<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>wiara &#8211; Czas Decyzji</title>
	<atom:link href="https://czasdecyzji.pl/tag/wiara/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://czasdecyzji.pl</link>
	<description>Przygotuj się na przyjście Pana</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Jun 2022 20:03:29 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.2.3</generator>
	<item>
		<title>Wiara , która przetrwa próbę</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/wiara-ktora-przetrwa-probe/</link>
				<pubDate>Fri, 14 Feb 2020 16:43:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[E.G.White]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Praktyczna pobożność]]></category>
		<category><![CDATA[doświadczenia]]></category>
		<category><![CDATA[E.White]]></category>
		<category><![CDATA[próba]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=3254</guid>
				<description><![CDATA[W pełni przyszedł czas, gdy ciemność nazywana jest światłością, a światłość nazywana jest ciemnością. Żyjemy w czasie, gdy wychwalany jest pozór tolerancji; gdy ci, którzy rozpowszechniają fałsz, fałszywe doktryny i niszczące duszę herezje, są przyjmowani i chwaleni przez społeczeństwo, a najstraszniejsze uczynki niesprawiedliwości są tuszowane i usprawiedliwiane pod pretekstem wyrozumiałości. Nawet głosy zza ambon w.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[
<p>

W pełni przyszedł czas, gdy ciemność nazywana jest światłością, a światłość nazywana jest ciemnością. Żyjemy w czasie, gdy wychwalany jest pozór tolerancji; gdy ci, którzy rozpowszechniają fałsz, fałszywe doktryny i niszczące duszę herezje, są przyjmowani i chwaleni przez społeczeństwo, a najstraszniejsze uczynki niesprawiedliwości są tuszowane i usprawiedliwiane pod pretekstem wyrozumiałości. Nawet głosy zza ambon w naszym kraju mówią: „Przestępcy dobrze się powiedzie.” Grzech nie jest traktowany jako rzecz, która pociąga za sobą straszne konsekwencje, przeznaczony do tego, by sprowadzić nieuchronną ruinę na tych, którzy nie przestają mu pobłażać. Nie jest on przedstawiany ludziom tego świata w jego odrażającej postaci. Fałszywi nauczyciele przepowiadają rzeczy przyjemne, a tłumy spoczywają w swym grzechu, nie zważając na uroczyste ostrzeżenia i przykłady słowa Bożego. Przyszedł czas, gdy powinniśmy „wzdychać i jęczeć nad wszystkimi obrzydliwościami”, które dzieją się na ziemi.</p>



<p>Chociaż prawo Boże jest unieważniane w naszym świecie, to mamy nieść zdecydowane świadectwo. Prawda ma być przedstawiana w jej naturalnej mocy i jasności, czy ludzie będą słuchali czy też będą się wstrzymywać. To nie może zostać dokonane bez pełnej emocji opozycji. Ci, którzy odmawiają przyjęcia miłości prawdy nie spoczną nie próbując opóźniać jej postępu. Zwrócili się oni w stronę baśni i zjednoczą się z wielkim wrogiem dusz podając w pogardę poselstwo z nieba.</p>



<p>Apostoł Paweł ostrzega nas, że „odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich”. Możemy się tego spodziewać. Nasze największe utrapienia przyjdą ze strony tej grupy, która kiedyś broniła prawdy, lecz odwróciła się od niej do świata oraz z nienawiścią i drwiną zdeptała ją pod swymi nogami. Bóg ma dla Swoich wiernych sług dzieło do wykonania. Atakom wroga trzeba stawić czoło z prawdą Jego słowa. Fałsz musi zostać zdemaskowany, jego prawdziwy charakter musi zostać objawiony, a światło prawa Jahwe musi rozbłysnąć w moralnej ciemności świata. Mamy przedstawiać żądania Jego słowa. Nie będziemy uważani za niewinnych jeśli zaniedbujemy ten uroczysty obowiązek. Lecz gdy stoimy w obronie prawdy, nie stójmy w obronie samych siebie i nie róbmy wielkich ceregieli, ponieważ jesteśmy powołani na to, by znosić hańbę i fałszywe przedstawianie. Nie litujmy się nad sobą, lecz strzeżmy zazdrośnie prawa Najwyższego.</p>



<p>Apostoł mówi: „Przyjdzie czas, gdy zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich pożądliwości zgromadzą sobie sami nauczycieli, mając świerzbiące uszy, a odwrócą uszy od prawdy, a ku baśniom je obrócą.” Z każdej strony widzimy ludzi z łatwością wiedzionych do niewoli przez zwodnicze wyobrażenia tych, którzy unieważniają słowo Boże; lecz gdy przedstawiona jest im prawda, pełni są zniecierpliwienia i gniewu. Lecz napomnienie apostoła do sługi Bożego brzmi: „Ale ty bądź czujny we wszystkim, cierp, wykonuj pracę ewangelisty, pełnij rzetelnie służbę swoją.” W jego czasach niektórzy opuścili sprawę Pana. Pisze, „Demas mnie opuścił, umiłowawszy świat doczesny.” Potem mówi: „Aleksander, kotlarz, wyrządził mi wiele złego; odda mu Pan według uczynków jego; jego i ty się strzeż; albowiem bardzo się sprzeciwił słowom naszym.”</p>



<p>Prorocy i apostołowie doświadczali podobnych utrapień z powodu opozycji i hańby, a nawet nieskalany Baranek Boży był kuszony we wszystkim tak jak my. Zniósł sprzeciw grzeszników przeciwko sobie.</p>



<p>Każde ostrzeżenie na ten czas musi być wiernie przekazane; lecz „sługa Pański nie powinien wdawać się w spory, lecz powinien być uprzejmy dla wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności, napominający z łagodnością krnąbrnych”. Musimy troskliwie pielęgnować słowa naszego Boga, abyśmy nie zostali skażeni zwodniczymi działaniami tych, którzy porzucili wiarę. Mamy odeprzeć ich ducha i wpływ tą samą bronią, której używał nasz Mistrz, gdy był atakowany przez księcia ciemności – „Napisano.” Powinniśmy uczyć się zręcznego używania słowa Bożego. Napomnienie brzmi: „Staraj się, abyś się doświadczonym stawił Bogu robotnikiem, który by się nie zawstydził i który by dobrze rozbierał słowo prawdy.” Aby stawić czoła pokrętnym błędom fałszywych nauczycieli i zwodzicieli musi mieć miejsce pilna praca, żarliwa modlitwa i wiara; ponieważ „w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, bez serca, bezlitośni, fałszywie oskarżający, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nie miłujący tego, co dobre, zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga. Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń.” Te słowa przedstawiają charakter ludzi, z jakimi muszą spotkać się słudzy Boży. „Fałszywie oskarżający”, „nie miłujący tego, co dobre” zaatakują tych, którzy są wierni swemu Bogu w tym zdegenerowanym wieku. Lecz przedstawiciele Nieba muszą objawiać ducha, który był okazywany przez Mistrza. W pokorze i miłości musimy pracować dla zbawienia ludzi.</p>



<p>Paweł kontynuuje odnośnie tych, którzy sprzeciwiają się dziełu Bożemu, porównując ich do ludzi, którzy prowadzili wojnę przeciwko wiernym w czasach starożytnego Izraela. Mówi: „Podobnie jak Jannes i Jambres przeciwstawili się Mojżeszowi, tak samo ci przeciwstawiają się prawdzie, ludzie spaczonego umysłu, nie wytrzymujący próby wiary. Ale daleko nie zajdą, albowiem ich głupota uwidoczni się wobec wszystkich, jak to się i z tamtymi stało.” Wiemy, że nadchodzi czas, gdy objawi się głupota prowadzenia wojny przeciwko Bogu. Możemy sobie pozwolić na to, by czekać w spokojnej cierpliwości i zaufaniu, niezależnie od tego jak bardzo jesteśmy obrzucani oszczerstwami i wzgardzeni; ponieważ „nie ma nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione”, a ci, którzy czczą Boga, zostaną przez Niego uczczeni w obecności ludzi i aniołów. Mamy dzielić cierpienia reformatorów. Napisane jest: „Urągania urągających tobie na mnie spadły.” Chrystus rozumie nasz smutek. Nikt z nas nie jest powołany do tego, by nieść krzyż samotnie. Cierpiący Człowiek z Kalwarii jest dotknięty uczuciem naszych niedoli, a jako że cierpiał będąc kuszony, może również przyjść z pomocą tym, którzy przechodzą smutek i utrapienie ze względu na Niego. „Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą. Ludzie zaś źli i oszuści coraz bardziej brnąć będą w zło, błądząc sami i drugich w błąd wprowadzając, ale ty trwaj w tym, czegoś się nauczył.”</p>



<p>Bóg zapewnił obfite środki do prowadzenia zwycięskiej walki z księstwami, mocami i złymi duchami, które są wysoko; ponieważ „całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany.” Biblia jest arsenałem, w którym możemy uzbroić się do walki. Nasze biodra mają być przepasane prawdą. Naszym pancerzem ma być sprawiedliwość. W naszych rękach musi być tarcza wiary, hełm zbawienia ma lśnić na naszych czołach, a w rękach musimy trzymać miecz Ducha, którym jest słowo Boże, by przecinać sobie drogę poprzez szeregi naszych zawziętych wrogów. Musimy być gotowi, aby na rozkaz naszego Kapitana podążyć tam, gdzie On prowadzi. Musimy być wykonawcami Jego słowa nie zwodzącymi siebie samych.</p>



<p>Jeśli patrzymy na siebie i ufamy sobie, to z pewnością upadniemy w naszej nieugiętości. Straszna burza, która się zbiera porwie nasz fundament z piasku i pozostawi nasz dom w stanie ruiny na wybrzeżu czasu; lecz dom, który został zbudowany na skale będzie stał wiecznie. Musimy być „mocą Bożą strzeżeni przez wiarę ku zbawieniu”. Apostoł wypowiedział pewne proste słowa do swych hebrajskich braci, które spełniają warunki wielu tych, którzy wyznają prawdę na obecny czas. „O tym mamy wiele do powiedzenia, lecz trudno wam to wyłożyć, skoro staliście się ociężałymi w słuchaniu. [Nie byli oni zbyt przenikliwi w dostrzeganiu spraw Ducha Bożego.] Biorąc pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu potrzebujecie kogoś, kto by was nauczał pierwszych zasad nauki Bożej; staliście się takimi, iż wam potrzeba mleka, a nie pokarmu stałego. Każdy bowiem, który się karmi mlekiem, nie pojmuje jeszcze nauki o sprawiedliwości, bo jest niemowlęciem; pokarm zaś stały jest dla dorosłych, którzy przez długie używanie mają władze poznawcze wyćwiczone do rozróżniania dobrego i złego.” Jest rzeczą zdecydowanie konieczną, aby ci, którzy wierzą w prawdę czynili ciągłe postępy, wzrastając do pełni wymiarów mężczyzn i kobiet w Chrystusie Jezusie. Nie ma czasu na powracanie do grzechu i obojętność. Każdy musi mieć żywe doświadczenie w sprawach Bożych. Miejcie w sobie korzeń. Bądźcie ugruntowani w wierze tak, abyście dokonawszy wszystkiego mogli ostać się z niezachwianą ufnością w Boga w czasie, który wypróbuje dzieło i charakter każdego człowieka. Ćwiczcie wasze zdolności w rzeczach duchowych, aż będziecie mogli zrozumieć głębokie rzeczy słowa Bożego i iść z mocy w moc.</p>



<p>Tysiące ludzi, którzy twierdzą, że mają światło prawdy, nie robi żadnych kroków naprzód w rozwoju. Nie mają żywego doświadczenia pomimo, że mieli wszelką przewagę. Nie wiedzą co znaczy poświęcenie. Ich oddanie jest formalne i puste, a w ich pobożności nie ma głębi. Słowo Boże oferuje duchową wolność i oświecenie tym, którzy gorliwie Go szukają. Ci, którzy przyjmują Boże obietnice i z żywą wiarą postępują według nich, będą w swoim życiu mieli światło z nieba. Będą pili ze źródła życia i prowadzili innych do wód, które orzeźwiły ich własne dusze. Musimy mieć tę wiarę w Boga, która bierze Go za Jego słowo. Bez niezmąconego zaufania nie możemy odnieść żadnego zwycięstwa, ponieważ „bez wiary nie można podobać się Bogu”. To wiara łączy nas z mocą Niebios i przynosi nam siłę do borykania się z mocami ciemności. „Zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza.” „Wiara jest z słuchania, a słuchanie przez słowo Boże.” Żeby wykazywać rozumną wiarę musimy studiować słowo Boże. Biblia i tylko Biblia przekazuje właściwą wiedzę o charakterze Boga i Jego woli wobec nas. Obowiązek i przeznaczenie człowieka są określone na jej stronach. Wyraźnie podane są warunki, na jakich możemy mieć nadzieję na życie wieczne, a los tych, którzy zaniedbują tak wielkie zbawienie jest przepowiedziany najbardziej dosadnym językiem.</p>



<p>Gdyby Biblia była przyjmowana jako słowo Boże skierowane do człowieka, jako księga ksiąg, jako jedyna nieomylna reguła wiary i praktyk, wtedy nie widzielibyśmy jak prawo Niebios jest unieważniane, a wzrastająca fala bezprawia pożera naszą ziemię.</p>



<p>Gdy ludzie oddalają się od prawdy w kierunku sceptycyzmu, wówczas wszystko staje się niepewne i nierzeczywiste. Żadne gruntowne przekonanie nie ogarnia duszy. Nie jest wykazywana żadna wiara w Pismo Święte jako objawienie Boga ludziom. Nie ma nic wiarygodnego w jego nakazach, nic przerażającego w jego ostrzeżeniach, nic inspirującego w jego obietnicach. Dla sceptyka jest ono niezrozumiałe i sprzeczne.</p>



<p>Jest wśród nas wielu takich, którzy nie rozwijają w sobie wiary. Mają chwiejne doświadczenie. Są podobni do „fali morskiej, przez wiatr tu i tam miotanej”. Czasami wydają się silni w wierze, potem przewala się nad nimi podmuch niewiary i zostają wypełnieni mrokiem i wątpliwością. Nie podejmują żadnych zdecydowanych wysiłków, by wydobyć się z sideł Diabła, lecz są przez niego zniewoleni do czynienia jego woli. Są też inni, którzy gdy są atakowani pokusą niewiary uciekają się do słowa Bożego i żarliwej modlitwy i nie zostają pozostawieni na pastwę mocy wroga. Zbliża się dzień, który objawi czy budujemy na solidnej skale czy też na ruchomym piasku.</p>



<p>Gdyby ludzie mogli uświadomić sobie jak niszczący wpływ na ich umysły mają wątpliwości, gdyby mogli spojrzeć w przyszłość, wtedy zdaliby sobie sprawę z naglącej potrzeby rozwijania w sobie niewzruszonego zaufania do Boga i bezgranicznej ufności w Jego obietnice. Nie zasiewaliby ani jednego ziarna niewiary, ponieważ każde pojedyncze ziarno rozkwita w owoc. Szatan jest żywym, aktywnym działaczem. Jego sprawą jest popieranie sceptycyzmu, a każde słowo wątpliwości jest troskliwie odżywiane przez wroga dusz. Gdy ludzie obojętnie śpią, do serca podsuwane są myśli, które osłabiają wiarę. Na życie wywierane są wpływy, które gmatwają rozumienie prawdy. W każdy możliwy sposób Szatan stara się odwrócić dusze od wąskiej ścieżki, która prowadzi do nieba; a ponieważ ludzie miłują ciemność, to podążają za głosem obcych i odrzucają wezwanie Dobrego Pasterza, który oddał Swe życie za owce. Proste, wiarygodne „Tak mówi Pan” jest odrzucane z powodu jakiejś pokrętnej sofistyki błędu. Niewierność wzrosła stosownie do tego jak ludzie kwestionowali słowo i wymagania swojego Stworzyciela. Podjęli się dzieła zaniżania charakteru i osłabiania wiary w natchnienie Biblii. Ludzie przypisujący sobie wielką mądrość odważyli się krytykować oraz odcinać i wyrywać słowa żywego Boga oraz podnosili zastrzeżenia, by zniszczyć szczęście swoich współbliźnich i zniweczyć ich nadzieje na niebo. Jest to dzieło, które sprawia przyjemność wrogowi wszelkiej sprawiedliwości. Argumenty, które ludzie używają przeciwko Biblii wynikają z rad udzielanych przez złego. Drzwi ich umysłów zostały otwarte na jego sugestie, a im bardziej unoszą się z prądem w stronę błędu, tym bardziej wzrasta ich pragnienie wciągnięcia innych dusz w ten sam kanał ciemności.</p>



<p>Wielu ludzi twierdzi, że wierzy Biblii i ich imiona są zapisane w księgach zborowych, a znajdują się oni wśród najbardziej wpływowych pośredników Szatana. W dniu Sądu nie będą oni uważali, że dzieło, które wykonują jest dla nich zaszczytem. Będzie wtedy widoczne, że każdy wysiłek, który osłabiał wiarę był dokonywany ze straszną stratą. Ogromna cena, jaka musi zostać zapłacona pogrąży ich w wiecznej hańbie i ruinie. Jedyne bezpieczeństwo tkwi w nieustannym odrzucaniu każdej sugestii niewiary. Nawet na chwilę nie otwieraj swego umysłu po to, by zabawiać się wątpliwościami; odrzuć je zdecydowanie, gdy przychodzą do ciebie, prosząc byś je przyjął. Stale myśl o obietnicach Bożych. Mówcie o nich, radujcie się w nich; a pokój Boży będzie rządził w waszych sercach.</p>



<p>Owoc wątpliwości nie jest godny pożądania. Och! spójrzcie wokoło i zobaczcie jakie spustoszenie zostało uczynione przez knowania złego. Błąd, fałsz i herezja obchodzą intensywny karnawał w zwiedzionych sercach ludzi. Poprzez wieki wróg ponawiał swe próby z rosnącym powodzeniem; ponieważ pomimo smutnych zapisów życia, które znikło w ciemności, ludzie tak jak ćmy lecące do ognia pędzili w rujnujące oszustwa, które on przygotował, by ich usidlić. Jeśli pragniesz zbawienia, błagam cię, unikaj jego insynuacji odnośnie prawdy słowa Bożego. Sięgnij po „mowę prorocką, której pilnując jako świecy w ciemnym miejscu świecącej, dobrze czynicie.” Jeśli ono nie jest wiarygodne, to co jest? Jeśli słowo Pana nieba i ziemi nie jest solidną skałą, na której można budować, to próżno szukać pewnego fundamentu. „Niebo i ziemia przeminą”, ale „Słowo Pana trwa na wieki”, a niezachwiana wiara w Jego słowo jest jedyną wiarą, która przetrwa niebezpieczeństwa ostatnich dni.</p>



