nas sądzić odnośnie tych rzeczy.</p>
<p>W sprawie pokarmów, napojów, świąt (dni uroczystych) i nowiów księżyca, nie ma różnicy zdań – wszyscy zgadzają się, że należały one do systemu żydowskiego i minęły wraz z nim. Wspomniane tu sabaty są punktem, wokół którego skupiają się przeciwne sobie siły i na którym koncentruje się spór. Celem ludzi sprzeciwiających się Sabatowi i popierających sprawę niedzieli jest włączenie cotygodniowego Sabatu w katalog rzeczy, które zostały zniesione, w celu tym natychmiast wysuwane są różne twierdzenia. Jeden mówi, że: „przed Chrystusem istniał tylko jeden system, był on nierozdzielną całością, on cały był żydowski i dlatego cały został zniesiony”. Inny mówi: „Nie, on nie obejmował wszystkiego, co istniało przed Chrystusem, pewne rzeczy nie należały do ‘listu dłużnego ze swoimi wymaganiami’ i dlatego nie zostały zniesione, Żydzi mieli doroczne sabaty odrębne od Sabatu cotygodniowego, z drugiej strony jednak określenie sabaty musi obejmować wszystkie sabaty, jakiegokolwiek rodzaju, stąd cotygodniowy Sabat jest objęty tym określeniem i został zniesiony wraz z innymi”. Inny zapewnia, że: „określenie to nie może odnosić się do jakichkolwiek ceremonialnych sabatów żydowskich, ponieważ nie mieli oni żadnych dorocznych świąt, które w odpowiedni sposób można by było nazwać ‘sabatami’; że słowo sabbaton użyte w Kolosan 2,16 jest tym, które zawsze używane jest na określenie cotygodniowego Sabatu i dlatego słowo to musi odnosić się do cotygodniowego Sabatu i tylko do niego, wszystkie żydowskie święte wchodzą w skład słowa święta (bądź dni uroczyste) użytego nieco wcześniej.”</p>
<p>W ten sposób czwarte przykazanie wydaje się być źródłem dylematu dla wielu ludzi. Jest tak jednakże tylko dla tych, którzy pragną uniknąć nałożonych przez nie obowiązków. Z radością możemy powiedzieć, że dla takich zawsze będzie ono cierniem w ich boku i kolcem w ich oczach. Dla wszystkich innych jest ono „rozkoszą, dniem świętym a Panu sławnym” (Izaj. 58,13 BG).</p>
<p>Ta ostatnia grupa, z którą cieszymy się, że możemy stanąć, nie ma żadnych dorocznych świąt, w związku z którymi było siedem dorocznych sabatów. Te sabaty zawdzięczały swoje istnienie temu systemowi i były jego nierozdzielną częścią. Były one słusznie wliczone w „list dłużny z jego wymogami” i żadne sabaty poza sabatami tego rodzaju nie mogłyby być objęte tym określeniem. Nie ma zatem potrzeby wykraczania poza granice określone przez język apostoła i atakowania sfery moralnego prawa oraz wprowadzania w nie cotygodniowego Sabatu Pana, który jest tak odmienny od tych innych sabatów w swoim pochodzeniu, naturze, funkcji i przeznaczeniu, jak tylko jest to możliwe.</p>
<p>Ponadto, Paweł uważnie czyni jeszcze dalsze zabezpieczenia przed jakimkolwiek nieporozumieniem w tej sprawie, natychmiast dodając (wiersz 17) to ograniczające zdanie: „Które są cieniem rzeczy przyszłych, ale prawdą jest ciało Chrystusowe” (BG). W ten sposób wskazuje on w tak prostym języku jakiego tylko można było użyć, dokładnie do jakich sabatów się odnosi, mianowicie jedynie do tych, które należą do systemu symboli i cieni, i które są częścią i partią tego systemu. A to nigdy nie było prawdą odnośnie cotygodniowego Sabatu, który powstał, jak ukazuje to zapis z 1 Księgi Mojżeszowej, zanim jakikolwiek symbol czy cień znalazł miejsce lub mógł znaleźć miejsce w systemie Bożej łaski na rzecz ludzi.</p>
<p>Wydaje się jednak, że niektórzy w tym punkcie popełniają wyjątkową gafę sądząc, że to zdanie &#8211; „które są cieniem rzeczy przyszłych” &#8211; jest stwierdzające zamiast ograniczające, nie ogranicza poglądu do pewnych sabatów, które są cieniami, lecz dowodzi, że wszystkie sabaty są cieniami, Sabat cotygodniowy tak samo jak inne.</p>
<p>Tak więc mamy twierdzenie: „Sabat siódmego dnia tygodnia jest cieniem, niech mówią co chcą”, ponieważ Paweł mówi tak w Kolosan 2,17. Bardzo wyczerpujące stwierdzenie! Zilustrujmy to: rolnik A ma kawałek ziemi, na którym wypasa konie, owce i krowy. Jego krowy są dwojakiego gatunku &#8211; bardzo lichy, pospolity gatunek, który nazywa „pospolitym” gatunkiem, oraz inne, które są bardzo rzadką i cenną hodowlą. Po kilku dniach poleca wynajętemu przez siebie człowiekowi, B, zapędzić je wszystkie do stodoły na noc dla bezpieczeństwa. Wreszcie jednak postanawia wyprzedać swe konie, owce i wszystkie swoje krowy poza tymi rzadkimi i cennymi. Mówi więc do swego wynajętego człowieka: „Idź na pastwisko i spędź konie, owce i krowy, które są pospolite, ponieważ zdecydowałem się je sprzedać”. B idzie i spędza je wszystkie, dobre, złe i marne. A mówi: „Dlaczego spędziłeś je wszystkie? Powiedziałem ci abyś spędził jedynie krowy, które są pospolite”. Jednak B odpowiada: „powiedziałeś, że one wszystkie są pospolite. Czy nie powiedziałeś: ‘krowy, które są pospolite’?, a to oznacza wszystkie krowy, i wszystkie są pospolite, ponieważ tak powiedziałeś”. Wtedy A mówi do B: „Nie potrzebuję człowieka, który nie wie tyle, ile powinien by zapędzić bydło! Możesz odejść” i odsyła swoją wspaniałą hodowlę na pastwisko przez rękę lepszego człowieka, a resztę sprzedaje.</p>
<p>„Sabaty, które są cieniem”, jak wyraża to Paweł, jest oświadczeniem, że są takie sabaty, które nie są cieniem i te ostatnie są wykluczone z rzeczy, o których mówi. Jest wiele okoliczności, które ukazują, że cotygodniowy Sabat nie może w żadnym razie być wliczony w sabaty, o których mówi apostoł w Kolosan 2,16.</p>
<p>1. Cotygodniowy Sabat nie miał swych początków razem z pokarmami, napojami, świętami, nowiami księżyca i ceremonialnymi bądź dorocznymi sabatami. Pochodzi on z czasów niepodległego, niewinnego stanu człowieka przed upadkiem (1 Mojż. 2,2-3) i w ten sposób został umieszczony wśród pierwotnych, podstawowych praw, które rządziłyby nim zawsze choćby nawet nigdy nie zgrzeszył, podczas gdy te drugie powstały wraz z systemem ceremonialnym wprowadzonym na Horebie.</p>
<p>2. Nie był on oparty na tym samym autorytecie co one. Jego autorytet oparty jest na głosie Bożym i tym, że Bóg zapisał go na kamiennych tablicach, system ceremonialny znajdował się jedynie w księdze napisanej przez Mojżesza.</p>
<p>3. Nie był on symboliczny bądź cieniowy w swej naturze bardziej niż nakaz: „Nie będziesz miał innych bogów obok mnie.”</p>
<p>4. On nie był „przeciwko nam”, tak jak rzeczy, o których mówi Paweł, ponieważ „Sabat jest ustanowiony dla człowieka” (Mar. 2,27).</p>
<p>5. Nie był on „przeciwny nam”, ponieważ nie wyróżniono nigdzie przykazania czy ustanowienia, z którym powiązane byłyby tak wielkie błogosławieństwa jakie te, które obiecane są zachowującym Sabat, nie tylko Żydom, ale także poganom. Zobacz Izaj. 56,6-7; Jer. 17,24-25; Izaj. 58,13-14.</p>
<p>6. Nie ma potrzeby włączania cotygodniowego Sabatu w wyrażenie: „sabaty, które są cieniem rzeczy przyszłych”, skoro były inne sabaty, tego samego rodzaju co wspomniane święta i nowie księżyca, w liczbie aż nadto wystarczającej by sprostać wymaganiom języka apostoła.</p>
