<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Szabat &#8211; Czas Decyzji</title>
	<atom:link href="https://czasdecyzji.pl/tag/szabat/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://czasdecyzji.pl</link>
	<description>Przygotuj się na przyjście Pana</description>
	<lastBuildDate>Tue, 13 Aug 2019 09:18:33 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.2.3</generator>
	<item>
		<title>Pomoc Boża w trudnych latach</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/pomoc-boza-w-trudnych-latach/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/pomoc-boza-w-trudnych-latach/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 13 Aug 2019 09:17:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[A. i P. Macanowowów.]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Świadectwa wiary]]></category>
		<category><![CDATA[cuda]]></category>
		<category><![CDATA[Szabat]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2971</guid>
				<description><![CDATA[„Pan stanie si ę schronieniem uciśnionemu, schronieniem w czasie niedoli&#8221; (Ps. 9,10). WSTĘPSkończyła się pierwsza wojna światowa. Pochłonęła miliony istnień ludzkich, pozostawiając rozpaczające wdowy, nieszczęsne sieroty i nie­utulonych w żalu rodziców. W Rosji wybuchła wojna domowa, niosąc kolejne ofiary, spustoszenie, głód, nędzę i choroby. Lud Boży znowu się rozproszył, skazany na niedostatek i wielką biedę..]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>„Pan stanie si ę schronieniem uciśnionemu, schronieniem w czasie niedoli&#8221; (Ps. 9,10).</p></blockquote>
<p><center></center><center></center><center></center><center></center><center></center><center><b>WSTĘP</b></center>Skończyła się pierwsza wojna światowa. Pochłonęła miliony istnień ludzkich, pozostawiając rozpaczające wdowy, nieszczęsne sieroty i nie­utulonych w żalu rodziców. W Rosji wybuchła wojna domowa, niosąc kolejne ofiary, spustoszenie, głód, nędzę i choroby. Lud Boży znowu się rozproszył, skazany na niedostatek i wielką biedę. A jednak trzoda Chrystusowa z każdym rokiem się powiększała.<br />
W latach: 1922, 1924 i 1928 odbyły si ę Wszechzwiązkowe Zjazdy Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Rosji. Zjazdy odbyły się też na Kaukazie, Ukrainie i Syberii.<br />
Tymczasem na horyzoncie kolejny raz zbierały si ę, potężniejąc z każ­dym dniem, czarne chmury prześladowań. W1930 roku zaczęły się aresztowania, którym już nie było końca. Według relacji brata Grigoriewa, aresztowano 150 kaznodziejów i starszych zboru oraz ponad 3000 członków Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego.<br />
Ciężko by ło ludowi Bożemu w tamtych latach. Wielu adwentystów zostało pozbawionych praw obywatelskich, co oznaczało, że nie mieli tak­że prawa do pomocy medycznej i kartek na chleb, prawa głosu i prawa do pracy. Niewiele było rodzin wierzących, których nie dotknęłyby aresz­ towania. Zatrważająco rosła liczba wdów i sierot.<br />
Mijały lata cierpień, rozstań i bólu. Kaznodzieje przebywali w wię­zieniach, podobnie jak brat Lebsak.<br />
Nadejdzie jednak dzień, kiedy wszystko zostanie odkryte przed Sę­dzią Wszechświata. „To wyjdzie na jaw w jego dziele; dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbu­je ogień&#8221;(l Kor. 3,13</p>
<p><center><b>INTERWENCJA BOGA</b></center><br />
Dni upływały na katorżniczej pracy, ale żaden z braci nie skarżył się i nie narzekał na los. Gotowi byli pracować jeszcze ciężej, żeby tylko mieć możliwość służenia Zbawicielowi i zbierania się w soboty dla chwały Jego imienia.<br />
Któregoś dnia w siedzibie rady wiejskiej wywieszono ogłoszenie o tym, że w niedzielę zbierze się sąd społeczny, by zająć się sprawą ad­wentystów. Przyszli wszyscy mieszkańcy kołchozu. Zebranie sądu odby­wało się w sali budynku, który był jeszcze w stanie budowy. Wniesiono tam ławy i stół, który przykryto czerwonym płótnem. Oskarżeni siedzieli w kąciku i gorąco się modlili: „Zmiłuj się nade mną, Panie, spojrzyj na utra­ pienie moje spowodowane przez tych, którzy mnie nienawidzą&#8221; (Ps. 9,14). Twarze kołchoźników były zacięte i bezwzględne. Nie należało się po tych ludziach spodziewać współczucia czy litości, mimo że od lat byli sąsiada­mi naszych braci, razem się wychowywali, razem pracowali.</p>
<p>Wystąpienie przewodniczącego sądu było długie i przeplatane po­gróżkami. Na niewinnych braci posypał się grad fałszywych oskarżeń i po­ mówień. Przewodniczący dowodził, że adwentyści, obchodząc jako swo­ je święto sobotę, łamią dyscyplinę pracy. Ani słowem nie zająknął się jednak, że za to pracują w niedzielę, zresztą, dłużej i wydajniej niż reszta kołchoźników. Na zakończenie postawił wniosek o wykluczenie adwen­tystów ze społeczności kołchozowej. A to oznaczało, że muszą oni opu­ścić swoje domy, zostawić ogródki i wyjechać z rodzinnej wsi. Dokąd? Jak żyć? Zaczynać wszystko od początku?&#8230; Braci niepokoiło wiele pytań, na które nie znajdowali na razie odpowiedzi.<br />
Nagle niebo zachmurzyło się, zapadły ciemności. Kołchoźnicy wpa­dli w popłoch. Groźny głos przewodniczącego stracił na sile i pewności, zarzuty już nie sypały się tak obficie. Na dworze rozszalała się nawałnica. Wichura zrywała dachy domów. W niedokończonym budynku, gdzie sądzono adwentystów, nie było jeszcze okien i drzwi, wiatr porwał ze stołu czerwone płótno wraz ze wszystkimi dokumentami i poniósł je w niezna­ nym kierunku. Kołchoźników ogarnęła panika, biegali przerażeni, rozbi­ jając się jeden o drugiego. Dopiero po dłuższym czasie opamiętali się i roz­biegli do domów. Już nie żałowali, że nie zdążyli przegłosować wyklucze­nia adwentystów ze społeczności kołchozu, cieszyli się, że uszli z życiem. Nigdy więcej nie czynili wierzącym wyrzutów, że ci święcą sobotę.</p>
<p><b>* * *</b><br />
Był piękny sobotni poranek. Świeciło słońce. Kwitły jabłonie, roz­kwitały wiosenne kwiaty. Po deszczu trawa była świeża i soczysta. Roz­śpiewały się ptaki. W domach wierzących, którzy święcili dzień sobotni, było czysto i schludnie. Ale ich serca wypełniła trwoga. Wczoraj przewodniczący kołchozu osobiście odwiedził domy adwentystów, uprzedzając ich, że jeżeli nie przyjdą do pracy w sobotę, zostaną aresztowani i postawieni przed sądem. Pomimo gróźb żaden z braci nie poszedł do pracy. Tego dnia wstali o świcie i zwrócili się w modlitwie do „Tego, od którego nadchodzi pomoc&#8221;, składając wszystkie smutki u stóp Pana i w pokorze oczekując rozstrzygnięcia swego losu. Nagle ulica wypełniła się krzykiem, hałasami, rozległy się przerażone głosy, płacz i zawodzenie. Kołchoźnicy biegli do ra­dy wiejskiej. Bracia pomyśleli, że w radzie zebrano aresztowanych adwen­tystów i niedługo milicja przyjdzie po resztę. Ale chodziło o co innego. W siedzibie rady leżał bez życia przewodniczący kołchozu. Czyścił broń myśliwską i niechcący strzelił sobie w serce.<br />
„Wobec ucisku ubogich, wobec j ęku biednych teraz powstanę, mówi Pan. Zgotuję zbawienie temu, kto pragnie&#8221; (Ps. 12,6).</p>
<p><center><b>CUDOWNE WYBAWIENIE OD ŚMIERCI</b></center><br />
W1944 roku wieś Tarasowka została wyzwolona, front przesunął się poza jej granice. Po wypędzeniu Niemców we wsi ogłoszono mobilizację. Sześciu naszych braci stawiło się do punktu zbornego. Poinformowali dowódców, że są adwentystami dnia siódmego i nie mogą posługiwać się bronią ani zabijać ludzi.<br />
Przekonywano ich, że trwa wojna, straszono konsekwencjami, ale bracia nie bali się gróźb. Odebrali suchy prowiant i wy­ruszyli na miejsce przeznaczenia bez broni. Kiedy szli przez pole, nagle wyrósł przed nimi młody mężczyzna, który zapytał ich: „Bracia, dokąd idziecie?&#8221; Wyjaśnili, że dostali rozkaz, by stawić się w sztabie na pierwszej linii frontu. Nieznajomy spojrzał na zegarek i powiedział, że jest póź­no i w sztabie nikogo nie zastaną. Poradził, by wrócili do domów, przeno­cowali tam, a rano jeszcze raz zgłosili się w punkcie zbornym, po czym zniknął równie nagle, jak się pojawił.<br />
Bracia zrozumieli, że był to anioł Pański, posłuchali jego rady i wrócili do domów.</p>
<p>Następnego dnia stawili się na miejscu zbiórki i opowiedzieli o nie­zwykłym zdarzeniu. Ale jedyną odpowiedzią, jaką usłyszeli, były krzyki i pogróżki, później polecono im zameldować się u prokuratora. Młody prokurator wysłuchał opowieści o spotkaniu z nieznajomym i powiedział: „Groziła wam śmierć, ale Bóg was uratował. Nie bójcie się.<br />
Dostaniecie każdy po dziesięć lat, potem wyjdziecie na wolność&#8221;.</p>
<p><center><b>PRZEŻYCIA BRATA LEWONA</b></center><br />
W małym zborze w Erewaniu, który liczył pięćdziesięciu członków, dziesięciu braci zostało aresztowanych. Po dziesięcioletnich wyrokach tylko dwóch wróciło. Reszta zaginęła bez śladu. Rodziny do dziś nie wiedzą, gdzie przestały bić ich serca i gdzie pochowano ich ciała. Tylko Ojciec Niebieski wie, gdyż w Jego księdze zapisany jest los każdego dziecka Bożego.<br />
Brat Lewon, po powrocie z obozu, opowiedział nam taką historię:<br />
12 lutego 1938 roku zostałem aresztowany i skazany na dziesięć lat łagru. W tym łagrze więźniowie pracowali przy zbiorze bawełny. Praca była ciężka, wyżywienie nędzne, towarzystwo współwięźniów zepsute do szpiku, a ja miałem jeszcze stoczyć walkę o prawo do święcenia dnia sobotniego. Praca ponad ludzkie siły i złe wyżywienie spowodowały, że więźniowie podnieśli bunt. Odmówili wyjścia do pracy. Wydano rozkaz, aby tych, którzy nie chcą pracować, natychmiast i bez sądu rozstrzelać.<br />
Powiedziałem komendantowi, że nie mogę pracować w sobotę z powodu moich przekona ń religijnych. Komendant, człowiek okrutny i bezwzględny, zagroził mi rozstrzelaniem. Odrzekłem, że jestem na to przygotowany i pozostanę wierny Bogu do śmierci. Wrzucono mnie do karce ru. Tam zetknąłem się z ludźmi niewiarygodnie zepsutymi i strasznymi, jakich jeszcze nigdy w życiu nie widziałem. Kiedy wrzucono mnie do celi, natychmiast zostałem tam poddany rewizji. Zbrodniarze zabrali mi wszystko, co przedstawiało dla nich jakąkolwiek wartość. Chleb oddałem im sam, bo zagrozili, że mnie zabiją. Tak było przez rok: każdej soboty grożono mi rozstrzelaniem i wtrącano do karceru, gdzie siedziałem o głodzie i chłodzie. Podupadłem na zdrowiu, zacząłem chorować, nogi mi puchły i nie mogłem pracować.<br />