<p><em><strong>E.G. White, &#8222;Review and Herald&#8221;, RH 10.01.1888</strong></em></p>
]]></content:encoded>
										</item>
		<item>
		<title>Jak się modlić?</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/jak-sie-modlic/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/jak-sie-modlic/#respond</comments>
				<pubDate>Wed, 04 Sep 2019 19:28:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gregory Peter]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Zagadnienia biblijne]]></category>
		<category><![CDATA[cuda]]></category>
		<category><![CDATA[modlitwa]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=3062</guid>
				<description><![CDATA[W ostatnich dniach stałem się człowiekiem od usprawnień w domu, a jest to dla mnie coś nowego, bo widzicie, może nie powinienem wypowiadać się za innych ludzi, za innych kaznodziei, ale kaznodzieje zazwyczaj nie mają okazji, żeby doprowadzać do porządku pewne rzeczy, naprawiać pewne rzeczy i dokonywać pewnych usprawnień. Jednak w ten miniony miesiąc moja.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>W ostatnich dniach stałem się człowiekiem od usprawnień w domu, a jest to dla mnie coś nowego, bo widzicie, może nie powinienem wypowiadać się za innych ludzi, za innych kaznodziei, ale kaznodzieje zazwyczaj nie mają okazji, żeby doprowadzać do porządku pewne rzeczy, naprawiać pewne rzeczy i dokonywać pewnych usprawnień. Jednak w ten miniony miesiąc moja żona i ja postanowiliśmy naprawdę doprowadzić do porządku nasz dom: wyczyścić dywan, doprowadzić do porządku sedes, doprowadzić do porządku piec, pomalować ściany &#8211; czyli te wszystkie rzeczy, których nie robiłem wcześniej &#8211; nawet naprawić zasłony okienne. Tak więc przez kilka minionych tygodni wykonywałem wiele rzeczy z rodzaju „jak to się robi”. Jestem przekonany, że rzeczą bardzo ważną jest, abyśmy mieli zrozumienie tego, jak się robi pewne rzeczy. Wiele razy musiałem zaglądać do instrukcji i podążać za nią: krok pierwszy, drugi, potem trzeci itd. I musiałem upewniać się, że niczego nie pominąłem, tak abym zrobił dokładnie to, co ona mówi, żebym nie popełnił żadnych błędów. Zatem bardzo ważne jest wiedzieć, jak coś się robi.</p>
<p>Gdy studiowałem Biblię nauczyłem się, że Jezus dał nam wiele instrukcji dotyczących tego, jak coś się robi. Jednakże jest jedno szczególne doświadczenie, albo szczególna czynność, którą chrześcijanie powinni robić, co do której Jezus powiedział: „Powinniście to robić w ten sposób.” Pewnego razu uczniowie Jezusa zapytali Go: „Jezu, naucz nas modlić się. Jak się modlić?”</p>
<p>Dzisiaj rano chcemy mówić o umiejętności modlitwy. Jak się modlić? Wiecie jak się modlić? Czym jest dobra modlitwa? Co to jest dobra modlitwa? Długa modlitwa? Krótka modlitwa? Modlitwa połączona z wołaniem i krzykiem? Jakiego rodzaju modlitwa jest dobrą modlitwą? Modlenie się zawsze po cichu, w milczeniu, w sercu? Jak powinniśmy się modlić? W jaki sposób rozpoznamy: „Tak, to jest dobra modlitwa”?</p>
<p>W rzeczywistości Jezus dał nam przykład tego, jak się modlić.</p>
<p>Zanim jednak sięgniemy do niego, spójrzcie ze mną do Ewangelii Mateusza rozdział 5 i wiersz 48. Biblia mówi: „Bądźcie wy tedy&#8230;” &#8211; jakie jest następne słowo? &#8211; „&#8230;doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest.” Oczywiście mamy wiele osobistych opinii na temat tego słowa „doskonali” lub „doskonałość”. Zauważcie jednak razem ze mną, że Biblia mówi: „Bądźcie wy&#8230;” &#8211; jakie jest następne słowo? &#8211; „&#8230;tedy doskonali&#8230;” Słowo „tedy” wskazuje na to, że to, co Jezus tu powiedział jest wnioskiem odnoszącym się do tego, o czym mówił On we wcześniejszych wierszach. Jezus zakończył wcześniejsze wierdze tą bardzo mocną kwestią. A tą kwestią jest wiersz 44 (BG): „Aleć Ja wam powiadam: Miłujcie&#8230;” &#8211; kogo? &#8211; „&#8230;nieprzyjacioły wasze; błogosławcie tym, którzy was przeklinają; dobrze czyńcie tym, którzy was mają w nienawiści, i módlcie się za tymi, którzy wam złość wyrządzają i prześladują was.” Jeśli możecie kochać tych, którzy was prześladują, tych, którzy wam złość wyrządzają, tych, którzy was przeklinają, jeśli możecie ich kochać, jeśli możecie ich błogosławić, jeśli możecie się za nich modlić, to jest to właśnie ten sposób na to, by być doskonałym, tak jak Ojciec w niebie jest doskonały. Tego rodzaju doskonałości przypatrujemy się tutaj. Patrzymy na tę doskonałość charakteru. Przypatrujemy się jak być podobnymi do Boga, naśladować Jego obraz, tę doskonałą miłość. W ten sposób kończy się rozdział 5.</p>
<p>„Bądźcie wy tedy doskonali&#8230;” oznacza, że musicie wiedzieć jak kochać waszych nieprzyjaciół w taki sposób, jak Bóg kocha wszystkich ludzi na tym świecie. On nadal kocha nawet tych najbardziej niegodziwych, nawet najgorszych, najbardziej grzesznych. W podobny sposób musicie wiedzieć jak wy macie ich kochać. W ten sposób kończy się rozdział 5.</p>
<p>Kolejne pytanie brzmi zatem: Jak to zrobić? Jak kochać waszych nieprzyjaciół? W jaki praktyczny sposób możemy kochać naszych nieprzyjaciół? Otóż spójrzmy na rozdział 6.</p>
<p>Rozdział 6 rozpoczyna się w wierszu 1 (BG): „Strzeżcie się, abyście jałmużny waszej&#8230;” &#8211; albo dobrych uczynków &#8211; „.. nie czynili przed ludźmi dlatego, abyście byli widziani od nich; inaczej nie będziecie mieli zapłaty u Ojca waszego, który jest w niebiesiech.” Bardzo interesujące! Zaraz po tym, gdy Jezus powiedział: „Bądźcie doskonali”, powiedział następnie: „Nie wystawiajcie na pokaz waszych dobrych uczynków.” Istnieje tutaj pewien związek &#8211; nie wystawianie na pokaz naszych dobrych uczynków jest częścią tego, byśmy byli doskonali.</p>
<p>Wiersz 2 i kolejne (BG): „Przetoż, gdy czynisz jałmużnę&#8230;” &#8211; albo dobre uczynki &#8211; „&#8230;nie trąb przed sobą, jako obłudnicy czynią w bóżnicach i na ulicach, aby byli chwaleni od ludzi; zaprawdę powiadam wam, odbierają zapłatę swoję. Ale ty gdy czynisz jałmużnę, niechaj nie wie lewica twoja, co czyni prawica twoja. Aby jałmużna twoja&#8230;” &#8211; albo dobre uczynki &#8211; „&#8230;była w skrytości, a Ojciec twój, który widzi w skrytości, ten ci&#8230;” &#8211; co? &#8211; „&#8230;jawnie odda.” Bardzo interesujące jest to, że Bóg chce, abyśmy żyli, można powiedzieć, takim niewidzialnym życiem chrześcijańskim. To jest nasz obowiązek. Musimy w jakiś sposób żyć dobrym życiem chrześcijańskim w skrytości. A jednak Bóg sprawi, że będziemy widoczni. To Bóg sprawi, że staniemy się jawni! To Bóg sprawi, że staniemy się znani innym ludziom! To Bóg sprawi, że staniemy się widoczni dla innych ludzi! Jest to część tego, by być doskonałymi.</p>
<p>Kontynuujmy. Mamy szeroki temat do ogarnięcia. Kontynuujmy zatem.</p>
<p>W wierszu 5 Biblia mówi: „A gdy się&#8230;” &#8211; co? &#8211; „&#8230;modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się,&#8230;” &#8211; jak? &#8211; „&#8230;stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją.” Bardzo interesujące!</p>
<p>Jezus powiedział: „Gdy wykonujecie dobre uczynki, nie róbcie tego przed ludźmi. Nie róbcie tego w taki sposób, jakbyście chcieli pokazać swoje dobre uczynki przed ludźmi. A gdy się modlicie, nie módlcie się po to, aby zademonstrować przed ludźmi jak się modlicie.”</p>
<p>Wiecie, są tacy ludzie, włącznie ze mną samym, którzy kiedyś robili w ten sposób: nie modliliśmy się dzień po dniu, więc aby nadrobić nasz brak modlitwy w ciągu tygodnia, gdy poproszono nas, aby modlić się w dzień sabatu, to modliliśmy się taką długą modlitwą. Modlitwa była tak długa, że kiedy się kończyła ludzie mówili „Amen” nie z powodu tego, o co się modliliście, ale dlatego, że modlitwa się skończyła! A to nie jest właściwe! Po prostu popisywaliście się, że potraficie długo się modlić.</p>
<p>Jezus powiedział, że nie powinniśmy modlić się ten sposób. W rzeczywistości powiedział On w wierszu 6 (BG): „Ale ty, gdy się modlisz, wnijdź&#8230;” &#8211; gdzie? &#8211; „&#8230;do komory swojej&#8230;” &#8211; to interesujące! „&#8230;a zawarłszy drzwi swoje, módl się Ojcu twemu, który&#8230;” &#8211; co? &#8211; „&#8230;jest w skrytości; a Ojciec twój, który widzi w skrytości, odda ci&#8230;” &#8211; jak? &#8211; „&#8230;jawnie.”</p>
<p>Mamy zatem dwie rzeczy: gdy wykonujecie dobre uczynki, wykonujcie je na ile to możliwe w skrytości i gdy się modlicie, róbcie to na ile to możliwe w skrytości.</p>
<p>Nie znaczy to jednak, że nie możemy modlić się w miejscach publicznych np. gdy idziecie do restauracji. Wiecie, że kiedyś byłem bardzo zdenerwowany gdy chodziło o modlitwę w restauracji? Kiedyś bałem się modlitw w miejscach publicznych. Czasem robimy to więc w takiej skróconej formie: „Amen” i na tym koniec, i zaczynacie jeść. I twierdzicie wtedy: „Ja naśladuję biblijny sposób modlenia się. Jezus powiedział, żeby nie modlić się publicznie.” Nie, tak nie jest! W takich chwilach, po prostu zmagacie się ze strachem przed ludźmi!</p>
<p>Wiecie, moja żona i ja mamy małą córeczkę. Ma ona prawie dwa latka i ma na imię Izabela. Wierzcie mi lub nie, ale całkowicie pierwszą czynnością religijną, którą nauczyliśmy ją wykonywać jest modlitwa. Nie mogę nauczyć jej wygłaszania kazań. Nie mogę nauczyć jej oddawać dziesięcinę, bo ona jeszcze nic nie zarabia. Nie mogę nauczyć jej śpiewać pieśni, bo ona jeszcze nawet nie potrafi śpiewać. Jedyna rzecz, którą może robić przez naśladowanie to modlić się. A najlepszym czasem na to, by ją tego uczyć jest chwila poprzedzająca posiłek, dlatego, że wtedy lepiej się modli, bo inaczej nie ma jedzenia. Nauczyła się zatem modlić dość dobrze. Stało się to więc nawykiem, dobrym nawykiem. Zawsze więc kiedy jemy, gdy widzi jedzenie, to robi w ten sposób. (przyp. tłum. wykładowca demonstruje jak dziecko składa ręce do modlitwy). A gdy jest naprawdę głodna, to robi w ten sposób i mówi „Amen”. Wtedy mówimy: „Izabela, poczekaj, jeszcze się nie modliliśmy. Tata się pomodli.” W rezultacie modlimy się publicznie w restauracjach, a ludzie patrzą na nas i widzę, że są zainspirowani, ponieważ rodzina, która się modli pozostanie razem jako rodzina.</p>
<p>Chociaż Jezus powiedział, że mamy modlić się w skrytości, to chodzi tutaj o nastawienie, aby nie czynić tego na pokaz. Musimy jednak wiedzieć jak modlić się gorliwie, szczerze, z serca.</p>
<p>Moi przyjaciele, prawdą jest stwierdzenie: „Wiele modlitwy, wiele mocy. Mało modlitwy, mało mocy. Brak modlitwy, brak mocy.” Nauczmy się zatem od Jezusa czym jest dobra modlitwa. Jak powinienem się modlić, aby było to dla mnie wspaniałym doświadczeniem, dlatego, że jestem zmęczony posiadaniem tej świeckości w modlitwie. Jestem pewien, że wiecie o czym mówię. Po prostu modlicie się i nie macie jakiegokolwiek duchowego kontaktu. Modlicie się i wstajecie tak, jakbyście modlili się do ściany. I ściana została pobłogosławiona. Nikt nie został pobłogosławiony! Nie wy, tylko wasz pokój!</p>
<p>Zobaczmy zatem co Jezus powiedział w Ewangelii Mateusza rozdział 6. W Ewangelii Mateusza rozdział 6 i wiersz 7 Biblia mówi (KJV): „A modląc się, nie używajcie daremnych powtórzeń jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani.” (przyp. tłum.: w większości polskich przekładów w miejscu słów o daremnych powtórzeniach używane jest słowo wielomówność, które może czasem nie jest dobrze rozumiane. Wiersz ten najlepiej oddany został w Biblii w Przekładzie Nowego Świata: „Ale modląc się, nie powtarzajcie wciąż tego samego jak ludzie z narodów, gdyż oni mniemają, że zostaną wysłuchani dzięki używaniu wielu słów.”).</p>
<p>Pytanie dla was: Co mówi Biblia na temat powodu, dla którego poganie modlą się używając wielu powtórzeń? Jak sądzicie? Biblia mówi, że chcą oni zostać wysłuchani! Powiedzcie mi zatem na podstawie Biblii, jakie jest nastawienie pogan odnośnie ich bogów? Jak rozumieją oni swoich bogów? Sądzą, że bóg nie słyszy, albo nie chce wysłuchać!</p>
<p>Czy przychodziliśmy kiedyś do Boga w modlitwie, modląc się tak, jakby Bóg nie chciał nas wysłuchać? Czy jestem w tym jedyny? Były takie chwile, gdy czułem się tak, jakby Bóg nie chciał mnie wysłuchać. A na podstawie Biblii, gdy przychodzimy do Boga, jeśli jesteście kuszeni, by myśleć, że Bóg nie chce was wysłuchać, to lepiej po prostu odepchnijcie przez wiarę tę myśl z waszego umysłu, ponieważ na podstawie Biblii to nie jest prawda! Bóg chce was wysłuchać! Jest wielka różnica pomiędzy żarliwą modlitwą a błaganiem tak, jakby Bóg nie chciał dać nam dobrych darów. A nie powinniśmy modlić się w ten sposób! Jako chrześcijanie nie powinniśmy modlić się tak jak poganie.</p>
<p>Pewnego razu byłem w Japonii i poszedłem do pewnej świątyni. Przed miejscem świętym znajdowała się duża skrzynka, skrzynka z gralem. Wierni przychodzili, składali ręce, w pewien sposób poruszali rękami, a potem wrzucali swoje pieniądze do skrzyni. Nie robili tego delikatnie, przynajmniej wtedy, gdy tam byłem. Nie wiem czy wszyscy robili to w ten sposób, ale wyglądało na to, że wszyscy tak to robili. Nie wkładali delikatnie pieniędzy do skrzyni, ale w rzeczywistości wrzucali je. Zapytałem mojego tłumacza, mojego japońskiego przyjaciela: „Przyjacielu, dlaczego oni w ten sposób wrzucają pieniądze do skrzyni?” Nie wiem czy on żartował czy nie, ale powiedział, że robią to po to, aby bóg mógł usłyszeć pieniądze uderzające o skrzynię. Co to znaczy? Musicie obudzić waszego boga pieniędzmi! „Wysłuchaj mojej modlitwy, ponieważ oto daję sto jenów.” Moi przyjaciele, Bóg nie jest taki! Bóg jest gotowy wysłuchać i to czegokolwiek, co brzmi jak modlitwa! Nawet jeśli nie mówimy: „Ojcze nasz, który jesteś w niebie&#8230; W imieniu Jezusa&#8230;”, nawet jeśli nie ułożymy tego w taką miłą oprawę. Jeśli po prostu powiecie: „Potrzebuję pomocy!”, Bóg mówi: „Dobrze.” Nasz Bóg jest zawsze gotowy wysłuchać! Nie musimy budzić naszego Boga pieniędzmi.</p>
<p>Kontynuujmy dalej. Wiersz 8: „Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie.” Dlaczego zatem Go prosimy? Tak naprawdę jest tak ze względu na nas. Modlitwa nie zmienia Boga. Ona nie zmienia Boga! Bóg jest zawsze taki sam. On jest zawsze taki sam! Nasza modlitwa nie może zmienić Boga! Powodem, dla którego się modlimy jest to, że to my musimy się zmienić. I zwróćcie uwagę na to, jakiego rodzaju modlitwa przemieni nasze życie.</p>
<p>W wierszu 9 jest powiedziane: „A wy tak się módlcie:&#8230;” Oczywiście gdy Jezus podał ten przykład lub tę próbkę, to jego zamiarem nie było to, abyśmy używali jej po to, by modlić się z pamięci. To był przykład. Nie chodzi o to, że czymś złym jest modlić się dokładne tymi słowami. Jeśli nie macie pojęcia, o co się modlić, to możecie naśladować te słowa, ale sprawcie, żeby były one pełne znaczenia. Oczywiście nie powinniśmy nawet tego używać w formie powtórzeń.</p>
<p>A przy okazji, jestem bardzo zaniepokojony z powodu ludzi, którzy stale powtarzają pewne zwroty, gdy się modlą. Czasami jest tak, że kiedy ludzie głoszą, to kaznodzieje mają skłonność do powtarzania pewnych zwrotów np. „&#8230;bracia i siostry&#8230; bracia i siostry&#8230; bracia i siostry&#8230;” i czasami gdy ludzie modlą się to stosują pewne zwroty, które stale się powtarzają np. „&#8230;Boże Ojcze nasz&#8230; Boże Ojcze nasz&#8230;” Oczywiście ta osoba nie popełnia grzechu, ale jestem przekonany, że nawet w modlitwie powinniśmy wiedzieć jak używać Bożego imienia w sposób najbardziej pełen czci. Nie powinniśmy zatem w naszych modlitwach stale powtarzać pewnych zwrotów, ponieważ, pewnego razu brzmiało to tak źle, jakby taka osoba popadała w mówienie językami lub coś w tym rodzaju, dlatego, że powtarzało się to tak często.</p>
<p>Biblia mówi w wierszu 9: „A wy tak się módlcie:&#8230;” Zwróćcie uwagę na tę modlitwę. Oto ona.</p>
<p>W angielskiej Biblii rozpoczyna się ona od jakiego słowa? Od słowa: „Nasz”. Jestem jednak przekonany, że należy skupić się na następnym słowie. Jakie jest następne słowo? „Ojcze”! Modlitwa powinna rozpoczynać się od czego? Od „Ojcze”! Gdy zatem przychodzicie do Boga, musicie uznać, że jest On Ojcem. Musicie przystąpić do Niego w taki właśnie sposób. To jest właściwe.</p>
<p>Czasami czujemy się winni dlatego, że nie modliliśmy się przez długi czas, tak więc pośpiesznie i szybko modlimy się i mamy poczucie, że wykonaliśmy nasz religijny obowiązek i odchodzimy. Dobrze jest usiąść zanim się pomodlicie i pomyśleć nieco, i zapytać się siebie samego: „Do kogo się modlę? Modlę się do Ojca &#8211; kochającego, troskliwego Ojca.”</p>
<p>Biblia mówi jednak czyj Ojcze? „Ojcze nasz”! Zauważcie ze mną, że cała ta modlitwa ma doświadczenie pionowe i doświadczenie poziome: „Ojcze” – pionowe, „nasz” – poziome. Tak więc ta modlitwa nie jest modlitwą samolubną. Jeśli przeczytacie uważnie tę modlitwę to nie jest w niej powiedziane: „Ojcze MÓJ&#8230; Daj MI chleba powszedniego&#8230; Odpuść MI moje winy&#8230; Wybaw MNIE&#8230;” Nie! Jest w niej zawsze powiedziane: „Ojcze NASZ&#8230; NAM&#8230; Wybaw NAS&#8230;” Zatem wasza modlitwa będzie pełna znaczenia, gdy będziecie modlili się nie tylko o siebie samych, ale także o innych ludzi! Czy zauważyliście kiedyś procent, w jakim modlicie się jedynie o siebie samych? Modlicie się w taki sposób, jakby &#8211; oczywiście to nie jest prawdą, ale tak to wygląda &#8211; jakby wszyscy inni mogli iść do piekła, tylko nie JA! Musimy nauczyć się modlić o innych ludzi, aby nabrało to znaczenia zgodnie z przykładem Jezusa.</p>
<p>Spójrzcie na tę modlitwę bardzo uważnie, ponieważ jest w niej powiedziane: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje, przyjdź Królestwo twoje, bądź wola twoja, jak w niebie, tak i na ziemi.” Zatem dwa pierwsze wiersze naszej modlitwy skierowane są do nieba &#8211; Ojcze, w uznaniu kim On jest. Później jest powiedziane „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.” Innymi słowy, gdy uznacie kim jest Bóg, gdzie On jest i Boży zamiar, gdy jesteście związani z Nim, to wtedy możecie modlić się o wasze potrzeby. To jest przykład pochodzący od Jezusa.</p>
<p>Gdy przeczytacie te dwa pierwsze wiersze bardzo uważnie, to ta modlitwa pomoże wam zachowywać Boże przykazania. Spójrzmy na nie. Jest w niej powiedziane w wierszu 9, powtórzmy jeszcze raz: „Ojcze&#8230;”, to znaczy, że nasz Bóg jest kim? Ojcem! Pierwsze przykazanie mówi: „Nie będziesz miał innych bogów obok mnie” (2 Mojż. 20,3). Nasz Bóg jest Ojcem! Dalej jest powiedziane: „&#8230;któryś jest w niebie&#8230;”, a Biblia mówi, że nikt nie widział Boga. Dlaczego? Ponieważ On jest w niebie! I z tego powodu przychodzi drugie przykazanie: „Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej&#8230;”, żadnych lanych posągów na Jego podobieństwo (2 Mojż. 20,4). „&#8230;święć się imię twoje&#8230;” &#8211; trzecie przykazanie: „Nie bierz imienia Pana Boga twego nadaremno&#8230;” (2 Mojż. 20,7 BG). Zatem ta modlitwa powinna pomóc nam zachowywać Boże przykazania!</p>
<p>Dalej jest powiedziane: „&#8230;przyjdź Królestwo twoje, bądź wola twoja, jak w niebie, tak i na ziemi.” Kryje się za tym tak wiele znaczenia! Boża wola będzie wypełniona na ziemi. Jest tutaj powiedziane: „Twoje Królestwo może przyjść, gdy Twoja wola jest wypełniona na ziemi.” O tym mówią te słowa. A wola Boża, szczególnie w czasie końca, związana jest z Sabatem.</p>
<p>Potem jest powiedziane: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom.” I dalej: „I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego.” Te dwa wiersze związane są z sześcioma ostatnimi przykazaniami. Czym są pokusy, którym stawiamy czoło każdego dnia? Okazywanie braku szacunku naszym rodzicom, nienawiść, pożądliwość, kradzież, kłamstwo, chciwość! To są te pokusy. Tak więc modlitwa Pańska, gdy modlimy się w prawdziwy i szczery sposób, pomoże nam zachowywać dziesięć przykazań Bożych.</p>
<p>Ta modlitwa jest także prorocza. Spójrzcie ponownie w wiersz 9: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje&#8230;” Po uznaniu, że nasz Bóg jest Ojcem, musimy święcić Jego imię. Gdzie po raz pierwszy w Biblii użyte jest słowo, które oznacza „święcić”? 1 księga Mojżeszowa rozdział 2! A co zostało poświęcone? Sabat! Co to zatem znaczy „święcić”? „Święte”, „uświęcone” lub „odłączone” to znaczy „święcić”. Gdy zatem mówimy: „&#8230;święć się imię twoje&#8230;” to nie oznacza to, że możemy uczynić Boże imię bardziej świętym niż ono jest. Gdy zatem modlimy się: „&#8230;święć się imię twoje&#8230;” to oznacza to tak naprawdę: „Niech imię Boże będzie uświęcone w moim życiu”! Co to znaczy, że imię naszego Ojca ma być uświęcone w naszym życiu? Imię Boże &#8211; czym jest imię Boże? Abba oznacza Ojcze. Czym jest imię Boże według Biblii? Jest wiele odpowiedzi i wiele imion, ale jak brzmi to, którego szukam? Czy pamiętacie jak Mojżesz prosił Ojca? Mojżesz powiedział: „Pokaż mi chwałę Twoją”, a Bóg powiedział: „Sprawię, że całe dobro moje przejdzie przed tobą i ogłoszę imię moje.” Tak więc imię jest równoznaczne z Bożą chwałą! Potem powiedział: „Ukażę moje miłosierdzie i moją łaskę.” Gdy zatem mówimy o imieniu Bożym w tym sensie, to jaka jest cecha charakterystyczna Bożego imienia? Otóż jest to Jego chwała, Jego charakter, Jego dobro, Jego miłosierdzie, Jego łaska! W jakiś sposób to imię musi żyć w naszym życiu. Gdy zatem modlimy się: „&#8230;święć się imię twoje&#8230;” to reprezentuje to to, że Boże imię w jakiś sposób żyje w moim życiu. Przez wiarę w Jego charakter, Jego władzę, Jego cześć i wszystko, co On posiada, wszelka moc, jaką On posiada może zostać użyta, by pomóc mi żyć Jego życiem w tym świecie. „&#8230;święć się imię twoje&#8230;”</p>
<p>Bracia i siostry, wielokrotnie nie modlimy się w ten sposób. Wiecie jak się modlimy? Wielokrotnie przychodzimy do Boga nie myśląc nawet o tym, do kogo się modlimy! Nie rozpoznajemy kim On jest. Tak bardzo potrzebujemy pozbyć się naszej winy, wypełnić nasze religijne obowiązki albo jesteśmy zbyt zmęczeni lub zbyt zajęci, gdy więc modlimy się do Boga, wielokrotnie całkowicie ignorujemy to, kim On jest. Jesteśmy zainteresowani jedynie: „Proszę, Panie, po prostu zabierz mój grzech. Po prostu zatroszcz się o mnie. Czuję się źle, spraw bym poczuł się dobrze. Panie, jestem taki biedny, uczyń mnie bogatym. Mam dzisiaj egzamin, proszę, pomóż mi zaliczyć test.” Wielokrotnie jesteśmy tak bardzo zainteresowani naszymi potrzebami. Modlimy się jedynie o siebie samych i nawet nie myślimy o tym, kim jest Bóg.</p>
<p>Wiecie, gdy mamy jedynie takie poziome modlitwy, a nie pionowe, to tak naprawdę nie są one nawet poziome. Poziome są wtedy, gdy modlicie się o innych ludzi. One nie są nawet takie. Po prostu modlicie się tylko o siebie samych! One nie są poziome, nie są pionowe, są po prostu punktem! Modlicie się tylko o siebie, o ten punkt. Modlicie się jedynie o siebie samych. A ponieważ nie rozpoznajecie kim jest Bóg, to wiecie co się dzieje? Powstajecie od waszych modlitw tak jakbyście nie wierzyli, że to, o co się modliliście spełni się, dlatego, że modliliście się do siebie samych, a nie do Boga. Spójrzmy prawdzie w oczy, bądźmy szczerzy!</p>
<p>Nasze chrześcijańskie życie będzie wzrastało zgodnie ze sposobem w jaki się modlimy, ponieważ gdy patrzycie na świątynię, to faktyczny przedmiot, który reprezentował modlitwę nie znajdował się na zewnątrz! Na zewnątrz znajdował się ołtarz całopalenia. Nie była to umywalnia &#8211; ona reprezentowała obmycie i oczyszczenie. Nie był to świecznik &#8211; on reprezentował Ducha Świętego. Nie był to stół na chleby pokładne &#8211; on reprezentował Słowo Boże. Lecz znajdował się on tuż przed miejscem najświętszym! W rzeczywistości jedyna rzecz, która istniała na zewnątrz miejsca najświętszego i dostawała się do miejsca najświętszego to nie tyle ołtarz całopalenia, za wyjątkiem krwi, ale co w rzeczywistości dostawało się do miejsca najświętszego? Kadzidło! Innymi słowy, mówimy o więzi, o posiadaniu więzi z Bogiem. A żeby mieć silną więź z Bogiem musimy wiedzieć jak się modlić, dlatego, że jest to tak bliskie Bogu.</p>
<p>Biblia mówi jednak&#8230; Otwórzcie ze mną wasze Biblie na Liście do Hebrajczyków rozdział 11 i wiersz 6: „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem&#8230;” &#8211; spójrzcie na to! &#8211; „&#8230;przystępuje do Boga&#8230;” &#8211; W jaki sposób przystępujecie do Boga? W modlitwie! &#8211; „&#8230;kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje&#8230;” Innymi słowy, jest wielu ludzi, którzy przystępują do Boga, a jednak nie wierzą w to, że jest On Bogiem! Nie uznają, że jest On Ojcem. Nie uznają, że jest On święty i poświęcony. Nie uznają, że istnieje On w niebie. Modlą się tak jak buddyści! Modlą się tak jak poganie! Dbają jedynie o siebie samych!</p>
<p>Moi przyjaciele, jest to dla naszego dobra, dlatego, że gdy szczerze modlimy się, uznając kim jest Bóg, to może nie spędzalibyście tak wiele czasu modląc się o siebie samych, ponieważ gdy wiecie, kim jest Bóg to już macie odpowiedź! On jest wszechmocny! I to jest sposób, w jaki Jezus uczył nas, abyśmy się modlili.</p>
<p>Wróćcie do Ewangelii Mateusza rozdział 6 i wiersz 10. Jest tu powiedziane: „Przyjdź Królestwo twoje&#8230;” Co to znaczy: „Przyjdź Królestwo twoje&#8230;”? Istnieje królestwo łaski i królestwo chwały. Oczywiście te słowa oznaczają także królestwo łaski, ale mówiąc ostatecznie jest tu mowa o królestwie chwały. Jest tu mowa o powtórnym przyjściu Chrystusa! Jezus chce, abyśmy pamiętali o powtórnym przyjściu Chrystusa, gdy się modlimy.</p>
<p>„Przyjdź Królestwo twoje&#8230;”! Ilu z nas modli się o to, aby przyszło królestwo Boże? Czy też może obawiamy się, że Jego przyjście nastanie zbyt szybko, zanim się ożenimy, zanim skończymy szkołę, zanim będziemy mogli coś zrobić, cokolwiek by to nie było? Czy obawiacie się, że On przyjdzie zbyt szybko?</p>
<p>Po uznaniu kim On jest, gdzie On jest, jakiego rodzaju jest Bogiem, że jest święty, macie powiedzieć: „Chcę, aby mój Ojciec powrócił! Chcę, aby mój niebiański Ojciec powrócił! Chcę, aby mój święty Ojciec powrócił! „Przyjdź Królestwo twoje&#8230;”!”</p>
<p>Jedynym jednak sposobem na to, aby mogło przyjść królestwo Boże jest co? „&#8230;Bądź wola twoja (&#8230;) na ziemi.” Gdy wola Boża nie zostanie wypełniona na ziemi, to On nie powróci. Czym zatem jest wola Boża? Co jest wolą Bożą? Psalm 40 i wiersz 8. Biblia mówi: „Pragnę czynić wolę twoją, Boże mój, a zakon twój jest we wnętrzu moim.” Czym zatem jest wola Boża? Prawo Boże! Dziesięć przykazań Bożych! Dziesięć przykazań musi jednak żyć w naszym sercu. W jakiś sposób zatem dziesięć przykazań musi być zachowywane w naszych sercach zanim Jezus będzie mógł powrócić.</p>
<p>Bardzo interesujące jest jednak to, że Biblia mówi: „&#8230;Bądź wola twoja, jak&#8230;” &#8211; gdzie? &#8211; „&#8230;w niebie, tak i na ziemi.” Co to znaczy? To znaczy, że w jakiś sposób wola Boża &#8211; dziesięć przykazań, musi być zachowywane tak, jak jest zachowywane w niebie! Kto zachowuje Boże przykazania w niebie? Każdy.</p>
<p>„&#8230;Bądź wola twoja, jak w niebie, tak i na ziemi.” Sposób w jaki jest ona zachowywana musi być skopiowany! Tak więc w jaki sposób aniołowie w niebie zachowują Boże przykazania? W jaki sposób? Zachowują je w stu procentach! Jakie jest jednak ich nastawienie? Oni są bardzo radośni, są szczęśliwi! Mają nastawienie: „Cieszę się, że to robię. Robię to z przyjemnością. Chcę Go wielbić. Chcę poddać Mu moje życie. On jest dla mnie wszystkim. Naprawdę kocham Boga! Chcę być blisko Niego, to moja radość.” Mają oni takie właśnie nastawienie, a nie nastawienie: „O nie, muszę tego przestrzegać. O, chyba muszę iść dziś do kościoła. O, chyba muszę postąpić właściwie. O, chyba muszę się ograniczyć. O, to jest taki wielki ciężar. O, nie!” Ale innym ludziom mówicie: „O, ja przestrzegam Bożych przykazań!” Nie w ten sposób! Musimy zatem modlić się.</p>
<p>Czasami zmagamy się, gdy się modlimy: „Panie, chociaż nie chcę tego zrobić, to pozwól, że po prostu zacisnę zęby i zrobię to” i robicie to. „To jest wbrew mojej naturze postępować właściwie, lub zrobić to czy tamto, ale zrobię to nawet gdyby miało mnie to zabić!” Żaden anioł Boży w niebie nie zachowuje Bożych przykazań w ten sposób!</p>
<p>Musimy zatem modlić się, aż nasze serce dozna przemiany. „Panie, bądź wola Twoja, jak w niebie, tak i na ziemi. Pomóż mi kochać wypełnianie Twoich przykazań.” Duchowa moc, jaką możecie uzyskać w modlitwie to: „Panie, całkowicie wykorzeń moje nastawienie, moje motywacje, całkowicie oczyść mnie.” Gdybyśmy modlili się w ten sposób, nasze modlitwy zmieniłyby nas, ponieważ Bóg może współpracować z nami.</p>
<p>Biblia mówi dalej: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.” Prosimy Boga o zaspokojenie naszych doczesnych potrzeb. Jest to jednak coś więcej niż doczesny pokarm. Jest tu mowa o duchowym pokarmie! Skąd to wiem? Ponieważ w tym samym rozdziale Jezus powiedział: „Nie myślcie o tym, co będziecie jedli albo co będziecie pili”, „Nie troszczcie się o to, co będziecie jedli albo co będziecie pili.” Musi więc tutaj chodzić o coś więcej niż fizyczny pokarm. To musi być pokarm duchowy! Musicie zatem być nasyceni. Innymi słowy, wasz duchowy brzuch musi być napełniony. Musicie być nasyceni charakterem, chwałą. Możecie wyobrazić sobie, że powoli się zmieniacie, że możecie pojąć kim On jest, możecie naśladować miłość Bożą, możecie naprawdę naśladować Jego cierpliwość, Jego łagodność, Jego cichość, możecie pojąć ją, możecie ogarnąć ją, możecie ją wewnętrznie zanalizować i możecie niemal posmakować ją waszym językiem. Musicie zatem modlić się, aż będziecie mogli uzmysłowić sobie, że jesteście przemieniani na obraz Boży i musicie wierzyć w to, że Bóg czyni to w waszym umyśle. Za każdym razem gdy się modlimy to jest to jak operacja umysłu, operacja mózgu.</p>
<p>Nie mówimy tutaj o tym jak długo, albo jak głośno macie się modlić. Nie, nie! Mówimy o tym, jak modlić się, aby naprawdę doznać przemiany waszego życia. Możecie naprawdę wyobrazić sobie życie Jezusa, szczególnie końcowe sceny Jego życia, i możecie obserwować Go jak postępował ze Swoimi wrogami, jak postępował z Judaszem, jak postępował z Piotrem, jak postępował z Sanhedrynem, jak postępował z rzymskimi żołnierzami, jak postępował z tłumem, jak postępował ze złoczyńcą. Możecie wyobrazić sobie to wszystko i możecie po prostu naśladować, skopiować: „Panie, pomóż mi być takim jak Jezus.” Ogarniajcie to, dopóki nie zostanie to wdrożone w wasz bezbożny umysł tak, aby wasz bezbożny umysł mógł zostać oczyszczony. Tak abyście gdy wstaniecie od modlitwy, abyście nadal mogli mieć tę woń, to nasycenie, to środowisko otaczającego was życia Chrystusa i wtedy stawiacie czoło zajęciom dnia, i jesteście chronieni. To nie jest tylko krótka modlitwa, po której po prostu odchodzicie. Ona nas nigdy nie zmieni! Po prostu marnujecie wasz czas. Powinniście więcej pouczyć się do egzaminów. Nasza modlitwa może być potężna!</p>