<p>Właśnie tutaj wycofujące się siły przeciwne Sabatowi i część ich niedzielnych sprzymierzeńców, robi w tył zwrot i usiłuje stawić opór. Mówią oni, że było tylko jedno żydowskie święto, które kiedykolwiek zostało nazwane sabatem, że inne nie były sabatami, a w związku z tym Paweł nie mógł słusznie użyć określenia sabaty (w liczbie mnogiej) stosując go do żydowskich sabatów ceremonialnych, skoro istniał tylko jeden taki sabat. Ponadto twierdzą, że określenie sabbaton użyte w Kolosan 2,16, jest terminem zawsze używanym dla określenia cotygodniowego Sabatu, a nigdy ceremonialnego, i jako że wszystkie ceremonialne święta wchodzą w skład określenia święta (heorte, dni uroczyste), to słowo sabbaton musi odnosić się jedynie do Sabatu cotygodniowego; i ponadto, że w hebrajskim istnieje tylko jeden przypadek, w którym słowo używane dla określenia cotygodniowego Sabatu, shabbath, jest zastosowane do żydowskiego święta, inne żydowskie święta są określane poprzez inne słowo, shabbathon, które oznacza jedynie „odpoczynek”, a nie „sabat”. Dlatego sabbaton w Kolosan 2,16 musi oznaczać wyłącznie cotygodniowy Sabat, albo przynajmniej musi go obejmować.</p>
<p>Wypada nam teraz, gdy wycelowano w nas „oryginał”, posuwać się naprzód z lękiem i trwogą. Zbliżając się ostrożnie do rozpoznania tego budzącego grozę okopu, zobaczmy co odkryjemy.</p>
<p>1. Jeśli chodzi o znaczenie terminu sabbaton, to nie oznacza on niezmiennie cotygodniowego Sabatu. Na pewno jest on użyty w jeszcze innym znaczeniu w Nowym Testamencie. Faryzeusze wspomniani w Łuk. 18,12 pościli dwukrotnie w sabbaton, co nieodzownie przetłumaczone zostało w tym miejscu jako „tydzień”. Zatem chociaż ilekroć wspominany jest cotygodniowy Sabat, jest to słowo sabbaton, to fakt, że słowo to nie odnosi się niezmiennie do cotygodniowego Sabatu, lecz oznacza „tydzień” we wspomnianym tekście, tak samo jak i w ośmiu tekstach, które odnoszą się do pierwszego dnia tygodnia, ujawnia możliwość, że może on być użyty także dla określenia dorocznych sabatów żydowskich. Nie można zatem wyciągnąć żadnego argumentu ze zwykłego użycia słowa sabbaton w Kolosan 2,16, by wykazać, że miano tu na myśli cotygodniowy Sabat.</p>
<p>2. Fakty związane z użyciem hebrajskiego terminu są jeszcze bardziej rozstrzygające. Termin shabbath, za pomocą którego zawsze określany jest Sabat siódmego dnia, jest przynajmniej raz, zastosowany do jednego z żydowskich dorocznych świąt i do tego jeszcze w nasilonej formie „sabat odpocznienia” (BG) (dop. tłum. wg ang. „sabbath of sabbatism”; wg słownika Stronga „shabbath shabbathon” czyli „sabat sabatu”). Takimi terminami określony został doroczny sabat dziesiątego dnia siódmego miesiąca w 3 Mojż. 23,32. Najbardziej zawzięci przeciwnicy Sabatu zmuszeni są to przyznać. I jest to zgubna słabość ich stanowiska. Mogą oni równie dobrze od razu porzucić swe twierdzenia, ponieważ żaden argument, który mogliby zbudować nie może ostać się wobec niszczącej siły tego faktu. Oceńcie sytuację: termin shabbath, którym zawsze określany jest cotygodniowy Sabat, jest przynajmniej raz zdecydowanie zastosowany do jednego z dorocznych sabatów żydowskich. Dlatego nie oznacza on niezmiennie Sabatu siódmego dnia, a jeśli Pismo Święte stosuje je w ten sposób do jednego z dorocznych sabatów, to jest to tak samo odpowiednie do innych i możemy słusznie zastosować je do nich.</p>
<p>Może jednak pojawić się odpowiedź, że Pismo Święte nie stosuje go do ceremonialnego sabatu poza tym jednym przypadkiem, a to czyni różnicę i rozstrzyga sprawę. Zajmiemy się tym niebawem. Najpierw jednak dowiedzmy się jakie były inne doroczne sabaty, poza dniem pojednania i jaki był ich charakter.</p>
<p>Żydzi mieli dwa święta, każde obejmujące cykl dni. Były to święto paschy, od 15-tego do 22-go dnia pierwszego miesiąca, oraz święto namiotów, od 15-tego do 23-go dnia siódmego miesiąca. Pierwszego i siódmego dnia paschy, miało mieć miejsce święte zgromadzenia i nie wolno było wykonywać żadnej służebnej pracy. 3 Mojż. 23,7-8 (BG). Pierwszego i ósmego dnia święta namiotów, podobnie miały mieć miejsce święte zgromadzenia i całkowite zaprzestanie pracy służebnej. Wiersze 35-36 (BG). Odnośnie tych dwóch ostatnio wspomnianych zapis w wierszu 39 mówi: „Będziecie obchodzić święto Pana przez siedem dni. Pierwszego dnia jest uroczysty szabat. Ósmego dnia także uroczysty szabat” (BT). Nasi nowi krytycy mówią, że tłumacze Biblii nie byli tak inteligentni jak być powinni i nie powinni tłumaczyć tych słów jako „sabat”, ale jako „odpoczynek”. Jednakże nie jesteśmy teraz tym szczególnie zainteresowani. Dociekamy teraz po prostu jaki był charakter tych dni.</p>
<p>Oprócz tych czterech dni odpoczynku i zgromadzenia, odnajdujemy jeszcze trzy inne o podobnym charakterze: pierwsze &#8211; pięćdziesiąt dni po ofiarowaniu snopa potrząsania &#8211; Zielone Świątki (pięćdziesiątnica). Czytamy o tym następujące słowa (wiersz 21): „I ogłosicie w ten dzień święto; zgromadzenie święte mieć będziecie; żadnej roboty służebniczej czynić nie będziecie” (BG). Następne było pierwszego dnia siódmego miesiąca, pamiątka trąbienia. Wiersze 24-25: „Miesiąca siódmego, pierwszego dnia tegoż miesiąca, będziecie mieli sabat, pamiątkę trąbienia, zgromadzenie święte. Żadnej roboty służebniczej nie będziecie czynili” (BG). Ono także jest nazwane „sabatem”. Jeszcze raz, dziesiątego dnia siódmego miesiąca mamy kolejne, o którym czytamy (wiersze 27-28): „Zgromadzenie święte mieć będziecie&#8230; żadnej roboty nie będziecie czynili w ten dzień” (BG). Do tego dnia zastosowany jest termin shabbath, ten sam termin jakim określany jest Sabat siódmego dnia, i do tego jeszcze w najmocniejszy sposób. Wiersz 32 (BG): „Sabat odpocznienia (shabbath shabbathon) mieć będziecie”</p>
<p>Nie ulega wątpliwości, że dzień pojednania był głównym sabatem dorocznym. Był on sławnym sabatem z tej grupy sabatów. Rzeczywiście dwukrotnie w tym samym wierszu do tego dnia zastosowane jest słowo shabbath. „Od wieczora do wieczora obchodzić będziecie wasz sabat”, dosłownie: „będziecie sabat wasz sabat”.</p>
<p>Zatem mamy siedem dni, cztery z nich wiążą się z dwoma wielkimi świętami, paschą i świętem namiotów, oraz trzy z nich stojące niezależnie i w pojedynkę, wszystkie posiadają ten sam charakter, wszystkie poświęcone są temu samemu celowi, wszystkie były używane w ten sam sposób; to znaczy, w każdym z nich miało mieć miejsce święte zgromadzenie i podobnie we wszystkie z nich miało mieć miejsce zaprzestanie wszelkiej pracy służebnej. Zatem czy ktoś może nam powiedzieć jaka była różnica pomiędzy tymi dniami? Czy jakikolwiek termin, który miałby zastosowanie do jednego z nich nie byłby równie stosowny do wszystkich pozostałych? Do jednego z nich szczególnie zastosowany jest termin sabat (hebr. shabbath). Czy te pozostałe dni, które były dokładnie tak samo jak ten &#8211; dniami odpoczynku i zgromadzenia &#8211; czy te dni były także sabatami, czy też nie? Słowo sabat oznacza „odpoczynek”. To jest jedna jedyna idea, którą ono wyraża, pierwsza, ostatnia i pośrodku pomiędzy jednym a drugim &#8211; „zaprzestanie pracy, odpoczynek”. Było siedem dorocznych dni, w które miało mieć miejsce całkowite zawieszenie pracy. Czy te dni były sabatami, czy nie? Jeśli nie, to czy ktokolwiek może nam powiedzieć dlaczego nie? A jeśli były, to czy nie byłoby słusznym powiedzieć, że Żydzi mieli siedem dorocznych sabatów? Nie mielibyśmy nic przeciwko temu, by obstawać przy odpowiedzi na te pytania udzielonej przez każdego człowieka o przeciętnej szczerości i inteligencji.</p>
<p>A teraz parę słów odnośnie twierdzenia, że hebrajski termin Sabbath ma zastosowanie jedynie do jednego z tych dorocznych sabatów. Wszystko, co trzeba powiedzieć w tej sprawie to to, że jest to nieprawda! Każdy, kto pozwala sobie na to, by zostać przekonanym, że tak jest, został wprowadzony w błąd przez fałszywych nauczycieli. Hebrajski shabbath, podobnie jak grecki sabbaton ma rozmaite definicje. Sabbaton oznacza czasami cotygodniowy Sabat, czasami cały tydzień, czasami ceremonialne sabaty systemu żydowskiego. Tak samo shabbath oznacza czasami cotygodniowy Sabat, czasami cały tydzień, czasami ceremonialne sabaty, czasami sabat siódmego roku, obejmujący cały rok, tak jak w 3 Mojż. 25,2.6.8, gdzie użyty został właśnie ten termin.</p>