W najtrudniejszych chwilach lagrowego życia zwracałem się w modlitwie do Boga, a On nigdy nie zostawił mnie bez pomocy i słowa nadziei. Po modlitwie zawsze wstawałem z nowymi siłami i z pokojem w ser­cu. Jedna z Jego obietnic od razu wypełniła się w moim życiu. Pan obudził współczucie obozowego lekarza, który umieścił mnie w szpitalu i bardzo się mną opiekował. Kiedy wyzdrowiałem, przeniesiono mnie do innego łagru. Tam znowu rozpocząłem walkę o prawo do przestrzeganie soboty — powtórzyły się groźby, karcery, katorżnicza praca i straszne towarzy­stwo zbrodniarzy.<br />
Pewnej soboty, kiedy się myliśmy, jeden z więźniów tak mnie pchnął, że upadłem na posadzkę i dotkliwie się potłukłem. Więzień wrzeszczał na całe gardło:<br />
— Ty, leniu śmierdzący! Nie plącz mi się pod nogami! Nie chce ci się pracować, co?!<br />
Inny z więźniów ujął się za mną:<br />
— Sam jesteś leń, złodziej i morderca! Siedzisz tu za ciężkie prze­ stępstwa — krzyczał. — On nic nikomu nie zrobił, cierpi za wiarę. Ale nawet w tej beznadziejnej sytuacji jest wierny Bogu, nie boi się żadnych konsekwencji. Zostaw go w spokoju, bo będziesz miał ze mną do czynie nia!<br />
Tak mijały lata — w nieustannym trudzie i walce. Zacząłem choro­wać, stałem się niezdolny do pracy. Zwolniono mnie jako inwalidę. Była wojna. Nie miałem pieniędzy i nawet kawałka chleba. Nie wiedziałem, kogo prosić o pomoc, jak dostać się do swoich, do domu. Od kilku dni nie miałem nic w ustach i całkiem opadłem z sił. Zwróciłem się do Ojca Nie­bieskiego z taką modlitwą: „Ty wiesz, Boże, że jestem głodny i w sytuacji bez wyjścia.</p>
<p>Przecież nie zostawiałeś mnie bez opieki przez te dziesięć lat obozowego życia.<br />
Wejrzyj na swoje biedne dziecię także i w ten niełatwy czas!&#8221;</p>
<p>Stałem i modliłem się. W pewnej chwili zobaczyłem, że po ziemi, koło moich stóp, wiatr przerzuca jakieś papiery. Przyjrzałem się im — były to kartki na chleb! O święta Boża łasko! Pan nakarmił mnie i teraz mogłem spokojnie czekać, kiedy moja siostra, w odpowiedzi na list, który do niej wysłałem, przyśle mi pieniądze na powrót do domu.<br />
Nareszcie po dziesięciu latach znalazłem się w rodzinnym mieście, ale nie pozwolono mi tam zamieszkać. Musiałem osiedlić się na wsi. Kiedy bracia wracali z łagrów, czekały na nich żony, wierne i niezastąpione towarzyszki życia, które przez te wszystkie lata modliły się o szczęśliwy dzień ich powrotu. Ja nie miałem tego szczęścia. Żona mnie porzuciła i wy­ szła za mąż za innego mężczyznę. Syn zginął pod kołami samochodu. Zostałem sam, z raną w sercu i poczuciem krzywdy. Pocieszenie znajdowałem w modlitwie i Słowie Bożym. W tych trudnych chwilach Pan pokrzepił mnie we śnie. Przyśnił mi się anioł, który tak przemówił do mnie: „Lewonie, nie lękaj się! Kiedy byłeś w łagrze, ja też byłem z tobą, byłem wszędzie, gdziekolwiek się znalazłeś. Znam wszystkie twoje smutki i pragnienia. Nie martw się więcej i nie poddawaj zwątpieniu, poszukaj braci i odwiedź ich&#8221;. Zrobiło mi się raźniej na duszy. Stopniowo rany się zabliźniały, a ja znalazłem radość w obcowaniu z ludem Bożym&#8221;.<br />
„Do świętych zaś, którzy są na ziemi: To są szlachetni, w nich mam całe upodobanie&#8221; (Ps. 16,3).</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><center><b>BOŻA POMOC W TRUDNYCH CHWILACH</b></center><br />
W Moskwie mieszkaliśmy niedaleko Wszechzwiązkowego Biura Kościoła. W dzień i w nocy przychodzili do nas bracia, którzy przyjeżdża­li do Moskwy z różnych stron kraju. Którejś nocy rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyłam. W progu stał mężczyzna, bardzo wychudzony i źle ubrany, ale twarz miał pogodną, szczerą i otwartą. Domyśliłam się, że jest to jeden z naszych braci byłych więźniów i nie pytając, skąd przyjechał i jak się nazywa, zaprosiłam go do mieszkania, proponując pomoc. Popa­trzyłam na ręce brata. Były tak chude, że przez cienką skórę widać na nich było każdą najdrobniejszą kosteczkę. Brat musiał rano wyjechać, więc nie kładliśmy się spać i spędziliśmy noc na słuchaniu jego opowieści.<br />
W1939 roku brat ten otrzymał wyrok za agitację religijną, został ska­zany na trzy lata zesłania na Syberię. Kiedy trochę się oswoił z nowym miejscem, zaprosił do siebie rodzinę. Założyli małe gospodarstwo. Kupili krowę, kury, zaczęli uprawiać niewielkie poletko. Przypadkowo brat do wiedział się, że po drugiej stronie rzeki mieszka grupka wierzących. Któ­regoś piątku, po pracy, poszedł tam i, ku swojej wielkiej radości, odnalazł braci adwentystów. Od tej pory często ich odwiedzał i razem pokrzepiali się Słowem Bożym.<br />
Pewnego razu, po zakończeniu dnia świętego, brat spieszył do do­ mu, bo następnego dnia musiał stawić się w pracy. Padał deszcz, zaczęła się burza. Rzeka wrzała jak kipiący kocioł. Na brzegu nie było promu ani łódki. Kto miałby odwagę pływać w taką noc po rozszalałej wodzie? Sytuacja wydawała się beznadziejna, rano brat musiał zameldować się w pracy. W tamtym czasie za złamanie dyscypliny pracy groził sąd, a brat na do­miar złego był zesłańcem, z takimi pracownikami postępowano ze szcze­gólną surowością. Brat ukląkł na brzegu wzburzonej rzeki i zaczął się go­rąco modlić. Kiedy podniósł się z klęczek, zobaczył przed sobą łódka, ko­łyszącą się na fałach. Zrozumiał, że jest to Boża odpowiedź na jego modli­twę i bez lęku wsiadł do łódki.<br />
Czyjaś niewidzialna ręka odepchnęła łódkę od brzegu i łódka pomknęła po wzburzonej rzece. Wioseł nie było, ale i tak niewiele by pomogły przy tej pogodzie.</p>
<p>Łódka unosiła się na falach jak piórko i szczęśliwie dobiła do brzegu.<br />
Wkrótce władze dowiedziały się o jego wizytach za rzeką. Brat został aresztowany i skazany na dziesięć lat więzienia. Zesłano go do łagru. Rozłączony z rodziną i braćmi, znalazł się w otoczeniu zbrodniarzy i pospolitych przestępców.<br />
Wybuchła wojna. W łagrach zbierały śmiertelne żniwo choroby i głód. Z wyczerpania brat całkowicie stracił siły. Pewnego razu, w sobotę, znajdując się w miejscu odosobnienia, brat ukląkł i poprosił Boga, żeby pokrzepił go w ciężkiej sytuacji, kiedy jego siły duchowe i fizyczne słabły.<br />
W tej samej chwili usłyszał dziwny szum, jak gdyby z góry coś spa­dało na ziemię. Otworzył oczy i ujrzał wędzoną rybę. Podniósł głowę i zo­baczył na niebie szybko oddalającego się ptaka. Więzień przypominał so­bie tamtą cudowną noc, kiedy dokoła szalała burza, a Anioł Boży sterował łódką, w której on płynął na drugi brzeg. Pan kolejny raz wysłuchał jego modlitwy. „Oto oko Pana jest nad tymi, którzy się go boją, nad tymi, któ­rzy spodziewają się łaski jego, aby ocalić od śmierci dusze ich i podczas głodu zachować przy życiu&#8221; (Ps. 33,18.19).<br />
Brat podziękował Bogu za pomoc, a także za to, że w sobotę Pan ze­słał mu nie surową, lecz wędzoną rybę. „Bóg pamiętał — dodał brat — że w tym dniu nie mógłbym sobie ugotować jedzenia&#8221;. Brat jeszcze raz otrzy­mał w podobny sposób surową rybę, ale stało się to innego dnia, już nie w sobotę.<br />
Pamiętamy, jakkruki przynosiły jedzenie prorokowi Eliaszowi. W po­ zbawionych nadziei chwilach życia Pan czyni takie same cuda, jakie czynił przed wiekami, w czasach biblijnych. Musimy tylko w nie wierzyć i starać się je dostrzegać.<br />
Tak minęła noc i trzeba się było żegnać z naszym drogim bratem, który wzmocnił nas duchowo, opowiadając o swoich cudownych doświadczeniach.<br />
WE MGLE<br />
„Powierz Panu drogę swoją, zaufaj Mu, a On wszystko dobrze uczy­ni&#8221; (Ps. 37,5).<br />
Gdyby przypadkowy przechodzień zajrzał w okna małego domku na peryferiach miasteczka, nad urwiskiem, zapewne pomyślałby, że ma się tam odbyć jakaś uroczystość i rodzina czeka na gości. W domu panował niezwykły porządek, każdy kąt lśnił czystością, każda rzecz znajdo­wała się na swoim miejscu. Młodzi małżonkowie wraz z czwórką dzieci i babcią byli odświętnie ubrani, a na ich twarzach malował się pokój i radość. Podobny obrazek moglibyście zobaczyć w domu każdego dziecka Bożego. „Pamiętaj o dniu sobotnim&#8221; — tak bowiem brzmi nakaz Boży, a ci, którzy są posłuszni Jego głosowi, już na początku tygodnia tak planują swój czas pracy i podróży, aby w sobotę pozostawać w spokoju, jak świę­te niewiasty, o których Biblia tak powiada: „&#8230;Przez sabat zaś odpoczywa­ły według przykazania&#8221; (Łuk. 23,56).<br />
Kiedy zachodzące słońce śle swe pożegnalne blaski ziemi, dzieci Boże śpiewem i modlitwą dziękczynną witają święty dzień spokoju i odpocz- nienia. Z niebios spływa na ziemię sobotni pokój, biorąc we władanie tych, którzy noszą pieczęć Bożą: czwarte przykazanie.<br />
Pieśni śpiewali także najmłodsi. Po odczytaniu wybranego fragmen­ tu Słowa Bożego i modlitwie rodzice ucałowali swoje pociechy, życząc im spokojnej nocy.<br />
Wieczorna mgła miękko otulała ziemię. Rok 1960 dobiegał końca. Anna i Michaił Kułakowowie szli pustymi ulicami miasta, wspominając mijający rok. Nie gładkimi drogami przyszło im chodzić w tym czasie.<br />
Na ich drodze życia piętrzyły się skały doświadczeń. Dom modlitwy został zamknięty, nabożeństwa odbywały się w prywatnych mieszkaniach. Nie można też powiedzieć, by wierzący czuli się bezpiecznie, w ich domach dokonywano nagłych i częstych rewizji. Władze nie przestawały się interesować Michaiłem.</p>
<p>Wiele razy w ciągu tego roku Michaił mógł do­świadczyć dowodów cudownej Bożej interwencji i opieki Jego aniołów. Kiedy wygłaszał kazanie w jednym miejscu, szukano go akurat gdzie indziej. Wzrok prześladowców go omijał. Rok odchodził w przeszłość. Anna i Michaił zastanawiali się, co im przyniesie nowy rok. Młode serca tęskni­ły do wolności. Myśli wybiegały w przyszłość. Oboje marzyli o nadejściu takiego czasu, kiedy będzie można bez przeszkód głosić powtórne przyj­ście Jezusa Chrystusa. Mogą pracować jeszcze więcej, zrezygnować z wy­ gód, których i tak prawie nie mieli, nieść jeszcze większe ciężary, wiele, sobie odmówić, by tylko mieć możliwość swobodnego, niezakłócanego przez władze, głoszenia Dobrej Nowiny.<br />
Tak rozmawiając i układając plany na przyszłość, niepostrzeżenie dotarli do celu. Z powodu nieustannych wizyt milicji i innych szykan bracia zbierali się w pięciu różnych miejscach. Wierzących bez przerwy czymś nękano, prześladowania przybierały na sile i okrucieństwie. Ataki na łamach prasy, pogróżki, obelgi, zwolnienia z pracy były na porządku dziennym. Bracia niezwykle cenili spotkania modlitewne, które dodawały sił, odwagi i wzmacniały na duchu w tym jakże trudnym dla wszystkich czasie.<br />