<p>A Biblia mówi: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.” Wiecie co to znaczy? Nasz duchowy pokarm to codzienna porcja. Nie możecie żyć na bazie wczorajszej modlitwy. Nie możecie żyć w ten sposób: „O, nie modliłem się w tym tygodniu, ale nadchodzi sabat. Gdy nadejdzie sabat, to będę się dużo modlił.” Tak się nie stanie.</p>
<p>Gdy jesteśmy nasyceni, gdy jesteśmy nakarmieni, wtedy możemy modlić się: „Odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom.” Nie możemy okazać innym żadnego aktu miłosierdzia, jeśli nie jesteśmy nasyceni duchowym pokarmem!</p>
<p>A gdy mamy tego przebaczającego ducha wobec innych, wówczas możemy modlić się: „Nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego.”</p>
<p>Wiecie dlaczego ciągle upadamy? Jest wiele powodów, ale pozwólcie, że zasugeruję wam jeden z nich. Ciągle upadamy w pokusach, ponieważ nie mamy przebaczającego ducha, nienawidzimy kogoś, mamy żal do kogoś, chowamy urazę i nie pozwalamy jej odejść. A gdy chowacie ten żal, może do waszego ojca lub matki, może do brata lub siostry, lub przyjaciela, może do nauczyciela, nie wiem kim jest on czy ona, ale chowacie ten żal, nie możecie przebaczyć, ponieważ ten żal, który był bardzo mały, ale chowaliście go, to on ostatecznie zmieni całe wasze życie. Wiecie dlaczego? Ponieważ gdy ciągle trzymacie się tego żalu, to gdy modlicie się, to modlicie się o wszystko na świecie poza tym jednym. Jeśli jest to ktoś w waszym życiu, to modlicie się o wszystkich na świecie poza tą osobą. Wasze duchowe życie zmierza w taki ślepy zaułek, ponieważ chowacie żal, nieprzebaczającego ducha, urazę, zazdrość, nienawiść. Musicie pozwolić im odejść. Ale nie możecie pozwolić im odejść, jeśli najpierw nie uznacie, że nasz Ojciec w niebie jest święty, Jego wola ma wypełnić się na ziemi tak jak i w niebie, zanim On może przyjść powtórne. „Nakarm mnie duchowym pokarmem codziennie, a wtedy mogę mieć przebaczającego ducha wobec innych.” Gdy jestem wolny, to w ten sposób, w jakimś sensie to pomaga mi przezwyciężyć pokusy. „I wybaw mnie ode złego.” „Albowiem twoje jest Królestwo&#8230;” &#8211; i co? &#8211; „&#8230;i moc, i chwała na wieki wieków. Amen.”</p>
<p>Jak wygląda nasze życie modlitwy? Jedynie przychodzenie do zboru w każdy sabat nie może pomóc w naszym duchowym życiu.</p>
<p>Chcę rzucić wam wyzwanie i mówię tutaj także do siebie. Potrzebujecie miejsca, fizycznego miejsca w waszym życiu, poświęconego miejsca, miejsca spotkania z Bogiem. Może w spokojnym parku, może w waszym ogródku za domem, może jakiś szczególny pokój w waszym domu, a ponieważ jesteście studentami i jesteście biedni, to może w waszym samochodzie, to nie ma znaczenia. Musicie jednak poświęcić jakieś miejsce, gdzie możecie wylać wasze serce w samotności.</p>
<p>Ponieważ gdy przyjrzycie się, to co tych ludzi w Biblii uczyniło wielkimi? Mojżesz &#8211; co sprawiło, że był kimś wielkim? Czy to, że ukończył uniwersytet w Egipcie? Co uczyniło go wielkim? Rozmawiał z Bogiem przez 40 lat o tych głupich owcach i jagniętach. Prawdopodobnie każdego dnia skarżył się na jagnięta. Gdy jednak potem prowadził Izraelitów to zrozumiał dlaczego był razem z owcami przez 40 lat. Co uczyniło Eliasza wielkim? Co uczyniło Jana Chrzciciela wielkim? Co uczyniło Daniela wielkim? Księga Daniela rozdział 6! 6 rozdział Księgi Daniela mówi o czasach końca. Ale co pomogło mu przejść przez tę próbę? Po prostu modlitwa! Modlitwa ściągnęła na niego problemy, ale modlitwa pomogła mu także znieść wydarzenia czasów końca. Chcę zatem rzucić wam wyzwanie. Spotkajmy Boga w modlitwie. Pomodlimy się? Uklęknijmy razem.</p>
<p>Nasz wspaniały i potężny niebiański Ojcze,<br />
Panie, naprawdę potrzebujemy większego doświadczenia w rzeczach duchowych. W jakiś sposób potrzebujemy zbliżyć się do Ciebie. Wielokrotnie polegamy na naszej religijnej rutynie i ceremoniach, ale Panie uczyń nasze duchowe życie naszym duchowym doświadczeniem i więzią z Tobą. Uczyń je czymś prawdziwym, abyśmy mieli doświadczenie Henocha, Mojżesza, Daniela, Dawida, Jana Chrzciciela, Pawła i Jezusa. Tak Panie, aby ludzie poznali nas nie tyle przez wzgląd na to, co robimy, dobre uczynki, które wykonujemy. Ludzie poznają nas, ponieważ nasze oblicza pokażą, że spędzaliśmy ten cichy czas z Jezusem. Proszę, pomóż nam mieć to doświadczenie.<br />
Dziękujemy i prosimy w imieniu Jezusa.<br />
Amen.</p>
<p>GREGORY PETER</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/jak-sie-modlic/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Moc Słowa</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/moc-slowa/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/moc-slowa/#respond</comments>
				<pubDate>Fri, 30 Aug 2019 18:59:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[A.T. Jones]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Zagadnienia biblijne]]></category>
		<category><![CDATA[moc]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=3046</guid>
				<description><![CDATA[&#8222;Gdyż jak deszcz i śnieg spada z nieba i już tam nie wraca a raczej zrasza ziemię i czyni ją urodzajną, tak iż porasta roślinnością i daje siewcy ziarno, a jedzącym chleb, tak jest z Moim słowem, które wychodzi z Moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje Moją wolę i spełnia pomyślnie to,.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>&#8222;Gdyż jak deszcz i śnieg spada z nieba i już tam nie wraca a raczej zrasza ziemię i czyni ją urodzajną, tak iż porasta roślinnością i daje siewcy ziarno, a jedzącym chleb, tak jest z Moim słowem, które wychodzi z Moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje Moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem.&#8221;</p></blockquote>
<p>Ziemia może wydać roślinność tylko dzięki wilgoci, która spada na nią w postaci deszczu, lub śniegu. Bez nich wszystko zwiędłoby i wymarło. Tak też ma się życie ludzkie względem Słowa Bożego. Bowiem bez Słowa Bożego życie ludzkie jest tak ubogie w moc i dobro, jak ziemia pozbawiona deszczu. Pozwólmy jednak Słowu Bożemu dotrzeć do serca, podobnie do deszczu, który opada na ziemię, a wówczas odświeży i upiększy Ono życie radością oraz pokojem Pańskim, przynosząc w Chrystusie owoce sprawiedliwości.</p>
<p>Zauważcie, że to nie wy, którzy macie czynić według Jego upodobania, lecz &#8222;(Ono) wykonuje Moją wolę.&#8221; Nie musicie czytać lub słuchać Słowa Bożego i mówić, muszę czynić to, chcę czynić tamto. To, co winniście uczynić, to otworzyć serce temu Słowu, ażeby Ono wykonało w was wolę Bożą. To nie wy, którzy macie coś wykonać, lecz ono. &#8221;Ono&#8221;, Słowo Boże, ma to dokonać; wam natomiast pozostaje pozwolić Mu na to. &#8222;Słowo Chrystusowe niech mieszka w was obficie.&#8221;</p>
<p>Na innym miejscu wyrażone zostało to następująco: &#8222;&#8230; że przyjęliście Słowo Boże, które od nas słyszeliście nie jako słowo ludzkie, ale, jak jest prawdziwie, jako Słowo Boże, które też w was wierzących skutecznie działa.&#8221; Tak więc Słowo jest tym, co ma w was działać. To nie wy macie działać, aby wykonać Słowo Boże. Ono Słowo Boże ma w was zadziałać, powodując wykonanie. ` &#8230;Nad tym też pracuję, walcząc w mocy Jego, która skutecznie we mnie działa.&#8221;</p>
<p>W związku z tym, że Słowo Boże jest żywe i pełne mocy, jeśli ktoś zezwala Mu zadziałać na swoje życie, dokonuje ono w nim potężnego dzieła. Ponieważ Słowo to jest Słowem Bożym, Moc zaś jaka Je wypełnia, może być tylko Mocą Bożą. Jeśli więc Słowu temu zezwoli się zadziałać na życie, to objawione zostanie w nim dzieło Boże &#8211; czyni to Jego Moc, która jest potężna w działaniu. Bóg jest bowiem tym, który według Swego upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie. &#8222;I spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem.&#8221; Pozwólcie Mu na to!</p>
<p>Z punktu widzenia tych tekstów oczywistym będzie to, że oczekuje się od nas spoglądania na Słowo Boże jako słowo samo urzeczywistniające się. Słowo Boże wypełnia się samo. Jest to wielka prawda, która wyrażona jest w wielu miejscach Biblii. Stanowi to jednocześnie różnicę pomiędzy Słowem. Bożym, a słowem ludzkim. Na tym właśnie polega różnica, która podkreślona będzie w następnym ustępie.&#8221;&#8230;Że przyjęliście Słowo Boże, które od nas słyszeliście nie jako słowo ludzkie, ale, jak jest prawdziwie, jako Słowo Boże, które też w was wierzących skutecznie działa.&#8221;</p>
<p>W słowie ludzkim nie jest zawarta moc, która wykonałaby jego treść. Jakakolwiek by nie była gotowość człowieka do spełnienia swoich słów, słowa ludzkie nie zawierają mocy, spełniającej ich wypowiedzianą treść. Chociaż są one w stanie wyrazić to, co chciałby wykonać człowiek, to jednak uwierzcie, że uzależnione jest to całkowicie od osoby, która tego dokona, a nie od samego słowa. To nie jego słowo, które się spełnia, lecz on sam; a dzieje się to doprawdy tak, jak gdyby on nie wypowiedział uprzednio żadnego słowa. Takie właśnie jest słowo ludzkie.</p>
<p>Inaczej jest ze Słowem Bożym. Kiedy Pan je wypowiada, żywa moc, znajdująca się w danej chwili w tym Słowie, wykonuje Jego treść. Poza samym Słowem, Pan nie potrzebuje nawet cienia czegokolwiek innego, aby wykonać Jego treść. Biblia jest w tej kwestii wypełniona materiałem poglądowym, który to spisany został, aby nas tej rzeczy nauczyć &#8211; aby spoglądać na Słowo, jako pochodzące od Boga, a nie od człowieka, i abyśmy mogli je przyjąć, jak jest prawdziwie, jako Słowo Boże: ażeby w Swej mocy sprawiło w nas chcenie według upodobania Bożego.</p>
<p>&#8222;Słowem Pana uczynione zostały niebiosa, a tchnieniem ust Jego całe wojsko ich,&#8230; bo On rzekł &#8211; i stało się.&#8221; &#8222;Przez wiarę poznajemy, że Słowem Boga światy zostały tak stworzone, iż to, co widzimy, powstało nie z rzeczy widzialnych.&#8221; Na początku nie było wszechświata. Nie było też żadnych materiałów, z których on został zbudowany. Nie było nic. Wtedy Bóg wypowiedział Słowo i cały wszechświat zaczął istnieć. Skąd więc pochodzi? Zanim wypowiedziane zostało Słowo, nie istniało nic; po wypowiedzeniu pojawił się cały wszechświat. Skąd zatem pochodzi? Co sprawiło, że zaczął istnieć? Skąd pochodzi materiał, z którego jest zbudowany? Co powołało go do istnienia? Było to wypowiedziane Słowo, które wszystko uczyniło. Stało się tak dlatego, że było to Słowo Boże. W Słowie tym znajdowała się Boskość życia i ducha oraz twórcza Moc, zdolna uczynić wszystko to, co ono Słowo wypowie. Takie właśnie jest Słowo Boże.</p>
<p>&#8221;A jest to Słowo, które wam zostało zwiastowane.&#8221; Jest nim to samo Słowo Boże, które spotykamy w Biblii, w życiu, w duchu, w twórczej Mocy, którą uczynione zostały niebiosa i całe wojsko ich. Jezus Chrystus był tym, który przy stworzeniu wypowiadał Słowo. On jest również Tym, który wypowiada Słowo w Biblii. Przy stworzeniu wypowiedziane przez Niego Słowo powołało do istnienia wszechświat; to, które wypowiada w Biblii zbawia i uświęca duszę. Na początku wypowiedziane przez Niego Słowo stworzyło niebo i ziemię; Słowo wypowiedziane w Biblii stwarza w Chrystusie Jezusie człowieka, który przyjmuje. W obydwu przypadkach, jak i w całym dziele Bożym, czyni to Słowo.</p>
<p>Słowo Chrystusowe niech mieszka w was obficie. Przyjmujcie je, nie jako słowo ludzkie, ale, jak jest prawdziwie, jako Słowo Boże, którego Moc też w was działa. A w2edy wypełnią się słowa: &#8222;Gdyż jak deszcz i śnieg spada z nieba i już tam nie wraca, a raczej zrasza ziemię i czyni ją urodzajną, tak iż porasta roślinnością i daje siewcy ziarno, a jedzącym chleb, tak jest z Moim Słowem, które wychodzi z Moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje Moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem.&#8221; &#8222;Wamci Słowo zbawienia tego posłane jest.&#8221; &#8222;A teraz poruczam was Panu i Słowu łaski Jego, które ma moc zbudować i dać wam dziedzictwo między wszystkimi uświęconymi.&#8221;</p>
<p><i><b>A.T. Jones, &#8222;Review and Herald&#8221;, 20. 10. 1896</b></i></p>
<p>Zauważyliśmy, że trwająca w słowie Bożym moc wystarcza, aby tylko przez wypowiedzenie go stworzone zostały światy. Równie wystarczająca jest ona w chwili, gdy słowo wypowiedziane bywa do ludzi, aby w Chrystusie Jezusie stworzyć na nowo każdego, kto je przyjmuje.</p>
<p>Ósmy rozdział Ewangelii Mateusza sprawozdaje, że setnik rzymski podszedł do Jezusa, &#8222;prosząc Go, i mówiąc: Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go. A odpowiadając setnik rzekł: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój&#8230;I rzekł Jezus do setnika: Idź, a jak uwierzyłeś, niech ci się stanie! I został uzdrowiony sługa w tej godzinie.&#8221;</p>
<p>Zatem, co według oczekiwania setnika miało uzdrowić jego sługę? Było to &#8222;tylko słowo&#8221; wypowiedziane przez Jezusa. Na czym polegał setnik po wypowiedzeniu tego słowa? W czym dopatrywał się uzdrawiającej mocy? Tylko w słowie. Nie oczekiwał na to, że Chrystus uczyni to w inny sposób, jak tylko poprzez słowo. Nie! Usłyszał słowo &#8222;niech ci się stanie&#8221;. Przyjął to słowo, jako istotnie będące słowem Bożym i oczekiwał, polegając nań, że wykona to, co wypowiedziało. Tak też się stało! Ono słowo jest dzisiaj tak pewnym słowem Bożym, jak w dniu, kiedy zostało wypowiedziane po raz pierwszy. Nie straciło nic ze swojej mocy, gdyż słowo to &#8222;żyje i trwa aż na wieki.&#8221;</p>
<p>Ponadto Ew. Jana 4:46-52 sprawozdaje jak pewien dworzanin, którego syn leżał chory w Kafarnaum, przyszedł do Jezusa w Kanie Galilejskiej i &#8222;prosił, aby wstąpił i uzdrowił jego syna, gdyż był bliski śmierci. Wtedy Jezus rzekł do niego: Jeśli nie ujrzycie znaków i cudów, nie uwierzycie. Rzecze do niego dworzanin: Panie, wstąp, zanim umrze dziecię moje. Rzecze mu Jezus: Idź, syn twój żyje. I uwierzył ten człowiek słowu, które mu rzekł Jezus, i odszedł. A gdy jeszcze był w drodze, wyszli naprzeciw niego słudzy z oznajmieniem: Chłopiec twój żyje. Zapytał się ich więc o godzinę, w której mu się polepszyło. Rzekli mu: Wczoraj o godzinie siódmej opuściła go gorączka. Poznał wtedy ojciec, iż była to ta godzina, w której Jezus powiedział do niego: Syn twój żyje.&#8221;</p>
<p>To jest moc słowa Bożego w człowieku, który je otrzymuje, jak jest prawdziwie, jako słowo Boże. To jest moc, która &#8221; też w was wierzących skutecznie działa.&#8221; To jest sposób, w jaki słowo Boże spełnia pomyślnie to z czym On je posyła w tych, którzy je otrzymują &#8211; niech mieszka w nich obficie! Zwróćcie uwagę, że w obu przypadkach rzecz dokonywana została w tym samym czasie, w którym wypowiedziane zostało słowo. Zauważcie również, że owi chorzy nie znajdowali się w bezpośredniej obecności Jezusa, lecz w pewnym oddaleniu &#8211; ten drugi był oddalony przynajmniej o dzień drogi od miejsca, gdzie dworzanin zwrócił się do Jezusa. Mimo to, gdy wypowiedziane było słowo, został natychmiast uzdrowiony. Słowo to jest żywe i pełne mocy tak samo dzisiaj, jak w ów dzień,- dla każdego, kto je przyjmie w podobny sposób. Przyjęcie go jako słowo Boże oraz poleganie, że wykona to, co wypowiada, jest wiarą. O setniku, gdy rzekł, &#8222;powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój&#8221;, Jezus wypowiedział się do stojących wokoło, &#8222;Powiadam wam, nawet w Izraelu tak wielkiej wiary nie znalazłem.&#8221; Pozwólcie mu obecnie znaleźć ją wszędzie w Izraelu!</p>
<p>Jezus powiada do każdego z nas: &#8222;Wy jesteście już czyści dla słowa, które wam głosiłem.&#8221; Słowo jest tym, przez co dokonuje się oczyszczenie. Pan nie zamierza oczyścić nas w żaden inny sposób, jak właśnie wypowiedzianym przez Siebie słowem. W mm, i tylko w nim, winniście oczekiwać oczyszczającej mocy, przyjmując je, jak jest prawdziwie, jako słowo Boże, które też w was wierzących skutecznie działa i spełnia pomyślnie to z czym On je posyła. Pan nie zamierza oczyścić was inaczej, jak tylko dzięki mocy i trwaniu w was jego czystych słów.</p>
<p>Trędowaty rzekł do Jezusa, &#8222;Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić.&#8221; Na to Jezus odpowiedział mu, &#8222;Chcę, bądź oczyszczony! I natychmiast został oczyszczony z trądu.&#8221; Czy lamentujesz z powodu trądu grzechu? Powiedziałeś już, czy uczynisz to teraz, &#8222;Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić&#8221;? Odpowiedzią dla Ciebie jest, &#8222;Chcę, bądź oczyszczony!&#8221; I &#8222;natychmiast&#8221; jesteś oczyszczony jak tamten trędowaty. Uwierz słowu i chwal Pana za tę oczyszczającą moc. Nie wierz z powodu tamtego trędowatego; uwierz dla siebie, w tej chwili. Bowiem słowo skierowane do ciebie brzmi, &#8222;bądź oczyszczony.&#8221; Przyjmij je tak, jak uczynili to tamci w przeszłości i natychmiast zadziała w tobie skutecznie ku zadowoleniu Ojca.</p>
<p>Niech wszyscy, którzy wymienili imię Chrystusa, otrzymają dzisiaj Jego słowo, jak jest prawdziwie, jako słowo Boże, polegając na nim, że spełni swoją treść.</p>
<p>Wówczas, jak Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, &#8222;aby go uświęcić, oczyściwszy go kąpielą wodną przez Słowo, aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany,&#8221; tak też stanie się teraz ku chwale Bożej.</p>
<p><i><b>A.T. Jones, &#8222;Review and Herald&#8221;, 27. 10. 1896</b></i></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/moc-slowa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Dlaczego ja, Panie?</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 13 Aug 2019 09:32:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Jim Hohnberger]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[egoizm]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus]]></category>
		<category><![CDATA[misja]]></category>
		<category><![CDATA[powołanie]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2979</guid>
				<description><![CDATA[„To tak, jakby ktoś uciekał przed lwem, a spotyka niedźwiedzia; a gdy wejdzie do domu i opiera rękę o ścianę, ukąsi go wąż” (Am. 5, 19) Gdy razem z Sally zdecydowaliśmy się przeprowadzić do North Fork, nie było zagrożenia, że to pustkowie stanie się kiedyś podobne do tych, które przyciągają sławnych i bogatych w Vail.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><i>„To tak, jakby ktoś uciekał przed lwem, a spotyka niedźwiedzia; a gdy wejdzie do domu i opiera rękę o ścianę, ukąsi go wąż” (Am. 5, 19)</i></p></blockquote>
<p>Gdy razem z Sally zdecydowaliśmy się przeprowadzić do North Fork, nie było zagrożenia, że to pustkowie stanie się kiedyś podobne do tych, które przyciągają sławnych i bogatych w Vail w stanie Kolorado czy w Jackson Hole w stanie Wyoming. W rzeczy samej, gdy poszukiwaliśmy odpowiedniego miejsca, tylko jedna prywatna działka była dostępna, ale została sprzedana, zanim nawet złożyłem ofertę. Byłem zniechęcony, gdyż znaleźliśmy wymarzoną dolinę, gdzie ponad wszystko chcieliśmy mieszkać, a nic nie mogliśmy kupić. Modliłem się, ale nie pojawiło się żadne cudowne rozwiązanie. Odniosłem wrażenie, że gdy pojadę w górę doliny, Bóg w jakiś sposób mnie poprowadzi. Gdy jechałem po strasznych wertepach North Fork Road, poddałem się impulsowi i skręciłem w brudną dróżkę. Wydawało się, że jak wiele innych leśnych dróżek prowadzi w głąb lasu i gdzieś tam się kończy. Droga miała jednak swój koniec przy małym drewnianym domu, samotnie stojącym na poletku chwastów. Kosił je kosiarką potężnie zbudowany mężczyzna z wydatnym torsem, który wyglądał, jakby był częścią pustkowia. Nie był już młody.<br />
„Cóż – pomyślałem – nie mam nic do stracenia. Powiem, czego szukam, i zobaczę, czy o czymś nie słyszał”. Tak więc przedstawiłem mu całą listę wymagań – odpowiedni areał, całoroczny dostęp do wody, źródło grawitacyjne, wspomniałem o takiej działce, która graniczyłaby z ziemią należącą do rządu, aby jej sąsiedztwo nigdy nie zostało zabudowane. Gdy skończyłem, on spokojnie powiedział:<br />
– Sprzedam ci mój dom.<br />
– Co? – wyjąkałem, a on zaczął mi pokazywać dom, który okazał się małą, niedbale wykończoną drewnianą chatą, stojącą na powierzchni dwustu arów.<br />
„Wprawdzie to nie tyle arów, ile byśmy chcieli, a i dom jest mały, lecz uznajmy to za eksperyment. Spokojnie moglibyśmy pomieszkać w tym domu przynajmniej kilka lat” – rozmyślałem, gdy właściciel dalej oprowadzał mnie po posesji. Pokazał mi strumień i podając szklankę, zachęcił, bym się z niej napił. Nawet ja wiedziałem, że nie powinno się pić z niewiadomych źródeł i dlatego zawahałem się, więc on złapał szklankę i wypił do dna. Potem pokazał mi cysternę w korycie strumienia, która zaopatrywała dom w wodę. Nie wiem, czy jego zamiarem było zrobić na mnie wrażenie, ale powoli mu się to udawało. Spytałem o źródło, a on pokazał mi źródło, dające prawie czterysta litrów wody na minutę. Znajdowało się odpowiednio wysoko, by zrobić z niego napęd grawitacyjny.<br />
– Ja się tym nigdy nie interesowałem – powiedział – ale każdy mógłby to sklecić.<br />
Nieruchomość sąsiadowała z terenami Służby Leśnej, a do tego miała panoramiczne widoki na góry zarówno kanadyjskie, jak i te znajdujące się w Parku Narodowym Glacier. Byłem tak pełen entuzjazmu, że mężczyzna sprzedał mi swoje gospodarstwo, chociaż miało tylko dwieście arów, a on nie opuścił ceny o tyle, na ile liczyłem – a przecież jestem dobrym negocjatorem. Chata była prawdopodobnie najgorszym interesem, jaki zrobiłem w życiu. Jednak podpisałem umowę, bo przecież nie da się wycenić własnych marzeń.</p>
<p>Nastał październik, gdy moja rodzina w końcu mogła się wprowadzić do chaty i zacząć nowe życie w Montanie, a październik w tym wysokogórskim rejonie to początek zimy. Nie mieliśmy wystarczających zapasów drzewa, by ogrzać dom przez cały sezon. Zdaje mi się, że większość tej pierwszej zimy spędziłem na zewnątrz, brnąc w śniegu, by znaleźć więcej drewna. Szkoda, że mnie nie widziałeś! Starannie wybierałem i ścinałem drzewo. Z trzaskiem pękały ostatnie trzymające je prosto włókna i stary gigant zwyczajnie znikał. Pamiętam, że patrzyłem w zachwycie, jak cały pień zanurzał się w metrowej pokrywie śniegu. Dosłownie musiałem odkopywać drzewo, zanim w ogóle mogłem przyłożyć piłę na tyle nisko, by pociąć pień na kawałki. Potem trzeba było jakoś wydobyć kloce z wgłębienia, które powstało, gdy drzewo upadło, i wtoczyć je na sanki, a następnie związać, bym mógł przyholować ciężar do domu skuterem śnieżnym. Za każdym razem mogłem wieźć nie więcej jak trzy duże kawałki, ale trudno nawet opisać związane z tym problemy.<br />
Gdy tak toczyłem ciężkie kloce w stronę sanek, zbierały po drodze tyle śniegu, że wyglądało raczej, jakbym miał zamiar lepić bałwana, niż układać stos drewna. Śnieg przylepiał się do kłód, co dodawało im takiej wagi, że ledwo mogłem je toczyć. Gdy już dotarłem do sanek, musiałem każdą oskrobać ze śniegu. Pomimo trudu, jaki mi to sprawiło, wracałem do domu z uśmiechem, ciągnąc mój pierwszy ładunek drewna.<br />
Niestety, chwila triumfu nie trwała długo, bo odkryłem, że miejsce, z którego brałem drzewo, znajdowało się powyżej mojego domu, więc trzeba było teraz ciągnąć ładunek w dół po stromym nachyleniu. „Bam!” Ciężkie kloce uderzyły z hukiem w tył skutera, rzucając mnie na bok jak podczas jakichś dziwnych zawodów w niszczeniu. Uderzenie sprawiło, że ładunek stracił swój impet i cofnął się trochę. Rzuciłem okiem za siebie i zobaczyłem, że ponownie nabiera rozpędu. Przejechałem zaledwie kilka metrów, kiedy znów zostałem przyparty do lewej strony tak mocno, że prawie straciłem panowanie nad pojazdem. Gdy siły skutera i ładunku oddziaływały na siebie, czułem się jak na zajęciach z fizyki stosowanej.</p>
<p>Moja droga do domu była serią zakrętów w kształcie litery „S”, za każdym razem tył sań zarzucało to w lewo, to w prawo. Po kilku kursach wzór na drodze był tak wyrobiony, a metrowa warstwa śniegu tak ubita, że jadąc tą koleiną, czułem się, jakbym kierował gokartem na torze bobslejowym – a za każdym razem zjeżdżałem coraz szybciej! Jednak miało to jedną zaletę. W ten sposób powstał wspaniały tor saneczkowy dla dzieciaków, choć mogły używać tylko jego dolnej części – zjeżdżanie z samej góry byłoby zbyt niebezpieczne!<br />
Za najbliższych sąsiadów mieliśmy rodzinę Bernhardtów. Pan Bernhardt mieszkał w górach od wielu lat, robiąc wszystko, co mógł, by przeżyć. Jego trzej synowie byli młodymi mężczyznami, i razem założyli firmę budowlaną, która wybudowała wiele pięknych domów w tej dolinie. Dopiero co opuściłem miasto, miałem mnóstwo pytań i musiałem je komuś zadać. Więc jeśli nie rozumiałem działania instalacji wodociągowej, pytałem o nią Bernhardtów. Gdy jakaś naprawa wymagała użycia nietypowego narzędzia, już leciałem do Bernhardtów. Ciężko mi to teraz przyznać, ale Bernhardtowie uważali, że od wielu lat nie spotkali w North Fork bardziej beznadziejnego, tępego i naiwnego człowieka. Zawsze okazywali mi pomoc, ale wśród mieszkańców doliny panuje zawzięta niezależność, i w zgodzie z tą filozofią pomagali mi tylko tak, że dostarczali mi narzędzi i wiedzy, abym sam sobie pomógł.</p>
<p>Gdy tej zimy ścinałem drzewa, nie miałem jeszcze takiej zręczności jak dzisiaj i ostrze mojej jedynej piły utknęło w sęku starego zmurszałego giganta. Nie chciałem jednak iść do Bernhardtów po pomoc, bo stroili sobie ze mnie żarty i dokuczali, mówiąc, jakim jestem głupim mieszczuchem i zawsze, gdy opuszczałem ich dom, czułem, że ubyło mi jakieś piętnaście centymetrów wzrostu. Powiem ci, czułem się naprawdę źle, gdy tak raniono moją dumę. Więc sam spróbowałem wyciągnąć ostrze za pomocą klinów, ale to było tak wielkie drzewo, że nawet klin nie mógł poruszyć jego pnia i po wielu nieudanych próbach zdałem sobie sprawę, że czas udać się po raz kolejny do Bernhardtów.<br />
Gdy przedzierałem się przez śnieg do ich domu, nie mogłem przestać myśleć o mych wcześniejszych wizytach i o tym, co przyniesie mi ta. Zima w North Fork jest okresem, gdy mieszkańcy siedzą wokół stołu przy piecu, opowiadają historie i dzielą się plotkami, oczekując w ten sposób końca długiej, ostrej pory. Nie chciałem tego przyznać, ale wiedziałem, że wiele plotek tej zimy krążyło na temat mojej rodziny. Wydawało się, że każdy stawia zakłady, jakie mamy szanse przetrwania tutaj, i większość ludzi nie dawała nam więcej niż rok.<br />
– Wejdź, Jim – usłyszałem z wnętrza domu głos, zanim jeszcze wyciągnąłem rękę, by zapukać.<br />
Wszedłem i zobaczyłem wszystkich czterech mężczyzn siedzących za stołem, za nimi trzaskał ogień w piecu. Przywitaliśmy się, a oni zachichotali, gdy Bob zapytał:<br />
– Więc co się zepsuło tym razem?<br />
– No cóż – powiedziałem, próbując nadać swemu głosowi swobodny ton. – Czy kiedykolwiek zakleszczyło ci się ostrze piły? – Wybuchł śmiech jak z dna wulkanu.<br />
– Czy kiedykolwiek słyszałeś o klinach, chłopcze z miasta? – usłyszałem pierwszą uwagę okraszoną salwami śmiechu. Też próbowałem się uśmiechnąć, ale moja wesołość była wymuszona.<br />
– Tak, słyszałem o klinach gdzieś, kiedyś i nawet próbowałem ich użyć, by uwolnić ostrze, ale to drzewo jest po prostu zbyt duże. Chciałbym pożyczyć od was piłę, żeby uwolnić moją.<br />
Bob z chęcią pożyczył mi swoją piłę, ale Walter rzucił na odchodne:<br />
– Przyjdzie tu za godzinę, gdy twoja piła też utknie w pniu.<br />
Wracałem do drzewa, wiedząc, iż ta historia będzie krążyła po dolinie i zostanie tak przerysowana, że gdy usłyszy ją ostatnia osoba, dowie się, jak to wbiłem pół tuzina ostrzy w biedne, stare drzewo, a kliny sterczały z każdej szczeliny. Prawda jest taka, że piłę uwolniłem w kilka minut, ale to nigdy nie znajdzie się na liście lokalnych plotek.</p>
<p>Gdy sprzedaliśmy dom w Wisconsin, wydaliśmy prawie wszystkie pieniądze, by kupić ziemię i się na niej osiedlić. Przeprowadziliśmy się na odludzie, ale ta zmiana miała swoją cenę, bo dysponowaliśmy kwotą tylko sześciu tysięcy dolarów na rok, a planowaliśmy tak żyć przez trzy lata. To było wszystko, co mieliśmy, by zacząć nasz eksperyment na pustkowiu, i od początku był to eksperyment pełen problemów i udręk o wiele bardziej pospolitych i gorszych od tych, których wcześniej doświadczałem. Mieliśmy prostą chatę i używaną furgonetkę. Od początku pojawiły się nieprzewidziane problemy. Furgonetka się zepsuła, butla z propanem była nieszczelna i straciliśmy cały gaz zaraz po napełnieniu pojemnika. Ta zima była ostra, a strumień, z którego braliśmy wodę, zaczął zamarzać. To wymusiło kolejną wyprawę do Bernhardtów. Dali mi kilka bel siana, bym zapewnił strumieniowi izolację, ale i tak zamarzał. Rozpoczął się mój heroiczny, przegrany bój z lodem. Wychodziłem, by go rozbić, lecz wkrótce znowu musiałem robić to samo. W końcu byłem zmuszony wstawać co godzinę w nocy i schodzić po ciemku w dół po zaśnieżonym wzgórzu (a wciąż bałem się ciemności), by wyrąbywać w strumieniu mały kanał i próbować skłonić wodę, aby wpłynęła do naszej cysterny. Jednak na nic się to zdało i teraz musiałem chodzić przynajmniej raz dziennie do Bernhardtów, by u nich nabrać wody.<br />
Gdy w końcu uporałem się z tym problemem, wziąłem się do poważnego ulepszania naszego domu, a konkretnie do opracowania i budowy systemu ciepłej wody. Muszę przyznać, że nigdy nie miałem do czynienia z hydrauliką, ale widziałem w książkach schematy przedstawiające działanie takich systemów. Kupiłem więc odpowiedni typ miedzianych rurek i zabrałem się do pracy. Naczelną zasadą owych projektów jest prostota. System konwekcyjny działa tak, że zbiornik z gorącą wodą podaje ją z dołu wprost do kuchennego pieca i poziom wody podnosi się podczas ogrzewania. Gorąca woda powraca przez rurociąg do górnej części zbiornika i, czary mary, masz ją w domu. W praktyce system jest trochę bardziej skomplikowany i wymaga szczególnego typu odpowietrznika, który zabezpieczyłby instalację wodno–grzewczą przed negatywnymi skutkami nadciśnienia i podciśnienia.<br />
Pracowałem nad moim projektem i późnym wieczorem złożyłem wszystkie części. Byłem podekscytowany i z niecierpliwością włączyłem wodę. Czy wyobrażasz sobie, co czułem? Spełnienie oraz duma z wynalazczości i samodzielności przepełniały me serce! No cóż, rezultat był raczej marny. Zespawałem trzynaście rurek i dwanaście z nich przeciekało! Zawsze walczyłem ze swym porywczym charakterem, ujawniającym się, gdy sprawy nie szły po mojej myśli, a to była próba, której nie wytrzymałby najbardziej opanowany człowiek.<br />
– Wyłącz wodę! Wyłącz wodę! – krzyczałem do Sally, jakby to była jej wina.<br />
Potem obejrzałem przeciekające złączenia i kałuże na podłodze. Choć był już późny wieczór, Sally powiedziała:<br />