<p>Oznacza ono „tydzień” w ostatniej części zdania z 3 Mojż. 23,15: „Siedem sabatów pełnych będzie” (wg KJV). Jest tu mowa o odmierzaniu czasu od ofiarowania snopa potrząsania do pięćdziesiątnicy. „Siedem sabatów” oznacza okres czterdziestu dziewięciu dni, jeden „sabat” byłby więc okresem siedmiu dni lub tygodniem. Jako że Sabat dzielił czas na tygodnie, słowo to weszło do użytku dla określenia całego czasu od jednego Sabatu do następnego. W ten sposób Żydzi liczyli dni tygodnia jako „pierwszy dzień sabatu, drugi dzień sabatu, trzeci dzień sabatu” i tak dalej, mając na myśli pierwszy, drugi, trzeci dzień tygodnia. Zobacz cytat Dr. Lightfoota zawarty w Greckim Słowniku Robinsona do Nowego Testamentu.</p>
<p>Czytelnik czeka jednak niewątpliwie na przykład, w którym zastosowano słowo shabbath do jakiegoś innego dorocznego święta poza dziesiątym dniem siódmego miesiąca. Zostało ono zastosowane w taki sposób dwukrotnie w 3 Mojż. 23,11.15. Dzień o jakim jest tutaj mowa to pierwszy sabat święta paschy, co okaże się oczywiste z następującego rozważania: Baranek paschalny był zabijany 14-tego dnia miesiąca; 15-tego dnia był pierwszy dzień święta paschy, dzień odpoczynku i świętego zgromadzenia; 16-tego dnia ofiarowany był snop potrząsania, i od tego ofiarowania snopa potrząsania miało być odliczane pięćdziesiąt dni do pięćdziesiątnicy; jednak dzień, w którym ofiarowany był snop potrząsania nazwany został „dniem następnym po sabacie”. Jakim sabacie? &#8211; Dnia wcześniejszego to jest 15-tego dnia miesiąca, pierwszego dnia paschy, dnia odpoczynku i świętego zgromadzenia. Nie mógł to być cotygodniowy Sabat, ponieważ miał on przypadać w 15-tym dniu pierwszego miesiąca każdego roku, jednak cotygodniowy Sabat nie przypadał w 15-tym dniu pierwszego miesiąca każdego roku. 15-ty dzień pierwszego miesiąca nastawał w różne dni tygodnia w różnych latach, tak samo jak nasz 4-ty lipca, 25-ty grudnia itd. Na dowód tego, że „dniem następnym po sabacie” był 16-ty dzień miesiąca oraz że dzień poprzedzający go, to jest 15-ty, pierwszy dzień paschy, jest dniem, który nazwany został sabatem (hebr. shabbath) przedstawiamy następujące słowa ze Słownika Biblijnego Smitha, wydanego przez S. W. Barnum. Pod hasłem „Pascha” mówi on:</p>
<p>„15-tego dnia, gdy minęła noc, miało miejsce święte zgromadzenie i podczas tego dnia nie wolno było wykonywać żadnej pracy, poza przygotowaniem niezbędnego pożywienia (2 Mojż. 12,16)&#8230; 16-tego dnia miesiąca, ‘następnego dnia po sabacie’ (tj. po dniu świętego zgromadzenia) pierwszy snop zbiorów ofiarowywany był i potrząsany przez kapłana przed Panem.”</p>
<p>Pod hasłem „Pięćdziesiątnica” mówi:</p>
<p>„Pięćdziesiątnica (fr. Gr. pentecoste = pięćdziesiąty dzień od drugiego dnia święta przaśników lub paschy)&#8230; I. Czas święta obliczany był od drugiego dnia paschy, 16-tego Nisan. Prawo nakazuje, aby obliczanie było prowadzone od ‘następnego dnia po sabacie’ do następnego dnia po zakończeniu siedmiu tygodni, co oczywiście wypadałoby pięćdziesiątego dnia (3 Mojż. 23,11.15.16; 5 Mojż. 16,9).”</p>
<p>Na temat wyrażenia „następnego dnia po sabacie”, podanego w powyższym fragmencie, podaje on następujący przypis:</p>
<p>„Powszechnie uważa się, że wspomniany tu „sabat” = pierwszy dzień świętego zgromadzenia paschy, 15-ty Nisan wspomniany w 3 Mojż. 23,7 (porównaj wiersze 24, 32 i 39). Niektórzy utrzymują, że wspomniany tu „sabat” = siódmy dzień tygodnia lub Sabat stworzenia jak nazywali go żydowscy pisarze; a w ten sposób dzień pięćdziesiątnicy zawsze wypadałby pierwszego dnia tygodnia. Jednak Bahr dowodzi z Joz. 5,11 i 3 Mojż. 23,14, że omer ofiarowywany był 16-tego Nisan.”</p>
<p>Grecki Słownik Bagstera pod hasłem „Pięćdziesiątnica” mówi:</p>
<p>„Jedno z trzech wielkich świąt żydowskich, nazywane tak dlatego, że było obchodzone pięćdziesiątego dnia, wyliczanego od drugiego dnia święta przaśników, tj. od 16-tego dnia Nisan.”</p>
<p>Konkordancja Younga mówi:</p>
<p>„Pięćdziesiątnica. Święto wypadające pięćdziesiątego dnia po święcie paschy.”</p>
<p>Jeśli przyjmiemy, że „następny dzień po sabacie” oznacza dzień następujący po cotygodniowym Sabacie, to wtedy ten ważny okres pięćdziesięciu dni sięgający do wielkiego święta pięćdziesiątnicy nie ma żadnego stałego punktu startowego, lecz pozostaje zależny od warunków każdego roku. W ten sposób musieliby oni uzgadniać jakiś czas kiedy rozpoczynaliby zbieranie swoich żniw albo wyznaczyliby kogoś kto byłby reprezentantem narodu w tej sprawie i notowałby czas gdy rozpoczęto żniwa, potem oczekiwaliby aż nastanie cotygodniowy Sabat po tym wydarzeniu, a potem następnego dnia po tym Sabacie rozpoczynaliby wyliczanie pięćdziesięciu dni do pięćdziesiątnicy. Najmniejsza odrobina gruntownego zastanowienia wystarczy by przekonać każdego, że Bóg nigdy nie przyjąłby żadnych tego rodzaju okrężnych metod w jakiejkolwiek części swego dzieła, że nigdy nie pozostawiłby jakiegokolwiek ważnego święta by było ustalane w tak przypadkowy sposób, oraz że cotygodniowy Sabat nigdy nie był w ten sposób związany z jakąkolwiek częścią tego systemu. W obecnym stanie sprawy wszystko było łatwe i logiczne. Do 15-tego Nisan, pierwszego dnia paschy, jakaś część zbiorów jęczmienia na pewno była dojrzała, nikomu jednak nie wolno było zbierać i spożywać go dopóki snop nie został ofiarowany Panu. Kapłan miał tylko stwierdzić, że dostarczono snop i potrząsać nim następnego dnia po sabacie paschy, a potem można było przystąpić do żniwa.</p>
<p>Nie ma potrzeby dłużej rozwodzić się nad tą kwestią. Dowód jest niezbity, że termin powszechnie stosowany dla określenia Sabatu, miał zastosowanie do pierwszego dnia paschy, a w związku z tym był on sabatem. Jeśli pierwszy dzień był sabatem, to czy ostatni dzień święta, który był dokładnie taki sam jak ten, był sabatem także? Owszem był, niezależnie od tego, czy był on wyraźnie tak nazwany czy też nie.</p>
<p>A zatem były trzy dni, pierwszy i ostatni dzień paschy oraz dzień pojednania, które były sabatami i do których czterokrotnie zastosowane jest ogólne określenie stosowane dla sabatu. To wystarczy by uzasadnić używanie przez Pawła terminu sabbaton (w liczbie mnogiej) w odniesieniu do nich w Kolosan 2,16, nawet gdybyśmy nie mogli znaleźć nic więcej. Są jednak jeszcze inne powody.</p>
<p>Nasze następne pytanie będzie brzmiało: Czy prawdziwe jest twierdzenie, że w trzech innych przypadkach, w których w powszechnym tłumaczeniu występuje słowo „sabat”, mianowicie, w odniesieniu do święta trąbienia (3 Mojż. 23,24) oraz do pierwszego i ostatniego dnia święta namiotów (wiersz 39), słowo to zostało niewłaściwie przetłumaczone, nie powinno zostać przetłumaczone jako „sabat”, ale jako „odpoczynek”? Podamy kilka faktów, których nikt kto bada ten temat z choćby odrobiną uwagi nie może nie dostrzec, a potem pozostawimy to czytelnikowi niech sam osądzi. On sam odkryje, że to twierdzenie, podobnie jak i inne, jest wyraźną nieprawdą.</p>