Po spotkaniu adwentyści rozeszli się. Mgła zgęstniała, na odległość wyciągniętej ręki nie było nic widać. Małżonkom wydawało się, że idą znaną drogą, ale niedaleko domu zabłądzili i długo nie wiedzieli, gdzie są.</p>
<p><b>* * *</b><br />
Z małego domku na peryferiach miasta niosły się dziecięce głosiki. Dzieci śpiewały ulubione pieśni: „Mój Chrystus Zbawca za mnie zmarł&#8221;, „Tam z wysokości niebios patrzy Ojciec nasz&#8221;. Kiedy zaśpiewano „Zmęczyłem się, ześlij pokój&#8221;, duże, śliczne oczy Miszeńki zaczęły się robić coraz mniejsze, aż w końcu się zamknęły. W jego ślady poszła i Maszeńka. Babcia ułożyła dzieci do łóżek i usiadła, żeby porozmawiać z Pawlikiem i Linką. Ich rozmowę przerwało głośne dobijanie się do drzwi. Dzieci przestraszyły się. Wiedziały, że mama i tata, a także ludzie, którzy często ich odwiedzali, nigdy tak głośno nie pukają. Znali ten groźny stuk. Nie tak dawno, jesienią, tuż po rozpoczęciu dnia świętego, do domu przyszli milicjanci, szukali taty. Mama otworzyła drzwi nieznajomym panom, którzy chodzili po całym domu, zaglądali pod łóżka, otwierali szafy. Może to są ci sami straszni panowie, którzy wtedy grozili rodzicom, krzyczeli na nich, których dzieci bardzo się bały? Babcia spytała: „Kto tam? Czego chcecie?&#8221; Nieproszeni goście zażądali natychmiastowego otwarcia drzwi. Babcia wyjaśniła, że gospodarzy nie ma w domu, jest sama z dziećmi i nie otworzy. Przybysze nie przestawali się dobijać. Babcia poprosiła, żeby podeszli do okna, odsunęła firankę, by mogli zobaczyć, że w domu nikogo więcej nie ma.<br />
— Skąd mogę wiedzieć, kim jesteście i jakie są wasze zamiary, dobre czy złe, jakże mogę was wpuścić do domu — tłumaczyła babcia.<br />
Obcy nie chcieli odejść, zaczęli grozić:<br />
— Pójdziemy do sąsiadów, sprowadzimy świadków, będziecie musieli otworzyć.<br />
Babcia i dzieci usłyszeli odgłos oddalających się kroków. Pies prze­ stał ujadać. Wszystko ucichło. Babcia podeszła do biblioteczki, otworzyła ją i zamyśliła się. Wiele pięknych książek zabrano im podczas kolejnych rewizji, czy zabiorą i te ostatnie? W biblioteczce stały różnojęzyczne Bi­ blie. Obcy mogli wrócić i siłą wedrzeć się do domu. Co ukryć, gdzie? W takim napięciu trudno jest podejmować decyzje, zastanawiać się, co byłoby lepsze, jak należało postąpić.</p>
<p>Za książkami, tuż przy ściance biblioteczki, babcia zobaczyła zwinięte w rulonik lekcje szkoły sobotniej, przepisane na maszynie, a także psalmy. Nie namyślając się ani chwili, wrzuciła to wszystko do pieca.</p>
<p>Przez cały czas biegał za nią Pawlik, prosząc, by schowała również pudełeczko, które dostał od tatusia. Chłopczyk bał się, że tatę mogą zabrać po drodze, a wszystko, co się z nim wiązało, było dla malutkiego serduszka niezmiernie drogie. Babcia nie miała głowy do pude­łeczka, nakazała Pawlikowi, żeby się uspokoił. Chłopczyk odłożył pude­łeczko. Z poważnym miną poprosił babcię i siostrzyczki: „Uklęknijmy i po­ módlmy się za tatusia, żeby go po drodze nie aresztowali&#8221;. Po policzkach dzieci płynęły łzy, ich głosiki drżały. Płomienna dziecięca modlitwa jak wonne kadzidło wzniosła się ku niebu.<br />
Znów zaszczekał pies. Mężczyźni wrócili w towarzystwie świadków i jeszcze mocniej zaczęli walić w drzwi. Babcia wyszła do sieni i ostrym, zdecydowanym tonem oświadczyła:<br />
—Nikomu nie otworz ę. Przyjdzie gospodarz, to z nim porozmawiacie.<br />
Klnąc i grożąc, intruzi odeszli. Pies żegnał ich, głośno ujadając.<br />
Tymczasem gospodarze dalej błądzili, nie mogąc znaleźć drogi. Krą­żyli wokół domu i nie mogli do niego trafić. Długo szczekał pies w ślad za nieproszonymi gośćmi, którzy narobili tyle hałasu i pobudzili sąsiadów. Anna i Michaił nareszcie skierowali kroki we właściwym kierunku. Roz poznali szczekanie psa.<br />
— Dlaczego wcześniej nie poszliśmy tędy, już dawno bylibyśmy<br />
w domu — dziwiła się Anna.<br />
Zmęczeni, ale szczęśliwi weszli do domu, opowiadając, jak błądzili, nie mogąc znaleźć drogi. Babcia relacjonowała im niedawne wydarzenia, nie mogąc sobie darować, że spaliła maszynopisy lekcji i psalmy. Michaił uspokoił ją:<br />
— Napiszemy jeszcze raz. Gorzej by było, gdyby je znaleźli.<br />
Dwoje młodszych dzieci już spało. Nie zaniepokoił ich hałas ani mgła.<br />
Pawlik nie zwierzył się ze swoich obaw. Cieszył się, że tata szczęśliwie wrócił do domu&#8230;<br />
Żarliwe modlitwy dziękczynne za cudowne ocalenie płynęły do nie­ ba z ust i serc rodziny Anny i Michaiła Kułakowów, mieszkańców małego domku nad urwiskiem, na peryferiach miasta. „Anioł Pański zakłada obóz wokół tych, którzy się go boją, i ratuje ich&#8221; (Ps. 34,8).</p>
<p><center></center><center></center><center><b>DWAJ MŁODZIEŃCY ZACHOWUJĄ WIERNOŚĆ PANU</b></center><br />
„Zbliżyłeś się do mnie, gdy cię wzywałem. Mówiłeś: Nie bój się!&#8221; (Tr. 3,57). Jaków i Iwan Dmitrijenko byli jeszcze chłopcami, kiedy los wyrwał ich z rodzinnego gniazda, z Tarasowki. Zostali skazani za przekonania re­ligijne i zesłani do łagrów.<br />
Obaj zostali wychowani w gotowości do zmierzenia się w każdej chwili z trudami i niewygodami, które w tamtych latach stały się udzia­łem wszystkich chrześcijan. Od dzieciństwa znali Pismo Święte, podob­ nie jak młody Tymoteusz, o którym apostoł Paweł tak pisze: „I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma Święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa&#8221; (2 Tym. 3,15).<br />
W łagrze bracia Dmitrijenko nie mieli możliwości korzystania z Bi­blii, ale dobrze znali zasady prawdy. W dawnych czasach młodzi jeńcy babilońscy, Daniel i jego przyjaciele, zostali poddani próbie wiary i wy­trwałości. Podobne doświadczenia mieli teraz przejść nasi młodzi bracia więźniowie.<br />
O babilońskich jeńcach Duch Proroctwa daje takie świadectwo: „Żadne siły nie były w stanie zmusić ich do złamania tych zasad, które zostały przyswojone w młodości, kiedy badali Słowo Boże i działalność Pana&#8221; (Ellen White, Prorocy i królowie).<br />
Była wojna. Zdobycie pożywienia stanowiło w tym czasie problemem dla każdego człowieka, cóż dopiero dla więźnia. Na cały dzień, wypełniony katorżniczą pracą, więźniowie otrzymywali niewielki kawałek chleba złej jakości.</p>
<p>Pewnego razu do obozu przywieziono ryby. Wszyscy bardzo się ucieszyli. Ryba nazywała się sum. Takiej ryby Jaków i Iwan nigdy nie widzieli. Przez ich rodzinną Tarasowkę przepływała rzeka, ale ryby, któ­re chłopcy łowili, były czyste, to znaczy zgodne z Bożymi zaleceniami, dotyczącymi pokarmów czystych i nieczystych: „Wszystko zaś, co nie ma płetw i łusek w morzach i w rzekach, wszystko co się roi w wodzie, wszystkie istoty żywe, które są w wodzie, będą dla was obrzydliwością&#8221; (III Mojż. 11,10).<br />
Bracia przypomnieli sobie objawienie apostoła Piotra, kiedy zszedł przed nim przedmiot z nieba, a głos mu powiedział: „Wstań, Piotrze, za­bijaj i jedz!&#8221; Apostoł odrzekł: „Przenigdy, Panie, bo jeszcze nigdy nic ska­lanego i nieczystego nie jadłem&#8221; (Dz. 10,14). Potem apostoł zrozumiał, że to objawienie odnosi się do pogan, których nie powinno się więcej uwa­żać za nieczystych i że Pan wcale nie odwołał zakazu, zabraniającego spo­żywania pokarmów nieczystych. Chłopcy wiedzieli też, co Paweł mówił<br />
0 pokarmach: „Bo wszystko, co stworzył Bóg, jest dobre, i nie należy odrzucać niczego, co się przyjmuje z dziękczynieniem: albowiem zostają one<br />
poświęcone przez Słowo Boże i modlitwę&#8221;, (l Tym. 4,4.5).<br />
Jaków i Iwan nie mięli pojęcia, czy dostarczona do obozu ryba ma łuskę i płetwy, czy została dopuszczona przez Pana do spożycia i poświad­czona Jego Słowem. Nie mieli kogo o to zapytać, nikt tu nie znał odpowie­dzi na ich pytanie. Ludzie wyśmieliby ich. Do obozowej kuchni więźnio­ wie nie mieli prawa wstępu, nie mogli więc zobaczyć ryby i stwierdzić, czy mogą ją jeść. Postanowili, że nie będą spożywać żywności, wobec któ­rej mieliby chociaż cień wątpliwości. Postarają się szukać odpowiedzi u sa­mego Pana. Rozpoczęli post i gorąco się modlili.<br />
Jeszcze tej nocy Jaków miał sen: Oto stoi na dziedzińcu obozowym<br />
1 spogląda w niebo. Z nieba na niewidzialnej linie opuszcza się na ziemię list. Jest coraz niżej. Wreszcie trafia do jego rąk.<br />
Na kopercie jest napis:<br />
„List z niebia ńskiego miasta&#8221;. Jaków otwiera go i czyta: „Ta ryba jest nie­czysta&#8221;.<br />
Była to odpowiedź na modlitwę, przyszła od Pana. Za wierność Pan nie zostawił chłopców w niewiedzy, dał im odpowiedź, której szukali. Te­raz nie mieli wątpliwości, że sum nie nadaje się do jedzenia, i postanowili poprzestać na skromnej porcji chleba, by nie zanieczyszczać duszy i ciała niewłaściwym pokarmem.<br />
Jeszcze tego samego dnia komendant obozu poprosił ich do siebie, położył przed nimi kilka bułek i powiedział: „Jedzcie, chłopcy, ile chcecie. A to, czego nie zjecie, zabierzcie ze sobą, no i przychodźcie tu do mnie codziennie&#8221;.<br />
„Nie będą zawstydzeni w złym czasie, a w dniach głodu będą nasy­ ceni&#8221; (Ps. 37,19).<br />
Podobnie jak jeńcy babilońscy, nasi młodzi więźniowie zachowali wierność Panu. Wiele razy przychodziło im jeszcze dawać dowody swej wierności, i to niejednokrotnie z narażeniem życia.<br />
Bracia Dmitrijenko postanowili, że bez względu na okoliczności i gro­żące konsekwencje zawsze będą wierni Panu. Komendant dokładał sta­rań, by odwieść ich od wyznawanych poglądów. Dowodził im, jakoby z na­ ukowego punktu widzenia, że błądzą, uprzedzał, że w łagrze nie wolno ustanawiać własnych praw, a za łamanie obowiązujących tu praw obozo­wych grozi im dodatkowy wyrok. Ale braci nic nie mogło zachwiać w wie­rze. Byli głęboko przekonani, że prawo Boże jest ponad prawem ustano­ wionym przez człowieka. Groźby komendanta nie odnosiły skutku.<br />
Nadeszła sobota. Bracia nie wyszli do pracy. Do baraku wkroczyło kilku funkcjonariuszy służby obozowej, którzy siłą powlekli ich na stano­wisko pracy. Przyprowadzono dużego, specjalnie szkolonego psa i zaczę­to szczuć go na chłopców.<br />
Zbiegli się więźniowie i strażnicy. Wydawało się, że za chwilę dojdzie do krwawej jatki. Gapie byli pewni, że kiedy pies rzuci się na chłopców, ci natychmiast wyrzekną się wiary i przystąpią do pracy.</p>