– Dlaczego nie pójdziesz porozmawiać z Bernhardtami, kochanie?<br />
Kilka minut później znalazłem się w ich gościnnym domu, i wyjaśniłem problem wśród salw śmiechu.<br />
– Przestańcie, chłopcy – powiedziałem. – Powiedzcie mi lepiej, co zrobiłem nie tak? Gdzie popełniłem błąd?<br />
– Przeprowadzka do North Fork! To był właśnie twój błąd! – krzyknął Walter, śmiejąc się tak głośno, że po policzkach leciały mu łzy. Kiedy się uciszyli, Bob powiedział:<br />
– Opowiedz nam, co zrobiłeś.<br />
Więc zacząłem opowiadać.<br />
– Wymierzyłem i przyciąłem rurki – oni kiwnęli głowami – potem je oczyściłem i wyszlifowałem papierem ściernym – wciąż kiwali głowami – a następnie ogrzałem złączenia palnikiem i zespawałem je.<br />
– Użyłeś topnika, zanim je zespawałeś, prawda, Jim? – wtrąciła się żona Boba.<br />
– Topnik, co to jest topnik? – spytałem bezradnie, dając im kolejny powód do radości.<br />
Gdy odzyskali mowę, wyjaśnili, że topnik pomaga usunąć zanieczyszczenia w lucie. Powiedzieli, jak mam go użyć, i dali mi trochę, abym mógł zacząć. Ale zrobiło się już późno i Sally zasugerowała, byśmy położyli się spać. Lecz to, że nie byłem dość bystry, aby zainstalować odpowietrzniki, które izolowałyby system ciepłej wody, oznaczało, że póki ten problem nie zostanie rozwiązany, nie będziemy mieć w ogóle wody. Czułem determinację, by zająć się całą sprawą jeszcze tej samej nocy albo paść trupem, a biorąc pod uwagę moje ostatnie doświadczenia, to drugie było bardziej prawdopodobne.</p>
<p>Dwie godziny zabrało mi rozmontowanie i ponowne oczyszczanie oraz ocynowanie złączeń i o wpół do pierwszej w nocy włączyliśmy wodę. Tym razem były tylko dwa przecieki. Nie widziałem sensu, aby dla dwóch dziur tracić czas na drenowanie całego systemu, więc wziąłem palnik i zacząłem ogrzewać złączenia. Z jakiegoś powodu nie mogłem ich ogrzać na tyle, by cyna była płynna. To mnie bardzo dziwiło, gdyż teraz już znałem odpowiednią technikę i doświadczyłem pewnych sukcesów. Pomyślałem, że może po prostu potrzebuję więcej ciepła, więc wziąłem drugi palnik i kazałem Sally trzymać go z jednej strony, podczas gdy ja trzymałem swój z drugiej. Niestety, nic to nie dało i zacząłem się irytować. „To wszystko wina Sally – pomyślałem. – Ona po prostu albo nie trzyma palnika we właściwym miejscu, albo trzyma go w niewłaściwy sposób”. O drugiej nad ranem poddałem się i poszedłem spać.<br />
Następnego poranka w porze śniadania całkowicie pokonany poszedłem do Bernhardtów. Opowiedziałem im, co się stało, a oni zarechotali.<br />
– Nie wydrenowałeś systemu, co nie, Jim?<br />
– Nie, a powinienem?<br />
Usłyszałem wybuch jeszcze większej wesołości i dojrzałem współczujące uśmiechy, jak gdyby żal im było takiego głupca jak ja. W końcu wyjaśnili mi, że woda w rurach odprowadzała ciepło pochodzące z palników natychmiast, gdy ja je dostarczałem. Szedłem z powrotem do domu i rozmyślałem, czego Bóg próbował mnie nauczyć. Jedna lekcja wydała mi się jasna. Bóg użył tych okoliczności, by obudzić we mnie pokorę i być może w tym względzie, jeśli nie w innych, moje doświadczenie miało jakiś sens.<br />
Innym domowym projektem, jakim musiałem się zająć, było założenie obwodu elektrycznego w pokoju używanym zarówno jako spiżarnia, jak i składzik. Naczytałem się na temat takiego projektu w poradnikach typu „zrób to sam”, ale jedna kwestia uszła mej uwagi – po czym poznać, kiedy na pewno kable są pod napięciem, a kiedy nie. Zdecydowałem się poradzić Bernhardtów.<br />
– Oto co robisz, Jim – wyjaśnił Walter. – Ślinisz palce, łapiesz kabel i jeśli czujesz, że cię kopie, to wiesz już, że jest pod napięciem!</p>
<p>To mnie nie zadowalało, ale ci goście byli budowlańcami, musieli zatem znać się na rzeczy. Zacząłem więc pracę i za każdym razem, gdy dotykałem kabla, rodzina słyszała mój krzyk: „Auć! Auć! Auć!”. Cały czas zastanawiałem się, jak twardymi ludźmi muszą być elektrycy, jeśli codziennie przez to przechodzą. Dopiero później, gdy podzieliłem się refleksją o elektrykach z Bernhardtami i usłyszałem ich histeryczny śmiech, zrozumiałem, że mnie nabrali.<br />
Pragnąłbym, by na tym skończyły się moje problemy, ale tak się nie stało. Ponieważ nie chcieliśmy wydawać naszych ograniczonych środków na rzeczy typu naprawa samochodu (chyba że byłoby to absolutnie konieczne), jeździliśmy na tak zużytych oponach, że pewnego razu wszystkie cztery siadły na pełnej dziur żwirowej drodze North Fork. To musi być rekord – złapać cztery gumy za jednym razem! Jestem pewien, że nikt mi nie dorówna!<br />
Nasz stary dodge był, zdaje się, przeznaczony do tego, by dawać nam wiele lekcji. Kiedyś zimą podróżowałem z dala od domu, a moją żonę zaskoczyły świeże opady śniegu. Postanowiła użyć pługu do odśnieżenia podjazdu, ale furgonetka nie chciała ruszyć z żadnego biegu. Sally próbowała założyć na koła łańcuchy, ale nie wiedziała jak. Spojrzała na samochód – jedno koło było ponad ziemią i powoli się poruszało, podczas gdy inne stały nieruchomo. Wzięła dmuchawę do śniegu, ale ta przestała pracować wkrótce po włączeniu.<br />
W końcu postanowiła poszukać pomocy u sąsiadów, niestety, nikogo nie zastała. W dolinie nie było telefonów. Do dziś nie ma tu tradycyjnej linii telefonicznej, a to działo w czasach, gdy jeszcze nie istniały komórki czy radiofony, i jedyną łączność ze światem zapewniało CB radio. Sally włączyła je i poprosiła o pomoc znajomego z odległej części doliny, ale nie mógł przybyć wcześniej niż za parę dni. To było trudne dla Sally, która zawsze koncentruje się na zadaniu i tym razem też chciała szybko załatwić tę sprawę. Pan jednak miał dla niej w zamyśle coś lepszego niż mocowanie się z pługiem pod moją nieobecność.</p>
<p>Bóg przemówił do niej w myślach i wytłumaczył, że chce, by skupiła się na dzieciach i zapomniała o tym, co dzieje się na zewnątrz. Sally od razu przestała martwić się podjazdem i zabrała się z entuzjazmem do umilania czasu dzieciom. Późnym wieczorem odezwał się mężczyzna, który wcześniej nie mógł tak szybko pomóc, a teraz był już w drodze. Usunął pługiem śnieg z podjazdu i spojrzał na furgonetkę. Wszystkie cztery koła dotykały ziemi. Wsiadł do auta, wrzucił bieg – skrzynia działała bez zarzutu. Odjechał tej nocy, myśląc zapewne, że Sally to wariatka, której zdawało się, że coś jest nie tak. Ale naprawdę coś było nie tak aż do momentu, gdy pozwoliła Bogu, by poprowadził jej myśli i dodał energii! Wtedy ciężarówka zapaliła. Nieważne, że inni mogli nie rozumieć walki, jaką toczyła. Oboje przekonaliśmy się niejeden raz, że czasem stajemy się głupcami dla innych, by zyskać Królestwo Niebieskie.</p>
<p>Nienawidziłem tych problemów, ponieważ zmuszały mnie, bym spojrzał na siebie z zupełnie innej perspektywy. Sally kochała nasze życie nie dlatego, że było łatwe, ale dlatego, że spełniło się coś, czego zawsze pragnęła – miała mnie w domu. Chłopcy cieszyli się, że po raz pierwszy w życiu skupiali na sobie uwagę obojga rodziców. A ja nie mogę powiedzieć, że za tym przepadałem. Życie na pustkowiu było po prostu jedną ciężką pracą, i choć lubiłem wysiłek fizyczny, ciągle trapiła mnie myśl, że mamy bardzo ograniczone środki finansowe.</p>
<p>Aby oszczędzić pieniądze, jadaliśmy proste potrawy. Wybieraliśmy tańsze jedzenie i zawsze sami wszystko przygotowywaliśmy. Nie tęskniliśmy za wymyślnymi daniami, mieliśmy dość jedzenia, więc nie zastanawialiśmy się, jak inni mogą odebrać nasz styl życia aż do momentu, gdy hrabstwo przysłało nam duży zapas żywności. Usłyszeli po prostu o tej biednej, głodującej rodzinie w górze doliny. Kategorycznie odmówiłem przyjęcia daru. W końcu poprzedniego roku osiągnąłem dochód sześciocyfrowy. Próbowałem im wyjaśnić, że jedliśmy w ten sposób z własnego wyboru i zamierzone ubóstwo, dzięki któremu można zyskać coś, czego się pragnie, bardzo się różni od ubóstwa niezamierzonego.</p>
<p>Były też naprawy domowe. Pewnego razu poczuliśmy okropny zapach i odkryliśmy, że rura odprowadzająca ściek rozłączyła się gdzieś pomiędzy ścianą kuchni i łazienki. Małe dojście z tyłu szafki kuchennej pozwalało, by instalacja wodno–kanalizacyjna była odsłonięta, ale nie zaprojektowano tego dla rury kanalizacyjnej. Wszedłem do środka szafki, próbując w bardzo niewygodnej, poskręcanej pozycji przyjrzeć się rurze. Chciałem znaleźć miejsce, gdzie się rozłączyła, i zorientować się, co dokładnie muszę zrobić, by to naprawić. Jeśli chcesz poczuć, przez co przechodziłem, spróbuj uklęknąć na twardej podłodze i czołgaj się na brzuchu pod stolikiem, aż będziesz miał nad głową jego środek. Następnie wsadź głowę do wiaderka wraz z ramieniem, bo przecież jakoś musisz trzymać latarkę, a potem obracaj głową od dziewięćdziesięciu do stu osiemdziesięciu stopni, koordynując ruch z ręką trzymającą latarkę. Dzielę się tym nie po to, by się tłumaczyć czy wzbudzić twoje współczucie, ale by pomóc ci zrozumieć, jaką bitwę toczymy z naszym uporem.</p>
<p>Podczas gdy męczyłem się tam w dole, Sally, która wie o hydraulice jeszcze mniej niż ja, podsuwała różne pomysły – uważała je zapewne za wyśmienite. Mnie, gnieżdżącemu się pod zlewem w szafce, wydawały się najbardziej bezużytecznymi propozycjami, jakie kiedykolwiek słyszałem. Słuchałem Sally najuważniej, jak mogłem, po czym poczekałem, aż się na chwilę uciszy, i wtedy krzyknąłem z mej głębokiej, ciemnej dziury: „Sally, nie teraz!”.</p>
<p>Zdarzały się też konflikty bardziej osobistej natury. Być może najbardziej uciążliwą rzeczą dla mojej żony było to, że nie mogła już kupować na przykład papierowych ręczników czy chusteczek do twarzy. W rzeczywistości tych kilka centów zaoszczędzonych na owych produktach pewnie nie zmieniłoby naszego ekonomicznego statusu tak drastycznie i teraz to widzę. Ale musisz pamiętać, że samo pragnienie chrześcijańskiego życia nie oznaczało jeszcze, iż już je osiągnęliśmy. Byłem wciąż tym samym pozbawionym sentymentów Niemcem, który żył w mieście, więc mój tradycyjny sposób radzenia sobie z problemami polegał na tym, że wygłaszałem swoją opinię, a następnie jak dyktator ucinałem wszelką dyskusję na temat powziętej decyzji. Ponieważ nie chciałem słuchać argumentów Sally, zaczęła dusić w sobie uczucia, bo wiedziała, że nie może ich otwarcie wyrazić. Dla niej brak papierowych ręczników czy chustek był wyrazem najwyższej deprywacji, i nieustannie płakała, gdy powtarzałem, że po prostu nie możemy sobie na to pozwolić.</p>
<p>Problem z uczuciami polega na tym, że można je tłumić tylko do pewnego momentu. Co pewien czas emocje Sally eksplodowały i wtedy miałem przed sobą zupełnie inną kobietę. Nie wiedziałem, jak rozwiązać nasze konflikty! Próbowałem troszczyć się o potrzeby rodziny najlepiej, jak umiałem, i było to dobre, ale na tym etapie życia nie znałem się zupełnie na troszczeniu się o bardziej osobiste, emocjonalne potrzeby mojej żony. Jedną z najtrudniejszych rzeczy, z jakimi musiałem się borykać na pustkowiu, było moje „ego”, i minęło kilka miesięcy, zanim spostrzegłem, że Sally czy chłopcy nie stanowili głównego problemu w naszym domu, tylko ja sam. Trudno wyrazić, jak bolesne było dla mnie to odkrycie. Poproś, abym siłował się z grizzly, ale nie każ mi zmierzyć się ze sobą samym!<br />
Kiedy Sally tu zamieszkała, musiała stawić czoła wielu lękom. Bała się niedźwiedzi, ale także mniejszych zwierząt, na przykład myszy. Tak się złożyło, że w naszej chacie zalęgło się kilka myszy i zanim się ich pozbyliśmy, zdarzało się, że mysz sporadycznie wychodziła spod kuchennej szafki i przelatywała po podłodze, a Sally krzyczała: „A! Mysz! Jim!”.<br />
Kieruję się logiką, i nie chciałem przerywać swojej pracy, by przybyć jej z odsieczą. Co więcej, wiedziałem, że mysz zniknie, nim się pojawię, więc zaproponowałem Sally rozwiązanie: „Po prostu na nią nadepnij!”.</p>
<p>Biedna Sally! Ona, piękna panna w tarapatach, pragnęła zostać ocalona przez rycerza na białym koniu, a co miała? Mnie za męża! Spoglądała na mysz, która rozpaczliwie szukała kryjówki, i mimo że była szybka, od schronienia dzieliło ją jeszcze kilka kroków. Gorsza jednak dla Sally była myśl, że swoją stopą mogłaby zmiażdżyć drobne kosteczki zwierzątka. Moja żona nigdy nie nadepnęła na żadną mysz, a w końcu i tak wszystkie złapaliśmy.<br />
Widzisz, często myślimy, że jeśli uczestniczymy w Bożym planie, to nie będziemy napotykać problemów. Prawda jest taka, że gdy naprawdę szczerze szuka się Boga, wówczas diabeł budzi się, by walczyć z powodu straty swoich poddanych, i wtedy przychodzą próby i problemy. My otoczyliśmy się co prawda ciszą, ale zgubiliśmy się w powodzi prób. Jednak dzięki temu zbliżyliśmy się do siebie jak nigdy wcześniej. Sprowadziło nas to na kolana. Odkryliśmy, że Boże obietnice są prawdziwe i że On nigdy nas nie opuści ani nie zostawi. Poznaliśmy, że przeciwieństwa losu sprzyjają budowie charakteru i wiążą ze sobą serca. Ponieważ nie było zewnętrznych „rozpraszaczy uwagi” – żadnej pracy w jakieś firmie, telewizji czy telefonu – nie było niczego poza naszą rodziną, przyrodą i Bogiem – znaleźliśmy nową wolność, by kochać, śmiać się i pracować. Po raz pierwszy w życiu staliśmy się prawdziwą rodziną.</p>
<p>W przeszłości udawało mi się spędzić kilka minut z moimi chłopcami, brałem ich na chwilę na kolana i pozwalałem prowadzić traktor do koszenia trawy. Teraz mogliśmy razem jeździć pługiem do ogarniania śniegu, a oni uwielbiali czas spędzany z ojcem. Tej pierwszej zimy bawiliśmy się jak nowo poznani przyjaciele. Budowaliśmy domki ze śniegu i forty śnieżne, rzucaliśmy się śnieżkami. Całymi godzinami jeździliśmy na sankach, a gdy zrobiło się za zimno, w końcu wracaliśmy, by wyschnąć przy kominku i grać w gry planszowe. Czytaliśmy wiele historii i po prostu cieszyliśmy się możliwością spędzenia ze sobą czasu. Byliśmy prawdziwą „Rodziną z pustkowia”. Zostawiliśmy jedno życie i powoli zakochiwaliśmy się na nowo w sobie i w nowym życiu.<br />
Pozwól, że zdradzę ci pewną tajemnicę. Nie musisz rezygnować z dotychczasowego życia i mieszkać na odludziu, by zyskać wiele czy większość z tego, co myśmy zyskali. Nasza rodzina zdecydowała się akurat na taki krok. Wybraliśmy to, co było najważniejsze dla nas, i określiliśmy nasze cele życiowe, ale wyborów można dokonać wszędzie. Czy łatwiej to zrobić na pustkowiu? Myślę, że tak, ale niektórzy ludzie zmienili swoje priorytety bez zmiany miejsca zamieszkania czy zatrudnienia. Najistotniejsze jest określenie głównych celów w życiu, a następnie opracowanie planu, jak owe cele osiągnąć.</p>
<p>Większość z nas przygląda się swoim aktualnym zajęciom i zastanawia się, jak wcisnąć w napięty grafik coś, czego naprawdę pragniemy, chodzi o czas spędzony z rodziną, czas dla małżeństwa i prawdziwego duchowego rozwoju. Jeśli spróbujemy robić wszystko, czym zajmujemy się teraz, i dodamy do tego jeszcze jakieś nowe priorytety, to się nigdy nie sprawdzi. Nigdy nikomu się nie sprawdziło. Poważnie się zastanów, czego naprawdę szukasz w życiu. Jeśli jesteś podobny do nas, szybko uznasz, że rzeczy materialne, pieniądze, wpływy czy władza nie przynoszą trwałego szczęścia. Tylko pokój z Bogiem i pełne miłości relacje rodzinne mogą dać prawdziwe szczęście. Od ciebie zależy, czy prowadzony przez Ducha Świętego zdecydujesz, z czego trzeba zrezygnować, by osiągnąć szczęście.</p>
<p>Ja i moja rodzina nie stanowimy wzorca do naśladowania. To Bóg powinien być najważniejszy w twoim życiu. Dzieląc się naszą nietypową historią o podążaniu za głosem Pana, mamy nadzieję zainspirować innych do szukania Bożej woli w życiu i do tego, by zastanowili się nad sposobem, w jaki Bóg pragnie wprowadzić ich w ciszę. Miliony ludzi pragną być bliżej Niego i przyrody. Zwróć uwagę na niezliczone tłumy mieszkańców miast, przyjeżdżające biwakować w parkach narodowych i na innych dzikich terenach. Tęsknią za tym, by choć przez kilka chwil posmakować życia, które myśmy wybrali i które tak dobrze wpłynęło na całą naszą rodzinę. Niektórzy mogą czuć potrzebę zamieszkania na odludziu, inni na wsi, a jeszcze inni będą chcieli zostać w mieście lub na jego obrzeżach. Każdy z tych wyborów niesie ze sobą jakieś korzyści i jakieś problemy. Mieszkanie na wsi nie stanowi lekarstwa na wszystkie kłopoty. To po prostu jedno z wielu narzędzi, jakich używa Bóg, aby pomóc nam się odszukać. Nie każdy ma powołanie do życia na odludziu, ale każdy jest powołany, by znaleźć doświadczenie na pustkowiu z Bogiem podobne do tego, jakie myśmy odnaleźli tu w górach.</p>
<p>Jeśli pragniesz powrotu do ciszy i doświadczenia Boga w nowy, osobisty sposób, pamiętaj, że niezależnie od tego, czy jesteś na pustkowiu, czy w mieście, szatan uczyni wszystko, co w jego mocy, by sprowadzić na ciebie kłopoty i trudności. Wie, że straci władzę nad tobą, jeśli zanurzasz się w ciszy przepełnionej Bożą obecnością i nie przestajesz szukać Zbawiciela dla siebie i swej rodziny. Nie zniechęcaj się, że sprawy nie idą po twojej myśli, bo gdy wróg naszej duszy budzi się do walki przeciw nam, możemy być pewni, że idziemy dobrą drogą, a to wyzwala w nim strach. Szukaj Boga, póki jeszcze da się znaleźć. Pozwól Mu, by związał twą rodzinę więzami miłości i sympatii. Nazwij ataki królestwa ciemności tym, czym są – przyznaniem, że naprawdę nie jesteś daleko od Królestwa Bożego. Powróć do ciszy i znajdź odpoczynek dla swej duszy.</p>
<p><span class="small2">Artykuł jest czwartym rozdziałem książki „Powrót do ciszy” wydanej przez Orion plus.</span></p>
<p>Autor: Jim Hohnberger<br />
Tłumaczenie: Barbara Willak</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/dlaczego-ja-panie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Pomoc Boża w trudnych latach</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/pomoc-boza-w-trudnych-latach/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/pomoc-boza-w-trudnych-latach/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 13 Aug 2019 09:17:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[A. i P. Macanowowów.]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Świadectwa wiary]]></category>
		<category><![CDATA[cuda]]></category>
		<category><![CDATA[Szabat]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2971</guid>
				<description><![CDATA[„Pan stanie si ę schronieniem uciśnionemu, schronieniem w czasie niedoli&#8221; (Ps. 9,10). WSTĘPSkończyła się pierwsza wojna światowa. Pochłonęła miliony istnień ludzkich, pozostawiając rozpaczające wdowy, nieszczęsne sieroty i nie­utulonych w żalu rodziców. W Rosji wybuchła wojna domowa, niosąc kolejne ofiary, spustoszenie, głód, nędzę i choroby. Lud Boży znowu się rozproszył, skazany na niedostatek i wielką biedę..]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>„Pan stanie si ę schronieniem uciśnionemu, schronieniem w czasie niedoli&#8221; (Ps. 9,10).</p></blockquote>
<p><center></center><center></center><center></center><center></center><center></center><center><b>WSTĘP</b></center>Skończyła się pierwsza wojna światowa. Pochłonęła miliony istnień ludzkich, pozostawiając rozpaczające wdowy, nieszczęsne sieroty i nie­utulonych w żalu rodziców. W Rosji wybuchła wojna domowa, niosąc kolejne ofiary, spustoszenie, głód, nędzę i choroby. Lud Boży znowu się rozproszył, skazany na niedostatek i wielką biedę. A jednak trzoda Chrystusowa z każdym rokiem się powiększała.<br />
W latach: 1922, 1924 i 1928 odbyły si ę Wszechzwiązkowe Zjazdy Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Rosji. Zjazdy odbyły się też na Kaukazie, Ukrainie i Syberii.<br />
Tymczasem na horyzoncie kolejny raz zbierały si ę, potężniejąc z każ­dym dniem, czarne chmury prześladowań. W1930 roku zaczęły się aresztowania, którym już nie było końca. Według relacji brata Grigoriewa, aresztowano 150 kaznodziejów i starszych zboru oraz ponad 3000 członków Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego.<br />
Ciężko by ło ludowi Bożemu w tamtych latach. Wielu adwentystów zostało pozbawionych praw obywatelskich, co oznaczało, że nie mieli tak­że prawa do pomocy medycznej i kartek na chleb, prawa głosu i prawa do pracy. Niewiele było rodzin wierzących, których nie dotknęłyby aresz­ towania. Zatrważająco rosła liczba wdów i sierot.<br />
Mijały lata cierpień, rozstań i bólu. Kaznodzieje przebywali w wię­zieniach, podobnie jak brat Lebsak.<br />
Nadejdzie jednak dzień, kiedy wszystko zostanie odkryte przed Sę­dzią Wszechświata. „To wyjdzie na jaw w jego dziele; dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbu­je ogień&#8221;(l Kor. 3,13</p>
<p><center><b>INTERWENCJA BOGA</b></center><br />
Dni upływały na katorżniczej pracy, ale żaden z braci nie skarżył się i nie narzekał na los. Gotowi byli pracować jeszcze ciężej, żeby tylko mieć możliwość służenia Zbawicielowi i zbierania się w soboty dla chwały Jego imienia.<br />
Któregoś dnia w siedzibie rady wiejskiej wywieszono ogłoszenie o tym, że w niedzielę zbierze się sąd społeczny, by zająć się sprawą ad­wentystów. Przyszli wszyscy mieszkańcy kołchozu. Zebranie sądu odby­wało się w sali budynku, który był jeszcze w stanie budowy. Wniesiono tam ławy i stół, który przykryto czerwonym płótnem. Oskarżeni siedzieli w kąciku i gorąco się modlili: „Zmiłuj się nade mną, Panie, spojrzyj na utra­ pienie moje spowodowane przez tych, którzy mnie nienawidzą&#8221; (Ps. 9,14). Twarze kołchoźników były zacięte i bezwzględne. Nie należało się po tych ludziach spodziewać współczucia czy litości, mimo że od lat byli sąsiada­mi naszych braci, razem się wychowywali, razem pracowali.</p>
<p>Wystąpienie przewodniczącego sądu było długie i przeplatane po­gróżkami. Na niewinnych braci posypał się grad fałszywych oskarżeń i po­ mówień. Przewodniczący dowodził, że adwentyści, obchodząc jako swo­ je święto sobotę, łamią dyscyplinę pracy. Ani słowem nie zająknął się jednak, że za to pracują w niedzielę, zresztą, dłużej i wydajniej niż reszta kołchoźników. Na zakończenie postawił wniosek o wykluczenie adwen­tystów ze społeczności kołchozowej. A to oznaczało, że muszą oni opu­ścić swoje domy, zostawić ogródki i wyjechać z rodzinnej wsi. Dokąd? Jak żyć? Zaczynać wszystko od początku?&#8230; Braci niepokoiło wiele pytań, na które nie znajdowali na razie odpowiedzi.<br />
Nagle niebo zachmurzyło się, zapadły ciemności. Kołchoźnicy wpa­dli w popłoch. Groźny głos przewodniczącego stracił na sile i pewności, zarzuty już nie sypały się tak obficie. Na dworze rozszalała się nawałnica. Wichura zrywała dachy domów. W niedokończonym budynku, gdzie sądzono adwentystów, nie było jeszcze okien i drzwi, wiatr porwał ze stołu czerwone płótno wraz ze wszystkimi dokumentami i poniósł je w niezna­ nym kierunku. Kołchoźników ogarnęła panika, biegali przerażeni, rozbi­ jając się jeden o drugiego. Dopiero po dłuższym czasie opamiętali się i roz­biegli do domów. Już nie żałowali, że nie zdążyli przegłosować wyklucze­nia adwentystów ze społeczności kołchozu, cieszyli się, że uszli z życiem. Nigdy więcej nie czynili wierzącym wyrzutów, że ci święcą sobotę.</p>
<p><b>* * *</b><br />
Był piękny sobotni poranek. Świeciło słońce. Kwitły jabłonie, roz­kwitały wiosenne kwiaty. Po deszczu trawa była świeża i soczysta. Roz­śpiewały się ptaki. W domach wierzących, którzy święcili dzień sobotni, było czysto i schludnie. Ale ich serca wypełniła trwoga. Wczoraj przewodniczący kołchozu osobiście odwiedził domy adwentystów, uprzedzając ich, że jeżeli nie przyjdą do pracy w sobotę, zostaną aresztowani i postawieni przed sądem. Pomimo gróźb żaden z braci nie poszedł do pracy. Tego dnia wstali o świcie i zwrócili się w modlitwie do „Tego, od którego nadchodzi pomoc&#8221;, składając wszystkie smutki u stóp Pana i w pokorze oczekując rozstrzygnięcia swego losu. Nagle ulica wypełniła się krzykiem, hałasami, rozległy się przerażone głosy, płacz i zawodzenie. Kołchoźnicy biegli do ra­dy wiejskiej. Bracia pomyśleli, że w radzie zebrano aresztowanych adwen­tystów i niedługo milicja przyjdzie po resztę. Ale chodziło o co innego. W siedzibie rady leżał bez życia przewodniczący kołchozu. Czyścił broń myśliwską i niechcący strzelił sobie w serce.<br />
„Wobec ucisku ubogich, wobec j ęku biednych teraz powstanę, mówi Pan. Zgotuję zbawienie temu, kto pragnie&#8221; (Ps. 12,6).</p>
<p><center><b>CUDOWNE WYBAWIENIE OD ŚMIERCI</b></center><br />
W1944 roku wieś Tarasowka została wyzwolona, front przesunął się poza jej granice. Po wypędzeniu Niemców we wsi ogłoszono mobilizację. Sześciu naszych braci stawiło się do punktu zbornego. Poinformowali dowódców, że są adwentystami dnia siódmego i nie mogą posługiwać się bronią ani zabijać ludzi.<br />
Przekonywano ich, że trwa wojna, straszono konsekwencjami, ale bracia nie bali się gróźb. Odebrali suchy prowiant i wy­ruszyli na miejsce przeznaczenia bez broni. Kiedy szli przez pole, nagle wyrósł przed nimi młody mężczyzna, który zapytał ich: „Bracia, dokąd idziecie?&#8221; Wyjaśnili, że dostali rozkaz, by stawić się w sztabie na pierwszej linii frontu. Nieznajomy spojrzał na zegarek i powiedział, że jest póź­no i w sztabie nikogo nie zastaną. Poradził, by wrócili do domów, przeno­cowali tam, a rano jeszcze raz zgłosili się w punkcie zbornym, po czym zniknął równie nagle, jak się pojawił.<br />
Bracia zrozumieli, że był to anioł Pański, posłuchali jego rady i wrócili do domów.</p>
<p>Następnego dnia stawili się na miejscu zbiórki i opowiedzieli o nie­zwykłym zdarzeniu. Ale jedyną odpowiedzią, jaką usłyszeli, były krzyki i pogróżki, później polecono im zameldować się u prokuratora. Młody prokurator wysłuchał opowieści o spotkaniu z nieznajomym i powiedział: „Groziła wam śmierć, ale Bóg was uratował. Nie bójcie się.<br />
Dostaniecie każdy po dziesięć lat, potem wyjdziecie na wolność&#8221;.</p>
<p><center><b>PRZEŻYCIA BRATA LEWONA</b></center><br />
W małym zborze w Erewaniu, który liczył pięćdziesięciu członków, dziesięciu braci zostało aresztowanych. Po dziesięcioletnich wyrokach tylko dwóch wróciło. Reszta zaginęła bez śladu. Rodziny do dziś nie wiedzą, gdzie przestały bić ich serca i gdzie pochowano ich ciała. Tylko Ojciec Niebieski wie, gdyż w Jego księdze zapisany jest los każdego dziecka Bożego.<br />
Brat Lewon, po powrocie z obozu, opowiedział nam taką historię:<br />
12 lutego 1938 roku zostałem aresztowany i skazany na dziesięć lat łagru. W tym łagrze więźniowie pracowali przy zbiorze bawełny. Praca była ciężka, wyżywienie nędzne, towarzystwo współwięźniów zepsute do szpiku, a ja miałem jeszcze stoczyć walkę o prawo do święcenia dnia sobotniego. Praca ponad ludzkie siły i złe wyżywienie spowodowały, że więźniowie podnieśli bunt. Odmówili wyjścia do pracy. Wydano rozkaz, aby tych, którzy nie chcą pracować, natychmiast i bez sądu rozstrzelać.<br />
Powiedziałem komendantowi, że nie mogę pracować w sobotę z powodu moich przekona ń religijnych. Komendant, człowiek okrutny i bezwzględny, zagroził mi rozstrzelaniem. Odrzekłem, że jestem na to przygotowany i pozostanę wierny Bogu do śmierci. Wrzucono mnie do karce ru. Tam zetknąłem się z ludźmi niewiarygodnie zepsutymi i strasznymi, jakich jeszcze nigdy w życiu nie widziałem. Kiedy wrzucono mnie do celi, natychmiast zostałem tam poddany rewizji. Zbrodniarze zabrali mi wszystko, co przedstawiało dla nich jakąkolwiek wartość. Chleb oddałem im sam, bo zagrozili, że mnie zabiją. Tak było przez rok: każdej soboty grożono mi rozstrzelaniem i wtrącano do karceru, gdzie siedziałem o głodzie i chłodzie. Podupadłem na zdrowiu, zacząłem chorować, nogi mi puchły i nie mogłem pracować.<br />
W najtrudniejszych chwilach lagrowego życia zwracałem się w modlitwie do Boga, a On nigdy nie zostawił mnie bez pomocy i słowa nadziei. Po modlitwie zawsze wstawałem z nowymi siłami i z pokojem w ser­cu. Jedna z Jego obietnic od razu wypełniła się w moim życiu. Pan obudził współczucie obozowego lekarza, który umieścił mnie w szpitalu i bardzo się mną opiekował. Kiedy wyzdrowiałem, przeniesiono mnie do innego łagru. Tam znowu rozpocząłem walkę o prawo do przestrzeganie soboty — powtórzyły się groźby, karcery, katorżnicza praca i straszne towarzy­stwo zbrodniarzy.<br />
Pewnej soboty, kiedy się myliśmy, jeden z więźniów tak mnie pchnął, że upadłem na posadzkę i dotkliwie się potłukłem. Więzień wrzeszczał na całe gardło:<br />
— Ty, leniu śmierdzący! Nie plącz mi się pod nogami! Nie chce ci się pracować, co?!<br />
Inny z więźniów ujął się za mną:<br />
— Sam jesteś leń, złodziej i morderca! Siedzisz tu za ciężkie prze­ stępstwa — krzyczał. — On nic nikomu nie zrobił, cierpi za wiarę. Ale nawet w tej beznadziejnej sytuacji jest wierny Bogu, nie boi się żadnych konsekwencji. Zostaw go w spokoju, bo będziesz miał ze mną do czynie nia!<br />
Tak mijały lata — w nieustannym trudzie i walce. Zacząłem choro­wać, stałem się niezdolny do pracy. Zwolniono mnie jako inwalidę. Była wojna. Nie miałem pieniędzy i nawet kawałka chleba. Nie wiedziałem, kogo prosić o pomoc, jak dostać się do swoich, do domu. Od kilku dni nie miałem nic w ustach i całkiem opadłem z sił. Zwróciłem się do Ojca Nie­bieskiego z taką modlitwą: „Ty wiesz, Boże, że jestem głodny i w sytuacji bez wyjścia.</p>
<p>Przecież nie zostawiałeś mnie bez opieki przez te dziesięć lat obozowego życia.<br />
Wejrzyj na swoje biedne dziecię także i w ten niełatwy czas!&#8221;</p>
<p>Stałem i modliłem się. W pewnej chwili zobaczyłem, że po ziemi, koło moich stóp, wiatr przerzuca jakieś papiery. Przyjrzałem się im — były to kartki na chleb! O święta Boża łasko! Pan nakarmił mnie i teraz mogłem spokojnie czekać, kiedy moja siostra, w odpowiedzi na list, który do niej wysłałem, przyśle mi pieniądze na powrót do domu.<br />
Nareszcie po dziesięciu latach znalazłem się w rodzinnym mieście, ale nie pozwolono mi tam zamieszkać. Musiałem osiedlić się na wsi. Kiedy bracia wracali z łagrów, czekały na nich żony, wierne i niezastąpione towarzyszki życia, które przez te wszystkie lata modliły się o szczęśliwy dzień ich powrotu. Ja nie miałem tego szczęścia. Żona mnie porzuciła i wy­ szła za mąż za innego mężczyznę. Syn zginął pod kołami samochodu. Zostałem sam, z raną w sercu i poczuciem krzywdy. Pocieszenie znajdowałem w modlitwie i Słowie Bożym. W tych trudnych chwilach Pan pokrzepił mnie we śnie. Przyśnił mi się anioł, który tak przemówił do mnie: „Lewonie, nie lękaj się! Kiedy byłeś w łagrze, ja też byłem z tobą, byłem wszędzie, gdziekolwiek się znalazłeś. Znam wszystkie twoje smutki i pragnienia. Nie martw się więcej i nie poddawaj zwątpieniu, poszukaj braci i odwiedź ich&#8221;. Zrobiło mi się raźniej na duszy. Stopniowo rany się zabliźniały, a ja znalazłem radość w obcowaniu z ludem Bożym&#8221;.<br />