<p>Typowym słowem używanym dla określenia Sabatu jest słowo shabbath. Jego definicja brzmi: „zaprzestanie, czas odpoczynku, Sabat”. Słowo trzykrotnie przetłumaczone jako „sabat” w 3 Mojż. 23,24.39 to słowo shabbathon. Jego definicja brzmi: „odpoczynek, czas odpoczynku”. Oba słowa pochodzą od jednego wspólnego źródłosłowu shabath, oznaczającego „zaprzestać, odpocząć”. Oba posiadają taką samą definicję. Oba są używane dla określenia żydowskich dorocznych dni świątecznych, z których siedem było dokładnie takich samych, jak zostało to wykazane. Do dwóch z nich zastosowano słowo shabbath, do trzech z nich słowo shabbathon. Czy nasi krytycy mogą nam teraz powiedzieć jaka jest różnica pomiędzy tymi słowami i dlaczego w trzech przypadkach użycia słowa shabbathon nie miałoby ono zostać przetłumaczone także jako „sabat”?</p>
<p>Geseniusz w następujący sposób definiuje słowo shabbathon: „Rzeczownik abstrakcyjny zachowywanie sabatu, sabatowanie, obrzędy sabatowe”. I może warto byłoby dodać, że słowo to w związku ze słowem shabbath, jest także stosowane do cotygodniowego Sabatu, co ma miejsce w 2 Mojż. 31,15; 35,2-3; 3 Mojż. 23,3. W 2 Mojż. 16,23 jest to główne słowo stosowane do cotygodniowego Sabatu; a zatem shabbathon shabbath-godesh to „sabatowanie Sabatu świętego Panu”. Stosując podaną przez Geseniusza definicję shabathon do pamiątki trąbienia oraz do pierwszego i ostatniego dnia święta namiotów, gdzie użyte jest jedynie to słowo, powinniśmy czytać: „Miesiąca siódmego, pierwszego dnia tegoż miesiąca, będziecie mieli zachowywanie sabatu” (3 Mojż. 23,24). 3 Mojż. 23,39: „Także piętnastego dnia miesiąca siódmego&#8230; będziecie obchodzili święto Panu przez siedem dni; dnia pierwszego będzie zachowywanie sabatu i dnia ósmego będzie zachowywanie sabatu” albo sabatowanie. A zatem mówienie, że te dni, które były oddzielone jako „sabatowanie” albo „zachowywanie sabatu”, nie mogą zostać nazwane „sabatami”, jest nie tylko rozumowaniem nierozważnym, ale także przeciwnym do wszelkich biblijnych i filologicznych dowodów w tej sprawie.</p>
<p>Na końcu jednak twierdzi się także, że w Kolosan 2,16 Paweł używając słowa sabaty, musiał odnosić się jedynie do cotygodniowego Sabatu, ponieważ wszystkie żydowskie doroczne tak zwane sabaty, objęte są określeniem święta (greckie heorte, dni uroczyste). Prawda zmusza nas do tego, by także to napiętnować jako fałsz. W czasie paschy było pięć dni, a podczas święta namiotów &#8211; sześć, pomiędzy dniem pierwszym i ostatnim, które były sabatami tych świąt. Te wszystkie leżące pomiędzy nimi dni należały do świąt i były heortai, „świętami”, ale nie sabatami. Słowo święto obejmowałoby jedynie te dni i nic więcej. Istniały zatem pięćdziesiątnica, dzień trąbienia i dzień pojednania, stojące samotnie, które nie były heortai, ale sabbata. Septuaginta używa słowa sabbaton w 3 Mojż. 23,15.32 w odniesieniu do sabatu paschy i dnia pojednania oraz w 3 Mojż. 25,2.4 w odniesieniu do sabatu siódmego roku.</p>
<p>W ten sposób wychodzi na jaw, nie ulegając żadnej możliwej sensownej wątpliwości, że Paweł w Kolosan 2,16, nie odnosi się do jakiegokolwiek cotygodniowego Sabatu Pana, lecz jedynie do siedmiu dorocznych sabatów żydowskich.</p>
<p><i><b>Uriah Smith, &#8222;Review and Herald&#8221;, Battle Creek, Mich. </b></i></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/co-zostalo-przybite-do-krzyza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Dlaczego ja, Panie?</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 13 Aug 2019 09:32:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Jim Hohnberger]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[egoizm]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus]]></category>
		<category><![CDATA[misja]]></category>
		<category><![CDATA[powołanie]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2979</guid>
				<description><![CDATA[„To tak, jakby ktoś uciekał przed lwem, a spotyka niedźwiedzia; a gdy wejdzie do domu i opiera rękę o ścianę, ukąsi go wąż” (Am. 5, 19) Gdy razem z Sally zdecydowaliśmy się przeprowadzić do North Fork, nie było zagrożenia, że to pustkowie stanie się kiedyś podobne do tych, które przyciągają sławnych i bogatych w Vail.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><i>„To tak, jakby ktoś uciekał przed lwem, a spotyka niedźwiedzia; a gdy wejdzie do domu i opiera rękę o ścianę, ukąsi go wąż” (Am. 5, 19)</i></p></blockquote>
<p>Gdy razem z Sally zdecydowaliśmy się przeprowadzić do North Fork, nie było zagrożenia, że to pustkowie stanie się kiedyś podobne do tych, które przyciągają sławnych i bogatych w Vail w stanie Kolorado czy w Jackson Hole w stanie Wyoming. W rzeczy samej, gdy poszukiwaliśmy odpowiedniego miejsca, tylko jedna prywatna działka była dostępna, ale została sprzedana, zanim nawet złożyłem ofertę. Byłem zniechęcony, gdyż znaleźliśmy wymarzoną dolinę, gdzie ponad wszystko chcieliśmy mieszkać, a nic nie mogliśmy kupić. Modliłem się, ale nie pojawiło się żadne cudowne rozwiązanie. Odniosłem wrażenie, że gdy pojadę w górę doliny, Bóg w jakiś sposób mnie poprowadzi. Gdy jechałem po strasznych wertepach North Fork Road, poddałem się impulsowi i skręciłem w brudną dróżkę. Wydawało się, że jak wiele innych leśnych dróżek prowadzi w głąb lasu i gdzieś tam się kończy. Droga miała jednak swój koniec przy małym drewnianym domu, samotnie stojącym na poletku chwastów. Kosił je kosiarką potężnie zbudowany mężczyzna z wydatnym torsem, który wyglądał, jakby był częścią pustkowia. Nie był już młody.<br />
„Cóż – pomyślałem – nie mam nic do stracenia. Powiem, czego szukam, i zobaczę, czy o czymś nie słyszał”. Tak więc przedstawiłem mu całą listę wymagań – odpowiedni areał, całoroczny dostęp do wody, źródło grawitacyjne, wspomniałem o takiej działce, która graniczyłaby z ziemią należącą do rządu, aby jej sąsiedztwo nigdy nie zostało zabudowane. Gdy skończyłem, on spokojnie powiedział:<br />
– Sprzedam ci mój dom.<br />
– Co? – wyjąkałem, a on zaczął mi pokazywać dom, który okazał się małą, niedbale wykończoną drewnianą chatą, stojącą na powierzchni dwustu arów.<br />
„Wprawdzie to nie tyle arów, ile byśmy chcieli, a i dom jest mały, lecz uznajmy to za eksperyment. Spokojnie moglibyśmy pomieszkać w tym domu przynajmniej kilka lat” – rozmyślałem, gdy właściciel dalej oprowadzał mnie po posesji. Pokazał mi strumień i podając szklankę, zachęcił, bym się z niej napił. Nawet ja wiedziałem, że nie powinno się pić z niewiadomych źródeł i dlatego zawahałem się, więc on złapał szklankę i wypił do dna. Potem pokazał mi cysternę w korycie strumienia, która zaopatrywała dom w wodę. Nie wiem, czy jego zamiarem było zrobić na mnie wrażenie, ale powoli mu się to udawało. Spytałem o źródło, a on pokazał mi źródło, dające prawie czterysta litrów wody na minutę. Znajdowało się odpowiednio wysoko, by zrobić z niego napęd grawitacyjny.<br />
– Ja się tym nigdy nie interesowałem – powiedział – ale każdy mógłby to sklecić.<br />
Nieruchomość sąsiadowała z terenami Służby Leśnej, a do tego miała panoramiczne widoki na góry zarówno kanadyjskie, jak i te znajdujące się w Parku Narodowym Glacier. Byłem tak pełen entuzjazmu, że mężczyzna sprzedał mi swoje gospodarstwo, chociaż miało tylko dwieście arów, a on nie opuścił ceny o tyle, na ile liczyłem – a przecież jestem dobrym negocjatorem. Chata była prawdopodobnie najgorszym interesem, jaki zrobiłem w życiu. Jednak podpisałem umowę, bo przecież nie da się wycenić własnych marzeń.</p>