<p>Instruktor nakazał psu zaatakować braci, którzy stali spokojnie, nie czuj ąc lęku, podobnie jak biblijni chrześcijanie. Pies pobiegł, zatoczył duże koło, wrócił i zaczął się wpatrywać w oczy swojego pana, oczekując na­ grody. Instruktor złościł się, bił psa i wydawał kolejne polecenia. Pies znów biegł, zataczał koło, wracał, siadał i patrzył instruktorowi w oczy, jakby chciał mu powiedzieć: „Ludzie, okrutni ludzie, czy wam nie żal niewinnych dzieci?&#8221; Wszystkie próby szczucia psa na chłopców skończyły się niepowodzeniem. Zwierzę oskarżało ludzi.<br />
Doświadczenia młodych więźniów, Jakowa i Iwana, przypominają przeżycia Daniela i jego przyjaciół, którzy pozostali wierni Panu, a On oddał im chwałę przed ludźmi, ujmując się za nimi. „Zasłona, która od­dziela świat widzialny od niewidzialnego, będzie odsłonięta i cudowne dzieła będą ujawnione dopiero wtedy, kiedy troska Boga będzie widocz­ na w świetle wieczności: zobaczymy ten udział, który mieli aniołowie w na­ szym życiu. Zjawiali się w szatach, które lśniły jak błyskawica lub przy­chodzili do ludzi w szatach wędrowców. Przyjmowali gościnę, towarzy­szyli podróżnym, których dosięgła noc. Niszczyli zamysły morderców, odwracali uderzenia wrogów&#8221; (Ellen White, Wychowanie).</p>
<p><center></center><center></center><center><b>PODSTĘPNY PLAN ZOSTAJE WYKRYTY</b></center><br />
Gazety często pisały, że wierzący składają swoje dzieci w ofierze. Podobne zarzuty stawiano pierwszym chrześcijanom.<br />
Pewnego razu jedna z sióstr jechała pociągiem. W przedziale, naprzeciw niej, siedziało młode małżeństwo z sześcioletnią córeczką. Z rozmowy siostra domyśliła się, że jej towarzysze podróży są lekarzami. Dziew­czynka siedziała i o czymś intensywnie myślała, po czym zwróciła się do oj­ca z pytaniem:<br />
— Tato, skąd wzięli się ludzie? Ty, mama, wujkowie, ciocie, ja? Powiedz, skąd myśmy się wzięli?<br />
Ojciec nie odpowiedział córce, ale zwracając się do naszej siostry stwierdził:<br />
—No widzi pani, o ile ż łatwiej jest wierzącym wyjaśniać te zawiłe kwestie.<br />
Odpowiadając na naiwne dziecięce pytanie, otworzyliby Biblię, prze­ czytali jakiś fragment i wszystko stałoby się jasne. A my musimy prowa­dzić dziecko po labiryntach teorii ewolucji, której sami dobrze nie znamy i nie rozumiemy, bo często jest ona poddawana krytyce i zmieniana. Prze­cież takie dziecko z naszych pokrętnych odpowiedzi nic nie zrozumie.<br />
Zanim siostra zdążyła odpowiedzieć, do rozmowy włączyła się żona lekarza:<br />
— Co ty za głupstwa wygadujesz! Wiesz, kim są ci wierzący? Co to za ludzie? Przecież oni składają w ofierze własne dzieci, palą je na stosach&#8230; To fanatycy&#8230; ciemnogród!&#8230;<br />
Ta scenka rozegrała się w 1961 roku na Ukrainie, w obwodzie tarno-polskim.<br />
Mąż jednej z sióstr był niewierzący, z furią tępił naukę Chrystusa. Ale w pracy zarzucano mu, że nie ma wpływu na żonę. Mówiono, że to nie jest w porządku, aby mąż był partyjny, a żona wierząca. Tłumaczył, że próbuje wychowywać żonę, nawet ją bije, ale to nic nie pomaga. Żona nie chce się wyrzec wiary. Mąż prosił o radę, bo nie wiedział, co ma dalej ro­bić. Radę otrzymał i wkrótce z niej skorzystał.<br />
W piątek wieczorem, kiedy nasza siostra poszła na nabożeństwo, jej mąż wysłał ich sześcioletniego synka Kolę po papierosy. Młoda kobieta, która stała przy kiosku, zapytała chłopca:<br />
Po co ci papierosy? Czyżbyś już palił?<br />
Tata mnie wysłał, ja nie palę — odpowiedział Kola.<br />
A gdzie jest twoja mamusia, dlaczego to ona nie przyszła po pa pierosy?<br />
Dzisiaj jest piątek i mama jest na nabożeństwie — z naiwnością dziecka wyjaśnił Kola.<br />
A jak masz na imię?Kola.</p>
<p>To bardzo ładne imię. A może chciałbyś, Koleńka, przejechać się<br />
samochodem? Spójrz, tam stoi mój samochód. Pojeździmy sobie trochę,<br />
a potem odwiozę cię do domu.<br />
Nie zajmie nam to dużo czasu, tatuś nie będzie się gniewał.</p>
<p>Chłopczyk chętnie się zgodził, bo dzieci lubią jeździć samochodem. Nowa ciocia była taka miła. Samochód pojechał prosto na milicję. Tam zanotowano nazwisko chłopca i miła ciocia pojechała z nim na dworzec.<br />
Ciociu, dlaczego mnie nie odwozisz do domu? Tata czeka na papierosy, jeżeli zaraz nie wrócę, będzie krzyczał, może mnie nawet zbić.<br />
Tata sam sobie kupi papierosy. On wie, dokąd jedziesz, nie będzie krzyczał.<br />
A mama? Chcę do mamy! Puśćcie mnie, chcę do mamy, do ma my!&#8230;<br />
Dziecko zaczęło głośno płakać.<br />
Kolę odwieziono do Charkowa i umieszczono w domu dziecka.<br />
Oto, jaką „radę&#8221; otrzymał człowiek, który chciał wychować wierzącą żonę. A on wypił na odwagę i poszedł na nabożeństwo. Właśnie trwało kazanie. Wywołał żonę i spytał o syna. Żona wyjaśniła mu, że Kola został w domu i miał czekać na ojca. Mąż powtórzył pytanie, tym razem głośniej. Żona poprosiła go, żeby się uspokoił i poczekał, aż skończy się nabożeń­stwo. Może Kola jest u sąsiadów? Obiecała poszukać go po nabożeństwie. Pijany mężczyzna krzyczał coraz głośniej: „Gdzie jest Kola? Gdzie jest mój syn? Co z nim zrobiliście? Złożyliście go w ofierze, spaliliście na stosie?! Bestie, fanatycy, ciemnogród! Zaczął rzucać kamieniami w okna domu modlitwy. Przybiegli milicjanci, którzy tylko na to czekali, obserwując przebieg wydarzeń. Pijany mężczyzna wciąż hałasował&#8221;.<br />
Niedaleko domu modlitwy dopalało się ognisko. Rozpalili je mili­cjanci, miało posłużyć za dowód dokonanego przestępstwa. Podjechał sa­mochód, z którego wysiadł oficer śledczy. Wszystkich członków zboru zabrano na przesłuchanie.<br />
Przesłuchania trwały kilka dni. Gazety rozpisywały się, jak to adwentyści dnia siódmego składają swoje dzieci w ofierze. Wytoczono im proces, w czym niemały udział miała prasa.<br />
Po kilku miesiącach niepokoje wyciszyły się. Jedynie bólu matki nic nie mogło uśmierzyć. Dzień i noc płakała. Nie wiedziała, do kogo ma się udać po pomoc, co ma robić? Ufając Panu, modliła się o szczęśliwy po­wrót synka. Błagała Boga, żeby pozwolił jej odzyskać dziecko i zakończył poniewierkę swojego ludu.</p>
<p><b>* * *</b><br />
Zbliżała się wiosna. Przyszedł marzec. Za wsią był duży staw. Go­ dzinami wysiadywali tam cierpliwi wędkarze. Brzegiem szedł sobie mały chłopczyk. Początkowo mężczyźni nie zwrócili na niego uwagi, na brze­gu cały czas kręciły się jakieś dzieci. Chłopczyk podszedł do nich: „Dzień dobry, czy dużo ryb złowiliście?&#8221; Zaskoczeni wędkarze odłożyli wędki i ze zdumieniem popatrzyli na chłopca.<br />
Jeden z wędkarzy nieśmiało zapytał: „Kola? Czy to ty jesteś? Prze­cież ciebie złożyli na ofiarę, zabili, spalili na stosie&#8230; Czyżbyś zmartwych­wstał? Skąd się tu wziąłeś?&#8221;<br />
Chłopiec był zaskoczony, nie wiedział, co odpowiedzieć. Nigdy nie słyszał o takich okrucieństwach, nie rozumiał, dlaczego wędkarze są tak zdziwieni i roztrzęsieni. Opowiedział, jak tata posłał go po papierosy, a ob­ca ciocia zaproponowała mu przejażdżkę samochodem, ale nie odwiozła go do domu, tylko na milicję, jak go częstowała cukierkami i jak potem znalazł się w Charkowie, w domu dziecka.<br />
— Ale jak si ę stamtąd wydostałeś? — pytali zdumieni wędkarze.<br />
— Bardzo tęskniłem za mamą. Codziennie płakałem i modliłem się.<br />
—<br />
— Potem uciekłem&#8230; Bardzo się bałem milicji, chowałem się, jak tylko zobaczyłem milicjanta. A potem wsiadłem do pociągu i przyjechałem&#8230; z prze siadką&#8230; — wyjaśniał mały Kola.<br />
Wędkarze długo patrzyli za oddalającym się chłopcem. Szedł coraz szybciej, biegł. Bardzo chciał zobaczyć swoją mamę.<br />
Ludzie burzliwie zareagowali na to wydarzenie. Czuli się oszukani. Do tego jeszcze ta nagonka w prasie&#8230; A biedna matka dziecka? Jakże jej musiało być ciężko. Jak ona to wszystko przeżyła? Komu wierzący zrobili co złego? Przecież żyli i pracowali najuczciwiej z całej wsi?<br />
Oburzeni ludzie poszli do rady wiejskiej ze skargą. Wezwano przedstawicieli milicji, komitetu rejonowego oraz obwodowego komitetu wy­konawczego partii. Sprawa dotarła do Kijowa, potem do Moskwy. Ci, któ­rzy tak niezręcznie przeprowadzili zlecone im zadanie z „ofiarowaniem&#8221; zostali zdjęci ze stanowisk i przeniesieni do innej pracy.<br />
Chłopca nie było w domu pół roku.<br />
„Panie! Ty słyszysz pragnienia pokornych; wzmocnij serce ich; otwórz ucho Twoje, żeby dać sąd sierocie i prześladowanemu, aby nie straszył więcej człowieka na ziemi&#8221;.</p>
<p><center></center><center></center><center><b>NA BEZLUDNEJ WYSPIE</b></center><br />
Iwana Opalnika powołano do wojska, służbę odbywał w Baku. Iwan pochodził z wierzącej rodziny. W jego wsi był zbór, w którym co sobotę odbywały się nabożeństwa. Iwan od dzieciństwa wychowywał się w środowisku ludzi wierzących. Teraz został poddany niełatwym próbom. Postanowił dochować wierności Panu we wszystkich okolicznościach i nadal święcić sobotę. Dowództwo wojskowe zabrało się za jego reedukację, ale starania te nie przyniosły rezultatu.<br />
— Nie myśl sobie, że my tutaj, w wojsku, będziemy bawili się z tobą!<br />
Jeżeli w sobotę nie stawisz się w pracy, zrobimy z tobą coś takiego, co ci<br />
się nawet nie śniło — zagrozili „wychowawcy&#8221;.<br />
Przyszła sobota. Pogróżki nie przeraziły Iwana. Wczesnym rankiem poprowadzono go na brzeg morza, wsadzono do łódki i wywieziono na jedną z wysepek. Tam wyrzucono go na brzeg. Na pożegnanie usłyszał:<br />
— Niech twój Bóg cię tutaj napoi i nakarmi, bo my po ciebie nie wrócimy!<br />
Iwan patrzył, jak łódka oddala się, aż wreszcie stracił ją z oczu. Był na skalistej wysepce sam ze swoim Bogiem.<br />
Święty dzień upłynął mu na rozmyślaniach. Apostoł Jan też przebywał na bezludnej wyspie Patmos, tam Pan dał mu objawienie. Iwan zaczął sobie przypominać rozdział po rozdziale tej księgi. „Ten, który przechadza się pośród siedmiu złotych świeczników — powtarzał w my­ślach — widzi mnie w mojej samotności&#8221;. Potem przypomniał sobie po­ cieszenie dane siedmiu kościołom: „Znam twój smutek&#8221;. Iwan pomy­ślał: „I mój smutek On zna&#8221;. Wspomniał obietnice dane zwycięzcom. W księdze Objawienia apostoł opisał walkę pomiędzy światłością i ciemnością. Po ciężkiej walce zwycięzcy stoją na szklanym morzu i śpiewają pieśń Baranka i Mojżesza! „Ja też pragnę być wśród zwycięzców&#8221; — myślał Iwan.<br />
Przespacerował się po wyspie. Była skalista i nieprzyjemna. Nic na niej nie rosło. Był tam tylko piasek i skały. Fale z hukiem rozbijały się<br />
0 brzeg, od czasu do czasu nadlatywały mewy. Zbliżała się jesień, było<br />