„Do świętych zaś, którzy są na ziemi: To są szlachetni, w nich mam całe upodobanie&#8221; (Ps. 16,3).</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><center><b>BOŻA POMOC W TRUDNYCH CHWILACH</b></center><br />
W Moskwie mieszkaliśmy niedaleko Wszechzwiązkowego Biura Kościoła. W dzień i w nocy przychodzili do nas bracia, którzy przyjeżdża­li do Moskwy z różnych stron kraju. Którejś nocy rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyłam. W progu stał mężczyzna, bardzo wychudzony i źle ubrany, ale twarz miał pogodną, szczerą i otwartą. Domyśliłam się, że jest to jeden z naszych braci byłych więźniów i nie pytając, skąd przyjechał i jak się nazywa, zaprosiłam go do mieszkania, proponując pomoc. Popa­trzyłam na ręce brata. Były tak chude, że przez cienką skórę widać na nich było każdą najdrobniejszą kosteczkę. Brat musiał rano wyjechać, więc nie kładliśmy się spać i spędziliśmy noc na słuchaniu jego opowieści.<br />
W1939 roku brat ten otrzymał wyrok za agitację religijną, został ska­zany na trzy lata zesłania na Syberię. Kiedy trochę się oswoił z nowym miejscem, zaprosił do siebie rodzinę. Założyli małe gospodarstwo. Kupili krowę, kury, zaczęli uprawiać niewielkie poletko. Przypadkowo brat do wiedział się, że po drugiej stronie rzeki mieszka grupka wierzących. Któ­regoś piątku, po pracy, poszedł tam i, ku swojej wielkiej radości, odnalazł braci adwentystów. Od tej pory często ich odwiedzał i razem pokrzepiali się Słowem Bożym.<br />
Pewnego razu, po zakończeniu dnia świętego, brat spieszył do do­ mu, bo następnego dnia musiał stawić się w pracy. Padał deszcz, zaczęła się burza. Rzeka wrzała jak kipiący kocioł. Na brzegu nie było promu ani łódki. Kto miałby odwagę pływać w taką noc po rozszalałej wodzie? Sytuacja wydawała się beznadziejna, rano brat musiał zameldować się w pracy. W tamtym czasie za złamanie dyscypliny pracy groził sąd, a brat na do­miar złego był zesłańcem, z takimi pracownikami postępowano ze szcze­gólną surowością. Brat ukląkł na brzegu wzburzonej rzeki i zaczął się go­rąco modlić. Kiedy podniósł się z klęczek, zobaczył przed sobą łódka, ko­łyszącą się na fałach. Zrozumiał, że jest to Boża odpowiedź na jego modli­twę i bez lęku wsiadł do łódki.<br />
Czyjaś niewidzialna ręka odepchnęła łódkę od brzegu i łódka pomknęła po wzburzonej rzece. Wioseł nie było, ale i tak niewiele by pomogły przy tej pogodzie.</p>
<p>Łódka unosiła się na falach jak piórko i szczęśliwie dobiła do brzegu.<br />
Wkrótce władze dowiedziały się o jego wizytach za rzeką. Brat został aresztowany i skazany na dziesięć lat więzienia. Zesłano go do łagru. Rozłączony z rodziną i braćmi, znalazł się w otoczeniu zbrodniarzy i pospolitych przestępców.<br />
Wybuchła wojna. W łagrach zbierały śmiertelne żniwo choroby i głód. Z wyczerpania brat całkowicie stracił siły. Pewnego razu, w sobotę, znajdując się w miejscu odosobnienia, brat ukląkł i poprosił Boga, żeby pokrzepił go w ciężkiej sytuacji, kiedy jego siły duchowe i fizyczne słabły.<br />
W tej samej chwili usłyszał dziwny szum, jak gdyby z góry coś spa­dało na ziemię. Otworzył oczy i ujrzał wędzoną rybę. Podniósł głowę i zo­baczył na niebie szybko oddalającego się ptaka. Więzień przypominał so­bie tamtą cudowną noc, kiedy dokoła szalała burza, a Anioł Boży sterował łódką, w której on płynął na drugi brzeg. Pan kolejny raz wysłuchał jego modlitwy. „Oto oko Pana jest nad tymi, którzy się go boją, nad tymi, któ­rzy spodziewają się łaski jego, aby ocalić od śmierci dusze ich i podczas głodu zachować przy życiu&#8221; (Ps. 33,18.19).<br />
Brat podziękował Bogu za pomoc, a także za to, że w sobotę Pan ze­słał mu nie surową, lecz wędzoną rybę. „Bóg pamiętał — dodał brat — że w tym dniu nie mógłbym sobie ugotować jedzenia&#8221;. Brat jeszcze raz otrzy­mał w podobny sposób surową rybę, ale stało się to innego dnia, już nie w sobotę.<br />
Pamiętamy, jakkruki przynosiły jedzenie prorokowi Eliaszowi. W po­ zbawionych nadziei chwilach życia Pan czyni takie same cuda, jakie czynił przed wiekami, w czasach biblijnych. Musimy tylko w nie wierzyć i starać się je dostrzegać.<br />
Tak minęła noc i trzeba się było żegnać z naszym drogim bratem, który wzmocnił nas duchowo, opowiadając o swoich cudownych doświadczeniach.<br />
WE MGLE<br />
„Powierz Panu drogę swoją, zaufaj Mu, a On wszystko dobrze uczy­ni&#8221; (Ps. 37,5).<br />
Gdyby przypadkowy przechodzień zajrzał w okna małego domku na peryferiach miasteczka, nad urwiskiem, zapewne pomyślałby, że ma się tam odbyć jakaś uroczystość i rodzina czeka na gości. W domu panował niezwykły porządek, każdy kąt lśnił czystością, każda rzecz znajdo­wała się na swoim miejscu. Młodzi małżonkowie wraz z czwórką dzieci i babcią byli odświętnie ubrani, a na ich twarzach malował się pokój i radość. Podobny obrazek moglibyście zobaczyć w domu każdego dziecka Bożego. „Pamiętaj o dniu sobotnim&#8221; — tak bowiem brzmi nakaz Boży, a ci, którzy są posłuszni Jego głosowi, już na początku tygodnia tak planują swój czas pracy i podróży, aby w sobotę pozostawać w spokoju, jak świę­te niewiasty, o których Biblia tak powiada: „&#8230;Przez sabat zaś odpoczywa­ły według przykazania&#8221; (Łuk. 23,56).<br />
Kiedy zachodzące słońce śle swe pożegnalne blaski ziemi, dzieci Boże śpiewem i modlitwą dziękczynną witają święty dzień spokoju i odpocz- nienia. Z niebios spływa na ziemię sobotni pokój, biorąc we władanie tych, którzy noszą pieczęć Bożą: czwarte przykazanie.<br />
Pieśni śpiewali także najmłodsi. Po odczytaniu wybranego fragmen­ tu Słowa Bożego i modlitwie rodzice ucałowali swoje pociechy, życząc im spokojnej nocy.<br />
Wieczorna mgła miękko otulała ziemię. Rok 1960 dobiegał końca. Anna i Michaił Kułakowowie szli pustymi ulicami miasta, wspominając mijający rok. Nie gładkimi drogami przyszło im chodzić w tym czasie.<br />
Na ich drodze życia piętrzyły się skały doświadczeń. Dom modlitwy został zamknięty, nabożeństwa odbywały się w prywatnych mieszkaniach. Nie można też powiedzieć, by wierzący czuli się bezpiecznie, w ich domach dokonywano nagłych i częstych rewizji. Władze nie przestawały się interesować Michaiłem.</p>
<p>Wiele razy w ciągu tego roku Michaił mógł do­świadczyć dowodów cudownej Bożej interwencji i opieki Jego aniołów. Kiedy wygłaszał kazanie w jednym miejscu, szukano go akurat gdzie indziej. Wzrok prześladowców go omijał. Rok odchodził w przeszłość. Anna i Michaił zastanawiali się, co im przyniesie nowy rok. Młode serca tęskni­ły do wolności. Myśli wybiegały w przyszłość. Oboje marzyli o nadejściu takiego czasu, kiedy będzie można bez przeszkód głosić powtórne przyj­ście Jezusa Chrystusa. Mogą pracować jeszcze więcej, zrezygnować z wy­ gód, których i tak prawie nie mieli, nieść jeszcze większe ciężary, wiele, sobie odmówić, by tylko mieć możliwość swobodnego, niezakłócanego przez władze, głoszenia Dobrej Nowiny.<br />
Tak rozmawiając i układając plany na przyszłość, niepostrzeżenie dotarli do celu. Z powodu nieustannych wizyt milicji i innych szykan bracia zbierali się w pięciu różnych miejscach. Wierzących bez przerwy czymś nękano, prześladowania przybierały na sile i okrucieństwie. Ataki na łamach prasy, pogróżki, obelgi, zwolnienia z pracy były na porządku dziennym. Bracia niezwykle cenili spotkania modlitewne, które dodawały sił, odwagi i wzmacniały na duchu w tym jakże trudnym dla wszystkich czasie.<br />
Po spotkaniu adwentyści rozeszli się. Mgła zgęstniała, na odległość wyciągniętej ręki nie było nic widać. Małżonkom wydawało się, że idą znaną drogą, ale niedaleko domu zabłądzili i długo nie wiedzieli, gdzie są.</p>
<p><b>* * *</b><br />
Z małego domku na peryferiach miasta niosły się dziecięce głosiki. Dzieci śpiewały ulubione pieśni: „Mój Chrystus Zbawca za mnie zmarł&#8221;, „Tam z wysokości niebios patrzy Ojciec nasz&#8221;. Kiedy zaśpiewano „Zmęczyłem się, ześlij pokój&#8221;, duże, śliczne oczy Miszeńki zaczęły się robić coraz mniejsze, aż w końcu się zamknęły. W jego ślady poszła i Maszeńka. Babcia ułożyła dzieci do łóżek i usiadła, żeby porozmawiać z Pawlikiem i Linką. Ich rozmowę przerwało głośne dobijanie się do drzwi. Dzieci przestraszyły się. Wiedziały, że mama i tata, a także ludzie, którzy często ich odwiedzali, nigdy tak głośno nie pukają. Znali ten groźny stuk. Nie tak dawno, jesienią, tuż po rozpoczęciu dnia świętego, do domu przyszli milicjanci, szukali taty. Mama otworzyła drzwi nieznajomym panom, którzy chodzili po całym domu, zaglądali pod łóżka, otwierali szafy. Może to są ci sami straszni panowie, którzy wtedy grozili rodzicom, krzyczeli na nich, których dzieci bardzo się bały? Babcia spytała: „Kto tam? Czego chcecie?&#8221; Nieproszeni goście zażądali natychmiastowego otwarcia drzwi. Babcia wyjaśniła, że gospodarzy nie ma w domu, jest sama z dziećmi i nie otworzy. Przybysze nie przestawali się dobijać. Babcia poprosiła, żeby podeszli do okna, odsunęła firankę, by mogli zobaczyć, że w domu nikogo więcej nie ma.<br />
— Skąd mogę wiedzieć, kim jesteście i jakie są wasze zamiary, dobre czy złe, jakże mogę was wpuścić do domu — tłumaczyła babcia.<br />
Obcy nie chcieli odejść, zaczęli grozić:<br />
— Pójdziemy do sąsiadów, sprowadzimy świadków, będziecie musieli otworzyć.<br />
Babcia i dzieci usłyszeli odgłos oddalających się kroków. Pies prze­ stał ujadać. Wszystko ucichło. Babcia podeszła do biblioteczki, otworzyła ją i zamyśliła się. Wiele pięknych książek zabrano im podczas kolejnych rewizji, czy zabiorą i te ostatnie? W biblioteczce stały różnojęzyczne Bi­ blie. Obcy mogli wrócić i siłą wedrzeć się do domu. Co ukryć, gdzie? W takim napięciu trudno jest podejmować decyzje, zastanawiać się, co byłoby lepsze, jak należało postąpić.</p>
<p>Za książkami, tuż przy ściance biblioteczki, babcia zobaczyła zwinięte w rulonik lekcje szkoły sobotniej, przepisane na maszynie, a także psalmy. Nie namyślając się ani chwili, wrzuciła to wszystko do pieca.</p>
<p>Przez cały czas biegał za nią Pawlik, prosząc, by schowała również pudełeczko, które dostał od tatusia. Chłopczyk bał się, że tatę mogą zabrać po drodze, a wszystko, co się z nim wiązało, było dla malutkiego serduszka niezmiernie drogie. Babcia nie miała głowy do pude­łeczka, nakazała Pawlikowi, żeby się uspokoił. Chłopczyk odłożył pude­łeczko. Z poważnym miną poprosił babcię i siostrzyczki: „Uklęknijmy i po­ módlmy się za tatusia, żeby go po drodze nie aresztowali&#8221;. Po policzkach dzieci płynęły łzy, ich głosiki drżały. Płomienna dziecięca modlitwa jak wonne kadzidło wzniosła się ku niebu.<br />
Znów zaszczekał pies. Mężczyźni wrócili w towarzystwie świadków i jeszcze mocniej zaczęli walić w drzwi. Babcia wyszła do sieni i ostrym, zdecydowanym tonem oświadczyła:<br />
—Nikomu nie otworz ę. Przyjdzie gospodarz, to z nim porozmawiacie.<br />
Klnąc i grożąc, intruzi odeszli. Pies żegnał ich, głośno ujadając.<br />
Tymczasem gospodarze dalej błądzili, nie mogąc znaleźć drogi. Krą­żyli wokół domu i nie mogli do niego trafić. Długo szczekał pies w ślad za nieproszonymi gośćmi, którzy narobili tyle hałasu i pobudzili sąsiadów. Anna i Michaił nareszcie skierowali kroki we właściwym kierunku. Roz poznali szczekanie psa.<br />
— Dlaczego wcześniej nie poszliśmy tędy, już dawno bylibyśmy<br />
w domu — dziwiła się Anna.<br />
Zmęczeni, ale szczęśliwi weszli do domu, opowiadając, jak błądzili, nie mogąc znaleźć drogi. Babcia relacjonowała im niedawne wydarzenia, nie mogąc sobie darować, że spaliła maszynopisy lekcji i psalmy. Michaił uspokoił ją:<br />
— Napiszemy jeszcze raz. Gorzej by było, gdyby je znaleźli.<br />
Dwoje młodszych dzieci już spało. Nie zaniepokoił ich hałas ani mgła.<br />
Pawlik nie zwierzył się ze swoich obaw. Cieszył się, że tata szczęśliwie wrócił do domu&#8230;<br />
Żarliwe modlitwy dziękczynne za cudowne ocalenie płynęły do nie­ ba z ust i serc rodziny Anny i Michaiła Kułakowów, mieszkańców małego domku nad urwiskiem, na peryferiach miasta. „Anioł Pański zakłada obóz wokół tych, którzy się go boją, i ratuje ich&#8221; (Ps. 34,8).</p>
<p><center></center><center></center><center><b>DWAJ MŁODZIEŃCY ZACHOWUJĄ WIERNOŚĆ PANU</b></center><br />
„Zbliżyłeś się do mnie, gdy cię wzywałem. Mówiłeś: Nie bój się!&#8221; (Tr. 3,57). Jaków i Iwan Dmitrijenko byli jeszcze chłopcami, kiedy los wyrwał ich z rodzinnego gniazda, z Tarasowki. Zostali skazani za przekonania re­ligijne i zesłani do łagrów.<br />
Obaj zostali wychowani w gotowości do zmierzenia się w każdej chwili z trudami i niewygodami, które w tamtych latach stały się udzia­łem wszystkich chrześcijan. Od dzieciństwa znali Pismo Święte, podob­ nie jak młody Tymoteusz, o którym apostoł Paweł tak pisze: „I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma Święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa&#8221; (2 Tym. 3,15).<br />
W łagrze bracia Dmitrijenko nie mieli możliwości korzystania z Bi­blii, ale dobrze znali zasady prawdy. W dawnych czasach młodzi jeńcy babilońscy, Daniel i jego przyjaciele, zostali poddani próbie wiary i wy­trwałości. Podobne doświadczenia mieli teraz przejść nasi młodzi bracia więźniowie.<br />
O babilońskich jeńcach Duch Proroctwa daje takie świadectwo: „Żadne siły nie były w stanie zmusić ich do złamania tych zasad, które zostały przyswojone w młodości, kiedy badali Słowo Boże i działalność Pana&#8221; (Ellen White, Prorocy i królowie).<br />
Była wojna. Zdobycie pożywienia stanowiło w tym czasie problemem dla każdego człowieka, cóż dopiero dla więźnia. Na cały dzień, wypełniony katorżniczą pracą, więźniowie otrzymywali niewielki kawałek chleba złej jakości.</p>
<p>Pewnego razu do obozu przywieziono ryby. Wszyscy bardzo się ucieszyli. Ryba nazywała się sum. Takiej ryby Jaków i Iwan nigdy nie widzieli. Przez ich rodzinną Tarasowkę przepływała rzeka, ale ryby, któ­re chłopcy łowili, były czyste, to znaczy zgodne z Bożymi zaleceniami, dotyczącymi pokarmów czystych i nieczystych: „Wszystko zaś, co nie ma płetw i łusek w morzach i w rzekach, wszystko co się roi w wodzie, wszystkie istoty żywe, które są w wodzie, będą dla was obrzydliwością&#8221; (III Mojż. 11,10).<br />
Bracia przypomnieli sobie objawienie apostoła Piotra, kiedy zszedł przed nim przedmiot z nieba, a głos mu powiedział: „Wstań, Piotrze, za­bijaj i jedz!&#8221; Apostoł odrzekł: „Przenigdy, Panie, bo jeszcze nigdy nic ska­lanego i nieczystego nie jadłem&#8221; (Dz. 10,14). Potem apostoł zrozumiał, że to objawienie odnosi się do pogan, których nie powinno się więcej uwa­żać za nieczystych i że Pan wcale nie odwołał zakazu, zabraniającego spo­żywania pokarmów nieczystych. Chłopcy wiedzieli też, co Paweł mówił<br />
0 pokarmach: „Bo wszystko, co stworzył Bóg, jest dobre, i nie należy odrzucać niczego, co się przyjmuje z dziękczynieniem: albowiem zostają one<br />
poświęcone przez Słowo Boże i modlitwę&#8221;, (l Tym. 4,4.5).<br />
Jaków i Iwan nie mięli pojęcia, czy dostarczona do obozu ryba ma łuskę i płetwy, czy została dopuszczona przez Pana do spożycia i poświad­czona Jego Słowem. Nie mieli kogo o to zapytać, nikt tu nie znał odpowie­dzi na ich pytanie. Ludzie wyśmieliby ich. Do obozowej kuchni więźnio­ wie nie mieli prawa wstępu, nie mogli więc zobaczyć ryby i stwierdzić, czy mogą ją jeść. Postanowili, że nie będą spożywać żywności, wobec któ­rej mieliby chociaż cień wątpliwości. Postarają się szukać odpowiedzi u sa­mego Pana. Rozpoczęli post i gorąco się modlili.<br />
Jeszcze tej nocy Jaków miał sen: Oto stoi na dziedzińcu obozowym<br />
1 spogląda w niebo. Z nieba na niewidzialnej linie opuszcza się na ziemię list. Jest coraz niżej. Wreszcie trafia do jego rąk.<br />
Na kopercie jest napis:<br />
„List z niebia ńskiego miasta&#8221;. Jaków otwiera go i czyta: „Ta ryba jest nie­czysta&#8221;.<br />
Była to odpowiedź na modlitwę, przyszła od Pana. Za wierność Pan nie zostawił chłopców w niewiedzy, dał im odpowiedź, której szukali. Te­raz nie mieli wątpliwości, że sum nie nadaje się do jedzenia, i postanowili poprzestać na skromnej porcji chleba, by nie zanieczyszczać duszy i ciała niewłaściwym pokarmem.<br />
Jeszcze tego samego dnia komendant obozu poprosił ich do siebie, położył przed nimi kilka bułek i powiedział: „Jedzcie, chłopcy, ile chcecie. A to, czego nie zjecie, zabierzcie ze sobą, no i przychodźcie tu do mnie codziennie&#8221;.<br />
„Nie będą zawstydzeni w złym czasie, a w dniach głodu będą nasy­ ceni&#8221; (Ps. 37,19).<br />
Podobnie jak jeńcy babilońscy, nasi młodzi więźniowie zachowali wierność Panu. Wiele razy przychodziło im jeszcze dawać dowody swej wierności, i to niejednokrotnie z narażeniem życia.<br />
Bracia Dmitrijenko postanowili, że bez względu na okoliczności i gro­żące konsekwencje zawsze będą wierni Panu. Komendant dokładał sta­rań, by odwieść ich od wyznawanych poglądów. Dowodził im, jakoby z na­ ukowego punktu widzenia, że błądzą, uprzedzał, że w łagrze nie wolno ustanawiać własnych praw, a za łamanie obowiązujących tu praw obozo­wych grozi im dodatkowy wyrok. Ale braci nic nie mogło zachwiać w wie­rze. Byli głęboko przekonani, że prawo Boże jest ponad prawem ustano­ wionym przez człowieka. Groźby komendanta nie odnosiły skutku.<br />
Nadeszła sobota. Bracia nie wyszli do pracy. Do baraku wkroczyło kilku funkcjonariuszy służby obozowej, którzy siłą powlekli ich na stano­wisko pracy. Przyprowadzono dużego, specjalnie szkolonego psa i zaczę­to szczuć go na chłopców.<br />
Zbiegli się więźniowie i strażnicy. Wydawało się, że za chwilę dojdzie do krwawej jatki. Gapie byli pewni, że kiedy pies rzuci się na chłopców, ci natychmiast wyrzekną się wiary i przystąpią do pracy.</p>
<p>Instruktor nakazał psu zaatakować braci, którzy stali spokojnie, nie czuj ąc lęku, podobnie jak biblijni chrześcijanie. Pies pobiegł, zatoczył duże koło, wrócił i zaczął się wpatrywać w oczy swojego pana, oczekując na­ grody. Instruktor złościł się, bił psa i wydawał kolejne polecenia. Pies znów biegł, zataczał koło, wracał, siadał i patrzył instruktorowi w oczy, jakby chciał mu powiedzieć: „Ludzie, okrutni ludzie, czy wam nie żal niewinnych dzieci?&#8221; Wszystkie próby szczucia psa na chłopców skończyły się niepowodzeniem. Zwierzę oskarżało ludzi.<br />
Doświadczenia młodych więźniów, Jakowa i Iwana, przypominają przeżycia Daniela i jego przyjaciół, którzy pozostali wierni Panu, a On oddał im chwałę przed ludźmi, ujmując się za nimi. „Zasłona, która od­dziela świat widzialny od niewidzialnego, będzie odsłonięta i cudowne dzieła będą ujawnione dopiero wtedy, kiedy troska Boga będzie widocz­ na w świetle wieczności: zobaczymy ten udział, który mieli aniołowie w na­ szym życiu. Zjawiali się w szatach, które lśniły jak błyskawica lub przy­chodzili do ludzi w szatach wędrowców. Przyjmowali gościnę, towarzy­szyli podróżnym, których dosięgła noc. Niszczyli zamysły morderców, odwracali uderzenia wrogów&#8221; (Ellen White, Wychowanie).</p>
<p><center></center><center></center><center><b>PODSTĘPNY PLAN ZOSTAJE WYKRYTY</b></center><br />
Gazety często pisały, że wierzący składają swoje dzieci w ofierze. Podobne zarzuty stawiano pierwszym chrześcijanom.<br />
Pewnego razu jedna z sióstr jechała pociągiem. W przedziale, naprzeciw niej, siedziało młode małżeństwo z sześcioletnią córeczką. Z rozmowy siostra domyśliła się, że jej towarzysze podróży są lekarzami. Dziew­czynka siedziała i o czymś intensywnie myślała, po czym zwróciła się do oj­ca z pytaniem:<br />
— Tato, skąd wzięli się ludzie? Ty, mama, wujkowie, ciocie, ja? Powiedz, skąd myśmy się wzięli?<br />
Ojciec nie odpowiedział córce, ale zwracając się do naszej siostry stwierdził:<br />
—No widzi pani, o ile ż łatwiej jest wierzącym wyjaśniać te zawiłe kwestie.<br />
Odpowiadając na naiwne dziecięce pytanie, otworzyliby Biblię, prze­ czytali jakiś fragment i wszystko stałoby się jasne. A my musimy prowa­dzić dziecko po labiryntach teorii ewolucji, której sami dobrze nie znamy i nie rozumiemy, bo często jest ona poddawana krytyce i zmieniana. Prze­cież takie dziecko z naszych pokrętnych odpowiedzi nic nie zrozumie.<br />
Zanim siostra zdążyła odpowiedzieć, do rozmowy włączyła się żona lekarza:<br />
— Co ty za głupstwa wygadujesz! Wiesz, kim są ci wierzący? Co to za ludzie? Przecież oni składają w ofierze własne dzieci, palą je na stosach&#8230; To fanatycy&#8230; ciemnogród!&#8230;<br />
Ta scenka rozegrała się w 1961 roku na Ukrainie, w obwodzie tarno-polskim.<br />
Mąż jednej z sióstr był niewierzący, z furią tępił naukę Chrystusa. Ale w pracy zarzucano mu, że nie ma wpływu na żonę. Mówiono, że to nie jest w porządku, aby mąż był partyjny, a żona wierząca. Tłumaczył, że próbuje wychowywać żonę, nawet ją bije, ale to nic nie pomaga. Żona nie chce się wyrzec wiary. Mąż prosił o radę, bo nie wiedział, co ma dalej ro­bić. Radę otrzymał i wkrótce z niej skorzystał.<br />
W piątek wieczorem, kiedy nasza siostra poszła na nabożeństwo, jej mąż wysłał ich sześcioletniego synka Kolę po papierosy. Młoda kobieta, która stała przy kiosku, zapytała chłopca:<br />
Po co ci papierosy? Czyżbyś już palił?<br />
Tata mnie wysłał, ja nie palę — odpowiedział Kola.<br />
A gdzie jest twoja mamusia, dlaczego to ona nie przyszła po pa pierosy?<br />
Dzisiaj jest piątek i mama jest na nabożeństwie — z naiwnością dziecka wyjaśnił Kola.<br />
A jak masz na imię?Kola.</p>
<p>To bardzo ładne imię. A może chciałbyś, Koleńka, przejechać się<br />
samochodem? Spójrz, tam stoi mój samochód. Pojeździmy sobie trochę,<br />
a potem odwiozę cię do domu.<br />
Nie zajmie nam to dużo czasu, tatuś nie będzie się gniewał.</p>
<p>Chłopczyk chętnie się zgodził, bo dzieci lubią jeździć samochodem. Nowa ciocia była taka miła. Samochód pojechał prosto na milicję. Tam zanotowano nazwisko chłopca i miła ciocia pojechała z nim na dworzec.<br />
Ciociu, dlaczego mnie nie odwozisz do domu? Tata czeka na papierosy, jeżeli zaraz nie wrócę, będzie krzyczał, może mnie nawet zbić.<br />
Tata sam sobie kupi papierosy. On wie, dokąd jedziesz, nie będzie krzyczał.<br />
A mama? Chcę do mamy! Puśćcie mnie, chcę do mamy, do ma my!&#8230;<br />
Dziecko zaczęło głośno płakać.<br />
Kolę odwieziono do Charkowa i umieszczono w domu dziecka.<br />
Oto, jaką „radę&#8221; otrzymał człowiek, który chciał wychować wierzącą żonę. A on wypił na odwagę i poszedł na nabożeństwo. Właśnie trwało kazanie. Wywołał żonę i spytał o syna. Żona wyjaśniła mu, że Kola został w domu i miał czekać na ojca. Mąż powtórzył pytanie, tym razem głośniej. Żona poprosiła go, żeby się uspokoił i poczekał, aż skończy się nabożeń­stwo. Może Kola jest u sąsiadów? Obiecała poszukać go po nabożeństwie. Pijany mężczyzna krzyczał coraz głośniej: „Gdzie jest Kola? Gdzie jest mój syn? Co z nim zrobiliście? Złożyliście go w ofierze, spaliliście na stosie?! Bestie, fanatycy, ciemnogród! Zaczął rzucać kamieniami w okna domu modlitwy. Przybiegli milicjanci, którzy tylko na to czekali, obserwując przebieg wydarzeń. Pijany mężczyzna wciąż hałasował&#8221;.<br />
Niedaleko domu modlitwy dopalało się ognisko. Rozpalili je mili­cjanci, miało posłużyć za dowód dokonanego przestępstwa. Podjechał sa­mochód, z którego wysiadł oficer śledczy. Wszystkich członków zboru zabrano na przesłuchanie.<br />
Przesłuchania trwały kilka dni. Gazety rozpisywały się, jak to adwentyści dnia siódmego składają swoje dzieci w ofierze. Wytoczono im proces, w czym niemały udział miała prasa.<br />
Po kilku miesiącach niepokoje wyciszyły się. Jedynie bólu matki nic nie mogło uśmierzyć. Dzień i noc płakała. Nie wiedziała, do kogo ma się udać po pomoc, co ma robić? Ufając Panu, modliła się o szczęśliwy po­wrót synka. Błagała Boga, żeby pozwolił jej odzyskać dziecko i zakończył poniewierkę swojego ludu.</p>
<p><b>* * *</b><br />
Zbliżała się wiosna. Przyszedł marzec. Za wsią był duży staw. Go­ dzinami wysiadywali tam cierpliwi wędkarze. Brzegiem szedł sobie mały chłopczyk. Początkowo mężczyźni nie zwrócili na niego uwagi, na brze­gu cały czas kręciły się jakieś dzieci. Chłopczyk podszedł do nich: „Dzień dobry, czy dużo ryb złowiliście?&#8221; Zaskoczeni wędkarze odłożyli wędki i ze zdumieniem popatrzyli na chłopca.<br />
Jeden z wędkarzy nieśmiało zapytał: „Kola? Czy to ty jesteś? Prze­cież ciebie złożyli na ofiarę, zabili, spalili na stosie&#8230; Czyżbyś zmartwych­wstał? Skąd się tu wziąłeś?&#8221;<br />
Chłopiec był zaskoczony, nie wiedział, co odpowiedzieć. Nigdy nie słyszał o takich okrucieństwach, nie rozumiał, dlaczego wędkarze są tak zdziwieni i roztrzęsieni. Opowiedział, jak tata posłał go po papierosy, a ob­ca ciocia zaproponowała mu przejażdżkę samochodem, ale nie odwiozła go do domu, tylko na milicję, jak go częstowała cukierkami i jak potem znalazł się w Charkowie, w domu dziecka.<br />
— Ale jak si ę stamtąd wydostałeś? — pytali zdumieni wędkarze.<br />
— Bardzo tęskniłem za mamą. Codziennie płakałem i modliłem się.<br />
—<br />
— Potem uciekłem&#8230; Bardzo się bałem milicji, chowałem się, jak tylko zobaczyłem milicjanta. A potem wsiadłem do pociągu i przyjechałem&#8230; z prze siadką&#8230; — wyjaśniał mały Kola.<br />
Wędkarze długo patrzyli za oddalającym się chłopcem. Szedł coraz szybciej, biegł. Bardzo chciał zobaczyć swoją mamę.<br />
Ludzie burzliwie zareagowali na to wydarzenie. Czuli się oszukani. Do tego jeszcze ta nagonka w prasie&#8230; A biedna matka dziecka? Jakże jej musiało być ciężko. Jak ona to wszystko przeżyła? Komu wierzący zrobili co złego? Przecież żyli i pracowali najuczciwiej z całej wsi?<br />
Oburzeni ludzie poszli do rady wiejskiej ze skargą. Wezwano przedstawicieli milicji, komitetu rejonowego oraz obwodowego komitetu wy­konawczego partii. Sprawa dotarła do Kijowa, potem do Moskwy. Ci, któ­rzy tak niezręcznie przeprowadzili zlecone im zadanie z „ofiarowaniem&#8221; zostali zdjęci ze stanowisk i przeniesieni do innej pracy.<br />
Chłopca nie było w domu pół roku.<br />
„Panie! Ty słyszysz pragnienia pokornych; wzmocnij serce ich; otwórz ucho Twoje, żeby dać sąd sierocie i prześladowanemu, aby nie straszył więcej człowieka na ziemi&#8221;.</p>
<p><center></center><center></center><center><b>NA BEZLUDNEJ WYSPIE</b></center><br />
Iwana Opalnika powołano do wojska, służbę odbywał w Baku. Iwan pochodził z wierzącej rodziny. W jego wsi był zbór, w którym co sobotę odbywały się nabożeństwa. Iwan od dzieciństwa wychowywał się w środowisku ludzi wierzących. Teraz został poddany niełatwym próbom. Postanowił dochować wierności Panu we wszystkich okolicznościach i nadal święcić sobotę. Dowództwo wojskowe zabrało się za jego reedukację, ale starania te nie przyniosły rezultatu.<br />
— Nie myśl sobie, że my tutaj, w wojsku, będziemy bawili się z tobą!<br />
Jeżeli w sobotę nie stawisz się w pracy, zrobimy z tobą coś takiego, co ci<br />
się nawet nie śniło — zagrozili „wychowawcy&#8221;.<br />
Przyszła sobota. Pogróżki nie przeraziły Iwana. Wczesnym rankiem poprowadzono go na brzeg morza, wsadzono do łódki i wywieziono na jedną z wysepek. Tam wyrzucono go na brzeg. Na pożegnanie usłyszał:<br />
— Niech twój Bóg cię tutaj napoi i nakarmi, bo my po ciebie nie wrócimy!<br />
Iwan patrzył, jak łódka oddala się, aż wreszcie stracił ją z oczu. Był na skalistej wysepce sam ze swoim Bogiem.<br />
Święty dzień upłynął mu na rozmyślaniach. Apostoł Jan też przebywał na bezludnej wyspie Patmos, tam Pan dał mu objawienie. Iwan zaczął sobie przypominać rozdział po rozdziale tej księgi. „Ten, który przechadza się pośród siedmiu złotych świeczników — powtarzał w my­ślach — widzi mnie w mojej samotności&#8221;. Potem przypomniał sobie po­ cieszenie dane siedmiu kościołom: „Znam twój smutek&#8221;. Iwan pomy­ślał: „I mój smutek On zna&#8221;. Wspomniał obietnice dane zwycięzcom. W księdze Objawienia apostoł opisał walkę pomiędzy światłością i ciemnością. Po ciężkiej walce zwycięzcy stoją na szklanym morzu i śpiewają pieśń Baranka i Mojżesza! „Ja też pragnę być wśród zwycięzców&#8221; — myślał Iwan.<br />
Przespacerował się po wyspie. Była skalista i nieprzyjemna. Nic na niej nie rosło. Był tam tylko piasek i skały. Fale z hukiem rozbijały się<br />
0 brzeg, od czasu do czasu nadlatywały mewy. Zbliżała się jesień, było<br />
chłodno. Iwan miał na sobie tylko lekkie ubranie. Ukląkł i zaczął się modlić. Miał jedno pragnienie, jedną prośbę do Pana: pozostać Mu wiernym aż do końca, nie zawahać się w żadnej sytuacji. Jaki będzie koniec tego doświadczenia, nie wiedział, ale całą nadzieję pokładał w Panu.</p>
<p>Podniósł się z klęczek i nagle zobaczył, że na falach, niedaleko wyspy, unosi się kuter. Rybacy zobaczyli człowieka na bezludnej wyspie, spu­ścili szalupę i podpłynęli do niego:<br />
— Skąd się tu wziąłeś i co tutaj robisz? — zaciekawili się.<br />
Iwan opowiedział im o swoich przekonaniach religijnych i o tym, jak<br />
1 dlaczego trafił na wyspę. Rybacy nic nie odpowiedzieli, odpłynęli do swo jego kutra.<br />
Iwan ze smutkiem patrzył, jak szalupa się oddala. „Może nie trzeba im było mówić, za co zostałem tu zesłany? Może poczuli do mnie wrogość i dlatego tak szybko odjechali? Ale cóż innego mogłem im powiedzieć? Przecież cierpiałem za Jezusa i o Nim muszę świadczyć&#8221;.<br />
Ale zobaczył, że łódka znów podpływa do wyspy. Rybacy zeszli na brzeg i położyli przed Iwanem suchary, konserwy oraz wodę do picia.<br />
— Przy tej wyspie nigdyśmy nie łowili, tutaj nigdy nie było ryb. A dziś od rana całymi ławicami ciągnęły w kierunku wyspy, mamy piękny połów. To twój Bóg ci pomógł, a i nam pobłogosławił. Jedz, pożyw się, nie zostawimy cię na pastwę losu, będziemy ci przywozić żywność i wodę.<br />
Następnego ranka Iwan znów zobaczył łódkę. Byli to jego koledzy z wojska.<br />
—No i co, nakarmił cię ten twój Bóg? Napoił czystą wodą?&#8221;—zapytali.<br />
— Nakarmił i napoił — radośnie zawołał Iwan. — Możecie się poczęstować, jeśli chcecie. I pokazał im swoje bogactwo.<br />
Oficer był zdumiony cudownym wydarzeniem i wzruszony siłą wiary Iwana.<br />
— Jeżeli twój Bóg tak ci pomaga, to pozostań wierny i służ Mu —odpowiedział.<br />
Iwana już więcej nie szykanowano. Przeniesiono go do innej jednostki, gdzie szczęśliwie zakończył służbę w wojsku.</p>
<p>To jest rozdział z książki „<i><b>Cierniste Drogi” A. i P. Macanowowów</b></i>.</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/pomoc-boza-w-trudnych-latach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Zacznij od siebie</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/zacznij-od-siebie/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/zacznij-od-siebie/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 06 Aug 2019 09:13:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Sally Hohnberger]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[grzech]]></category>