<p>Nastał październik, gdy moja rodzina w końcu mogła się wprowadzić do chaty i zacząć nowe życie w Montanie, a październik w tym wysokogórskim rejonie to początek zimy. Nie mieliśmy wystarczających zapasów drzewa, by ogrzać dom przez cały sezon. Zdaje mi się, że większość tej pierwszej zimy spędziłem na zewnątrz, brnąc w śniegu, by znaleźć więcej drewna. Szkoda, że mnie nie widziałeś! Starannie wybierałem i ścinałem drzewo. Z trzaskiem pękały ostatnie trzymające je prosto włókna i stary gigant zwyczajnie znikał. Pamiętam, że patrzyłem w zachwycie, jak cały pień zanurzał się w metrowej pokrywie śniegu. Dosłownie musiałem odkopywać drzewo, zanim w ogóle mogłem przyłożyć piłę na tyle nisko, by pociąć pień na kawałki. Potem trzeba było jakoś wydobyć kloce z wgłębienia, które powstało, gdy drzewo upadło, i wtoczyć je na sanki, a następnie związać, bym mógł przyholować ciężar do domu skuterem śnieżnym. Za każdym razem mogłem wieźć nie więcej jak trzy duże kawałki, ale trudno nawet opisać związane z tym problemy.<br />
Gdy tak toczyłem ciężkie kloce w stronę sanek, zbierały po drodze tyle śniegu, że wyglądało raczej, jakbym miał zamiar lepić bałwana, niż układać stos drewna. Śnieg przylepiał się do kłód, co dodawało im takiej wagi, że ledwo mogłem je toczyć. Gdy już dotarłem do sanek, musiałem każdą oskrobać ze śniegu. Pomimo trudu, jaki mi to sprawiło, wracałem do domu z uśmiechem, ciągnąc mój pierwszy ładunek drewna.<br />
Niestety, chwila triumfu nie trwała długo, bo odkryłem, że miejsce, z którego brałem drzewo, znajdowało się powyżej mojego domu, więc trzeba było teraz ciągnąć ładunek w dół po stromym nachyleniu. „Bam!” Ciężkie kloce uderzyły z hukiem w tył skutera, rzucając mnie na bok jak podczas jakichś dziwnych zawodów w niszczeniu. Uderzenie sprawiło, że ładunek stracił swój impet i cofnął się trochę. Rzuciłem okiem za siebie i zobaczyłem, że ponownie nabiera rozpędu. Przejechałem zaledwie kilka metrów, kiedy znów zostałem przyparty do lewej strony tak mocno, że prawie straciłem panowanie nad pojazdem. Gdy siły skutera i ładunku oddziaływały na siebie, czułem się jak na zajęciach z fizyki stosowanej.</p>
<p>Moja droga do domu była serią zakrętów w kształcie litery „S”, za każdym razem tył sań zarzucało to w lewo, to w prawo. Po kilku kursach wzór na drodze był tak wyrobiony, a metrowa warstwa śniegu tak ubita, że jadąc tą koleiną, czułem się, jakbym kierował gokartem na torze bobslejowym – a za każdym razem zjeżdżałem coraz szybciej! Jednak miało to jedną zaletę. W ten sposób powstał wspaniały tor saneczkowy dla dzieciaków, choć mogły używać tylko jego dolnej części – zjeżdżanie z samej góry byłoby zbyt niebezpieczne!<br />
Za najbliższych sąsiadów mieliśmy rodzinę Bernhardtów. Pan Bernhardt mieszkał w górach od wielu lat, robiąc wszystko, co mógł, by przeżyć. Jego trzej synowie byli młodymi mężczyznami, i razem założyli firmę budowlaną, która wybudowała wiele pięknych domów w tej dolinie. Dopiero co opuściłem miasto, miałem mnóstwo pytań i musiałem je komuś zadać. Więc jeśli nie rozumiałem działania instalacji wodociągowej, pytałem o nią Bernhardtów. Gdy jakaś naprawa wymagała użycia nietypowego narzędzia, już leciałem do Bernhardtów. Ciężko mi to teraz przyznać, ale Bernhardtowie uważali, że od wielu lat nie spotkali w North Fork bardziej beznadziejnego, tępego i naiwnego człowieka. Zawsze okazywali mi pomoc, ale wśród mieszkańców doliny panuje zawzięta niezależność, i w zgodzie z tą filozofią pomagali mi tylko tak, że dostarczali mi narzędzi i wiedzy, abym sam sobie pomógł.</p>
<p>Gdy tej zimy ścinałem drzewa, nie miałem jeszcze takiej zręczności jak dzisiaj i ostrze mojej jedynej piły utknęło w sęku starego zmurszałego giganta. Nie chciałem jednak iść do Bernhardtów po pomoc, bo stroili sobie ze mnie żarty i dokuczali, mówiąc, jakim jestem głupim mieszczuchem i zawsze, gdy opuszczałem ich dom, czułem, że ubyło mi jakieś piętnaście centymetrów wzrostu. Powiem ci, czułem się naprawdę źle, gdy tak raniono moją dumę. Więc sam spróbowałem wyciągnąć ostrze za pomocą klinów, ale to było tak wielkie drzewo, że nawet klin nie mógł poruszyć jego pnia i po wielu nieudanych próbach zdałem sobie sprawę, że czas udać się po raz kolejny do Bernhardtów.<br />
Gdy przedzierałem się przez śnieg do ich domu, nie mogłem przestać myśleć o mych wcześniejszych wizytach i o tym, co przyniesie mi ta. Zima w North Fork jest okresem, gdy mieszkańcy siedzą wokół stołu przy piecu, opowiadają historie i dzielą się plotkami, oczekując w ten sposób końca długiej, ostrej pory. Nie chciałem tego przyznać, ale wiedziałem, że wiele plotek tej zimy krążyło na temat mojej rodziny. Wydawało się, że każdy stawia zakłady, jakie mamy szanse przetrwania tutaj, i większość ludzi nie dawała nam więcej niż rok.<br />
– Wejdź, Jim – usłyszałem z wnętrza domu głos, zanim jeszcze wyciągnąłem rękę, by zapukać.<br />
Wszedłem i zobaczyłem wszystkich czterech mężczyzn siedzących za stołem, za nimi trzaskał ogień w piecu. Przywitaliśmy się, a oni zachichotali, gdy Bob zapytał:<br />
– Więc co się zepsuło tym razem?<br />
– No cóż – powiedziałem, próbując nadać swemu głosowi swobodny ton. – Czy kiedykolwiek zakleszczyło ci się ostrze piły? – Wybuchł śmiech jak z dna wulkanu.<br />
– Czy kiedykolwiek słyszałeś o klinach, chłopcze z miasta? – usłyszałem pierwszą uwagę okraszoną salwami śmiechu. Też próbowałem się uśmiechnąć, ale moja wesołość była wymuszona.<br />
– Tak, słyszałem o klinach gdzieś, kiedyś i nawet próbowałem ich użyć, by uwolnić ostrze, ale to drzewo jest po prostu zbyt duże. Chciałbym pożyczyć od was piłę, żeby uwolnić moją.<br />
Bob z chęcią pożyczył mi swoją piłę, ale Walter rzucił na odchodne:<br />
– Przyjdzie tu za godzinę, gdy twoja piła też utknie w pniu.<br />
Wracałem do drzewa, wiedząc, iż ta historia będzie krążyła po dolinie i zostanie tak przerysowana, że gdy usłyszy ją ostatnia osoba, dowie się, jak to wbiłem pół tuzina ostrzy w biedne, stare drzewo, a kliny sterczały z każdej szczeliny. Prawda jest taka, że piłę uwolniłem w kilka minut, ale to nigdy nie znajdzie się na liście lokalnych plotek.</p>
<p>Gdy sprzedaliśmy dom w Wisconsin, wydaliśmy prawie wszystkie pieniądze, by kupić ziemię i się na niej osiedlić. Przeprowadziliśmy się na odludzie, ale ta zmiana miała swoją cenę, bo dysponowaliśmy kwotą tylko sześciu tysięcy dolarów na rok, a planowaliśmy tak żyć przez trzy lata. To było wszystko, co mieliśmy, by zacząć nasz eksperyment na pustkowiu, i od początku był to eksperyment pełen problemów i udręk o wiele bardziej pospolitych i gorszych od tych, których wcześniej doświadczałem. Mieliśmy prostą chatę i używaną furgonetkę. Od początku pojawiły się nieprzewidziane problemy. Furgonetka się zepsuła, butla z propanem była nieszczelna i straciliśmy cały gaz zaraz po napełnieniu pojemnika. Ta zima była ostra, a strumień, z którego braliśmy wodę, zaczął zamarzać. To wymusiło kolejną wyprawę do Bernhardtów. Dali mi kilka bel siana, bym zapewnił strumieniowi izolację, ale i tak zamarzał. Rozpoczął się mój heroiczny, przegrany bój z lodem. Wychodziłem, by go rozbić, lecz wkrótce znowu musiałem robić to samo. W końcu byłem zmuszony wstawać co godzinę w nocy i schodzić po ciemku w dół po zaśnieżonym wzgórzu (a wciąż bałem się ciemności), by wyrąbywać w strumieniu mały kanał i próbować skłonić wodę, aby wpłynęła do naszej cysterny. Jednak na nic się to zdało i teraz musiałem chodzić przynajmniej raz dziennie do Bernhardtów, by u nich nabrać wody.<br />