chłodno. Iwan miał na sobie tylko lekkie ubranie. Ukląkł i zaczął się modlić. Miał jedno pragnienie, jedną prośbę do Pana: pozostać Mu wiernym aż do końca, nie zawahać się w żadnej sytuacji. Jaki będzie koniec tego doświadczenia, nie wiedział, ale całą nadzieję pokładał w Panu.</p>
<p>Podniósł się z klęczek i nagle zobaczył, że na falach, niedaleko wyspy, unosi się kuter. Rybacy zobaczyli człowieka na bezludnej wyspie, spu­ścili szalupę i podpłynęli do niego:<br />
— Skąd się tu wziąłeś i co tutaj robisz? — zaciekawili się.<br />
Iwan opowiedział im o swoich przekonaniach religijnych i o tym, jak<br />
1 dlaczego trafił na wyspę. Rybacy nic nie odpowiedzieli, odpłynęli do swo jego kutra.<br />
Iwan ze smutkiem patrzył, jak szalupa się oddala. „Może nie trzeba im było mówić, za co zostałem tu zesłany? Może poczuli do mnie wrogość i dlatego tak szybko odjechali? Ale cóż innego mogłem im powiedzieć? Przecież cierpiałem za Jezusa i o Nim muszę świadczyć&#8221;.<br />
Ale zobaczył, że łódka znów podpływa do wyspy. Rybacy zeszli na brzeg i położyli przed Iwanem suchary, konserwy oraz wodę do picia.<br />
— Przy tej wyspie nigdyśmy nie łowili, tutaj nigdy nie było ryb. A dziś od rana całymi ławicami ciągnęły w kierunku wyspy, mamy piękny połów. To twój Bóg ci pomógł, a i nam pobłogosławił. Jedz, pożyw się, nie zostawimy cię na pastwę losu, będziemy ci przywozić żywność i wodę.<br />
Następnego ranka Iwan znów zobaczył łódkę. Byli to jego koledzy z wojska.<br />
—No i co, nakarmił cię ten twój Bóg? Napoił czystą wodą?&#8221;—zapytali.<br />
— Nakarmił i napoił — radośnie zawołał Iwan. — Możecie się poczęstować, jeśli chcecie. I pokazał im swoje bogactwo.<br />
Oficer był zdumiony cudownym wydarzeniem i wzruszony siłą wiary Iwana.<br />
— Jeżeli twój Bóg tak ci pomaga, to pozostań wierny i służ Mu —odpowiedział.<br />
Iwana już więcej nie szykanowano. Przeniesiono go do innej jednostki, gdzie szczęśliwie zakończył służbę w wojsku.</p>
<p>To jest rozdział z książki „<i><b>Cierniste Drogi” A. i P. Macanowowów</b></i>.</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/pomoc-boza-w-trudnych-latach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Przestrzeganie Sabatu</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/przestrzeganie-sabatu/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/przestrzeganie-sabatu/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 23 Jul 2019 09:24:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[E. G. White]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Proroctwa biblijne]]></category>
		<category><![CDATA[E.White]]></category>
		<category><![CDATA[posłuszeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Szabat]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2765</guid>
				<description><![CDATA[W przestrzeganiu Sabatu zawarte są wielkie błogosławieństwa i Bóg pragnie, aby dzień Sabatu był dla nas dniem radości. Przy ustanawianiu Sabatu panowała radość. Bóg spoglądał z zadowoleniem na dzieło Swoich rąk. Wszystko, co uczynił, orzekł, że było &#8222;bardzo dobre.&#8221; 1 Mojż. 1:31 BG. Niebo i ziemia były napełnione radością. &#8222;Wespół śpiewały gwiazdy zaranne, a weselili.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>W przestrzeganiu Sabatu zawarte są wielkie błogosławieństwa i Bóg pragnie, aby dzień Sabatu był dla nas dniem radości. Przy ustanawianiu Sabatu panowała radość. Bóg spoglądał z zadowoleniem na dzieło Swoich rąk. Wszystko, co uczynił, orzekł, że było &#8222;bardzo dobre.&#8221; 1 Mojż. 1:31 BG. Niebo i ziemia były napełnione radością. &#8222;Wespół śpiewały gwiazdy zaranne, a weselili się wszyscy synowie Boży.&#8221; Job 38:7BG. Chociaż na świat wstąpił grzech, aby zmącić Jego doskonałe dzieło, Bóg w dalszym ciągu daje nam Sabat, jako świadectwo, że Wszechmogący, nieskończony w dobroci i miłosierdziu wszystko stworzył. Nasz niebiański Ojciec pragnie, aby przez przestrzeganie Sabatu zachowywana była wśród ludzi wiedza o Nim. Pragnie, aby Sabat skierowywał nasze umysły na Niego, jako prawdziwego i żywego Boga i abyśmy przez znajomość Jego mogli mieć żywot i pokój.</p>
<p>Gdy Pan wyswobodził Swój lud Izrael z Egiptu i powierzył mu Swój zakon, pouczył go, że przez przestrzeganie Sabatu mieli być odróżniani od bałwochwalców. To właśnie uczyniło różnicę pomiędzy tymi, którzy uznawali zwierzchnictwo Boże, a tymi, którzy odmówili przyjęcia Go jako swojego Stworzyciela i Króla. Pan rzekł:</p>
<blockquote><p>&#8222;Między Mną a synami izraelskimi będzie on znakiem na wieki.&#8221; &#8222;Synowie izraelscy będą przestrzegać Sabatu, zachowując Sabat w pokoleniach swoich jako przymierze wieczne.&#8221; 2 Mojż. 31:17,16 NP.</p></blockquote>
<p>Tak jak Sabat był znakiem, który odróżniał Izraela, gdy wyszedł z Egiptu, aby wstąpić do ziemskiego Kanaanu, jest również znakiem, który obecnie odróżnia lud Boży, gdy wychodzi on ze świata, aby wstąpić do niebiańskiego odpocznienia. Sabat jest znakiem wzajemnego stosunku, istniejącego pomiędzy Bogiem a Jego ludem, znakiem tego, że oni szanują Jego zakon. Odróżnia on Jego lojalnych poddanych od przestępców.</p>
<p>Ze słupa obłoku Chrystus oświadczył odnośnie Sabatu: &#8222;Zaiste, przestrzegać będziecie Sabatów Moich, gdyż to jest znakiem między Mną a wami po wszystkie pokolenia wasze, abyście wiedzieli, żem Ja Pan. który was poświęcam.&#8221; 2 Mojż. 31:13 NP. Sabat, który dany został światu jako znak Boga Stworzyciela, stanowi również znak Tego, który uświęca. Moc, która stworzyła wszystkie rzeczy jest mocą, która stwarza na nowo duszę na Jego własne podobieństwo. Dla tych, którzy dzień Sabatu zachowują świętym, stanowi on znak uświęcenia. Prawdziwe uświęcenie to harmonia z Bogiem, jedność z Nim pod względem charakteru. Przyjmowane jest ono poprzez posłuszeństwo tym zasadom, które są odpisem Jego charakteru; a Sabat jest znakiem posłuszeństwa. Ten, kto z serca jest posłuszny czwartemu przykazaniu, będzie okazywał posłuszeństwo całemu zakonowi. Uświęcony jest on przez posłuszeństwo.</p>
<p>Nam, jako Izraelowi. Sabat dany jest &#8222;jako przymierze wieczne.&#8221; Dla tych, którzy czczą Jego święty dzień. Sabat jest znakiem tego, ze Bóg uznaje ich jako Swój wybrany lud. Stanowi poręczenie lego, ze On dochowa względem nich Swojego przymierza. Każda dusza, która przyjmuje znak Bożych rządów, wchodzi w boskie, wieczne przymierze. Wiąże się ona ze złotym łańcuchem posłuszeństwa, z którego każde ogniwo stanowi obietnice.</p>
<p>Ze wszystkich dziesięciorga jedynie czwarte przykazanie zawiera pieczęć wielkiego Prawodawcy, Stworzyciela niebios i ziemi. Ci, którzy okazują posłuszeństwo temu przykazaniu, przyjmują Jego imię, a wszystkie błogosławieństwa, które go dotyczą, należą do nich. &#8222;Przemówił Pan do Mojżesza tymi słowy: Powiedz Aaronowi i jego synom: Tak będziecie błogosławić synów izraelskich, mówiąc do nich:</p>
<p><i>Niech ci błogosławi Pan i niechaj cię strzeże;<br />
Niech rozjaśni Pan oblicze Swoje nad tobą i niech ci miłości w będzie:<br />
Niech obróci Pan twarz Swoją ku tobie i niech ci da pokój.<br />
Tak będą wzywać imienia Mojego nad synami izraelskimi,<br />
A Ja będę im &#8222;błogosławił.&#8221;</i> 4 Mojż. 6:22-27 NP.</p>
<p>Poprzez Mojżesza dana była również obietnica: &#8222;Wystawi cię Pan sobie za lud święty, jakoć przysiągł, jeźli przestrzegać będziesz przykazań Pana, Boga twego, i będziesz chodził drogami Jego. I obaczą wszystkie narody ziemi, że imię Pańskie wzywane jest nad tobą&#8230; I uczyni cię Pan przedniejszym, a nie pośledniejszym; i będziesz tylko wyższy, a nie będziesz niższy, jeźli posłusznym będziesz przykazaniom Pana, Boga twego, które ja dziś rozkazuję tobie, abyś ich strzegł, i czynił je.&#8221; 5 Mojż. 28:9-13 BG</p>
<p>Przemawiając poprzez Ducha Świętego psalmista powiedział:</p>
<p><i>&#8222;Pójdźcież, śpiewajmy Panu;<br />
Wykrzykujmy skale zbawienia naszego&#8230;<br />
Albowiem Pan jest Bóg wielki,<br />
I Król wielki nade wszystkich bogów.<br />
W jegoż rękach są głębokości ziemi,<br />
I wierzchy gór Jego są.<br />
Jegoż jest morze, bo je On uczynił;<br />
I ziemia, którą ręce Jego ukształtowały.<br />
Pójdźcie, kłaniajmy się, a upadajmy przed Nim:<br />
Klękajmy przed Panem, Stworzycielem naszym.<br />
Onci jest zaiste Bóg nasz.&#8221;<br />
&#8222;On nas uczynił i do Niego należymy.<br />
Myśmy ludem Jego i trzodą pastwiska Jego.&#8221;</i><br />
Psalm 95:1-7 BG; 100:3 NP.</p>
<p>Te obietnice, dane Izraelowi, dotyczą również ludu Bożego obecnie. Stanowią one poselstwa, które sprowadza nam Sabat.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Reforma w Przestrzeganiu Sabatu</b></p>
<p>Sabat jest złotą klamrą, która łączy Bogaci Jego lud. Jednak przykazanie o Sabacie zostało przestąpione. Święty dzień Boży został zbezczeszczony. Sabat jest wyrwany ze swojego miejsca przez człowieka grzechu, a na jego miejscu wywyższony został zwykły dzień roboczy. W zakonie dokonany został wyłoni i ma on zostać naprawiony. Prawdziwy Sabat ma być wywyższony do należnego mu miejsca jako Boży dzień odpocznienia. W pięćdziesiątym ósmym rozdziale Izajasz nakreślone zostało dzieło, które ma wykonać lud Boży. Ma on okazać wielkość zakonu i uczynić go sławnym, odbudować prastare gruzy, podźwignąć fundamenty poprzednich pokoleń. Do tych, którzy wykonują to dzieło, Bóg mówi: &#8222;Nazwą cię naprawiaczem wyłomów, odnowicielem, aby w nich można było mieszkać. Jeżeli powstrzymasz swoją nogę od bezczeszczenia Sabatu, aby załatwić swoje sprawy w Moim świętym dniu, i będziesz nazywał Sabat rozkoszą, a dzień poświęcony Panu godnym czci, i uczcisz go nie odbywając w nim podróży, nie załatwiając swoich spraw i nie prowadząc pustej rozmowy, wtedy będziesz się rozkoszował Panem, a Ja sprawię, że wzniesiesz się ponad wyżyny ziemi, i nakarmię cię dziedzictwem twojego ojca, Jakuba, bo usta Pana to przyrzekły.&#8221; Wiersze 12-14</p>
<p>Sprawa Sabatu ma stać się kwestią sporną w wielkim końcowym konflikcie, w którym weźmie udział cały świat. Ludzie uhonorowali zasady szatana ponad te, które rządzą w niebiosach. Przyjęli fałszywy sabat, który szatan wywyższył, jako znak swojej władzy. Ale Bóg umieścił pieczęć na Swoim królewskim żądaniu. Każda z instytucji sabatu nosi imię swojego autora, niedające się zetrzeć znamię, które ukazuje autorytet każdego. Stanowi to nasze dzieło, aby doprowadzić ludzi do zrozumienia tego. Mamy im pokazać, że posiada to decydujące znaczenie, czy noszą znamię królestwa Bożego, czy też znamię królestwa buntu, gdyż potwierdzają, iż są poddanymi tego królestwa, którego noszą znamię. Bóg powołał nas do podniesienia sztandaru Jego podeptanego Sabatu. Jak ważnym jest zatem to, aby nasz przykład zachowywania Sabatu był właściwy.</p>