		<category><![CDATA[pokora]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2946</guid>
				<description><![CDATA[„[&#8230;] i za nich poświęcam siebie samego [&#8230;]” (Jan 17, 19) Pewna matka jechała samochodem ze swoim nastoletnim synem, który dopiero co otrzymał tymczasowe prawo jazdy. Syn uparcie prosił, żeby pozwoliła mu prowadzić. Zmęczona ciągłym nagabywaniem, dała za wygraną, jednak zanim oddała kierownicę, zapytała: – Obserwowałeś mnie, więc wiesz co robić, prawda? – Jasne, mamo!.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><i>„[&#8230;] i za nich poświęcam siebie samego [&#8230;]” (Jan 17, 19)</i></p></blockquote>
<p>Pewna matka jechała samochodem ze swoim nastoletnim synem, który dopiero co otrzymał tymczasowe prawo jazdy. Syn uparcie prosił, żeby pozwoliła mu prowadzić. Zmęczona ciągłym nagabywaniem, dała za wygraną, jednak zanim oddała kierownicę, zapytała:<br />
– Obserwowałeś mnie, więc wiesz co robić, prawda?<br />
– Jasne, mamo! – zapewnił.<br />
Kiedy wjechał na jezdnię, matka była mile zaskoczona jego ostrożnością. Zatrzymał się na światłach, a ona pochwaliła jego umiejętności. Kiedy zjeżdżali ze wzniesienia w kierunku ruchliwego skrzyżowania, zauważyła, że za chwilę zaświeci się czerwone światło. Zanim się zorientowała, syn nagle przyspieszył i przemknął przez skrzyżowanie tuż po tym, jak światło się zmieniło. Inni kierowcy zareagowali na to klaksonami, nieprzyjemnymi spojrzeniami i gestami.<br />
– Skręć na parking i zatrzymaj się – słabym głosem powiedziała matka. Kiedy to zrobił, odwróciła się do niego, cały czas jeszcze się trzęsąc. – Wydawało mi się, że, tak jak powiedziałeś, obserwowałeś mnie i wiesz, co robić.<br />
– Tak właśnie jest, mamo!<br />
– Nie sądzę. Powtórzmy sobie sygnalizację, zanim przejdziemy dalej. Co oznacza czerwone światło?<br />
– Zatrzymanie, oczywiście. Mamo, przecież to niepoważne.<br />
– Całe życie przemknęło mi przed oczami, więc jeżeli nadal chcesz prowadzić, to dla mnie bynajmniej nie jest to niepoważne. Zrozumiałeś?<br />
– Tak.<br />
– Co oznacza zielone światło?<br />
– Jazdę.<br />
– A co robię, kiedy światła zmieniają się na żółte? – zapytała znacząco.<br />
– Jedziesz tak szybko, jak możesz, żeby zdążyć przejechać.<br />
Być może nie byłeś zmuszony stawić czoła własnej niekonsekwencji w tak rażący sposób, prawda jednak jest taka, że nigdy nie dostarczysz dzieciom czegoś więcej ponad to, co sam posiadasz. Musisz być szczery w samoocenie – nie po to, żeby stracić nadzieję i załamać się swoim stanem, ale żeby przygotować się na radykalnie inne rozwiązanie niż to, które stosowałeś do tej pory. Jeżeli więc twoje życie i doświadczenia religijne nie są czymś, co chciałbyś, żeby twoje dzieci powielały, musisz rozważyć wprowadzenie zmian i rozpocząć przemianę od samego siebie.<br />
Nikomu nie było trudniej być rodzicem niż mnie i często żaliłam się Bogu na swój los: „Panie, jestem taka sfrustrowana nieudanymi próbami doprowadzenia moich chłopców do posłuszeństwa! Czuję, że walczę z gigantyczną przeszkodą, która jest dla mnie o wiele za wysoka. Nie dam rady!”. Wtedy otchłań rozpaczy otwierała swoje ramiona, żeby powitać mnie, zupełnie zrezygnowaną. Rozczulałam się nad sobą przez jakiś czas, rozpamiętując żale. Później, kiedy już miałam dość swojego opłakanego stanu, znowu wołałam do Boga: „Jestem na dnie, Panie! Chcę stąd wyjść!”.<br />
Naprawdę chcesz się podnieść, Sally? – łagodnie pytał Bóg.„Oczywiście, że chcę uwolnić się od moich kłopotów! Co masz na myśli?”<br />
Hmm, poprzedniego dnia powiedziałaś Mi, że chcesz odbić się od dna, ale nie chwyciłaś Mojej ręki, kiedy ci ją podałem. Mogę cię wybawić. Czy źle zrozumiałem twoją prośbę?<br />
Przypomniałam sobie tę sytuację. Modliłam się, a moje serce było pełne rozpaczy i beznadziei. Na próżno starałam się wydostać z dołka. Wyobraziłam sobie, jak próbuję wspiąć się po ścianach pieczary, ale były zbyt śliskie, pieczara zbyt głęboka, a moje siły niewystarczające. Udawało mi się wspiąć prawie na samą górę. Mogłam nawet dostrzec światło słoneczne. Ale wtedy traciłam siły lub oparcie pod nogami i spadałam z powrotem na samo dno. Starałam się myśleć pozytywnie – przez jakiś czas nawet się to sprawdzało – potem jednak mój umysł wracał do myśli o mojej niedoskonałości, o byciu niegodną i znowu spadałam na dno ciemnej pieczary.</p>
<p>Zrozpaczona, błagałam Jezusa o wybawienie. Oczami wyobraźni widziałam Bożą dłoń wyciągniętą w moim kierunku. Pragnęłam ją uchwycić bardziej, niż mogłam to nawet wyrazić. Myślałam jednak, że nie powinnam liczyć na to, że Jezus może mnie wybawić. Odwracałam głowę, czując się niegodna, by dotknąć Jego dłoń. W ten sposób pozostawałam na dnie, dręczona strasznymi uczuciami i myślami. Teraz zadawałam sobie pytanie: „Dlaczego nie przyjęłam wtedy Bożej ręki?”. Pojawiła się odpowiedź: „Ponieważ nie czułam się godna”.<br />
Pan starał się prowadzić moje myśli i zapytał: Czy powinnaś ufać swoim uczuciom, czy mojemu Słowu?<br />
„Oczywiście Twojemu Słowu, Panie. Ale przecież uczucia mówią mi, kim jestem, czyż nie?”<br />
Uczuciom nie można ufać, Sally. Szatan przemyca kłamliwe uczucia do twojego umysłu, a później pociąga za sznurki emocji. Stąd kombinacja niewłaściwych uczuć wywiera nieodpartą presję, aby pełnić wolę szatana. Często doprowadza cię w ten sposób do otchłani rozpaczy, a ty mu ulegasz. Nie możesz słuchać swoich uczuć ani kłamstw, którymi szatan ci urąga. Moje Słowo jest godne zaufania. Czy wybierzesz Moje Słowo, czy swoje uczucia?<br />
Nagle dostrzegłam nadzieję! „Nie muszę słuchać swoich uczuć? – pomyślałam. – Jeżeli to prawda, to mogę odwrócić się od destrukcyjnych myśli i emocji. Mogę zaufać Jezusowi! On potrafi i chce wybawić mnie z otchłani błędnego myślenia i rozpaczy”. Tak więc, w moim umyśle, uchwyciłam się Jego dłoni, a On wyciągnął mnie z ciemnego, przerażającego dołu i postawił moje stopy na skale – Jezusie Chrystusie.</p>
<p>Nie ma otchłani tak głębokiej, aby Boża ręka nie mogła dosięgnąć dna. Nie ma zła ani grzechu tak wielkiego, aby Bóg nie był w stanie cię z niego oczyścić, czy który powstrzymałby Go przed przyjęciem nas w kochające, przebaczające i przemieniające ramiona. Nagle dostrzegłam nadzieję.<br />
„Nie muszę słuchać własnych uczuć – powiedziałam do siebie. – Muszę iść w przeciwnym do destrukcyjnych myśli i emocji kierunku, ponieważ są one w sprzeczności z Bożym Słowem. Mogę zaufać Jezusowi. On nie chce, żebym znajdowała się w takim stanie”.<br />
Zobaczyłam, jak słonce wychodzi zza ciemnych, rozgniewanych chmur mojego umysłu. Wyczułam, że ciemność, która mnie otaczała, ustępuje. Szatan tracił swoją kontrolę nade mną.<br />
Moje negatywne myśli i uczucia jednak szybko powróciły. Znowu wołałam do Boga: „Panie, co mogę zrobić? Wcale nie czuję się lepiej!”.</p>
<p>Nie martw się uczuciami, Sally. Popracujmy nad twoimi myślami. Pomyśl o tym, jak dobrą jesteś matką. Pomyśl o dobrych przyzwyczajeniach, jakie wszczepiłaś chłopcom poprzez świadome wychowanie. Wyjdź z rozpaczy, podążając za Mną.<br />
Tak ciężko było zmienić sposób myślenia. Rozpamiętywanie tego, jak byłam okropna, przychodziło z łatwością. Był to nawyk, który towarzyszył mi przez całe życie! I właśnie te negatywne wzorce myślenia co jakiś czas wpędzały mnie w rozpacz. Tak bardzo chciałam się od tego uwolnić, że zdecydowałam się włożyć cały wysiłek w zupełnie inne myślenie, niż do tej pory, w koncentrowanie się na dobrych, a nie złych aspektach.<br />
„Jak to działa?” – zastanawiałam się. Naprawdę z trudem przychodziło mi przyswojenie sobie tej koncepcji. Jeżeli walczycie o powrót ze złej drogi, wierzcie mi – to naturalne. Bóg nie spisał mnie na straty. Podsunął mi wspomnienie o Matthew, który zerwał dla mnie bukiet polnych kwiatów i wręczył mi je, mówiąc, że mnie kocha. Bóg rozrzedzał mgłę kłamstw szatana, który oskarżał mnie o to, że nie zrobiłam nic dobrego.</p>
<p>„Twierdzisz, że nie jestem aż taka zła? Że mogę czynić dobre rzeczy, gdy Jezus jest we mnie?” Powoli zaczęłam uświadamiać sobie, że obraz mnie samej, w który do tej pory wierzyłam, jest fałszywy i że dla Boga mam nieocenioną wartość. Pan pokierował mną, abym zaczęła myśleć bardziej pozytywnie na swój temat, tak, żebym mogła zbudować ufność i zaufanie do Niego. „Andrew je mniej podczas posiłków dzięki moim staraniom, żeby zwalczył objadanie się – rozmyślałam. – To dobrze. A Matthew uwielbia chodzić ze mną na spacery i nawet pracować ze mną. Obydwaj chłopcy uwielbiają się ze mną bawić. Uczą się dobrych nawyków schludności, porządku i staranności. Nie jestem aż taką nieudacznicą. Myślę, że powinnam się z tego cieszyć”. W ten oto sposób moje myśli, prowadzone przez Boga, zaczęły zmieniać kierunek. Było to dla mnie ogromne zwycięstwo.<br />
Gdy pielęgnowałam tę współpracę z Bogiem, boski pokój zagościł w moich emocjach i wyparł negatywne uczucia. Beztroski i radosny duch wydawał się prawie nietaktem po tylu latach dostrzegania samych negatywów, jednak poddałam się mu, ufając, że Bóg wie lepiej. Radość wypełniła miejsce, gdzie wcześniej znajdował się smutek. „Bóg mnie kocha!” – myślałam. Kiedy poddawałam się Jego działaniu, wybawiał mnie od złych myśli i uczuć, które miały nade mną władzę. Jestem Mu wdzięczna, że od tamtego dnia już nigdy nie wróciłam na dno rozpaczy.<br />
Jedno z największych wyzwań rodzicielstwa, z jakimi musimy się dzisiaj zmierzyć, to pomóc naszym dzieciom zwalczyć nawyki złego myślenia, odczuwania i reagowania oraz wskazać im właściwe przyzwyczajenia. Bez Bożej pomocy wykonanie tego zadania jest niemożliwe. Dlatego też On musi wykonać w nas pracę, jaką chcemy widzieć w naszych dzieciach. On musi najpierw nas uświęcić, dla ich dobra, aby wybawić nas z nawyków złego myślenia, tak, byśmy mogli w zamian nauczyć dzieci tego, co sami już umiemy. Bóg może i chce udzielić boskiej mądrości i siły każdemu rodzicowi i dziecku, które do Niego woła o pomoc i gotowe jest do współpracy.<br />
Pewnego dnia, kiedy sześcioletni Andrew był bardzo niegrzeczny, dałam mu klapsa i odesłałam do pokoju, żeby „przestał płakać”. Po piętnastu minutach szloch wcale nie ustał. Żeby zająć go czymś innym, wysłałam go na spacer dokoła domu i kazałam wypełnić pojemnik na drewno. Wcale nie pomogło. Nadal płakał!<br />
– Andrew, kochanie, co się stało? – zapytałam. – Pięknie wykonałeś swoje zadanie. Już nie masz powodu do płaczu.<br />
– Nie mogę przestać płakać – wyjąkał, pociągając nosem.<br />
„Och, Panie, jak mogę mu pomóc? Nic, czego próbowałam, nie skutkuje”.<br />
Sally, jak wyprowadziłem cię z twojej rozpaczy i beznadziei? – spytał Bóg, nakreślając mi problem.<br />
„Szatan musi podsyłać mu kłamliwe myśli – stwierdziłam. – To, że nadal nie przestał płakać, oznacza, że się im poddaje. Muszę dowiedzieć się, co myśli i czuje” – powiedziałam do siebie, podchwytując tę myśl.<br />
– Andrew, co teraz dzieje się w twojej głowie? O czym myślisz?<br />
– O tym, jaki jestem niegrzeczny i głupi – szlochał. – Chcę być dobry, ale musi być ze mną coś nie tak, bo nie potrafię!<br />
Sally, wyjaśnij mu, o co chodzi z otchłanią rozpaczy – co go tam pcha i jak może się wydostać. Będę z tobą – zachęcał mnie Pan.<br />
– Andrew, te myśli są kłamstwem, które podsuwa ci szatan. Nie musisz im ulegać. To szatan próbuje zepchnąć cię na dno rozpaczy.<br />
Wydawało się, że Andrew dokładnie rozumie, o co mi chodzi. Naprawdę, Bóg był ze mną i pomagał mi wyrazić wszystko w sposób najbardziej przystępny dla niego.<br />
– Andrew, wyobraź sobie, że Bóg wyciąga dłoń, bo chce wydobyć cię z tego dołu beznadziejności. Po prostu ją uchwyć, to wszystko. Bóg cię kocha i chce ci pomóc – uśmiechałam się zachęcająco.<br />
Oczy Andrew rozjaśniły się. Byłam pewna, że mi wierzy.<br />
– Pomódl się, Andrew, i oddaj Bogu złe myśli. W ten sposób chwycisz Jego dłoń.<br />
Spojrzał na mnie i przytakująco skinął głową. Później mocno zacisnął powieki.<br />
– Boże, zabierz moje złe myśli i daj mi lepsze. Pomóż mi być dobrym i spraw, żebym przestał płakać.<br />
Stał w skupieniu, czekając na głos Boży, tak jak zawsze zachęcaliśmy do tego naszych chłopców.<br />
Mijały minuty. W końcu zapytałam:<br />
– Co powiedział ci Pan Bóg, Andrew? Co chce, żebyś zrobił?<br />
– Chyba chce, żebym zerwał jakieś kwiaty.<br />
– No, to na co czekasz? Zrób to! – zachęciłam go.<br />
Pobiegł, a po chwili wrócił z bukietem bzu, już nie płacząc. Bardzo się ucieszyłam!<br />
– Co się stało, Andrew – pytałam, nadal drążąc.<br />
– Prosiłem Boga, żeby zabrał mój płacz i chwyciłem Jego dłoń, tak jak mi mówiłaś. Powiedział mi, żebym nacieszył się moimi ulubionymi kwiatami. Musiałem otrzeć łzy, żeby je dostrzec. On się o mnie troszczy, mamo. W pewnym momencie przestałem płakać, ale nawet nie zauważyłem kiedy – zdradził swój sekret, uśmiechając się, i podał mi kwiaty.<br />
Zwycięstwo nad sobą zaczyna się od myśli i przechodzi w cudowny sposób w uczucia. Odniosłam sukces, kiedy podzieliłam się z synem moimi doświadczeniami. Andrew nadal był skłonny słuchać i wierzyć kłamliwym myślom, ale z czasem, kiedy powtarzaliśmy cały proces, coraz lepiej szło mu oddawanie złych myśli Jezusowi, aż odniósł całkowite zwycięstwo.<br />
Dzieci naśladują nasze nieudolne sposoby rozwiązywania problemów. Matthew i ja widzieliśmy kiedyś scenę w telewizji, gdzie matka w przypływie złości tłukła naczynia. Później zapytałam go, czego się nauczył.<br />
– Kiedy jest się wściekłym, trzeba rzucać naczyniami! – odpowiedział.<br />
Jaka to lekcja dla wszystkich rodziców! Zasada jest następująca: zmieniamy się poprzez obserwację. I to prowadzi nas do logicznego pytania: jaki przykład daję w moim domu?<br />
Zbyt często ku swojemu zawstydzeniu, uświadamiałam sobie, że przez mój przykład uczę chłopców zamknięcia się w sobie i wejścia do tej samej otchłani rozpaczy, która była mi tak bardzo znajoma. Na szczęście tylko jeden z moich synów przyjął tę taktykę. Zmusiło mnie to do powrotu do miejsca, w którym już byłam, i nauczenie go tych samych lekcji, których Bóg udzielił mnie, aby pokonać negatywne myślenie, jednak przez jakiś czas, mój kiepski przykład był dla niego przeszkodą.<br />
Przez to osobiste doświadczenie nauczyłam się, jak bardzo wszyscy potrzebujemy Chrystusa, żeby zmienić siebie i móc mądrze współpracować z niebem w prowadzeniu dzieci do Jezusa, aby one też doświadczyły zmiany.</p>
<p>Kiedy mam chwilę wolnego czasu, lubię robić na drutach. To bardzo motywujące, kiedy biorę do ręki na w pół skończoną robótkę i widzę, jak dużo udaje mi się zrobić w krótkim czasie. Kiedy moje ręce oddają się twórczemu zajęciu, sama zyskuję inne błogosławieństwo – odpoczynek. Zawsze ciężko pracowałam, więc kiedy tylko siadam, od razu zaczynam myśleć o rzeczach, które powinnam zrobić i od razu zabieram się za ich wykonanie. Praca na drutach pomaga mi zapomnieć o wszystkim, zmusza mnie, żebym usiadła, odpoczęła, słuchała lub po prostu relaksowała się w gronie rodzinnym. Przez lata nauczyłam robienia na drutach wielu ludzi. Wierzę, że nawet w zwykłym koszu z włóczką są ukryte prawdy dla nas, rodziców. Nie możesz na przykład nauczyć kogoś robienia na drutach, jeżeli sam się wcześniej tego nie nauczyłeś. Możesz czytać książki na ten temat i zrozumieć zasady. Możesz nawet o nich mówić, ale bez praktyki nie nauczysz nikogo robić na drutach.<br />
Obserwowałam wielu niedoświadczonych amatorów podczas próby „opuszczanego” oczka. Robiąc na drutach, czasami można „opuścić” oczko i przez jakiś czas nawet tego nie zauważyć. Doświadczona osoba wie, jak „złapać oczko”, poprawić błąd i tym samym uratować robótkę. Wiedza na temat opuszczonych oczek to jeszcze nie wszystko. Trzeba opanować technikę naprawiania błędów, a do tego potrzeba praktyki. Tak samo jest z wychowywaniem dzieci. Każdemu rodzicowi może wydawać się, że wie, co robi, ale dopiero, kiedy zaczynają się problemy, wiemy, czy rodzic posiada doświadczenie, aby naprawić błąd. Problemem wielu z nas jest to, że usiłujemy uczyć dzieci o Bogu, używając tylko wiedzy książkowej lub tabeli zakazów i nakazów; nie posiadamy prawdziwej, zaczerpniętej z doświadczenia wiedzy odnośnie zmiany serca. Bóg zachęca nas, abyśmy byli „[&#8230;] wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami [&#8230;]” (Jak. 1, 22). Jak możemy nauczyć nasze dzieci oddania się i współpracy z Bogiem, aby ich serca uległy przemianie, jeżeli sami tego nie doświadczyliśmy. To właśnie w tym miejscu wielu rodziców zawodzi. Mówimy naszym dzieciom, że mają czynić, mówić i słuchać tego, co dobre, jednak nie uczymy ich, że mają robić to z pomocą Jezusa, gdyż my sami znamy tylko teorię.</p>
<p>Kiedy doświadczamy Bożego wybawienia od negatywnych myśli i uczuć, jak dużo czasu musi upłynąć, zanim będziemy w stanie nauczyć tego nasze dzieci? Możemy podzielić się z nimi takim doświadczeniem od razu! Nic nie przekona twojego dziecka tak dobitnie o tym, że jesteś szczery, jak obserwowanie przemiany ze zrzędy w uprzejmego i cierpliwego rodzica, gotowego do współpracy. Nie musimy być doskonali, zanim podzielimy się tym, co wiemy, ale musimy doświadczyć Bożego działania w nas, nawet jeżeli na początku nie wydaje się ono być znaczące.<br />
Lekcja o Bożej dłoni, której nauczyłeś się dzisiaj, to dobra lekcja. Jutrzejsza będzie nawet lepsza. Ucz więc tego, czego sam dzisiaj się nauczyłeś, z pomocą Chrystusa. Pamiętaj: tak szybko, jak dziecko uczy się zaufania i miłości do matki, może zacząć kochać i ufać Przyjacielowi matki, Jezusowi. Na początku może po prostu naśladować twoje zachowanie, ale kiedy sytuacja będzie się powtarzać, wyrobi sobie nawyk ufania Bogu, który na stałe zagości w jego umyśle.<br />
Od dwudziestu lat mieszkamy w górach Montany. Jedną z naszych ulubionych rozrywek są wędrówki do mało znanego, dzikiego jeziora w pobliżu. Zawsze zabieramy ze sobą filtr do wody, żeby mieć pewność, iż otrzymamy czystą wodę, gdyż nawet tam, w dziczy, nie mamy pewności, że woda nie jest zanieczyszczona przez innych ludzi lub przez zwierzęta. Jim zawsze dba o to, żeby napompować dla nas świeżej wody do picia i gotowania. Kiedy umieszczamy urządzenie pod powierzchnią wody, maleńkie otwory ceramicznych filtrów usuwają brud, piasek, śmieci, chorobotwórcze bakterie, a nawet pasożyty.<br />
Gdy chodzi o płaszczyznę duchową, wielce na tym korzystamy, jeżeli filtrujemy myśli i słowa poprzez Chrystusa, zanim skierujemy je do naszych dzieci. Bóg musi zejść pod powierzchnię naszych słów, zbadać ducha i motywy, nie tylko zewnętrzną fasadę naszych czynów. Duch Boży przefiltruje wszelkie szkodliwe, niesmaczne i zapiaszczone elementy w naszej mowie, emocjach i postawie. Odkryłam, że Bóg usuwa tylko to, co szkodliwe. Czyni to także tylko za naszym pozwoleniem. Posiadamy wolną wolę, dlatego współpraca jest istotną częścią procesu oczyszczenia. Bóg chce, aby nasze domy były szczęśliwe i aby atmosfera szczęścia panująca w nich propagowała fizyczne, mentalne i duchowe zdrowie. Musimy jednak współpracować i poddać się Jego prowadzeniu.</p>
<p><center><b>Samotne wyzwanie<br />
Szczególne słowa zachęty dla rodziców samotnie wychowujących dzieci</b></center>Jeżeli czujesz się przytłoczony zadaniem, jakie jest przed tobą, chwała Panu! Wtedy jesteś najbardziej gotowy na poddanie się Jego prowadzeniu. Nie rozpaczaj, jeżeli twój były współmałżonek działa przeciwko twoim założeniom. Skoncentruj się na zadaniu, jakie masz do wykonania i uczyń swój dom szczęśliwym poprzez przyjęcie wyciągniętej dłoni Jezusa, która cię poprowadzi.<br />
Przeczytałam raz o pewnym człowieku, który – wylądowawszy w dużym mieście – wziął taksówkę, aby dostać się z lotniska do hotelu. Taksówkarz był tak radosny i wesoły, że człowiek ten był pod wielkim wrażeniem. Zapytał o jego dom i rodzinę. Żona taksówkarza umierała po długiej walce z rakiem. Rachunki za leczenie tak uszczupliły ich fundusze, że nad ich domem wisiała groźba zlicytowania. Pasażer był zszokowany. Ten radosny człowiek miał tak wielkie problemy!<br />
– Spodziewałbym się raczej, że będzie pan przybity – powiedział taksówkarzowi.<br />
– Dlaczego? – zapytał kierowca. – Przecież to nie moja wina, że żona jest chora. Zniechęcenie jeszcze nikomu nie pomogło. To mój ciężar i jestem szczęśliwy, że nie jest on tak wielki, jak problemy, które inni ludzie mają do udźwignięcia.</p>
<p>Być może wcale nie masz teraz ochoty na filtrowanie słów i czynienie domu szczęśliwym, szczególnie, jeżeli są rzeczy, które cię zniechęcają. Pamiętaj jednak, że to inwestycja na przyszłość. Uczysz się, że uczucia nie muszą mieć nad tobą władzy. Szczęście jest zaraźliwe! Tak samo jak smutek. To, że jesteś sam, może nie jest sprawiedliwe; twoje potrzeby pozostają niezaspokojone i musisz włożyć wysiłek w wychowywanie dziecka bez wsparcia ze strony współmałżonka. Jednakże możesz polegać na Bogu, że spełni tę część zadania, której ty nie jesteś w stanie wykonać.<br />
Uczymy się ważnych lekcji przygotowujących nas do rodzicielstwa na wzór niebiański, a nie ziemski, który tak często można zaobserwować dzisiaj w domach ludzi deklarujących się jako chrześcijanie. Bóg chce, aby Jego lud wyróżniał się z tłumu powierzchownych chrześcijan. Chce wyróżnić twój dom jako przykład prowadzenia Jezusa, przedstawiający wewnętrzną siłę do życia ponad skłonnościami ciała. Chce zrobić dla ciebie i twojej rodziny więcej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałeś. A klucz do największego niebiańskiego błogosławieństwa jest w zasięgu ręki, gdyż to od ciebie wszystko się zaczyna!</p>
<p><span class="small2">Artykuł jest trzecim rozdziałem książki „Bądź rodzicem w mocy Ducha” wydanej przez Orion plus.</span></p>
<p>Autor: Sally Hohnberger<br />
Tłumaczenie: Agnieszka Kasprowicz</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/zacznij-od-siebie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>03. Bóg pokazuje nam tylko jeden krok na raz</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/03-bog-pokazuje-nam-tylko-jeden-krok-na-raz/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/03-bog-pokazuje-nam-tylko-jeden-krok-na-raz/#respond</comments>
				<pubDate>Tue, 06 Aug 2019 08:35:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gordon Anderson]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Praktyczny wymiar ewangelii]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2943</guid>
				<description><![CDATA[Istnieje jedna bardzo ważna myśl, którą chciałbym, abyście zabrali z tego spotkania. Ta myśl jest bardzo prosta: Bóg jest wierny. Czy jest to proste? Czy wierzycie w to? Czy wiecie, że to jest prawdą? Czy doświadczyliście tego we własnym życiu? Sześć lat temu wraz z żoną rozpoczęliśmy naszą służbę. Dwa lata wcześniej modliliśmy się, aby.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>Istnieje jedna bardzo ważna myśl, którą chciałbym, abyście zabrali z tego spotkania. Ta myśl jest bardzo prosta: Bóg jest wierny. Czy jest to proste? Czy wierzycie w to? Czy wiecie, że to jest prawdą? Czy doświadczyliście tego we własnym życiu? Sześć lat temu wraz z żoną rozpoczęliśmy naszą służbę. Dwa lata wcześniej modliliśmy się, aby Bóg pokazał nam, czym moglibyśmy służyć. Przedstawiliśmy Panu wiele naszych pomysłów i na każdy z tych pomysłów powiedział: Nie. Tym, na który powiedział: Tak, było prowadzenie kursu biblijnego. Tę pracę wykonujemy już od sześciu lat. Na prowadzenie takiego kursu potrzeba czasu i związane jest to z kosztami. Nie uświadamialiśmy sobie na początku tego, z czym ta praca będzie się wiązać. Być może dobrze, że Bóg nie pokazał nam, co będzie się za tym kryło, z czym to będzie związane.</p>
<p>Bóg pokazuje nam tylko jeden krok na raz. Chce nas nauczyć pewnych lekcji. Pracujemy dla Boga dlatego, że On nas chce czegoś nauczyć. Jedna z lekcji dotyczy tego, abyśmy Mu ufali. Musieliśmy Mu oddać wszystko, co mieliśmy i ufać, że da nam to, czego nie mieliśmy. Musiał nauczyć nas, jak ma się sprawa z pieniędzmi. Gdy rozpoczęliśmy pracę, prosiliśmy naszych adwentystycznych przyjaciół, aby nam pomogli finansowo. Ale po trzech miesiącach Pan powiedział nam: To jest zły sposób, nie proście ludzi o pieniądze, proście Mnie o pieniądze. To było dla nas wielkim krokiem, ponieważ nie wiedzieliśmy, skąd przychodziły pieniądze. Wysyłamy średnio około pięciuset listów lekcji biblijnych na tydzień. To jest pięćset znaczków każdego tygodnia, pięćset kopert i wszystkie gotowe druki, które znajdują się w tych kopertach. To jest oczywiście mnóstwo pieniędzy. Czy w Polsce jest to również dużo pieniędzy? Czy szliście kiedyś na pocztę, aby kupić 500 znaczków? Pierwszy raz, kiedy kupowałem tyle znaczków, miałem wewnątrz dziwne uczucie. Możecie to zrozumieć? Wiele z tych lekcji wysyłamy do innych krajów Europy, Afryki, Azji, na Karaiby. Rozumiecie w związku z tym, co to oznacza. A Pan powiedział: Nie proście ludzi o pieniądze, proście mnie. Byliśmy przestraszeni. Czuliśmy się podobni do Piotra, gdy zostało mu powiedziane: Wyjdź z tej łodzi.</p>
<p>To, czym pragnę podzielić się z wami, pochodzi również z mojego własnego doświadczenia. Bracia i siostry, chcę wam powiedzieć o tym, że Bóg jest dobry, że Bóg jest wierny. Możemy Mu zaufać, On nigdy nie pozostawi nas samych. W pierwszym miesiącu, gdy przestaliśmy prosić ludzi o pieniądze, mieliśmy dwa razy więcej pieniędzy, niż gdy o nie prosiliśmy. Bóg pragnął coś nam przez to pokazać. W ten sposób powiedział nam, że jeżeli będziemy Mu ufać, On nas nie zostawi. Tym sposobem przez pięć lat i dziewięć miesięcy nie prosiliśmy nikogo pieniądze. A Bóg jest dobry i nigdy nie było tak, żebyśmy nie mogli wykonywać naszej pracy z powodu braku pieniędzy.</p>
<p>Trzy lata temu Bóg dokonał czegoś innego. Mówiłem wam, że byłem nauczycielem w szkole, byłem nauczycielem przez trzydzieści lat. Bóg powiedział: Teraz jest czas, aby zakończyć tę pracę. Były pewne wydarzenia związane ze szkolnictwem w Anglii. Trudno było być nauczycielem i jednocześnie chrześcijaninem. Moja żona i ja modliliśmy się wspólnie i udałem się do człowieka, który mnie zatrudniał i powiedziałem, że chcę z nim porozmawiać. Nie powiedziałem mu, o czym chcę rozmawiać, on natomiast powiedział: Jestem bardzo zajęty, nie będę w stanie rozmawiać z tobą przez dwa tygodnie. Powiedziałem: W porządku, nie ma problemu. Tydzień później ten człowiek przemówił do wszystkich nauczycieli. Wiecie o czym mówił? Mówił o tym, jak nauczyciele mogą przejść w stan spoczynku od pracy. Przez trzydzieści lat mojego nauczania nikt nie mówił o takich rzeczach. Tak więc gdy nastał czas mojej rozmowy z nim, powiedziałem, że odpowiedział już na wiele z moich pytań i wypracowaliśmy plan dla mnie, abym mógł zakończyć pracę jako nauczyciel. Bóg jest więcej niż tylko dobry, Bóg jest cudowny. Około dziesięć dni po tym spotkaniu, ludzie którzy mnie zatrudniali ułożyli plan dla tych, którzy mieli zakończyć pracę. Miało to trwać tylko rok. Ten plan przewidywał, że otrzymam emeryturę, którą będę odbierał każdego miesiąca. Pieniądze, które otrzymywałem sprawiły, że byłem w stanie zakupić mój dom.</p>
<p>Tak więc nie musiałem już płacić każdego miesiąca za dom. Mogłem wydać te pieniądze na inne rzeczy. Mogłem przy ich pomocy rozbudować mały warsztat i w tym warsztacie umieściłem drukarnię. W tej chwili jestem w stanie wydrukować wszystkie rzeczy potrzebne dla naszego kursu Biblijnego. Przedtem musiałem prosić innych, żeby mi je wydrukowali. Teraz mogę sam je drukować. Ale to nie wszystko, bo mogę drukować również dla innych, którzy wykonują Boże dzieło. Bóg jest dobry, bracia i siostry. Bóg jest wierny. Możecie Mu zaufać. W każdym dniu mojego życia uczę się tej lekcji.</p>
<p>Mówię wam o pieniądzach nie dlatego, że pieniądze są najważniejszą rzeczą. Jest wiele innych ważniejszych rzeczy, ale o pieniądzach łatwo się mówi, ponieważ można je policzyć. Powiem wam jeszcze jedną rzecz o pieniądzach. Znam pewne braterstwo, które mieszkało w Anglii, ale przybyli z Afryki i ich marzeniem był powrót do Afryki. Pragnęli pracować dla Pana. Nie mieli na to pieniędzy. Nie mieli pieniędzy nawet na to, aby udać się do Afryki. Stwierdziliśmy, że musimy coś uczynić. Nie jesteśmy bogatymi ludźmi, ale chcieliśmy podzielić się z tymi ludźmi tym, co mieliśmy i modliliśmy się w tej sprawie. Znalazły się pieniądze na ich bilet do Afryki. Byli bardzo szczęśliwi. My również byliśmy bardzo szczęśliwi. Polecieli do Nigerii. Później dowiedziałem się, że Nigeria jest państwem przesiąkniętym korupcją. Gdy ludzie ci udali się do portu, aby odebrać swoją własność, urzędnicy w porcie powiedzieli: Nie pozwolimy wam odzyskać tych rzeczy, jeżeli nie dacie nam za to pieniędzy. To nie było legalne, to była korupcja, ale oni nie mieli wyboru. Otrzymaliśmy od nich list, w którym zapytali: Czy możecie nam pomóc? Potrzebujemy więcej niż 2000 funtów. Nie wiem ile to jest na polskie pieniądze, ale w Anglii jest to mnóstwo pieniędzy. Musieliśmy coś w tej sprawie zaradzić. Modliliśmy się do Boga i Pan powiedział: Dajcie im wszystko, co macie. To nie było łatwe. To się działo kilka miesięcy temu. Tego lata mieliśmy również wyruszyć w podróż, ponieważ obiecaliśmy, że udamy się w różne miejsca. A Pan powiedział: Oddajcie wszystkie pieniądze i prześlijcie je tym ludziom w Afryce. Bracia i siostry, gdy Pan mówi, abyśmy coś uczynili, macie wybór. Czy nie jest tak? Czy czynicie wtedy to, co Pan Bóg mówi? Nawet jeśli wydaje się to dziwne? My to uczyniliśmy. Wysłaliśmy te pieniądze do Afryki. Było z tym wiele problemów, ale w końcu dotarły one do tych ludzi i mogli oni odzyskać swoją własność. Byli również w stanie rozpocząć swoją pracę. My nie mieliśmy żadnych pieniędzy na znaczki, ani na koperty, ani na przyjazd do Polski. Ale Bóg jest wierny. Wierzcie w to bracia i siostry. W dwa tygodnie po wysłaniu tych pieniędzy mieliśmy na naszym koncie tą samą ilość pieniędzy, ponieważ Bóg jest wierny i Bóg jest dobry. On nie prosi nas, abyśmy czynili rzeczy szalone, ponieważ On wie, co czyni. To doświadczenie nie było tylko dla naszych braci i sióstr w Afryce, to doświadczenie było przeznaczone również dla nas.</p>