Gdy w końcu uporałem się z tym problemem, wziąłem się do poważnego ulepszania naszego domu, a konkretnie do opracowania i budowy systemu ciepłej wody. Muszę przyznać, że nigdy nie miałem do czynienia z hydrauliką, ale widziałem w książkach schematy przedstawiające działanie takich systemów. Kupiłem więc odpowiedni typ miedzianych rurek i zabrałem się do pracy. Naczelną zasadą owych projektów jest prostota. System konwekcyjny działa tak, że zbiornik z gorącą wodą podaje ją z dołu wprost do kuchennego pieca i poziom wody podnosi się podczas ogrzewania. Gorąca woda powraca przez rurociąg do górnej części zbiornika i, czary mary, masz ją w domu. W praktyce system jest trochę bardziej skomplikowany i wymaga szczególnego typu odpowietrznika, który zabezpieczyłby instalację wodno–grzewczą przed negatywnymi skutkami nadciśnienia i podciśnienia.<br />
Pracowałem nad moim projektem i późnym wieczorem złożyłem wszystkie części. Byłem podekscytowany i z niecierpliwością włączyłem wodę. Czy wyobrażasz sobie, co czułem? Spełnienie oraz duma z wynalazczości i samodzielności przepełniały me serce! No cóż, rezultat był raczej marny. Zespawałem trzynaście rurek i dwanaście z nich przeciekało! Zawsze walczyłem ze swym porywczym charakterem, ujawniającym się, gdy sprawy nie szły po mojej myśli, a to była próba, której nie wytrzymałby najbardziej opanowany człowiek.<br />
– Wyłącz wodę! Wyłącz wodę! – krzyczałem do Sally, jakby to była jej wina.<br />
Potem obejrzałem przeciekające złączenia i kałuże na podłodze. Choć był już późny wieczór, Sally powiedziała:<br />
– Dlaczego nie pójdziesz porozmawiać z Bernhardtami, kochanie?<br />
Kilka minut później znalazłem się w ich gościnnym domu, i wyjaśniłem problem wśród salw śmiechu.<br />
– Przestańcie, chłopcy – powiedziałem. – Powiedzcie mi lepiej, co zrobiłem nie tak? Gdzie popełniłem błąd?<br />
– Przeprowadzka do North Fork! To był właśnie twój błąd! – krzyknął Walter, śmiejąc się tak głośno, że po policzkach leciały mu łzy. Kiedy się uciszyli, Bob powiedział:<br />
– Opowiedz nam, co zrobiłeś.<br />
Więc zacząłem opowiadać.<br />
– Wymierzyłem i przyciąłem rurki – oni kiwnęli głowami – potem je oczyściłem i wyszlifowałem papierem ściernym – wciąż kiwali głowami – a następnie ogrzałem złączenia palnikiem i zespawałem je.<br />
– Użyłeś topnika, zanim je zespawałeś, prawda, Jim? – wtrąciła się żona Boba.<br />
– Topnik, co to jest topnik? – spytałem bezradnie, dając im kolejny powód do radości.<br />
Gdy odzyskali mowę, wyjaśnili, że topnik pomaga usunąć zanieczyszczenia w lucie. Powiedzieli, jak mam go użyć, i dali mi trochę, abym mógł zacząć. Ale zrobiło się już późno i Sally zasugerowała, byśmy położyli się spać. Lecz to, że nie byłem dość bystry, aby zainstalować odpowietrzniki, które izolowałyby system ciepłej wody, oznaczało, że póki ten problem nie zostanie rozwiązany, nie będziemy mieć w ogóle wody. Czułem determinację, by zająć się całą sprawą jeszcze tej samej nocy albo paść trupem, a biorąc pod uwagę moje ostatnie doświadczenia, to drugie było bardziej prawdopodobne.</p>
<p>Dwie godziny zabrało mi rozmontowanie i ponowne oczyszczanie oraz ocynowanie złączeń i o wpół do pierwszej w nocy włączyliśmy wodę. Tym razem były tylko dwa przecieki. Nie widziałem sensu, aby dla dwóch dziur tracić czas na drenowanie całego systemu, więc wziąłem palnik i zacząłem ogrzewać złączenia. Z jakiegoś powodu nie mogłem ich ogrzać na tyle, by cyna była płynna. To mnie bardzo dziwiło, gdyż teraz już znałem odpowiednią technikę i doświadczyłem pewnych sukcesów. Pomyślałem, że może po prostu potrzebuję więcej ciepła, więc wziąłem drugi palnik i kazałem Sally trzymać go z jednej strony, podczas gdy ja trzymałem swój z drugiej. Niestety, nic to nie dało i zacząłem się irytować. „To wszystko wina Sally – pomyślałem. – Ona po prostu albo nie trzyma palnika we właściwym miejscu, albo trzyma go w niewłaściwy sposób”. O drugiej nad ranem poddałem się i poszedłem spać.<br />
Następnego poranka w porze śniadania całkowicie pokonany poszedłem do Bernhardtów. Opowiedziałem im, co się stało, a oni zarechotali.<br />
– Nie wydrenowałeś systemu, co nie, Jim?<br />
– Nie, a powinienem?<br />
Usłyszałem wybuch jeszcze większej wesołości i dojrzałem współczujące uśmiechy, jak gdyby żal im było takiego głupca jak ja. W końcu wyjaśnili mi, że woda w rurach odprowadzała ciepło pochodzące z palników natychmiast, gdy ja je dostarczałem. Szedłem z powrotem do domu i rozmyślałem, czego Bóg próbował mnie nauczyć. Jedna lekcja wydała mi się jasna. Bóg użył tych okoliczności, by obudzić we mnie pokorę i być może w tym względzie, jeśli nie w innych, moje doświadczenie miało jakiś sens.<br />
Innym domowym projektem, jakim musiałem się zająć, było założenie obwodu elektrycznego w pokoju używanym zarówno jako spiżarnia, jak i składzik. Naczytałem się na temat takiego projektu w poradnikach typu „zrób to sam”, ale jedna kwestia uszła mej uwagi – po czym poznać, kiedy na pewno kable są pod napięciem, a kiedy nie. Zdecydowałem się poradzić Bernhardtów.<br />
– Oto co robisz, Jim – wyjaśnił Walter. – Ślinisz palce, łapiesz kabel i jeśli czujesz, że cię kopie, to wiesz już, że jest pod napięciem!</p>
<p>To mnie nie zadowalało, ale ci goście byli budowlańcami, musieli zatem znać się na rzeczy. Zacząłem więc pracę i za każdym razem, gdy dotykałem kabla, rodzina słyszała mój krzyk: „Auć! Auć! Auć!”. Cały czas zastanawiałem się, jak twardymi ludźmi muszą być elektrycy, jeśli codziennie przez to przechodzą. Dopiero później, gdy podzieliłem się refleksją o elektrykach z Bernhardtami i usłyszałem ich histeryczny śmiech, zrozumiałem, że mnie nabrali.<br />
Pragnąłbym, by na tym skończyły się moje problemy, ale tak się nie stało. Ponieważ nie chcieliśmy wydawać naszych ograniczonych środków na rzeczy typu naprawa samochodu (chyba że byłoby to absolutnie konieczne), jeździliśmy na tak zużytych oponach, że pewnego razu wszystkie cztery siadły na pełnej dziur żwirowej drodze North Fork. To musi być rekord – złapać cztery gumy za jednym razem! Jestem pewien, że nikt mi nie dorówna!<br />
Nasz stary dodge był, zdaje się, przeznaczony do tego, by dawać nam wiele lekcji. Kiedyś zimą podróżowałem z dala od domu, a moją żonę zaskoczyły świeże opady śniegu. Postanowiła użyć pługu do odśnieżenia podjazdu, ale furgonetka nie chciała ruszyć z żadnego biegu. Sally próbowała założyć na koła łańcuchy, ale nie wiedziała jak. Spojrzała na samochód – jedno koło było ponad ziemią i powoli się poruszało, podczas gdy inne stały nieruchomo. Wzięła dmuchawę do śniegu, ale ta przestała pracować wkrótce po włączeniu.<br />
W końcu postanowiła poszukać pomocy u sąsiadów, niestety, nikogo nie zastała. W dolinie nie było telefonów. Do dziś nie ma tu tradycyjnej linii telefonicznej, a to działo w czasach, gdy jeszcze nie istniały komórki czy radiofony, i jedyną łączność ze światem zapewniało CB radio. Sally włączyła je i poprosiła o pomoc znajomego z odległej części doliny, ale nie mógł przybyć wcześniej niż za parę dni. To było trudne dla Sally, która zawsze koncentruje się na zadaniu i tym razem też chciała szybko załatwić tę sprawę. Pan jednak miał dla niej w zamyśle coś lepszego niż mocowanie się z pługiem pod moją nieobecność.</p>