<p>Zakładając nowe kościoły, kaznodzieje powinni udzielić dokładnego pouczenia, co do prawidłowego przestrzegania Sabatu. Musimy być ostrożni, aby swobodne zwyczaje panujące wśród zachowujących niedzielę nie były naśladowane przez tych, którzy wyznają przestrzeganie świętego dnia odpoczynku Bożego. Uczyniona ma być jasna i wyraźna linia demarkacyjna pomiędzy tymi, którzy noszą znamię królestwa Bożego, a tymi, którzy noszą znamię królestwa buntu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Przygotowanie na Sabat</b></p>
<p>Na samym początku czwartego przykazania Pan powiedział: &#8222;Pamiętaj.&#8221; Wiedział, że wśród mnogości trosk oraz kłopotów człowiek będzie kuszony do tego, aby usprawiedliwiać siebie z wypełniania całego wymagania zakonu, albo też zapomni o jego świętej doniosłości. Dlatego powiedział: &#8222;Pamiętaj o dniu Sabatu, aby go święcić.&#8221; 2 Mojż. 20:8 NP.</p>
<p>W ciągu całego tygodnia mamy mieć Sabat na uwadze i czynić przygotowanie, aby zachowywać go zgodnie z przykazaniem. Nie mamy przestrzegać Sabatu jedynie jako przedmiotu prawa. Mamy rozumieć jego duchowy związek ze wszystkimi sprawami życia. Wszyscy, którzy uznają Sabat za znak pomiędzy sobą a Bogiem, ukazując, że On jest Bogiem, który ich uświęca, będą reprezentowali zasady Jego rządu. Wniosą do codziennego doświadczenia prawa Jego królestwa. Każdego dnia modlitwą ich będzie to, aby mogło spoczywać na nich uświęcenie Sabatu. Każdego dnia będą posiadali towarzystwo Chrystusa oraz będą przykładem doskonałości Jego charakteru. Każdego dnia ich światłość będzie oświecać innych dobrymi uczynkami.</p>
<p>Ze wszystkiego, co stanowi o powodzeniu dzieła Bożego, pierwsze zwycięstwa mają być odniesione w życiu domowym. Tutaj musi rozpoczynać się przygotowanie na Sabat. Niech rodzice pamiętają przez cały tydzień, że ich dom ma być szkolą, w której ich dzieci zostaną przygotowane do niebiańskich sieni. Niech ich słowa będą właściwe. Z ich ust nie ma wydostać się żadne słowo, którego ich dzieci nie powinny usłyszeć. Niech duch będzie zachowany wolnym od gniewu. Rodzice, żyjcie podczas tygodnia jak przed obliczeni świętego Boga, który dał wam dzieci, abyście je dla Niego szkolili. Szkolicie dla Niego ten mały kościół w waszym domu, aby w Sabat wszyscy mogli być przygotowani do oddawania czci w świątyni Pańskiej. Każdego poranka i wieczora ofiarowujcie wasze dzieci Bogu, jako Jego odkupione krwią dziedzictwo. Uczcie je, że stanowi to ich największy obowiązek i przywilej, aby miłowały oraz służyły Bogu.</p>
<p>Rodzice powinni dbać o to, aby oddawanie czci Bogu uczynić lekcją poglądową dla swoich dzieci. Na ich ustach powinny być częściej wyjątki z Pisma Świętego, szczególnie te, które przygotowują serce do służby religijnej. Owe cenne słowa mogłyby również być często powtarzane: &#8222;Ty przecież na Bogu spolegaj, duszo moja! bo od Niego jest oczekiwanie moje.&#8221; Psalm 62:6 BG</p>
<p>Kiedy Sabat jest pamiętany w ten sposób, doczesne nie będzie dopuszczone do naruszenia duchowego. Żadna powinność należąca do szczęściu dni, nie będzie pozostawiona na Sabat. W ciągu tygodnia nasze siły nie będą tak wyczerpane doczesną pracą, abyśmy w dniu, w którym Pan odpoczął i wytchnął byli za bardzo zmęczeni, aby zaangażować się w Jego służbie.</p>
<p>Podczas gdy przygotowanie na Sabat należy czynić w ciągu całego tygodnia, piątek ma być szczególnym dniem przygotowania. Pan powiedział synom izraelskim poprzez Mojżesza: &#8222;Odpocznienie Sabatu świętego Panu jutro będzie; co macie piec, pieczcie, a co macie warzyć, warzcie, a cokolwiek zbędzie, zostawcie sobie, a zachowajcie do jutra.&#8221; &#8222;Ludzie rozchodzili siei zbierali ją [mannę], i mielili w żarnach albo tłukli w moździerzach, i gotowali w garnkach, i robili z niej placki.&#8221; 2 Mojż. 16:23 BG; 4 Mojż. 11:8 NP. Należało coś uczynić, aby przygotować zsyłany z nieba chleb dla synów izraelskich. Pan powiedział im, że ta praca musi być wykonana w piątek, dzień przygotowania. To było dla nich próbą. Pan pragnął widzieć, czy zachowają Sabat świętym, czy też nie.</p>
<p>Ta wskazówka z ust Jehowy jest dla naszego pouczenia. Biblia jest doskonałym przewodnikiem i jeśli jej stronice są studiowane z modlitwą przez pragnące zrozumienia serca, nikt nie potrzebuje w tej kwestii błądzić.</p>
<p>Wielu potrzebuje wskazówek odnośnie tego, jak powinni pojawiać się na zgromadzeniu w Sabat, aby oddawać cześć. Nie mają przystępować przed oblicze Boże w powszednim ubraniu, noszonym podczas tygodnia. Wszyscy powinni mieć specjalne ubranie na Sabat, noszone gdy uczestniczy się w nabożeństwie w domu Bożym. Chociaż nie powinniśmy dostosowywać się do światowej mody, nie mamy być obojętni w; odniesieniu do naszego zewnętrznego wyglądu. Mamy być gustownie i starannie [ubrani], tym niemniej bez upiększeń. Dzieci Boże powinny być czyste wewnątrz i na zewnątrz.</p>
<p>Niech w piątek przygotowanie na Sabat będzie ukończone. Dopilnujcie, aby wszelka odzież była gotowa, a gotowanie ukończone. Niech buty będą wypastowane i wzięta kąpiel. Możliwym jest, aby to uczynić. Jeśli uczynicie to zasadą, możecie tego dokonać. Sabat nie jest dany na reperowanie ubioru, gotowanie pokarmu, szukanie przyjemności ani jakiekolwiek inne doczesne zajęcie. Niech przed zachodem słońca wszelka świecka praca będzie odłożona na bok, a wszystkie świeckie gazety uprzątnięte z widoku. Rodzice, wytłumaczcie waszym dzieciom swoje postępowanie oraz jego cel i pozwólcie im uczestniczyć w waszym przygotowywaniu się na zachowywanie Sabatu zgodnie z przykazaniem.</p>
<p>Powinniśmy troskliwie pilnować granic Sabatu. Pamiętajcie, że każdy moment jest poświęconym, świętym czasem. Kiedy tylko jest to możliwe, pracodawcy powinni dać swoim pracownikom godziny od piątkowego południa do rozpoczęcia Sabatu. Dajcie im czas na przygotowanie się, ażeby mogli oni powitać dzień Pański w spokoju umysłu. Takim postępowaniem nie poniesiecie żadnych strat nawet w sprawach doczesnych.</p>
<p>Istnieje inne dzieło, które powinno otrzymać uwagę w dniu przygotowania. W tym dniu wszelkie nieporozumienia pomiędzy braćmi, zarówno w rodzinie jak i w kościele powinny być usunięte. Niech wszelka gorycz, zapalczywość i złość będą usunięte z duszy. Z uniżonym duchem &#8222;wyznawajcie jedni przed drugimi upadki, a módlcie się jedni za drugimi; abyście byli uzdrowieni.&#8221;Jak. 5:16 BG</p>
<p>Zanim zacznie się Sabat, zarówno umysł jak i ciało powinny być wycofane ze spraw doczesnych. Bóg ustanowił Swój Sabat na końcu sześciu dni pracy, aby ludzie mogli zatrzymać się i rozważyć, co zyskali podczas tygodnia w przygotowywaniu się na czyste królestwo, w którym nie ma wstępu dla przestępcy. Powinniśmy w każdy Sabat rozliczyć się z naszą duszą, aby stwierdzić czy tydzień, który zakończył się, przyniósł duchowy zysk czy też stratę.</p>
<p>Zachowywanie Sabatu świętym Panu oznacza wieczne zbawienie. Bóg mówi: &#8222;Tych, którzy Mnie czczą, i Ja uczczę.&#8221; l Sam. 2:30 NP.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Sabat w Domu</b></p>
<p>Niech przed zachodem słońca członkowie rodziny zgromadzą się na czytanie Słowa Bożego, śpiewanie i modlenie się. Istnieje tutaj potrzeba reformy, bowiem wielu jest niedbałych. Potrzebujemy uczynić wyznanie przed Bogiem oraz przed sobą nawzajem. Powinniśmy na nowo zacząć czynić specjalne porozumienia, ażeby każdy członek rodziny mógł być przygotowany na uczczenie dnia, który Bóg pobłogosławił i uświęcił.</p>
<p>Nie pozwólcie, aby kosztowne godziny Sabatu były trwonione w łóżku. W poranek Sabatu rodzina powinna być wcześnie na nogach. Jeśli wstaje późno, powstaje zamieszanie i bieganina w przygotowywaniu się do śniadania i szkoły Sabatu. Panuje pośpiech, popychanie i zniecierpliwienie. W ten sposób do domu wstępują nieuświęcone uczucia. Będąc tak bezczeszczonym Sabat staje się znużeniem, a jego nadejście jest obawiane, zamiast miłowane.</p>
<p>Nie powinniśmy zaopatrywać się na Sabat w obfitsze zapasy lub w większą różnorodność wyżywienia, niż w innych dniach. Zamiast tego, pokarm powinien być prostszy i spożyty w mniejszej ilości, aby umysł mógł być jasny i rześki by zrozumieć duchowe sprawy. Przejadanie się powoduje przyćmienie mózgu. Najcenniejsze słowa mogą zostać wysłuchane, lecz nie docenione dlatego, że umysł został pomieszany niewłaściwą dietą. Przez przejadanie się w Sabat wielu uczyniło więcej, niż sobie wyobrażają, aby pozbawić Boga czci.</p>
<p>Chociaż w Sabat powinno się unikać gotowania, nie jest to konieczne, aby jeść zimny pokarm. Niech w czasie zimnej pogody przygotowany dzień wcześniej pokarm zostanie odgrzany. Niech posiłki, jakkolwiek proste, będą smaczne i atrakcyjne. Zaopatrzcie się w coś, co będzie uważane za przysmak; coś, czego rodzina nie ma codziennie.</p>
<p>Niech dzieci biorą udział w nabożeństwie rodzinnym. Niech wszyscy przyniosą swoje Biblie i każdy przeczyta jeden lub dwa wiersze. Niech po tym zostanie zaśpiewana jakaś znana pieśń, po której nastąpi modlitwa. W tym Chrystus podał nam wzór. Modlitwy Pańskiej nie przeznaczono na to, aby była powtarzana po prostu jako forma, lecz stanowi ona ilustrację tego, jakie powinny być nasze modlitwy — szczere, gorliwe i zrozumiałe. Powiedzcie Panu w prostej prośbie o waszych potrzebach i wyraźcie wdzięczność za Jego miłosierdzie. W ten sposób zapraszacie Jezusa, jako chętnie przyjmowanego w waszym domu i sercu gościa. Długie modlitwy, dotyczące dalekich spraw, są w rodzinie nie na miejscu. Czynią one godzinę modlitwy znużeniem, kiedy przecież powinna ona być uważana za przywilej i błogosławieństwo. Uczyńcie ten czas zajmującym i radosnym.</p>
<p>Szkoła Sabatu oraz nabożeństwo zajmują jedynie część Sabatu. Czas pozostający rodzinie może być uczyniony najbardziej poświęconą i najcenniejszą porą ze wszystkich godzin Sabatu. Rodzice powinni spędzać dużą część tego czasu ze swoimi dziećmi. W wielu rodzinach młodsze dzieci są pozostawiane samym sobie, aby jak tylko potrafią znalazły sobie zabawę. Gdy są pozostawiane same, dzieci prędko stają się niesforne i zaczynają swawolić albo zajmować się jakimś psoceniem. W ten sposób Sabat nie ma dla nich uświęconego znaczenia.</p>