<p>Wiecie dlaczego dzielę się z wami tymi doświadczeniami? Ponieważ wierzę, że za każdym razem, gdy Pan Bóg czegoś dla nas dokonuje, mamy obowiązek dzielenia się tym z innymi. Za każdym razem, kiedy Bóg odpowiada na waszą modlitwę, powiedzcie o tej odpowiedzi komuś innemu. To pomoże tej osobie i wam również. W Biblii ludowi Bożemu kazano tak czynić. Powiedziano im, żeby mówili swoim dzieciom o tym, co Bóg dla nich uczynił. Powiedziano im, aby to spisali. Powiedziano im, aby uczynili pomniki, żeby ludzie mogli czytać o tym, czego dokonał Bóg. Bracia i siostry, Pan Bóg jest wierny i wy musicie o tym wiedzieć, ponieważ w waszym doświadczeniu nastąpi czas, gdy jedyną rzeczą, której będziecie mogli się trzymać, będzie wiara w Boga. Nadejdzie czas, kiedy pieniądze na nic się nie przydadzą, ponieważ nie będziecie w stanie ani kupować, ani sprzedawać. Czy zastanawialiście się, co to oznacza? Nie będziecie mieli benzyny do samochodu, ponieważ nie będziecie mogli jej nabyć. Nie będziecie mogli włączyć światła, ponieważ elektryczność kosztuje, a wy nie będziecie mogli za nią zapłacić. Nie będziecie mogli odkręcić wody, ponieważ woda kosztuje, a wasze pieniądze nie będą przydatne i będziecie mieli tylko Boga, aby Mu ufać i na Nim spolegać. Teraz jest czas, abyście nauczyli się spolegać na Nim. Czy rozumiecie, o czym mówię? Bracia i siostry, Bóg jest wierny. Biblia mówi nam o tym stale. Spójrzmy na te teksty:</p>
<blockquote><p>5 Moj. 7,9: „A tak wiedz, że Pan, Bóg twój, jest Bogiem, Bogiem wiernym, który do tysięcznego pokolenia dochowuje przymierza i okazuje łaskę tym, którzy go miłują i strzegą Jego przykazań.”</p>
<p>Izaj. 49,7: „Tak mówi Pan, Odkupiciel Izraela, jego Święty, do tego, który jest wzgardzony przez ludzi, którym brzydzi się każdy naród, do sługi władców: Gdy królowie to zobaczą, powstaną, książęta oddadzą pokłon przez wzgląd na Pana, który jest wierny, Świętego Izraelskiego, który cię wybrał.”</p>
<p>1 Tes. 5,24: „Wierny jest ten, który was powołuje; On też tego dokona.”</p></blockquote>
<p>Ostatniego wieczora mówiliśmy o tym, że gdy Bóg mówi, że coś uczyni, On to uczyni.</p>
<blockquote><p>2 Tes. 3,3: „A wierny jest Pan, który was utwierdzi i strzec będzie od złego.”</p>
<p>Hebr. 10,23: „Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo wierny jest Ten, który dał obietnicę.”</p>
<p>1 Jana l,9: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości.”</p></blockquote>
<p>Bracia i siostry, Bóg jest wierny. Czy wierzycie w to? Czy jesteście pewni, że wierzycie? Jak bardzo potraficie Mu ufać? Jak bardzo? Bracia i siostry, nadejdzie czas, gdy w niczym nie będziemy mogli pokładać zaufania. Jeżeli nie nauczycie się pokładać waszego zaufania w Bogu, to nie będziecie mieli nic.</p>
<p>Chciałbym mówić o ostatnim wierszu, który przeczytaliśmy. Dotąd mówiliśmy o grzechu i największą walką, jaką kiedykolwiek stoczymy, będzie walka z naszym własnym sercem, z grzechem, który znajduje się w naszym własnym sercu. Nasze serca zwodziły nas przez całe lata. Biblia uczy nas, że nasze serce zwodnicze jest ponad wszystkie rzeczy. Z tej właśnie przyczyny posłany został na świat Duch Święty, abyśmy mogli dojrzeć rzeczy, o których nasze serce nawet nie ma pojęcia. Gdyby Duch Święty nie przemawiał do naszego serca nie wiedzielibyśmy, że jesteśmy grzesznikami, ponieważ nasze serce nam tego nie mówi. Tylko Duch Święty nam to oznajmia. Ci, którzy są już chrześcijanami przez długi czas, nauczyli się mówić słowa: Jestem grzesznikiem. Ale chcę wam postawić pytanie: Czy jesteście świadomi grzechów, które popełniacie dzień po dniu? Gdy klękacie i modlicie się, w jaki sposób wyznajecie wasze grzechy? Jedna z osób, która przyjmuje lekcje z naszego kursu napisała list i postawiła w nim bardzo interesujące pytanie. Napisała tak: „Gdy wyznajemy nasze grzechy, powinniśmy je wyszczególnić, czy wyznawać je ogólnie?” Jak wyznajecie wasze grzechy? Czy wyszczególniacie je, czy po prostu mówicie: Wybacz mi moje grzechy? Nie proszę was, abyście mnie na to pytanie odpowiadali. Ale sposób, w jaki na to pytanie odpowiadacie jest, myślę, interesujący, ponieważ mówi on coś na temat waszego stosunku do grzechu.</p>
<p>Czy macie w tej chwili na tyle odwagi, by prosić Boga, aby pokazał wam wasz grzech? Potrzebujemy modlić się taką właśnie modlitwą. Wasze serce nie ukaże wam grzechu, tylko Duch Święty może to uczynić. Czy chcecie poznać wasz grzech? Czy jesteście szczęśliwi, gdy wasze serce was zwodzi? Jak już wielokrotnie mówiliśmy, tych grzechów nie możemy wziąć ze sobą do nieba. To jest modlitwa, którą powinniśmy się modlić: Panie ukaż mi moje grzechy, pokaż mi wszystko, cokolwiek czynię, a co powinno być wyprostowane, zanim będę mógł być zbawiony w Twoim królestwie. Czy wierzycie w to, że Bóg odpowiada na taką modlitwę? Czy wierzycie, że Bóg chce wam pokazać wasze grzechy? Czy wierzycie, że Bóg chce, abyśmy byli zbawieni w Jego królestwie? Ale wy również musicie tego pragnąć. Jeżeli Bóg tego pragnie, i wy tego pragniecie, wówczas może się to spełnić.</p>
<p>Być może nie widzimy siebie takimi, jakimi widzi nas Bóg. Gdy czytamy trzeci rozdział Objawienia dostrzegamy poselstwo do zboru laodycejskiego, gdzie istnieje dziwny kontrast. Biblia podaje sposób, w jaki widzą siebie Laodycejczycy, a później podany jest tam sposób, w jaki widzi ich Bóg. Kim są Laodycejczycy? Czy są to ludzie z zewnątrz? Czy są w tym pokoju jacyś Laodycejczycy? Ten fragment Pisma jest dla was i dla mnie. I gdy Bóg przekazuje to poselstwo, podaje je dla mnie. Czy podaje je również dla was? Czy postrzegacie siebie takimi, jakimi widzi was Bóg? Lud laodycejski jest zwiedziony. Sądzą, że są bogaci, uważają, że niczego nie potrzebują. A jak widzi ich Bóg? Widzi ich jako ubogich, ślepych, nagich, potrzebujących wszystkiego. Oni natomiast uważają, że niczego nie potrzebują. Musimy widzieć siebie takimi, jakimi widzi nas Bóg. Gdy czynimy coś źle, szatan znajdzie wiele powodów, abyście tą rzecz czynili, a wy użyjecie tych powodów, aby usprawiedliwić swój grzech. Widzimy kogoś i nie chcemy do niego podejść, więc odwracamy się i udajemy, że go nie widzimy. Wtedy ta osoba podchodzi do nas, a co my wówczas mówimy? O bracie, jak miło cię widzieć. Nie wiedziałem, że tutaj jesteś. Kłamiemy, prawda? Opowiadasz kłamstwa, albo opowiadasz coś nieprzyzwoitego i przepraszasz. Mówisz: O bracie, przepraszam, nie miałem tego na myśli. A to jest kłamstwo, ponieważ wiesz, że gdy to mówiłeś, miałeś to na myśli. To właśnie mam na myśli mówiąc o sercu. Teraz jest czas, abyśmy przestali pozawalać na to, aby nasze serce nas zwodziło.</p>
<p>W czternastym rozdziale Objawienia znajdują się trzy poselstwa anielskie, ale na początku tego rozdziału, w pierwszych kilku wierszach, ukazany został charakter ludu, który będzie przekazywał te poselstwa. Jest jedna bardzo szczególna rzecz mówiąca o tym ludzie: „I w ustach ich nie znaleziono kłamstwa; są bez skazy.” (Obj. 14,5). Został tu ukazany sposób, w jaki się wypowiadają. Czy dostrzegacie to na początku tego wiersza? Co jest powiedziane o sposobie, w jaki mówią? Kiedy coś mówią, jest to dokładnie tym, co mają na myśli. Oni nie mówią czegoś innego, mając na myśli coś przeciwnego. Zanim nie staniemy się właśnie takimi, Bóg nie będzie mógł posłużyć się nami, abyśmy przekazali trzy poselstwa anielskie. Musimy o tym wiedzieć.</p>
<p>Amerykanie mają pewien zwrot, lubię go bardzo. Mówią, że musisz chodzić w tym, co mówisz. Czy rozumiecie, co mam na myśli? Wielu ludzi wypowiada jedną rzecz, ale chodzi w inny sposób i ludzie w świecie, gdy spoglądają na nas, mają zamieszanie z powodu naszego chodzenia i naszego mówienia. Wielu ludzi w świecie mówi, że chrześcijanie to hipokryci, ponieważ mówią coś, a czynią coś zgoła innego, i z tego powodu jesteśmy w dalszym ciągu na tym świecie. To właśnie z tego powodu dzieło Boże nie może być dokończone, nie chodzimy bowiem w tym, co mówimy. Pan musi nas odmienić. On musi uczynić nasze słowa i nasze życie tym samym. Ale On nie może tego dokonać, dopóki my nie zrozumiemy, że to jest nasz problem. Musimy uświadomić sobie to, że jesteśmy zwiedzeni.</p>
<p>Piotr nie zachowywał się właściwie wobec Jezusa, dopóki jego serce nie roztrzaskało się o skałę. Piotr sądził, że jest dobrym naśladowcą Jezusa. Powiedział: Panie, pójdę za Tobą do więzienia i na śmierć. Lecz nie znał swojego serca. Parę godzin później zaklinał się i przeczył, że kiedykolwiek znał Jezusa. A jednak myślał, że jest dobrym człowiekiem. Biblia pełna jest historii podobnych do tej. Historii o ludziach, którzy uważali, że są w porządku, gdy w rzeczywistości w porządku nie byli.</p>
<p>Paweł był podobnym człowiekiem. Był pewien, że jest doskonałym naśladowcą Bożym, a jednak ścigał naśladowców Chrystusa i wtrącał ich do więzienia. I Pan Bóg musiał ukazać Pawłowi prawdę. Również i nam Pan musi ukazać prawdę o naszym życiu. A my musimy być gotowi, aby stanąć twarzą w twarz ze złem, które jest w nas, ponieważ dopóty, dopóki nie będziemy w stanie tego uczynić, Bóg nie będzie mógł nam pomóc.</p>
<p>Kiedy Bóg ukazuje nam nasz grzech to mówi, żebyśmy przynieśli go do Niego, abyśmy go wyznali. I cóż On z nim uczyni? Czy wiecie, co On z nim uczyni? Spójrzmy w nasze Biblie. W proroctwie Micheasza 7,18.19 jest napisane: „Którz jest, Boże, jak Ty, który przebaczasz winę, odpuszczasz przestępstwo resztce swojego dziedzictwa, który nie chowasz na wieki gniewu, lecz masz upodobanie w łasce? Znowu zmiłuje się nad nami, zmyje nasze winy, wrzuci do głębin morskich wszystkie nasze grzechy.” Nie wiem czy kiedykolwiek ktoś z was znajdował się na pokładzie statku na szerokim morzu. Ja urodziłem się na otwartym morzu, znajdowałem się na statkach wiele razy i wiem jedno &#8211; jak się coś wyrzuci za pokład, to się już tego nie odzyska, jest stracone na zawsze. Nie ma żadnego sposobu, aby to odzyskać. I to właśnie Bóg uczyni z naszymi grzechami, jeżeli tylko Mu je oddamy. On je wrzuci w głębokości morskie.</p>
<p>Czy nie jest to cudowne? Spójrzmy na następny tekst z Izajasza 38,17: „Zaprawdę, zbawienna była dla mnie gorycz, lecz Ty zachowałeś duszę moją od dołu zagłady, gdyż poza siebie rzuciłeś wszystkie moje grzechy.” Gdy Bóg rzuca nasze grzechy poza siebie, to czy może je widzieć? Gdy umieszczę moją Biblię za mną, czy mogę ją czytać? Nie. I gdy Bóg rzuca nasze grzechy poza siebie, czy może je widzieć? Nie wtedy, gdy spoglądamy w oblicze Boże. Gdy przestajemy patrzeć w oblicze Boże, to być może odnajdziemy te grzechy ponownie. Ale tak długo jak tylko spoglądamy na Jego oblicze, a nasze grzechy są za Nim, On ich nie dostrzeże. Czy nie jest to cudowne?</p>
<p>Przeczytajmy jeszcze ten tekst &#8211; Psalm 103,12: „Jak daleko jest wschód od zachodu, tak oddalił od nas występki nasze.” Czy nie jest to cudowne? Czy nie ukazuje to cudownej Bożej miłości do nas? Jak daleko jest wschód od zachodu? Czy możemy to zmierzyć? Załóżmy, że mógłbym powiedzieć jak daleko jest południe od północy. Jak mógłbym to zmierzyć? Gdybym miał iść na północ, albo na południe, napotkałbym punkt, w którym nie mógłbym dalej iść ani na północ, ani na południe. Jest to około 12000 mil. Ale nie jestem w stanie odmierzyć, jak daleko jest wschód od zachodu, ponieważ gdy pójdę na zachód, nigdy tam nie dojdę, gdyż na zachód mogę iść bez końca. Na wschód też mogę iść bez końca. Nie można zmierzyć odległości między wschodem a zachodem, gdyż jest to odległość bez końca. Dlatego Bóg użył tego określenia „jak daleko jest wschód od zachodu&#8221;. Bóg jest tak dobry! Dlatego też Biblia uczy, że Bóg jest wierny i odpuści nam nasze grzechy.</p>
<p>Kiedy oddajesz swoje grzechy Bogu, nie musisz ich z powrotem odzyskiwać, ponieważ jeśli chodzi o Boga, one zostały porzucone. Dlaczego mielibyśmy udawać się w te głębiny, aby wydostawać z powrotem nasze grzechy, skoro Bóg je wyrzucił. Czasami pamiętamy o tych rzeczach, które oddaliśmy Bogu. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nie ufamy Mu, że nam je odpuścił. Tak naprawdę nie wierzymy, że On jest wierny. Nie wierzymy, że te grzechy rzeczywiście przepadły. Myślę, że problem wynika z tego, że my sami nie potrafimy odpuścić innym. Czy macie ten problem? Być może twój brat uczynił coś złego, ty mu wybaczyłeś, a potem on w następnym tygodniu zrobił tą samą rzecz. I co wtedy mówisz? Dokładnie to samo uczyniłeś tydzień temu. Czy przebaczyłeś mu? Nie, ponieważ pamiętałeś o tym. I to jest właśnie nasz problem. Uważamy, że Bóg jest taki sam. Czynimy Boga takim, jak my sami.</p>
<p>Czy pamiętacie, że Piotr miał również ten problem? Przyszedł do Pana i postawił Mu pytanie: Panie, ile razy mam odpuścić mojemu bratu, jeżeli przeciwko mnie zgrzeszy? I my śmiejemy się z Piotra, ponieważ wiemy, jak brzmiała odpowiedź Jezusa. Czy jesteście tak samo dobrzy jak Piotr? Piotr sądził, że będzie dobry, gdy przebaczy swojemu bratu siedem razy. Myślał, że to jest znak, że ma przebaczającego ducha. A jak wygląda to u nas? Czy jesteście gotowi, aby przebaczyć swojemu bratu siedem razy? A może mówicie mu: Dokładnie to samo uczyniłeś tydzień temu. Czy są rzeczy, których nie wybaczyliście waszym braciom i siostrom? Czy są takie rzeczy w waszym sercu, które nosicie przeciwko waszym braciom i siostrom? Gdy Bóg wam przebacza, On wyrzuca wasze grzechy w głębiny morskie. Czy wy czynicie to samo? Czy pamiętacie modlitwę, której nauczył nas Pan? „&#8230; i odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Prosicie Boga o posługiwanie się tą samą metodą wybaczania, jaką wy posługujecie się w stosunku do bliźnich. A gdy wasz brat, albo siostra zgrzeszą przeciwko wam, słuchacie waszego własnego głosu: Och, ty zawsze tak robisz! Zrobiłeś dokładnie to samo w zeszłym tygodniu. Czy kiedykolwiek mówiliście tak? I właśnie dlatego, że my nie przebaczamy, sądzimy, że Bóg również nam nie przebacza. Ale Bóg wybacza, On jest wierny, o ile my zechcemy Mu zaufać. Czy Bóg powiedział ci o czymś dzisiaj rano? Czy mówi ci o czymś, co jest w twoim życiu, o czym powinieneś wiedzieć? Jaką dajesz Mu odpowiedź?</p>
<p>Gdy Bóg ukazuje ci twój grzech, On wcale nie chce cię upokorzyć. On pragnie, abyś zasiadł z Nim w niebiańskich miejscach. Abyś mógł być na to przygotowany, musi nastąpić pewna zmiana w twoim życiu. Niektóre z tych zmian będą bolesne. W służbie świątynnej, podczas przygotowania na dzień pojednania, ludowi Bożemu kazano trapić swoje dusze. Bracia i siostry, chciałbym, abyście to studiowali, chciałbym, abyście to zrozumieli, ponieważ wiecie, co stało się z tymi, którzy odmówili ukorzenia swoich dusz. Nie byli już dłużej częścią ludu Bożego. Ta prawda jest taka prosta. Tylko ci, którzy ukorzyli swoje dusze odnieśli korzyść z dnia pojednania. Ci, którzy tego nie uczynili, zostali odcięci od ludu Bożego. Ta prawda jest taka sama dzisiaj, ponieważ żyjemy w Dniu Pojednania. Jeżeli nie ukorzymy naszych dusz i nie pozwolimy Duchowi Świętemu, aby ukazał nam każdą grzeszną rzecz w naszym życiu, abyśmy mogli wyznać ją i pokutować, wiecie, co Jezus powie do nas, gdy powróci? Powie: Nie znam was, idźcie precz. Pamiętacie to z Mateusza 7,23? Pamiętacie te wiersze?: „Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie.&#8221; Dlatego Jezus prosi was, abyście odsunęli grzech z waszego życia.</p>
<p>Bóg nie ukazuje ci wszystkich grzechów na raz, ponieważ to by cię zniszczyło. Nie zniósłbyś całej prawdy o sobie, dlatego On prowadzi cię krok po kroku. I na każdym kroku stawia ci pytanie: Czy chcesz mnie, czy ten grzech? Jeśli Jego pragniesz bardziej niż grzech, wówczas On poprowadzi cię krok dalej i zapyta znowu: Czy chcesz mnie, czy ten grzech? I będzie to bolesne, ponieważ Bóg ukaże ci rzeczy, o których wcale nie chcesz wiedzieć. Wszyscy pragniemy myśleć o sobie, że jesteśmy miłymi ludźmi, a Bóg pokaże ci rzeczy, które nie są miłe. Ukazuje je jednak po to, aby wyeliminować je z twojego życia. I wierzcie bracia i siostry, nie jest to dzieło nieskończone. Ono dojdzie wreszcie do końca. I kiedy każda płaszczyzna zostanie oczyszczona, gdy w końcu nastąpi ta ostateczna, i gdy w końcu ostatni grzech zostanie wyznany i porzucony, wtedy Pan będzie mógł umieścić na was swoją pieczęć. Będzie mógł powiedzieć, że ten mężczyzna lub ta niewiasta jest gotowa do zbawienia, mogę wziąć tą osobę do nieba, mogę dać tej osobie nową ziemię, ponieważ wiem, że ona nigdy nie sprowadzi żadnego kłopotu na nową ziemię.</p>
<p>W trzecim rozdziale proroctwa Malachiasza przedstawiony został obraz ognia oczyszczającego. Wiecie jak wytwarza się czyste złoto? Umieszczają je w ogniu i ogrzewają do bardzo wysokiej temperatury. W jakim celu? Celem jest usunięcie wszelkiego brudu, wszelkich śmieci. Tak więc wszystkim tym, co pozostaje, jest czyste złoto. Bóg chce, abyście i wy byli również czystym złotem. „Usiądzie, aby wytapiać i czyścić srebro. Będzie czyścił synów Lewiego i będzie ich płukał jak złoto i srebro. Potem będą mogli składać Panu ofiary sprawiedliwości” (Mal. 3,3). Jest tu mowa o dziele sądu. Można to dostrzec w piątym wierszu. Czy chcecie, aby z wami stało się podobnie? Czy chcecie być czystym złotem dla Pana? Wówczas cały żużel musi zostać usunięty. Jeżeli przyjdziecie z tym do Pana i powiecie: Panie ja chcę Ciebie bardziej niż tamto, wówczas Pan będzie wierny. On odpuści wam te grzechy, On usunie od was te rzeczy i wrzuci je w głębokości morskie. Umieści je poza sobą tak, że nie będziecie musieli więcej na nie spoglądać. Umieści je tak daleko, jak wschód oddalony jest od zachodu. Czy pragniecie tego? Czy pragniecie tego bardziej niż czegokolwiek innego? A może są w waszym życiu rzeczy, których w dalszym ciągu jeszcze pragniecie? Jedyną rzeczą, jaką możecie zabrać do nieba jest wasz charakter. A ten charakter musi być czystym złotem. Czy chcecie tego?</p>
<p>Jestem adwentystą dnia siódmego. Jestem bardzo dumny z tej nazwy, ale słowo adwentysta ma swoje znaczenie. Oznacza ono, że chcę, aby Jezus przyszedł. A to oznacza, że muszę być gotowy na Jego przyjście. Bracia i siostry, jest czas, abyśmy byli gotowi. Wkrótce będzie za późno, aby się przygotować. Gdy udajemy się w podróż, jest czas na przygotowanie się. Ale gdy nadchodzi dzień odjazdu, jest to czas, aby być już gotowym. Czy widzicie różnicę pomiędzy przygotowaniem się, a byciem gotowym? Czy widzicie różnicę? Już prawie nadszedł czas na naszą podróż. Czy jesteście gotowi? Czy stale jeszcze przygotowujecie się? Bracia i siostry, jest już prawie za późno, aby się przygotowywać, ponieważ czas, abyśmy byli gotowymi, już prawie nastał. Nie potrzebujemy wcale dużo czasu na to, aby się przygotować. Musimy po prostu przyjść do Pana i powiedzieć: Panie pokaż mi rzeczy, które muszą być usunięte z mojego życia. A gdy mi je pokażesz, ja oddam je Tobie. Czy chcecie tego?</p>
<p>Gordon Anderson</p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/03-bog-pokazuje-nam-tylko-jeden-krok-na-raz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>Chrystus naszą sprawiedliwością</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/chrystus-nasza-sprawiedliwoscia/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/chrystus-nasza-sprawiedliwoscia/#respond</comments>
				<pubDate>Thu, 01 Aug 2019 11:06:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[A.G.Daniells]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Audio]]></category>
		<category><![CDATA[grzech]]></category>
		<category><![CDATA[Jezus]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2938</guid>
				<description><![CDATA[Audiobook  A.G.Daniellsa, czytany przez pastora Romana Chalupkę. Część Pierwsza &#160; Część Druga &#160; Część Trzecia &#160; Część Czwarta &#160; Część Piąta &#160; Część Szósta]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>Audiobook  A.G.Daniellsa, czytany przez pastora Romana Chalupkę.</p>
<p>Część Pierwsza</p>
<p><!--[if lt IE 9]><script>document.createElement('audio');</script><![endif]-->
<audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-1" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/1cz.mp3?_=1" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/1cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/1cz.mp3</a></audio></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Część Druga</p>
<p><audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-2" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/2cz.mp3?_=2" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/2cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/2cz.mp3</a></audio></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Część Trzecia</p>
<p><audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-3" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/3cz.mp3?_=3" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/3cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/3cz.mp3</a></audio></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Część Czwarta</p>
<p><audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-4" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/4cz.mp3?_=4" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/4cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/4cz.mp3</a></audio></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Część Piąta</p>
<p><audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-5" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/5cz.mp3?_=5" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/5cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/5cz.mp3</a></audio></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Część Szósta</p>
<p><audio class="wp-audio-shortcode" id="audio-2938-6" preload="none" style="width: 100%;" controls="controls"><source type="audio/mpeg" src="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/6cz.mp3?_=6" /><a href="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/6cz.mp3">https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/6cz.mp3</a></audio></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/chrystus-nasza-sprawiedliwoscia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
				<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/1cz.mp3" length="10526592" type="audio/mpeg" />
<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/2cz.mp3" length="10492320" type="audio/mpeg" />
<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/3cz.mp3" length="9772896" type="audio/mpeg" />
<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/4cz.mp3" length="10558944" type="audio/mpeg" />
<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/5cz.mp3" length="10484832" type="audio/mpeg" />
<enclosure url="https://czasdecyzji.pl/wp-content/uploads/2019/08/6cz.mp3" length="10424928" type="audio/mpeg" />
			</item>
		<item>
		<title>Krzew winny i latorośle</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/krzew-winny-i-latorosle/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/krzew-winny-i-latorosle/#respond</comments>
				<pubDate>Sun, 28 Jul 2019 12:55:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[E. G. White]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Proroctwa biblijne]]></category>
		<category><![CDATA[chodzenie z Bogiem]]></category>
		<category><![CDATA[E.White]]></category>
		<category><![CDATA[jedność]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2892</guid>
				<description><![CDATA[Chrystus nie aspirował w Swoich lekcjach do górnolotnych, wyimaginowanych spraw. Przyszedł, aby w najprostszy sposób nauczać prawd, które posiadały decydujące znaczenie, tak aby nawet ta grupa, którą nazwał niemowlętami, mogła je rozumieć. Pomimo tego w Jego najprostszych obrazach znajdowała się głębia oraz piękno, których najbardziej wykształceni nie byli w stanie zgruntować. Chrystus czerpał lekcje z.]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>Chrystus nie aspirował w Swoich lekcjach do górnolotnych, wyimaginowanych spraw. Przyszedł, aby w najprostszy sposób nauczać prawd, które posiadały decydujące znaczenie, tak aby nawet ta grupa, którą nazwał niemowlętami, mogła je rozumieć. Pomimo tego w Jego najprostszych obrazach znajdowała się głębia oraz piękno, których najbardziej wykształceni nie byli w stanie zgruntować.</p>
<p>Chrystus czerpał lekcje z obszernych bogactw natury i za sprawą tych środków wpajał w umysły Swoich słuchaczy prawdy, które są tak trwałe jak wieczność. Gdy nie było Go już dłużej wśród nich, owe cenne lekcje, które związał ze sprawami natury, zostały dzięki działaniu Ducha Świętego ożywione w pamięci Jego naśladowców. Za każdym razem, kiedy spoglądali na otaczające ich sprawy natury, przypominały im one lekcje ich Pana.</p>
<p>Krzewem winnym posługiwano się często jako symbolem Izraela, a lekcja, którą Chrystus obecnie przedstawił Swoim uczniom, została z tego zaczerpnięta. Aby przedstawić Siebie mógłby posłużyć się pełną wdzięku palmą. Wyniosły cedr, który wznosi się wysoko w powietrze lub mocny dąb, który rozpościera swoje gałęzie i wznosi je ku niebu mógłby wykorzystać do przedstawienia stałości oraz integralności tych, którzy są naśladowcami Chrystusa. Lecz zamiast tego obrał krzew winny z jego przylegającymi wićmi, aby przedstawić Siebie w Swoim związku z prawdziwymi naśladowcami.</p>
<blockquote><p>&#8222;Ja jestem prawdziwym Krzewem Winnym, a Ojciec Mój jest Winogrodnikiem&#8221;</p></blockquote>
<p>Na wzgórzach Palestyny nasz niebiański Ojciec zasadził szlachetny Krzew Winny i Sam był Winogrodnikiem. Nie posiadał On wybitnego kształtu, który na pierwszy rzut oka wywierałby wrażenie o swojej wartości. Wydawał się wyrastać z suchej ziemi i skierowywał na Siebie jedynie niewielką uwagę. Kiedy jednak zwrócono uwagę na tę roślinę, przez niektórych została uznana za posiadającą niebiańskie pochodzenie. Mężowie nazarejscy stali wprawieni w oczarowanie, gdy ujrzeli jej piękno. Kiedy wyobrazili sobie, ze przedstawi się pełniejsza wdzięku i skieruje na siebie więcej uwagi niż oni. walczyli, aby wykorzenić tę drogocenną roślinę i rzucili ją za mur. Mężowie jeruzalemscy wzięli roślinę, starli ją i podeptali nie świętymi nogami swymi. Ich zamiarem było to, aby ją zniszczyć na zawsze. Lecz. niebiański Winogrodnik nigdy nie stracił z oczu Swojej rośliny. Po tym, gdy ludzie myśleli, że ją zabili, On wziął ją i posadził ponownie po drugiej stronie muru. Ukrył ją przed widokiem ludzi.</p>
<p>Latorośle tego Krzewu Winnego były widziane przez świat; lecz Jego pień był niewidzialny. Suche, pozbawione soku latorośle, wybrane i zaszczepione w ów pień, reprezentowały Krzew Winny. Uzyskiwano z nich owoc; odbyły się zbiory, zrywane przez przechodniów; jednak sam pień mateczny był ukryty przed znieważającymi atakami ludzi.</p>
<p>Chrystus powiedział: &#8222;Każdą latorośl, która we Mnie nie wydaje owocu, odcina, każdą, która wydaje owoc. Oczyszczą aby wydawała obfitszy owoc.&#8221; Każda owocująca latorośl jest oczyszczana, aby wydawała obfitszy owoc. Nawet owocując latorośle mogą wystawiać na pokaz zbyt dużo liści i wydawać się być tym, czym w rzeczywistości nie są. Naśladowcy mogą wykonywać dla Mistrza jakąś pracę, a mimo to nie czynić połowy tego, co byliby w stanie uczynić. Wówczas On oczyszcza ich, ponieważ w ich życiu pojawiają się przywiązanie do spraw doczesnych, pobłażanie samym sobie oraz pycha. Winogrodnicy obcinają nadmiar wici winorośli, czyniąc je w ten sposób owocniejszymi. Nadmierny rozrost musi być odcięty, aby zrobić miejsce dla uzdrawiających promieni Słońca Sprawiedliwości.</p>
<p>&#8222;Trwajcie we Mnie, a Ja w was. Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we Mnie trwać nie będziecie.&#8221;<br />
Nie jest to dotknięcie przypadkowe, z przerwami. Każda latorośl, która wydaje owoc, jest żywym przedstawicielem krzewu winnego, bowiem przynosi ten sam owoc, co krzew winny. Lecz jeśli nie staje się mocno złączona z pniem krzewu winnego, korzonkiem przy korzonku i żyłką przy żyłce, jeśli jej kanaliki nie zostają zaopatrzone w pokarm otrzymywany z pnia matecznego, latorośl ta staje się wyschniętą łodygą, łamliwą i słabą, i nie wydaje owocu. Każda latorośl ukaże, czy posiada życie czy też nie, bowiem tam, gdzie jest życie, tam też jest wzrost. Istnieje nieustanne przekazywanie życiodajnych właściwości krzewu winnego, a demonstrowane jest to przez owoc, który rodzą latorośle.</p>
<p>Jak szczep otrzymuje życie, gdy jest połączony z krzewem winnym, tak i grzesznik uczestniczy w boskiej naturze, gdy jest w łączności z Chrystusem. Ograniczony człowiek zostaje połączony z nieograniczonym Bogiem. Decydująca łączność z Chrystusem jest niezbędna dla życia duchowego. Latorośl musi stać się częścią żywego Krzewu Winnego. W Jego słowach znajduje się pewność: &#8222;Bo Ja żyję i wy żyć będziecie.&#8221; Chrystus jest źródłem wszelkiej prawdziwej siły. On objawia Swoją łaskę wszystkim prawdziwym wierzącym. W łasce i dobroci udziela im Swoich własnych zasług, ażeby mogli przynosić owoc ku świętości. Wszyscy, którzy faktycznie są w Chrystusie, doświadczą korzyści z tego związku. Ojciec przyjmuje ich w Umiłowanym i stają się obiektami Jego troskliwej i czułej opieki. Ta łączność z Chrystusem przynosi w rezultacie oczyszczanie serca, rozważne życie oraz nienaganny charakter. Owocem wydawanym na chrześcijańskim drzewie jest &#8222;miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość.&#8221;</p>
<p>&#8222;Ja jestem Krzewem Winnym, wy jesteście latoroślami.&#8221; Chrystus chce zapewnić Swoich uczniów, że nie stoją samotnie, lecz tak jak winorośl z przylegającymi pędami pnie się na okratowaniu coraz wyżej ku niebu, tak też prawdziwy wierzący może oplatać swoje pędy wokół Boga i mieć wsparcie w Chrystusie. On chce, aby pamiętali, że relacja Ojca do Swoich dzieci jest dokładnie taka sama jak Winogrodnika do Krzewu Winnego.</p>
<p>&#8221; Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze Mnie nic uczynić nie możecie. Kto nie trwa we Mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną.&#8221;<br />
Latorośl zaszczepiona w żywy krzew winny zaświadczy, czy korzonkiem przy korzonku i żyłką przy żyłce stała się jedno z pniem matecznym. Zycie krzewu winnego stanie się życiem zaadoptowanej rośliny. Jej naczynia na sok przyjmą strumień płynący przez pień krzewu winnego i przyniesie wiele owocu.<br />
Chrystus jest prawdziwym Krzewem Winnym; Jego uczniowie są latoroślami znajdującymi się w tym Krzewie Winnym i stanowią z Nim jedno. On jest Korzeniem podtrzymującym życie każdej wierzącej duszy. Jeśli Jego naśladowcy w Nim trwają, przyniosą Jego owoce. W połączeniu i wspólnocie z Nim oraz pod Jego nadającym kształt wpływem objawią Jego charakter. Natomiast latorośl, która wydaje się być połączona z Krzewem Winnym—człowiek, który robi wrażenie przywiązania i pobożności, którego nazwisko jest zarejestrowane w księgach jako chrześcijanin, lecz nie wydaje żadnych owoców—zostanie odłączony od pnia Krzewu Winnego. Ta latorośl ujawnia się jako bezwartościowa. Po pewnym czasie jej ruina będzie widoczna. Będzie jako latorośl, która jest martwa, a jej koniec będzie strawieniem w ogniu.</p>
<p>Chrystus mówił dalej: &#8222;Jeśli we Mnie trwać będziecie i słowa Moje w was trwać będą, proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam.&#8221;</p>