<p>Bóg przemówił do niej w myślach i wytłumaczył, że chce, by skupiła się na dzieciach i zapomniała o tym, co dzieje się na zewnątrz. Sally od razu przestała martwić się podjazdem i zabrała się z entuzjazmem do umilania czasu dzieciom. Późnym wieczorem odezwał się mężczyzna, który wcześniej nie mógł tak szybko pomóc, a teraz był już w drodze. Usunął pługiem śnieg z podjazdu i spojrzał na furgonetkę. Wszystkie cztery koła dotykały ziemi. Wsiadł do auta, wrzucił bieg – skrzynia działała bez zarzutu. Odjechał tej nocy, myśląc zapewne, że Sally to wariatka, której zdawało się, że coś jest nie tak. Ale naprawdę coś było nie tak aż do momentu, gdy pozwoliła Bogu, by poprowadził jej myśli i dodał energii! Wtedy ciężarówka zapaliła. Nieważne, że inni mogli nie rozumieć walki, jaką toczyła. Oboje przekonaliśmy się niejeden raz, że czasem stajemy się głupcami dla innych, by zyskać Królestwo Niebieskie.</p>
<p>Nienawidziłem tych problemów, ponieważ zmuszały mnie, bym spojrzał na siebie z zupełnie innej perspektywy. Sally kochała nasze życie nie dlatego, że było łatwe, ale dlatego, że spełniło się coś, czego zawsze pragnęła – miała mnie w domu. Chłopcy cieszyli się, że po raz pierwszy w życiu skupiali na sobie uwagę obojga rodziców. A ja nie mogę powiedzieć, że za tym przepadałem. Życie na pustkowiu było po prostu jedną ciężką pracą, i choć lubiłem wysiłek fizyczny, ciągle trapiła mnie myśl, że mamy bardzo ograniczone środki finansowe.</p>
<p>Aby oszczędzić pieniądze, jadaliśmy proste potrawy. Wybieraliśmy tańsze jedzenie i zawsze sami wszystko przygotowywaliśmy. Nie tęskniliśmy za wymyślnymi daniami, mieliśmy dość jedzenia, więc nie zastanawialiśmy się, jak inni mogą odebrać nasz styl życia aż do momentu, gdy hrabstwo przysłało nam duży zapas żywności. Usłyszeli po prostu o tej biednej, głodującej rodzinie w górze doliny. Kategorycznie odmówiłem przyjęcia daru. W końcu poprzedniego roku osiągnąłem dochód sześciocyfrowy. Próbowałem im wyjaśnić, że jedliśmy w ten sposób z własnego wyboru i zamierzone ubóstwo, dzięki któremu można zyskać coś, czego się pragnie, bardzo się różni od ubóstwa niezamierzonego.</p>
<p>Były też naprawy domowe. Pewnego razu poczuliśmy okropny zapach i odkryliśmy, że rura odprowadzająca ściek rozłączyła się gdzieś pomiędzy ścianą kuchni i łazienki. Małe dojście z tyłu szafki kuchennej pozwalało, by instalacja wodno–kanalizacyjna była odsłonięta, ale nie zaprojektowano tego dla rury kanalizacyjnej. Wszedłem do środka szafki, próbując w bardzo niewygodnej, poskręcanej pozycji przyjrzeć się rurze. Chciałem znaleźć miejsce, gdzie się rozłączyła, i zorientować się, co dokładnie muszę zrobić, by to naprawić. Jeśli chcesz poczuć, przez co przechodziłem, spróbuj uklęknąć na twardej podłodze i czołgaj się na brzuchu pod stolikiem, aż będziesz miał nad głową jego środek. Następnie wsadź głowę do wiaderka wraz z ramieniem, bo przecież jakoś musisz trzymać latarkę, a potem obracaj głową od dziewięćdziesięciu do stu osiemdziesięciu stopni, koordynując ruch z ręką trzymającą latarkę. Dzielę się tym nie po to, by się tłumaczyć czy wzbudzić twoje współczucie, ale by pomóc ci zrozumieć, jaką bitwę toczymy z naszym uporem.</p>
<p>Podczas gdy męczyłem się tam w dole, Sally, która wie o hydraulice jeszcze mniej niż ja, podsuwała różne pomysły – uważała je zapewne za wyśmienite. Mnie, gnieżdżącemu się pod zlewem w szafce, wydawały się najbardziej bezużytecznymi propozycjami, jakie kiedykolwiek słyszałem. Słuchałem Sally najuważniej, jak mogłem, po czym poczekałem, aż się na chwilę uciszy, i wtedy krzyknąłem z mej głębokiej, ciemnej dziury: „Sally, nie teraz!”.</p>
<p>Zdarzały się też konflikty bardziej osobistej natury. Być może najbardziej uciążliwą rzeczą dla mojej żony było to, że nie mogła już kupować na przykład papierowych ręczników czy chusteczek do twarzy. W rzeczywistości tych kilka centów zaoszczędzonych na owych produktach pewnie nie zmieniłoby naszego ekonomicznego statusu tak drastycznie i teraz to widzę. Ale musisz pamiętać, że samo pragnienie chrześcijańskiego życia nie oznaczało jeszcze, iż już je osiągnęliśmy. Byłem wciąż tym samym pozbawionym sentymentów Niemcem, który żył w mieście, więc mój tradycyjny sposób radzenia sobie z problemami polegał na tym, że wygłaszałem swoją opinię, a następnie jak dyktator ucinałem wszelką dyskusję na temat powziętej decyzji. Ponieważ nie chciałem słuchać argumentów Sally, zaczęła dusić w sobie uczucia, bo wiedziała, że nie może ich otwarcie wyrazić. Dla niej brak papierowych ręczników czy chustek był wyrazem najwyższej deprywacji, i nieustannie płakała, gdy powtarzałem, że po prostu nie możemy sobie na to pozwolić.</p>
<p>Problem z uczuciami polega na tym, że można je tłumić tylko do pewnego momentu. Co pewien czas emocje Sally eksplodowały i wtedy miałem przed sobą zupełnie inną kobietę. Nie wiedziałem, jak rozwiązać nasze konflikty! Próbowałem troszczyć się o potrzeby rodziny najlepiej, jak umiałem, i było to dobre, ale na tym etapie życia nie znałem się zupełnie na troszczeniu się o bardziej osobiste, emocjonalne potrzeby mojej żony. Jedną z najtrudniejszych rzeczy, z jakimi musiałem się borykać na pustkowiu, było moje „ego”, i minęło kilka miesięcy, zanim spostrzegłem, że Sally czy chłopcy nie stanowili głównego problemu w naszym domu, tylko ja sam. Trudno wyrazić, jak bolesne było dla mnie to odkrycie. Poproś, abym siłował się z grizzly, ale nie każ mi zmierzyć się ze sobą samym!<br />
Kiedy Sally tu zamieszkała, musiała stawić czoła wielu lękom. Bała się niedźwiedzi, ale także mniejszych zwierząt, na przykład myszy. Tak się złożyło, że w naszej chacie zalęgło się kilka myszy i zanim się ich pozbyliśmy, zdarzało się, że mysz sporadycznie wychodziła spod kuchennej szafki i przelatywała po podłodze, a Sally krzyczała: „A! Mysz! Jim!”.<br />
Kieruję się logiką, i nie chciałem przerywać swojej pracy, by przybyć jej z odsieczą. Co więcej, wiedziałem, że mysz zniknie, nim się pojawię, więc zaproponowałem Sally rozwiązanie: „Po prostu na nią nadepnij!”.</p>
<p>Biedna Sally! Ona, piękna panna w tarapatach, pragnęła zostać ocalona przez rycerza na białym koniu, a co miała? Mnie za męża! Spoglądała na mysz, która rozpaczliwie szukała kryjówki, i mimo że była szybka, od schronienia dzieliło ją jeszcze kilka kroków. Gorsza jednak dla Sally była myśl, że swoją stopą mogłaby zmiażdżyć drobne kosteczki zwierzątka. Moja żona nigdy nie nadepnęła na żadną mysz, a w końcu i tak wszystkie złapaliśmy.<br />
Widzisz, często myślimy, że jeśli uczestniczymy w Bożym planie, to nie będziemy napotykać problemów. Prawda jest taka, że gdy naprawdę szczerze szuka się Boga, wówczas diabeł budzi się, by walczyć z powodu straty swoich poddanych, i wtedy przychodzą próby i problemy. My otoczyliśmy się co prawda ciszą, ale zgubiliśmy się w powodzi prób. Jednak dzięki temu zbliżyliśmy się do siebie jak nigdy wcześniej. Sprowadziło nas to na kolana. Odkryliśmy, że Boże obietnice są prawdziwe i że On nigdy nas nie opuści ani nie zostawi. Poznaliśmy, że przeciwieństwa losu sprzyjają budowie charakteru i wiążą ze sobą serca. Ponieważ nie było zewnętrznych „rozpraszaczy uwagi” – żadnej pracy w jakieś firmie, telewizji czy telefonu – nie było niczego poza naszą rodziną, przyrodą i Bogiem – znaleźliśmy nową wolność, by kochać, śmiać się i pracować. Po raz pierwszy w życiu staliśmy się prawdziwą rodziną.</p>