<p>Niech przy ładnej pogodzie rodzice wyjdą ze swoimi dziećmi polami i lasami na spacer. Wśród piękna natury opowiedzcie im o przyczynie ustanowienia Sabatu. Opiszcie im wielkie dzieło stworzenia Bożego. Powiedzcie im, że gdy ziemia wyszła z Jego ręki, była święta i piękna. Każdy kwiat, każdy krzak i każde drzewo odpowiadały zamiarowi swojego Twórcy. Wszystko, na czym spoczęło oko, było śliczne i napełniało umysł myślami o miłości Bożej. Każdy dźwięk stanowił muzykę będącą w harmonii z głosem Bożym. Ukażcie, że to właśnie grzech był tym, co zniszczyło doskonałe dzieło Boże; że ciernie i osty, smutek, ból i śmierć są wszystkie wynikiem nieposłuszeństwa względem Boga. Dajcie im ujrzeć jak ziemia, chociaż zniszczona przekleństwem grzechu, w dalszym ciągu objawia dobroć Bożą. Zielone pola, wysokie drzewa, radosne promienie słońca, chmury, rosa, powaga nocnej ciszy, wspaniałość gwiaździstych niebios i księżyc w swoim pięknie—wszystko świadczy o Stworzycielu. Nie spada kropla deszczu, ani rzucony zostaje promień światła na nasz niewdzięczny świat, żeby nie świadczyło | to o cierpliwości i miłości Bożej.</p>
<p>Powiedzcie im o drodze zbawienia, że: &#8222;tak Bóg umiłowali świat, że Syna Swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto Weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.&#8221; Jan 3:16 NP. Niech powtarzana będzie słodka historia betlejemska. Przedstawcie dzieciom Jezusa, jako dziecię posłuszne Swoim rodzicom, jako wiernego i pracowitego młodzieńca, pomagającego utrzymać rodzinę. W ten sposób możecie nauczyć je, że Zbawiciel zna doświadczenia, kłopoty, pokusy, nadzieje i radości młodzieży, że On jest w stanie okazać im współczucie oraz pomoc. Czytajcie z nimi od czasu do czasu interesujące relacje historii biblijnej. Pytajcie o to, czego nauczyły się w szkole Sabatu i studiujcie z nimi lekcję na następny Sabat.</p>
<p>Kiedy zachodzi słońce, niech głos modlitwy i pieśń pochwalna oznaczą zakończenie poświęconych godzin oraz zaproszą obecność Bożą w troskach tygodnia pracy.</p>
<p>W ten sposób rodzice mogą uczynić Sabat, jak być powinno, najradośniejszym dniem tygodnia. Mogą doprowadzić swoje dzieci do traktowania go jako rozkosz, dzień dni, święty Pański, czcigodny. Radzę wam moi bracia i siostry: &#8222;Pamiętaj[cię] o dniu Sabatu, aby go święcić.&#8221; Jeśli pragniecie, aby wasze dzieci przestrzegały Sabatu zgodnie z przykazaniem, musicie je tego uczyć zarówno nakazem jak i przykładem. Dogłębne wyrycie prawdy na sercu nigdy nie zostaje zupełnie zatarte. Może być zaciemnione, lecz nigdy wymazane. To, co zostało wpojone we wczesnym życiu, będzie widziane w późniejszych latach. Okoliczności mogą doprowadzić do odłączenia dzieci od rodziców oraz domu, lecz tak długo jak będą żyły, pouczenia udzielone w dzieciństwie i młodości będą błogosławieństwem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Podróżowanie w Sabat</b></p>
<p>Jeśli pragniemy błogosławieństwa obiecanego posłusznym, musimy dokładniej przestrzegać Sabatu. Obawiam się. że często podróżujemy w tym dniu, kiedy można by tego uniknąć. Zgodnie ze światłem, którego Pan udzielił w sprawie przestrzegania Sabatu, powinniśmy być bardziej rozważni odnośnie podróżowania w tym dniu statkiem lub koleją. W tych kwestiach powinniśmy dać naszym dzieciom i młodzieży właściwy przykład. Aby dotrzeć do kościołów, które potrzebują naszej pomocy i aby udzielić im poselstwa, które Bóg pragnie, aby usłyszeli, podróżowanie w Sabat może być dla nas koniecznością; lecz o ile możliwe powinniśmy zapewnić sobie bilety oraz uczynić wszelkie potrzebne przygotowania w jakimś innym dniu. Wyruszając w podróż powinniśmy dołożyć wszelkich możliwych starań, aby zaplanować tak, by uniknąć dotarcia do celu w Sabat.</p>
<p>Będąc zmuszeni do podróżowania w Sabat, powinniśmy starać się unikać towarzystwa tych, którzy pociągnęliby naszą uwagę na sprawy doczesne. Powinniśmy zachować nasze myśli, aby spoczywały na Bogu oraz rozmawiać z Nim. Kiedykolwiek istnieje taka sposobność, powinniśmy mówić innym odnośnie prawdy. Powinniśmy być zawsze gotowymi, aby łagodzić cierpienia i pomagać tym, którzy są w potrzebie. W takich przypadkach Bóg pragnie, aby z wiedzy oraz mądrości, które nam dał, zrobiony został użytek. Niemniej jednak nie powinniśmy rozmawiać o sprawach interesu, ani angażować się w jakąkolwiek powszednią, doczesną rozmowę. W każdym czasie i na każdym, miejscu Bóg wymaga od nas, abyśmy dowiedli naszej lojalności wobec Niego uczczeniem Sabatu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><b>Zebrania w Sabat</b></p>
<p>Chrystus powiedział: &#8222;Gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię Moje, tam jestem pośród nich.&#8221; Mat. 18:20 NP. Gdziekolwiek znajduje się chociaż dwóch lub trzech wierzących, niech zbierają się razem w Sabat, aby powołać się na ową obietnicę Pańską.</p>
<p>Małe grupy zgromadzone w celu oddawania czci Bogu w Jego święty dzień mają prawo domagania się obfitego błogosławieństwa Jehowy. Powinni oni wierzyć, że Pan Jezus jest na ich zgromadzeniach uhonorowanym gościem. Każdy prawdziwy czciciel, który zachowuje Sabat świętym, powinien powoływać się na obietnicę: &#8222;Abyście wiedzieli, żem Ja Pan, który was poświęcam.&#8221; 2 Mojż. 31:13 NP.</p>
<p>Wygłaszanie kazań na naszych zebraniach w Sabat powinno być zazwyczaj krótkie. Tym, którzy miłują Boga, powinna być dawana sposobność do wyrażenia wdzięczności i uwielbienia.</p>
<p>Gdy zbór nie posiada kaznodziei, ktoś powinien zostać wyznaczony jako prowadzący zebranie. Nic jest jednak koniecznym, aby wygłaszał on kazanie lub też zajmował dużą część czasu nabożeństwa. Krótkie, zajmujące czytanie biblijne będzie często większym pożytkiem, niż kazanie. Po tym może nastąpić zebranie na modlitwę i świadectwo.</p>
<p>Ci, którzy zajmują w kościele prowadzące stanowiska, nie powinni w ciągu tygodnia tak wyczerpywać swoich sił fizycznych oraz umysłowych, że w Sabat będą niezdolnymi do wprowadzenia w spotkanie ożywiającego wpływu ewangelii Chrystusowej. Wykonujcie mniej doczesnej, codziennej pracy, lecz nie okradajcie Boga oddawaniem Mu w Sabat służby, której On nie może przyjąć. Nie powinniście być jako mężowie, którzy nic posiadają duchowego życia. Lud potrzebuje w Sabat waszej pomocy. Dajcie mu pokarmu ze Słowa. Przynieście Bogu w Jego świętym dniu wasze najwyborniejsze dary. Niech drogocenne życie duszy będzie ofiarowane Mu w poświęconej służbie.</p>
<p>Niech nikt nie przychodzi na miejsce oddawania czci, aby zdrzemnąć się. W domu Bożym nie powinno być żadnego spania. Przecież nie zasypiacie, kiedy jesteście zajęci waszymi doczesnymi obowiązkami, gdyż dopatrujecie się korzyści, waszej pracy. Czy pozwolimy na to, aby służba, która dotyczy wiecznych korzyści była umieszczona na niższym poziomie, niż doczesne sprawy życia?</p>
<p>Gdy tak czynimy, tracimy błogosławieństwo, które Pan dla nas przeznaczył. Sabat nie ma być dniem bezużytecznego próżnowania. Zarówno w domu jak i w kościele ma być manifestowany duch służby. On, który dał nam sześć dni na naszą doczesną pracę, pobłogosławił i uświęcił siódmy dzień oraz odłączył go dla Siebie. W ten dzień będzie w szczególny błogosławić wszystkich, którzy poświęcają się Jego służbie.</p>
<p>Całe niebo zachowuje Sabat, ale nie w bierny, próżniaczy sposób. W tym dniu cała energia duszy powinna być przebudzona, bowiem czy to nie z Bogiem i z Chrystusem, naszym Zbawicielem mamy się spotkać9 Możemy oglądać Go wiarą. On pragnie pokrzepić i pobłogosławić każdą duszę.</p>
<p>Każdy powinien uważać, że w czynieniu zebrań S zajmującymi posiada swoją część. Nie macie się schodzić po prostu dla spełniania formy, lecz w celu wymiany myśli, opowiadania waszych codziennych doświadczeń, wyrażania wdzięczności i dawania wyrazu waszemu szczeremu pragnieniu Bożego oświecenia, abyście mogli poznać Boga i Jezusa Chrystusa, którego posiał. Wspólne obcowanie przez wzgląd na Chrystusa wzmocni duszę na próby i walki życia. Nigdy nie myślcie, że możecie być chrześcijanami, a mimo to zamknąć się w sobie. Każdy jest częścią wielkiego splotu ludzkości, a doświadczenie jednostki zostaje w dużym stopniu określone doświadczeniem stykających się z nią.</p>
<p>Nie otrzymujemy setnej części tego błogosławieństwa, które powinniśmy uzyskać ze wspólnych zgromadzeń dla oddawania czci Bogu. Nasze zdolności postrzegania potrzebują wyostrzenia. Wzajemna wspólnota powinna uczynić nas radosnymi. Dlaczego nasze serca nie płoną miłością Bożą wobec takiej nadziei, jaką posiadamy?</p>
<p>Na każde zgromadzenie religijne musimy wnosić ożywioną świadomość duchową, że znajdują się tam Bóg i Jego aniołowie, współpracując ze wszystkimi prawdziwymi czcicielami. Kiedy wchodzicie do miejsca nabożeństw, proście Pana, aby usunął z waszych serc wszelkie zło. Przynoście do Jego domu tylko to, co On jest w stanie pobłogosławić. Uklęknijcie przed Bogiem w Jego świątyni i poświećcie Mu Jego własność, którą odkupił krwią Chrystusa. Módlcie się za mówcą czy też prowadzącym spotkanie. Módlcie się, aby przez tego, który będzie trzymał Słowo żywota, mogło zstąpić wielkie błogosławieństwo. Szczerze starajcie się uchwycić błogosławieństwo dla siebie.</p>
<p>Bóg będzie błogosławił wszystkim, którzy w ten sposób przygotują się do Jego służby. Ponieważ przez wiarę przyjęli Chrystusa, będą oni rozumieć, co oznacza posiadanie zapewnienia Ducha.</p>
<p>Miejsce oddawania czci może być bardzo skromne, niemniej jednak nie jest ono mniej uznawane przez Boga. Dla tych, którzy czczą Boga w duchu i w prawdzie oraz w ozdobie świętobliwości będzie ono jako brama do nieba. Grupa wierzących może być nieliczna, lecz w oczach Bożych są oni bardzo cenni. Młotem prawdy zabrano ich z kamieniołomu świata jako nieobrobione kamienie i przyniesiono do warsztatu Bożego, aby zostali ociosani i ukształtowani. Lecz nawet będąc nieobrobionymi są cenni w oczach Bożych. Topór, młot i dłuto znajdują się w rękach Tego, który jest umiejętny; używane są one nie po to, aby zniszczyć, lecz w celu wykształtowania doskonałości każdej duszy. Bóg zamierza, abyśmy znaleźli miejsce w niebiańskiej świątyni jako kosztowne kamienie, wyciosane w budynku kościelnym.</p>