<p>W przeszłości udawało mi się spędzić kilka minut z moimi chłopcami, brałem ich na chwilę na kolana i pozwalałem prowadzić traktor do koszenia trawy. Teraz mogliśmy razem jeździć pługiem do ogarniania śniegu, a oni uwielbiali czas spędzany z ojcem. Tej pierwszej zimy bawiliśmy się jak nowo poznani przyjaciele. Budowaliśmy domki ze śniegu i forty śnieżne, rzucaliśmy się śnieżkami. Całymi godzinami jeździliśmy na sankach, a gdy zrobiło się za zimno, w końcu wracaliśmy, by wyschnąć przy kominku i grać w gry planszowe. Czytaliśmy wiele historii i po prostu cieszyliśmy się możliwością spędzenia ze sobą czasu. Byliśmy prawdziwą „Rodziną z pustkowia”. Zostawiliśmy jedno życie i powoli zakochiwaliśmy się na nowo w sobie i w nowym życiu.<br />
Pozwól, że zdradzę ci pewną tajemnicę. Nie musisz rezygnować z dotychczasowego życia i mieszkać na odludziu, by zyskać wiele czy większość z tego, co myśmy zyskali. Nasza rodzina zdecydowała się akurat na taki krok. Wybraliśmy to, co było najważniejsze dla nas, i określiliśmy nasze cele życiowe, ale wyborów można dokonać wszędzie. Czy łatwiej to zrobić na pustkowiu? Myślę, że tak, ale niektórzy ludzie zmienili swoje priorytety bez zmiany miejsca zamieszkania czy zatrudnienia. Najistotniejsze jest określenie głównych celów w życiu, a następnie opracowanie planu, jak owe cele osiągnąć.</p>
<p>Większość z nas przygląda się swoim aktualnym zajęciom i zastanawia się, jak wcisnąć w napięty grafik coś, czego naprawdę pragniemy, chodzi o czas spędzony z rodziną, czas dla małżeństwa i prawdziwego duchowego rozwoju. Jeśli spróbujemy robić wszystko, czym zajmujemy się teraz, i dodamy do tego jeszcze jakieś nowe priorytety, to się nigdy nie sprawdzi. Nigdy nikomu się nie sprawdziło. Poważnie się zastanów, czego naprawdę szukasz w życiu. Jeśli jesteś podobny do nas, szybko uznasz, że rzeczy materialne, pieniądze, wpływy czy władza nie przynoszą trwałego szczęścia. Tylko pokój z Bogiem i pełne miłości relacje rodzinne mogą dać prawdziwe szczęście. Od ciebie zależy, czy prowadzony przez Ducha Świętego zdecydujesz, z czego trzeba zrezygnować, by osiągnąć szczęście.</p>
<p>Ja i moja rodzina nie stanowimy wzorca do naśladowania. To Bóg powinien być najważniejszy w twoim życiu. Dzieląc się naszą nietypową historią o podążaniu za głosem Pana, mamy nadzieję zainspirować innych do szukania Bożej woli w życiu i do tego, by zastanowili się nad sposobem, w jaki Bóg pragnie wprowadzić ich w ciszę. Miliony ludzi pragną być bliżej Niego i przyrody. Zwróć uwagę na niezliczone tłumy mieszkańców miast, przyjeżdżające biwakować w parkach narodowych i na innych dzikich terenach. Tęsknią za tym, by choć przez kilka chwil posmakować życia, które myśmy wybrali i które tak dobrze wpłynęło na całą naszą rodzinę. Niektórzy mogą czuć potrzebę zamieszkania na odludziu, inni na wsi, a jeszcze inni będą chcieli zostać w mieście lub na jego obrzeżach. Każdy z tych wyborów niesie ze sobą jakieś korzyści i jakieś problemy. Mieszkanie na wsi nie stanowi lekarstwa na wszystkie kłopoty. To po prostu jedno z wielu narzędzi, jakich używa Bóg, aby pomóc nam się odszukać. Nie każdy ma powołanie do życia na odludziu, ale każdy jest powołany, by znaleźć doświadczenie na pustkowiu z Bogiem podobne do tego, jakie myśmy odnaleźli tu w górach.</p>
<p>Jeśli pragniesz powrotu do ciszy i doświadczenia Boga w nowy, osobisty sposób, pamiętaj, że niezależnie od tego, czy jesteś na pustkowiu, czy w mieście, szatan uczyni wszystko, co w jego mocy, by sprowadzić na ciebie kłopoty i trudności. Wie, że straci władzę nad tobą, jeśli zanurzasz się w ciszy przepełnionej Bożą obecnością i nie przestajesz szukać Zbawiciela dla siebie i swej rodziny. Nie zniechęcaj się, że sprawy nie idą po twojej myśli, bo gdy wróg naszej duszy budzi się do walki przeciw nam, możemy być pewni, że idziemy dobrą drogą, a to wyzwala w nim strach. Szukaj Boga, póki jeszcze da się znaleźć. Pozwól Mu, by związał twą rodzinę więzami miłości i sympatii. Nazwij ataki królestwa ciemności tym, czym są – przyznaniem, że naprawdę nie jesteś daleko od Królestwa Bożego. Powróć do ciszy i znajdź odpoczynek dla swej duszy.</p>
<p><span class="small2">Artykuł jest czwartym rozdziałem książki „Powrót do ciszy” wydanej przez Orion plus.</span></p>
<p>Autor: Jim Hohnberger<br />
Tłumaczenie: Barbara Willak</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Chrystus naszą sprawiedliwością</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/chrystus-nasza-sprawiedliwoscia/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/chrystus-nasza-sprawiedliwoscia/#respond</comments>
				<pubDate>Thu, 01 Aug 2019 11:06:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[A.G.Daniells]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Audio]]></category>
		<category><![CDATA[grzech]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2938</guid>
				<description><![CDATA[Audiobook  A.G.Daniellsa, czytany przez pastora Romana Chalupkę. Część Pierwsza &#160; Część Druga &#160; Część Trzecia &#160; Część Czwarta &#160; Część Piąta &#160; Część Szósta]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>Audiobook  A.G.Daniellsa, czytany przez pastora Romana Chalupkę.</p>
<p>Część Pierwsza</p>
<!--[if lt IE 9]><script>document.createElement('audio');</script><![endif]-->
<audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-1" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/1cz.mp3?_=1" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/1cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/1cz.mp3</a></audio>
<p>&nbsp;</p>
<p>Część Druga</p>
<audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-2" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/2cz.mp3?_=2" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/2cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/2cz.mp3</a></audio>
<p>&nbsp;</p>
<p>Część Trzecia</p>
<audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-3" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/3cz.mp3?_=3" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/3cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/3cz.mp3</a></audio>
<p>&nbsp;</p>
<p>Część Czwarta</p>
<audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-4" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/4cz.mp3?_=4" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/4cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/4cz.mp3</a></audio>
<p>&nbsp;</p>
<p>Część Piąta</p>
<audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-5" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/5cz.mp3?_=5" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/5cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/5cz.mp3</a></audio>
<p>&nbsp;</p>
<p>Część Szósta</p>
<audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-6" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/6cz.mp3?_=6" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/6cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/6cz.mp3</a></audio>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/chrystus-nasza-sprawiedliwoscia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
				<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/1cz.mp3" length="10526592" type="audio/mpeg" />
<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/2cz.mp3" length="10492320" type="audio/mpeg" />
<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/3cz.mp3" length="9772896" type="audio/mpeg" />
<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/4cz.mp3" length="10558944" type="audio/mpeg" />
<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/5cz.mp3" length="10484832" type="audio/mpeg" />
<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/6cz.mp3" length="10424928" type="audio/mpeg" />
			</item>
	</channel>
</rss>