<p>Boże ustanowienia i dary w naszej sprawie są bez granic. Sam tron łaski stanowi największy urok, ponieważ zajmowany jest przez Tego, który pozwala nam nazywać Go Ojcem. Lecz Bóg nie poczytywał zasady zbawienia za zupełną, będąc otoczony jedynie Swoją własną miłością. Według Swojego ustanowienia umieścił przy Swoim ołtarzu Orędownika, odzianego w naszą naturę. Jego urzędem, jako naszego Orędownika, jest przedstawianie nas Bogu jako Jego synów i córki. Chrystus wstawia się za tymi, którzy Go przyjęli. Z tytułu Swoich własnych zasług udziela im mocy, aby stali się członkami królewskiej rodziny, dziećmi niebiańskiego Króla. Ojciec demonstruje Swoją nieskończoną miłość do Chrystusa, który własną krwią zapłacił za nas okup, przyjęciem i powitaniem przyjaciół Chrystusa jako Swoich przyjaciół. Usatysfakcjonowany jest uczynionym pojednaniem. Uwielbiony jest ucieleśnieniem, życiem, śmiercią oraz pośrednictwem Swojego Syna.</p>
<p>Skoro tylko dziecko Boże przystąpi do ubłagalni, już staje się klientem wielkiego Adwokata. Przy pierwszym wyrazie skruchy oraz zwróceniu się po przebaczenie, Chrystus broni jego przypadku i czyni z niego Swój własny, przedstawiając przed Ojcem błaganie, jako Swoją własną prośbę.</p>
<p>Gdy Chrystus wstawia się w naszej sprawie, Ojciec rozpościera na przeznaczenie dla nas wszystkie skarby Swojej łaski, aby były wykorzystywane i przekazywane innym. Chrystus mówi: &#8222;Proście w imieniu Moim; a nie mówię wam, że Ja prosić będę Ojca za was; albowiem Sam Ojciec miłuje was, dlatego że wyście Mnie umiłowali. Posługujcie się Moim imieniem. To udzieli waszym modlitwom skuteczności, a Ojciec udzieli wam bogactw Swojej łaski; dlatego ‚proście, a weźmiecie, aby radość wasza była zupełna.’ &#8221; Jan 16:24 NP.</p>
<p>Bóg pragnie, aby Jego posłuszne dzieci domagały się Jego błogosławieństwa i przychodziły do Niego z chwałą i dziękczynieniem. Bóg jest Źródłem życia i mocy. On jest w stanie z pustyni uczynić urodzajne pole dla ludu, który zachowuje Jego przykazania, gdyż to jest dla chwały Jego imienia. On uczynił dla Swojego wybranego ludu to, co powinno natchnąć każde serce wdzięcznością, a zasmuca Go, że ofiarowuje się tak niewiele chwały. On pragnie mieć od Swojego ludu silniejszy wyraz, ukazujący, że wie on, iż ma powód do wesela i radości.</p>
<p>Postępowanie Boże wobec Jego ludu powinno być często powtarzane. Jakże często ustawiane były przez Pana drogowskazy w Jego postępowaniu wobec dawnego Izraela! Aby nie zapomnieli historii przeszłości, nakazał On Mojżeszowi zestawienie tych wydarzeń w pieśni, by rodzice mogli nauczać ich swoje dzieci. Mieli zbierać pamiątki i odkładać je na widoku. Podejmowano szczególne starania w celu zachowania ich, aby wtedy, kiedy dzieci pytały o te rzeczy, można było powtórzyć całą historię. W ten sposób opatrznościowe postępowanie oraz uwydatniona dobroć i miłosierdzie Boże w Jego trosce i wyswobodzeniu Swojego ludu były zachowywane w pamięci. Nawoływani jesteśmy do &#8222;wspominania na dni pierwsze, w których będąc oświeceni, znosiliśmy wielki bój utrapienia.&#8221; Hebr. 10:32 BG. Pan działał dla Swojego ludu w tym pokoleniu jak Bóg dokonujący cudów. Potrzeba, aby przeszła historia sprawy Bożej była często przedstawiana ludowi, młodym i starym. Potrzebujemy częstego opowiadania dobroci Bożej oraz chwalenia Go za Jego cudowne dzieła.</p>
<p>Chociaż jesteśmy napominani, abyśmy nie zaniechiwali l wspólnego zgromadzania się, zgromadzenia te nie mają być jedynie dla naszego własnego pokrzepienia. Mamy być natchnieni większym zapałem do udzielania pocieszenia, które sami otrzymaliśmy. Stanowi to nasz obowiązek, abyśmy bardzo zazdrośnie strzegli chwały Bożej i nie rozpuszczali żadnej złej wieści, nawet smutkiem oblicza lub leż nierozważnymi słowami, jak gdyby wymagania Boże były ograniczaniem naszej wolności. Nawet w tym świecie smutku, rozczarowań i grzechu Pan pragnie, abyśmy byli pogodni i mocni w Jego sile. Całość istoty jest uprzywilejowana do przekazywania zdecydowanego l świadectwa w każdym zakresie. Przymiotami, usposobieniem, słowami oraz charakterem mamy świadczyć, że służba Boża jest l dobrem. W ten sposób głosimy, że &#8222;zakon Pański jest doskonały, nawracający duszę.&#8221; Psalm 19:8 BG</p>
<p>Żywa i pogodna strona naszej religii będzie przedstawiana przez wszystkich, którzy każdego dnia poświęcani są Bogu. Nie powinniśmy pozbawiać Boga czci ponurym opowiadaniem prób, które wydają się ciężkie. Wszystkie próby, które przyjmowane są jako środek wychowawczy, spowodują radość. Całe życie religijne będzie podnoszące, podwyższające, uszlachetniające i wonne dobrymi słowami i uczynkami. Wróg cieszy się z przygnębionych, zdeprymowanych, pogrążonych w smutku i lamentujących dusz; chce, aby wywierane były właśnie takiej wrażenia jako skutek naszej wiary. Lecz Bóg zamyślił, aby umysł nie schodził na niski poziom. On pragnie, aby każda dusza triumfowała zachowując moc Odkupiciela. Psalmista powiedział: &#8222;Oddawajcie Panu synowie mocarzów, oddawajcie Panu chwałę i moc. Oddawajcie Panu chwałę imienia Jego; kłaniajcie się Panu w ozdobie świętobliwości.&#8221; &#8222;Panie! Wywyższać Cię będę; albowiem wywyższyłeś mię, a nie dałeś pociechy nieprzyjaciołom moim ze mnie. Panie, Boże mój! Wołałem do Ciebie, a uzdrowiłeś mię&#8230; Śpiewajcież Panu Święci Jego, a wysławiajcie pamiątkę świętobliwości Jego.&#8221; Psalm 29:1.2 BG; 30:2-5 BG</p>
<p>Kościół Boży na dole stanowi jedno z kościołem w górze. Wierzący na ziemi oraz istoty w niebie, które nigdy nie upadły, tworzą jeden kościół. Każda niebiańska istota jest zainteresowana zgromadzeniami świętych, którzy na ziemi spotykają się, aby oddawać Bogu cześć. Na wewnętrznym dziedzińcu w niebie wysłuchują świadectwa świadczących dla Chrystusa na zewnętrznym dziedzińcu na ziemi, a chwała oraz dziękczynienie od czcicieli na dole zostaje podjęta w niebiańskiej pieśni i chwała oraz radość rozbrzmiewają poprzez niebiańskie dziedzińce dlatego, że Chrystus nie umarł daremnie za upadłych synów Adama. Chociaż aniołowie piją ze Źródła, święci na ziemi piją czyste strumienie płynące z tronu, strumienie, które rozweselają miasto naszego Boga. Ach, gdybyśmy mogli uświadomić sobie bliskość nieba do ziemi! Chociaż ziemskie dzieci wcale o tym nie wiedzą, posiadają aniołów światłości jako swoich towarzyszy. Cichy świadek prowadzi każdą żyjącą duszę, usiłując pociągnąć ją do Chrystusa. Tak długo, Jak istnieje nadzieja, jak długo ludzie nie oprą się Duchowi Świętemu na swoją wieczną zgubę, są prowadzeni przez niebiańskie istoty. Pamiętajmy wszyscy o tym, że na każdym zgromadzeniu świętych na dole znajdują się aniołowie Boży, słuchający świadectw, pieśni i modlitw. Pamiętajmy, że nasze wysławianie jest uzupełniane chórami zastępu anielskiego w górze.</p>
<p>Zatem kiedy spotykacie się co Sabat, śpiewajcie na chwałę Temu, który was powołał z ciemności do cudownej Swojej światłości. Niech uwielbienie serca będzie okazane Temu, &#8222;który nas umiłował, i omył nas z grzechów naszych krwią Swoją.&#8221; Niech miłość Chrystusowa będzie treścią wypowiedzi mówcy. Niech będzie ona wyrażana prostymi słowami w każdej pieśni pochwalnej. Niech natchnienie Ducha Świętego dyktuje wasze modlitwy. Gdy wypowiadane jest Słowo żywota, niech wasz szczery odzew poświadczy, że przyjmujecie poselstwo jako pochodzące z nieba. To jest bardzo przestarzałe, wiem; lecz będzie to ofiarą dziękczynienia dla Boga za chleb żywota dany łaknącej duszy. Ten odzew na natchnienie Ducha Świętego będzie siłą dla waszej własnej duszy i zachęceniem dla innych. Da on niemały dowód tego, że w budynku Bożym znajdują się żywe kamienie, które emitują światło.</p>
<p>Gdy spojrzymy wstecz, nie na te ciemne rozdziały naszego doświadczenia, lecz na objawy wielkiego Bożego miłosierdzia i niezawodnej miłości, będziemy o wiele więcej wysławiać niż narzekać. Będziemy mówić o miłującej wierności Boga, jako prawdziwego, czułego i litościwego Pasterza Swojej trzody, o której zapowiedział, że nikt nie wydrze jej z Jego ręki. Mową serca nie będzie samolubne szemranie i narzekanie. Uwielbienie, podobne czystym potokom, wypłynie z prawdziwie wierzących Bogu. &#8222;Dobrodziejstwo i miłosierdzie Twe pójdą za mną po wszystkie dni żywota mego, a będę mieszkał w domu Pańskim na długie czasy.&#8221; &#8222;Według rady Swej prowadź mię, a potem do chwały przyjmiesz mię. Kogożbym innego miał na niebie? I na ziemi oprócz Ciebie w nikim innym upodobania nie mam.&#8221; Psalm 23:6 BG; 73:24,25 BG</p>
<p>Dlaczego nie budzimy głosu naszych pieśni duchowych w wędrówce naszej pielgrzymki? Dlaczego nie powracamy do naszej prostoty i gorliwego życia? Powodem tego, że nie jesteśmy bardziej radosnymi jest to, że straciliśmy naszą pierwszą miłość. Bądźmy tedy gorliwi i pokutujmy, ażeby świecznik nie został ruszony z jego miejsca.</p>
<p>Świątynia Boża w niebie jest otwarta, a próg jest oświetlony chwałą, przeznaczoną dla każdego kościoła, który będzie miłował Boga i zachowywał Jego przykazania. Potrzeba, abyśmy studiowali, rozmyślali i modlili się. Wówczas będziemy posiadali duchowy wzrok, aby dostrzec wewnętrzne przedsionki niebiańskiej świątyni. Dosłyszymy tematy pieśni i dziękczynienia niebiańskiego chóru dookoła tronu. Kiedy Syjon powstanie i zajaśnieje, jego światłość będzie najbardziej przenikliwa i na zgromadzeniach świętych słyszane będą wspaniałe pieśni pochwalne i dziękczynne. Skończy się szemranie i narzekanie na małe rozczarowania i trudności. Gdy zastosujemy złotą maść na oczy, ujrzymy niezmierzone wspaniałości. Wiara przebije ciemny cień szatana i ujrzymy naszego Orędownika ofiarującego za nas kadzidło Swoich własnych zasług. Gdy ujrzymy to tak, jak jest w rzeczywistości; tak, jak Pan pragnie, abyśmy to widzieli, zostaniemy napełnieni poczuciem ogromu oraz odmienności miłości Bożej.</p>
<p>Bóg uczy, że powinniśmy zgromadzać się w Jego domu po to, aby rozwijać cechy doskonałej miłości. To przystosuje mieszkańców ziemi do mieszkań, które Chrystus poszedł przygotować wszystkim, którzy Go miłują. Tak będą oni się zgromadzać w świątyni od Sabatu do Sabatu, od jednego nowiu księżyca do następnego, aby jednoczyć się w najdonioślejszych tonach pieśni na chwałę i dziękczynienie Temu, który siedzi na Tronie i Barankowi, na wieki wieków.</p>
<p><b>Testimonies, vol. 6, 349-368 <i>[Świadectwa dla zboru tom 6, str. 349-368]</i></b></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/przestrzeganie-sabatu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
	</channel>
</rss>