<p>W sprawie rodziny ludzkiej zatroszczono się o wszystko. Zaopatrzono ją w niebiański skarbiec z dobrami nieba. &#8222;Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto Weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.&#8221;</p>
<p>W Chrystusie jest Bóg; a mimo to On, Alfa—początek, Omega—koniec, przyszedł jako człowiek. Przyjmując człowieczeństwo Chrystus został spokrewniony z całą rodziną ludzką; jednak relacja ta jest dla któregokolwiek z kościołów bez pożytku, gdy nie ma osobistej wiary—utożsamiania się pojedynczego serca, umysłu, duszy oraz siły z Jezusem Chrystusem. Chrystus przyszedł, aby nauczać, że dzięki żywej wierze w Niego możemy stać się z Nim jedno. Jego obietnica brzmi: &#8222;Tego, który do Mnie przychodzi nie wyrzucę precz&#8221; jak latorośle, które są uschnięte i nie wydają owocu. Jako Przedstawiciel rodziny ludzkiej, przyszedł, aby wybawić wszystkich, którzy z modlitwą i błaganiem przedstawią Bogu prośbę w Jego imieniu.</p>
<p>Człowiek nie ma prawa do miana chrześcijanina, jeśli w słowach, duchu oraz działaniu nie stanie się podobny do Chrystusa. Bycie chrześcijaninem oznacza wzrost według boskiego charakteru Chrystusa. Owo usposobienie, które było w Chrystusie Jezusie nie może być prawidłowo reprezentowane niewyćwiczonymi siłami, które są wynikiem nieusposobionego umysłu. Niewyćwiczone siły tych, którzy twierdzą, że są naśladowcami Chrystusa odbierają cześć Temu, który zapłacił cenę ich odkupienia. Ciasny umysł oraz skarłowaciały charakter nie są w stanie wyjść naprzeciw umysłowi Bożemu. Namiętność manifestowana przez wyznającego chrześcijanina jest wyparciem się Chrystusa; oddaje zwycięstwo szatanowi oraz osadza go na tronie serca. Taki człowiek udziela światu świadectwa, że szatan posiada nad nim większą moc od Chrystusa. Jego słowa, duch i charakter świadczą, że znajduje się nad nim nadająca formę oraz kształt ręka szatana, czyniąc go naczyniem, które pozbawi Boga czci.</p>
<p>Siły fizyczne, umysłowe i duchowe są darami Bożymi i mają być doceniane oraz rozwijane. Znajdujemy się tutaj na próbę, na praktyce do wyższego życia. Całe niebo oczekuje, aby współpracować z tymi, którzy będą posłuszni drogom i woli Bożej. Bóg udziela łaski i oczekuje, aby wszyscy z niej korzystali. On dostarcza mocy, jeśli umysł ludzki odczuwa jakąkolwiek potrzebę czy też skłonność, aby [ją] otrzymywać. Nigdy nie prosi nas, abyśmy czynili coś bez dostarczenia łaski i mocy do wykonywania tejże rzeczy. Wszystkie Jego rozkazy są daniem możności wykonania.</p>
<p>&#8222;Przez to uwielbiony będzie Ojciec Mój, jeśli obfity owoc wydacie i staniecie się uczniami Moimi.&#8221; Tutaj odróżniony został uczeń, którego religia jest jedynie wyznawaniem, od prawdziwego. Chrystus domaga się całkowitej wierności prawdzie i sprawiedliwości. Powiedział: &#8222;Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.&#8221; &#8222;Abyście umieli odróżnić to, co słuszne, od tego, co niesłuszne, abyście byli czyści i bez nagany na dzień Chrystusowy, pełni owocu sprawiedliwości przez Jezusa Chrystusa, ku chwale i czci Boga.&#8221;</p>
<p>Nie wolno, aby istniało jakiekolwiek bezprawne odchylenie od sprawiedliwości. Złe skłonności, zawiść, złośliwe podejrzenia, zazdrość oraz oskarżanie braci nie mogą być pobłażane bez wypierania się Chrystusa. Chrześcijaństwo musi zostać sprowadzone do służby życia, tak jak światło wciąż utrzymywane przy świeceniu się, być pełne siły witalnej. Nie ma czegoś takiego, jak zajmowanie neutralnej pozycji. Każdy odda Mu swoje działanie, według zdolności.</p>
<p>Żyjący Chrystus domaga się samozaparcia oraz silnej wiary. Okoliczności nie mają rządzić życiem. Dziecko Boże, dziedzic nieba, nie może dryfować w tę i w tamtą stronę. W miłosierdziu i miłości do Swojego ludu Bóg posyła mu napomnienia i przestrogi. To jest z Jego strony życzliwość i łaskawość. Stanowi to wyraz wielkiej miłości, którą nas umiłował, że objawia nam nasze błędne pojęcie Jego charakteru. On nie chce, aby człowiek ograbiał siebie i niweczył własną wiarę. Każdemu, kto stara się o nieśmiertelną koronę, przedstawił wzór do naśladowania. Każda dusza musi być jako uczeń w szkole Chrystusowej. Odniesiemy korzyść przez badanie Pisma Świętego, noszenie jarzma Chrystusowego i dźwiganie Jego brzemienia. Ci, którzy uczą się od Chrystusa nigdy nie będą inni, niż cisi i pokornego serca. Nauczą się swoich lekcji i ustami, w których nie ma zdrady dadzą jasny wyraz temu, kim są. W wierze, nadziei oraz miłosierdziu będą usiłowali służyć Chrystusowi oraz jedni drugim, będąc połączeni w jedno świętymi więzami i trwając w zupełnej harmonii z duchem i umysłem Chrystusa.</p>
<p>Jeśli naśladujemy kroki Jezusa, będziemy posłuszni słowu. Chrystus nakazał Swoim naśladowcom: &#8222;Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem; trwajcie w miłości Mojej.&#8221; Ukażcie swoim postępowaniem waszą wiarę we Mnie i pozwólcie światu oraz niebiańskiemu wszechświatu być świadkami posiadania przez was Mojej miłości. Będąc posłuszni Moim słowom uwielbicie Mnie. &#8222;Jeśli przykazań Moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości Mojej, jak i Ja przestrzegałem przykazań Ojca Mego i trwam w miłości Jego.&#8221;</p>
<p>W Chrystusie istniała zależność człowieczeństwa od boskości. On przyodział Swoją boskość człowieczeństwem oraz umieścił własną Osobę pod posłuszeństwo boskości. Szatan kusił Adama i Ewę, aby uwierzyli, że będą jako bogowie. Chrystus wymaga, aby człowieczeństwo było posłuszne boskości. W Swoim człowieczeństwie Chrystus był posłuszny wszystkim przykazaniom Ojca.</p>
<p>Chrystus wyraził Swoją miłość do człowieka tym, że oddał życie za odkupienie świata. Ta miłość ma być miarą tej, którą Jego uczniowie będą okazywali sobie nawzajem. Rzekł: &#8222;To wam powiedziałem, aby radość Moja była w was i aby radość wasza była zupełna. Takie jest przykazanie Moje, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem.&#8221; &#8222;Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali.&#8221; &#8222;Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich.&#8221; &#8222;Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami Moimi&#8221;—uczniami Tego, który życie Swoje złożył za tych, których miłował. On rzekł: &#8222;Jesteście przyjaciółmi Moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni Pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca Mojego, oznajmiłem wam. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały, by to, o cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu Moim, dał wam. To przykazuję wam, abyście się wzajemnie miłowali.&#8221;</p>
<p>Ten rozdział jest nieskomplikowany w swoich ilustracjach; taki, że wszyscy mogą go zrozumieć. Chrystus wciąż stara się przedstawić Swoim naśladowcom przywileje, które oferowane są grzesznemu, słabemu człowieczeństwu. Chciałby nauczyć ich, że jedynie dzięki Niemu jest ono w stanie być przywrócone do zdrowego wzrostu. Mamy pamiętać, że latorośle w prawdziwym Krzewie Winnym to wierzący, którzy zostali doprowadzeni do jedności za sprawą łączności z Krzewem Winnym.</p>
<p>Łączność latorośli między sobą oraz z Krzewem Winnym tworzy ich jedność, lecz to nie oznacza jednolitości we wszystkim. Jedność w odmienności jest zasadą, która panuje w całym stworzeniu. Chociaż w naturze istnieje indywidualizm oraz różnorodność, istnieje też jedność w jej odmienności, bowiem wszystko odbiera swoją przydatność oraz piękno z tego samego źródła. Wielki Mistrz Artysta wypisuje Swoje imię na wszystkich stworzonych przez Siebie dziełach, od najwynioślejszego cedru libańskiego do hizopu na murze. Wszystko to rozgłasza dzieło Jego rąk, od wysokiej góry i wielkiego oceanu do najmniejszej muszelki na brzegu morskim.</p>
<p>Latorośle Krzewu Winnego nie są w stanie wrastać w siebie nawzajem; są pojedynczo odrębne, a mimo to każda musi znajdować się we wspólnocie ze wszystkimi pozostałymi, o ile połączone zostały w tym samym pniu matecznym. Wszystkie czerpią pokarm z tego samego źródła: wchłaniają te sami życiodajne własności. W taki też sposób każda latorośl prawdziwego Krzewu Winnego jest odrębna i odmienna, a mimo to wszystkie są wespół powiązane w pniu matecznym. Nie może istnieć podziału. Wszystkie są powiązane razem Jego wolą, aby przynosiły owoc, gdziekolwiek mogą znaleźć ku temu miejsce! sposobność. Lecz aby tego dokonać, pracownik musi zakryci własne &#8222;ja.&#8221; Nie wolno mu dawać wyrazu swojemu własnemu usposobieniu oraz woli. Ma on wyrażać usposobienie oraz wolę Chrystusa. Życie, tchnienie oraz egzystencja rodziny ludzkiej sal zależne od Boga. Bóg zaprojektował tkaninę, a wszyscy są pojedynczymi nićmi dla utworzenia wzoru. Jeden jest Stworzyciel, a objawia On Siebie jako wielki Rezerwuar wszystkiego, co jest niezbędne dla każdego odrębnego życia.</p>
<p>Jedność chrześcijańska polega na tym, że latorośle znajdują się w tym samym pniu matecznym, ożywiającej mocy centrum podtrzymującego szczepy, które złączyły się z Krzewem Winnym. Musi zaistnieć utożsamienie się z Chrystusem w myślach i pragnieniach, słowach i uczynkach, nieustanne uczestniczenie w Jego duchowym życiu. Wiara musi wzrastać poprzez ćwiczenie jej. Wszyscy, którzy żyją blisko Boga, będą posiadali świadomość tego, czym jest dla nich Jezus, a oni dla Jezusa. W miarę jak łączność z Bogiem pozostawia swoje odbicie na duszy i jaśnieje na obliczu jako promieniująca światłem, trwałe zasady świętego charakteru Chrystusa zostaną odzwierciedlone w człowieczeństwie.</p>
<p>Chrystus nauczał lekcji zaczerpniętej z krzewu winnego i jego latorośli także przy pomocy innej ilustracji. Rzekł: &#8222;Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi Jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało Moje i pije krew Moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało Moje jest prawdziwym pokarmem, a krew Moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew Moją, we Mnie mieszka, a Ja w nim. Jak Mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto Mnie spożywa, żyć będzie przeze Mnie.&#8221;</p>
<p>Wielu z Żydów, którzy twierdzili, że są uczniami Chrystusa szemrało między sobą ponieważ On rzekł: &#8222;Ja jestem chlebem, który zstąpił z nieba. I mówili: Czy to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę znamy? Jakże więc teraz może mówić: Z nieba zstąpiłem? Wtedy Jezus odpowiedział i rzekł im: Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Napisano bowiem u proroków: I będą wszyscy pouczeni przez Boga. Każdy, kto słyszał od Ojca i jest pouczony, przychodzi do Mnie. Nie jakoby ktoś widział Ojca; Ojca widział tylko Ten, który jest od Boga. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto wierzy we Mnie, ma żywot wieczny. Ja jestem chlebem żywota. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i poumierali; Tu natomiast jest chleb, który zstępuje z nieba, aby nie umarł ten, kto go spożywa. Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało Moje, które Ja oddam za żywot świata.&#8221;</p>
<p>Kapłani i przełożeni sprzeczali się między sobą, mówiąc: &#8222;Jakże Ten może dać nam Swoje ciało do jedzenia? Na to rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi Jego, nie będziecie mieli żywota w sobie. Kto spożywa ciało Moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało Moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało Moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim. Jak Mię posłał Ojciec, który żyje, a Ja przez Ojca żyję, tak i ten, kto Mnie spożywa, żyć będzie przeze Mnie.&#8221;</p>
<p>Zbawiciel odczytywał serca wszystkich, którzy połączyli się z Nim jako Jego uczniowie. Wiedział, że było tam wielu, którzy uważali siebie za Jego uczniów, a nimi nie byli. Wiedział, że ich zawziętość ducha zostałaby odsłonięta, gdyby jakiekolwiek wypowiedziane przez Niego słowo nie harmonizowało z ich z góry ustalonymi poglądami. Wiedział, że przy najmniejszym nawiązaniu do ich osobliwych zasad wzbudzone zostałyby uprzedzenia oraz zazdrość. Rozumiejąc serca i to, co się w nich dzieje usiłował przedstawić proste fakty, dotyczące Swojego związku z człowieczeństwem, Swojej misji oraz dzieła. Słowa, które wypowiadał Zbawiciel były prawdą. Przyłożył siekierę do korzenia drzewa. &#8222;Taki jest chleb, który z nieba zstąpił,&#8221; powiedział, &#8222;nie taki, jaki jedli ojcowie i poumierali; kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki.&#8221;</p>
<p>Lekcja zaczerpnięta z tych dwóch symboli zawiera samą tajemnicę pobożności. Nikt nie potrzebuje być pozostawiony w ciemności. Stanowi ona prawdę, która ma być przyjęta, a jej przyjęcie zostanie objawione w życiu każdego prawdziwego wierzącego. Gdy wierzący chwyta się wiarą Chrystusa, pojawia się w jego życiu punkt zwrotny. Otrzymuje on ducha oraz usposobienie Chrystusa i reprezentuje Jego charakter.</p>
<p>Lecz duża liczba tych, którzy naśladowali Chrystusa nie była zaszczepiona w prawdziwy Krzew Winny, a wykazali ten fakt, gdy Chrystus przedstawił tę lekcję. &#8222;Wielu tedy spośród uczniów Jego, usłyszawszy to, mówiło: Twarda to mowa, któż jej słuchać może? A Jezus, świadom, że z tego powodu szemrzą uczniowie Jego, rzekł im: To was gorszy? Cóż dopiero, gdy ujrzycie Syna Człowieczego, wstępującego tam, gdzie był pierwej? Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga. Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem, lecz są pośród was tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, którzy są niewierzący i kto Go wyda. I mówił: Dlatego powiedziałem wam, że nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli mu to nie jest dane od Ojca. Od tej chwili wielu uczniów Jego zawróciło i już z Nim nie chodziło.&#8221;</p>
<p>Ci uczniowie nie przyjęli Chrystusa i nie wierzyli Weń, a Zbawiciel wiedział, że był to dla nich czas, aby zrozumieli jaki powinien być ich związek z Nim.</p>
<p>Każda pokusa stanowi jeden ze środków, którymi Pan utwierdza Swój lud w wierze. Zdobędzie on doświadczenie jeśli będzie poszukiwał Pana, lub też poprzez podstępy szatana podda swoją wiarę. Jeśli jednak będzie się wzbraniał przed przystąpieniem do jakiegokolwiek czynu dopóki nie zasięgnie rady Bożej, jeśli otworzy słowo, aby zrozumieć co jest w nim napisane, ujrzy, gdzie się znajduje i co stanowi jego niebezpieczeństwo. Uczniowie, którzy opuścili Jezusa, pielęgnowali niezgodę oraz brak wiary. Niewiara przerodziła się w zwyczaj; a teraz stała się bardziej wyraźną i wstrząsającą sposobnością do zademonstrowania tego, że byli zgorszeni. Sprzeczanie się Żydów o słowa Chrystusa, pojawiając się z kwestionowaniem i powątpiewaniem, zgromadziło wokoło dusz tych uczniów ciemne obłoki niewiary. Ich wiara nie była prawdziwa, a próba ujawniła słabość oraz niepewne stanowisko. Lekcje te były przeznaczone na udzielenie wszystkim poznania siebie, ukazania im prawdziwego stanowiska, jakie zajmowali względem Chrystusa. Pokusa, działając w ciemności, powodowała, że słabi i kuszeni tracili wiarę w Chrystusa, ponieważ nie potrafili pojąć duchowego znaczenia Jego słów.</p>
<p>Chrystus wygłaszał słowa, które posiadały moc do zdobycia miejsca w każdym sercu, które stara się poznać wolę Bożą. Oświadczył: &#8222;Albowiem chleb Boży to Ten, który z nieba zstępuje i daje światu żywot.&#8221; &#8222;Ja jestem chlebem żywota; kto do Mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we Mnie, nigdy pragnąć nie będzie&#8230; Wszystko, co Mi daje Ojciec, przyjdzie do Mnie, a tego, który do Mnie przychodzi, nie wyrzucę precz.&#8221; Słowa te są cenniejsze, niż złoto. Ci, którzy chcą pełnić Jego wolę, poznają naukę. Jeśli jednak ich ludzkie pojęcia, przyjęte z tradycji, zasad oraz zwyczajów będą w dalszym ciągu zachowywane jako posiadające wartość, mogą być przekonani, że słowa Chrystusa zaspokoją ich największe potrzeby, że będą one w stanie pocieszyć, dodać odwagi, wzmocnić, utrwalić, usunąć niepokój oraz niepewność; będą mogli odczuwać najszczersze pragnienie udziału w skutkach uczestniczenia w chlebie z nieba, a nawet być na tyle otwarci, aby wyrazić swoje życzenie: &#8222;Panie! Dawaj nam zawsze tego chleba,&#8221; a mimo to odrzucą Chrystusa oraz utracą oferowane przez Niego błogosławieństwa.</p>
<p>Lekcja ta została przedstawiona, aby doświadczyć oraz poddać próbie również Jego wierzących uczniów. Ci odwrócili się od kapłanów i przełożonych do Chrystusa, który obecnie ujawnił im Swój prawdziwy związek z nimi. Czy posiadają prawdziwą wiarę w Niego, albo czy zaliczają się do tych, do których Chrystus powiedział: &#8222;Nie wierzycie, chociaż widzieliście Mnie?&#8221; Zwracając się do dwunastu rzekł: &#8222;Czy i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego. Jezus odpowiedział im: Czy nie dwunastu was wybrałem? Ale jeden z was jest diabłem. I mówił o Judaszu, synu Szymona z Kariotu, bo ten miał Go wydać, a był jednym z dwunastu.&#8221;</p>
<p>Chrystus doszedł do tego momentu, w którym prawda musiała być wypowiedziana ze stanowczością, ażeby uczniowie naprawdę trwający w Krzewie Winnym mogli być odróżnieni od tych, którzy nie mieli z Nim decydującej łączności. I oto znajdowała się latorośl, która pozornie stanowiła jedno z Krzewem Winnym, lecz po tym, gdy żyta z uczniami i słuchała słów Chrystusa udzieliła dowodu, że w Nim nie trwała.</p>
<p>Judasz był tym, który wywierał duży wpływ na uczniów. Posiadał majestatyczny wygląd oraz wybitne zdolności. Lecz uzdolnienia te nie były poświęcone Bogu. Jego umiejętności zostały oddane służbie własnemu &#8222;ja,&#8221; samowywyższaniu oraz chęci zysku. Gdyby pod wpływem owego boskiego pouczenia, które tak wyraźnie wskazywało na niego, upokorzył swoje serce przed Bogiem, nie pozostawałby już dłużej kusicielem wypowiadając własną niewiarę wobec braci-uczniów i w ten sposób rozsiewając jej nasiona w ich sercach.</p>
<p>Lecz Judasz otworzył drzwi serca i komory umysłu pokusom szatana. Wróg zasiał w jego sercu i umyśle nasienie, które on przekazał swoim braciom. Kwestionujące wątpliwości, które zostały podane umysłowi Judasza przez szatana, on następnie podał umysłom swoich braci. Ten jeden człowiek, wyznający, że jest naśladowcą Chrystusa, nie przynosząc cennego owocu ujawnionego w życiu Chrystusa miał być dla innych uczniów kanałem ciemności w czasie doświadczenia i próby, który miał wkrótce nadejść, a nawet już wtedy na nich przyszedł. Wysuwał tak wiele oskarżeń przeciw braciom, że przeciwdziałał lekcjom Chrystusa. To właśnie dlatego Jezus nazwał Judasza diabłem.</p>
<p>Bóg był w dalszym ciągu dla Judasza nieznany jako żywy Bóg, miłujący Ojciec. Życie Judasza nie było ukryte wraz z Chrystusem w Bogu. Ta biedna, niezależna dusza, odseparowana od ducha i życia Chrystusowego była bardzo zakłopotana. Ciągle znajdował się pod potępieniem, ponieważ lekcje Chrystusa zawsze dotykały go. Pomimo tego nie stał się przemieniony oraz nawrócony w żywą latorośl poprzez łączność z prawdziwym Krzewem Winnym. Ta sucha roślina nie przylgnęła do Krzewu Winnego, ażeby wyrosła na owocującą, żywą latorośl. Ujawnił, że był szczepem, który nie przyniósł owocu—szczepem, który nie stał się korzonkiem przy korzonku i żyłką przy żyłce zrośnięty z Krzewem Winnym i nie uczestniczył w Jego życiu.</p>
<p>Sucha, odłączona roślina może stać się jedno z pniem matecznym tylko wtedy, gdy zostanie uczyniona uczestniczącą w życiu oraz pokarmie żyjącego krzewu winnego, gdy zostanie w niego zaszczepiona, gdy zostanie doprowadzona do możliwie najściślejszego związku. Gałązka mocno trzyma się korzonkiem przy korzonku i żyłką przy żyłce życiodajnego krzewu winnego, aż jego życie stanie się życiem latorośli, która wyda taki owoc, jak ów krzew winny.</p>
<p>Tak ma się to również z naśladowcą Chrystusa. Gdy jest on naprawdę połączony z Chrystusem, nie będzie jak ci uczniowie, którzy byli zgorszeni, dlatego że ich własny umysł nie był duchowy. Dostrzegali oni prawdy, które były miłe ich uszom; ale kiedy doszło do tego, że usłyszeli coś, czego nie byli w stanie wytłumaczyć albo też zgłębić rozumem, ponieważ nie znajdowali się w decydującej łączności z Chrystusem, byli zgorszeni. Zawrócili i już z Nim nie chodzili. Było lepiej, żeby te bezowocne latorośle ujawniły się podczas gdy Chrystus był wśród nich. To właśnie dlatego wypowiedziane zostały słowa Chrystusa, aby można było udowodnić tym uczniom, że są tym, kim byli—nie z wiary, ale wśród tych, którzy nie wierzyli. Tak długo, jak byli z Chrystusem, wykazywali ducha niewiary, Uważali słowa Chrystusa za przeciwne własnym pojęciom i zasadom i nie przynieśli owocu jako latorośle żywego Krzewu Winnego.</p>
<p><i><b>E.G. White, &#8222;Review and Herald&#8221; Artykuł ukazał się w trzech częściach 2, 9 i 16 listopada 1897</b></i></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/krzew-winny-i-latorosle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
		<item>
		<title>02. A On, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu&#8230;</title>
		<link>https://czasdecyzji.pl/02-praktyczny-wymiar-ewangelii/</link>
				<comments>https://czasdecyzji.pl/02-praktyczny-wymiar-ewangelii/#respond</comments>
				<pubDate>Sat, 27 Jul 2019 21:50:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Gordon Anderson]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Praktyczny wymiar ewangelii]]></category>
		<category><![CDATA[nadzieja]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[zwycięstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">https://czasdecyzji.pl/?p=2886</guid>
				<description><![CDATA[Otwórzcie proszę Ewangelię Jana 16,8-11: „A On, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości, i o sądzie; O grzechu, gdyż nie uwierzyli we mnie; O sprawiedliwości, gdyż odchodzę do Ojca i już mnie nie ujrzycie; O sądzie zaś, gdyż książę tego świata już jest osądzony.” Te wiersze uczą nas o dziele Ducha Świętego..]]></description>
								<content:encoded><![CDATA[<p>Otwórzcie proszę Ewangelię</p>
<blockquote><p>Jana 16,8-11: „A On, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu i o sprawiedliwości, i o sądzie; O grzechu, gdyż nie uwierzyli we mnie; O sprawiedliwości, gdyż odchodzę do Ojca i już mnie nie ujrzycie; O sądzie zaś, gdyż książę tego świata już jest osądzony.”</p></blockquote>
<p>Te wiersze uczą nas o dziele Ducha Świętego. Chciałbym mówić o tych tekstach podczas wygłaszania mojego poselstwa. Mam nadzieję, że rozważając je dostrzeżecie, że Jezus dokonuje w nich szkicu dzieła świątyni.</p>
<p>Na dziedzińcu świątyni przychodząc do ołtarza zauważamy, że Bóg rozstrzyga tu kwestię grzechu, i że Duch Święty jest tym, który przekonuje nas o grzechu. W miejscu świętym Jezus działa w kierunku tego, aby wprowadzić do naszego życia sprawiedliwość, a dziełem Ducha Świętego jest przekonać nas o tym, że potrzebujemy sprawiedliwości Chrystusa. W miejscu najświętszym natomiast, Jezus dokonuje dzieła sądu i Duch Święty przekonuje nasze serca o tym, że wszyscy musimy stanąć przed tronem sędziowskim Ojca. Tak więc w tych czterech wierszach mamy obraz dzieła świątyni. Chciałbym mówić o pierwszej części tego dzieła.</p>
<p>Wszyscy potrzebujemy zrozumienia tego, czym jest grzech. To musi być dla nas jasne, ponieważ nie ma jasności co do tej kwestii w kościele. Ci z was, którzy znają Ducha Proroctwa wiedzą, że siostra White stale zwraca uwagę na to, że istnieje tylko jedna definicja tego, czym jest grzech, że jest to przestępstwo Bożego Prawa. Musi to być dla nas jasne, ponieważ nigdzie indziej nie znajdziemy jasności w tej sprawie. Jeżeli macie z tym problem, mogę wam pokazać w Duchu Proroctwa, że tak właśnie jest. Dotąd znalazłem 47 miejsc, w których ona o tym mówi. Wszystko bowiem zależy od tego, co rozumiemy pod pojęciem grzechu. Wasze zrozumienie grzechu będzie miało wpływ na zrozumienie tego, czym jest sprawiedliwość. Będzie miało wpływ na wasze zrozumienie tego, czym jest sąd. Będzie miało wpływ na wasze zrozumienie tego, czym jest zbawienie. Będzie miało wpływ na wasze zrozumienie tego, co oznacza być gotowym na przyjście Jezusa. Są to istotne i fundamentalne kwestie. Aby zrozumieć czym jest grzech, spójrzmy na sam początek Biblii.</p>
<p>Gdy Bóg stworzył Adama i Ewę, dał im prawo. Widzimy to w Księdze Rodzaju 2,16.17: „I dał Pan Bóg człowiekowi taki rozkaz: Z każdego drzewa tego ogrodu możesz jeść, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz.” Tak więc zostało im dane prawo. Powiedziano im, że zapłatą za nieposłuszeństwo jest śmierć. Stali w obliczu wyboru, czy będą przestrzegali tego prawa, czy też nie. Możemy to przeczytać w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju.</p>
<p>Pierwszych pięć wierszy mówi o tym, że szatan zwrócił się do Ewy i zasugerował, żeby Ewa złamała Boże prawo. Czytając wiersze 2 i 3 zrozumiecie, że Ewa znała Prawo Boże, ponieważ przedstawiła je diabłu. Wybrała jednak nieposłuszeństwo i przez ten wybór zgrzeszyła. Grzech to wybranie nieposłuszeństwa wobec Prawa Bożego. Grzech to decyzja zbuntowania się przeciwko Prawu Bożemu. Gdy wiemy, co jest prawe, a co jest złe, i gdy wybieramy to, co jest złe &#8211; to jest to grzechem. To przecież nie jest trudne do zrozumienia, prawda? Nie musimy być teologami, nie musimy czynić rzeczy skomplikowanymi. Istnieje natomiast potrzeba przedstawienia w prosty sposób tego, co stanowi prawdę.</p>
<p>Dlaczego Adam i Ewa zgrzeszyli? Czy dlatego, że mieli złą naturę? Nie. Nie było w ich naturze niczego, co skłaniałoby ich do grzechu. Naturalnym było dla nich to, że czynili prawość. Nienaturalnym natomiast było to, że popełnili zło. Ale podjęli decyzję, skorzystali z wyboru. My nie jesteśmy tacy jak Adam i Ewa. Upadek odmienił naturę Adama. Jego natura została zniekształcona przez grzech i my dziedziczymy po Adamie upadłą naturę. Odziedziczyliśmy po nim słabość, ale nie odziedziczyliśmy winy. Odziedziczyliśmy wszystko to, co Adam nam przekazał. Otrzymaliśmy naturę, której Bóg nie zamierzał nam przekazywać, ale ta natura nie jest grzechem. Grzeszymy wtedy, kiedy wybieramy grzech. Grzech jest kwestią tego, jak korzystamy z naszej woli. Wola jest kontrolującą siłą w naszym życiu i może być ona wykorzystana albo dla sprawy Bożej, albo dla sprawy szatana. Jeżeli oddajemy naszą wolę szatanowi, wówczas grzeszymy. Z tego powodu również siostra White pisze: „Wszystko zależy od właściwego stosowania woli&#8221;.</p>
<p>Chciałbym wyjaśnić jeszcze jedną rzecz. Istnieje różnica pomiędzy złem, a winą. Ten świat jest pełen zła, ale zło niekoniecznie jest winą. Może tak być, ale nie musi. Pozwólcie podać wam prosty przykład. W moim domu mam małego kota, jest moim dobrym przyjacielem, przychodzi i drzemie na moim łóżku. Zanim udam się na spoczynek muszę go stamtąd usunąć. Ale mój kot ma zły zwyczaj &#8211; zabija małe ptaki. To jest zło, ale czy mój kot jest grzesznikiem? Czy ten kot wie o tym, że czyni zło? Nie, on o tym nie wie. To, co czyni jest złe. Bóg nigdy nie planował takich rzeczy, ale kot nie jest winny. Istnieje różnica. Pomyślcie o małym dziecku. Dziecko może chwycić za coś niebezpiecznego i uczynić komuś krzywdę nie zdając sobie sprawy z tego, że czyni coś złego. My usuwamy tą złą rzecz z rąk dziecka i staramy się, aby nie miało ono ponownego dostępu do tej rzeczy. Ale czy to dziecko grzeszy? Nie. Jest różnica, dziecko uczyniło coś złego, ale nie grzesznego. Grzeszysz tylko wtedy, gdy wiesz, że czynisz coś złego. Zło jest konsekwencją tego, że się żyje w świecie, w którym jest grzech. Ale grzech jest decyzją łamania prawa. Biblia jasno stwierdza, że nie ma grzechu, gdy osoba która go popełnia, jest go nieświadoma. „Albowiem już przed zakonem grzech był na świecie, ale grzechu się nie liczy, gdy zakonu nie ma” (Rzym. 5,13). Gdy człowiek nie zna Prawa Bożego, wówczas Bóg nie przypisuje mu winy. W tym świecie jest wielu ludzi, którzy łamią sabat, ale nie wiedzą o tym, że siódmy dzień jest Bożym świętym dniem i u Boga nie są oni winnymi łamania sabatu aż do momentu, w którym zostanie im ukazane, że jest to Jego święty dzień. I wówczas Bóg oczekuje, że będą pokutowali i zaczną go przestrzegać. Jeżeli trwasz w łamaniu świętego dnia Bożego, wówczas jesteś grzesznikiem.</p>
<p>Przypominam sobie piękne doświadczenie w moim życiu. Był pewien człowiek, który uczestniczył w naszym kursie biblijnym. Był to dobry człowiek i pragnął naśladować Boga. Był członkiem Holenderskiego Kościoła Reformacyjnego. Przyjmował nasze lekcje, a gdy studiował lekcję dotyczącą sabatu uświadomił sobie, że przez całe swoje życie łamał Prawo Boże. Było to dla niego strasznym szokiem, Duch Święty przekonał jego serce i on uświadomił sobie, że przez wiele lat czynił coś, co nie było prawe. Był bardzo nieszczęśliwy. Napisał do mnie list i myślę, że dlatego, że był taki nieszczęśliwy zapomniał o czymś &#8211; napisał ten list po holendersku. Wszystkie inne listy pisał po angielsku, ale to było tak straszne w jego świadomości, że zapomniał, którym językiem ma się posługiwać. Musiałem poszukać kogoś, kto przetłumaczyłby mi ten list. I w tym liście napisał, jak przykro mu było z powodu tego, że przez całe swoje życie łamał sabat. Napisał, że od tego dnia zapragnął zachowywać sabat. Z ostatniego listu, który od niego otrzymałem wynikało, że wraz z żoną uczestniczą w nabożeństwach Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. U Boga nie był winny łamania sabatu, ale kiedy poznał prawdę, wówczas uczynił to, o czym przekonał go Bóg. Odwrócił się od swojego grzechu, pokutował i teraz zachowuje Boży święty dzień.</p>
<p>Dz.Ap. 17,30: „Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali”. Jest to Biblijny przykład tego, o czym mówiłem. Paweł przemawiał do ludzi z Aten i tłumaczył im, że łamali drugie przykazanie Boże. Oni nie byli świadomi tego, że czynili zło. Ale teraz, za pośrednictwem Pawła, Bóg pokazał im, że rzeczy które czynili były złe. Siostra White mówi nam, że Boży gniew nie jest manifestowany na grzechu niewiedzy. Bóg jest dobry. Bóg jest sprawiedliwy i On nie ukarze was za to, co uczyniliście nie wiedząc, że jest to nieprawe.</p>
<p>Muszę powiedzieć jedną rzecz. Są dwa rodzaje niewiedzy. Jedni ludzie pozostają w niewiedzy, ponieważ nie wiedzą, ale są też tacy, którzy trwają w niewiedzy, ponieważ nie chcą wiedzieć. Czy widzicie różnicę? Jeżeli mamy sposobność ku temu, aby dowiedzieć się i odrzucamy tą sposobność, wtedy Bóg nas nie usprawiedliwia. Jeżeli Bóg daje tobie światło i ty odwracasz się od tego światła, wtedy Bóg poczytuje ciebie za winnego. Grzech to przestępstwo prawa i potrzebujemy zrozumienia tego, czym jest to prawo. Boże Prawo zostało zawarte w dziesięciu przykazaniach, lecz możemy być bardzo powierzchowni patrząc na te przykazania. Dziesięć przykazań to tak, jak tytuły rozdziałów w książce. Możemy mieć pojęcie, o czym jest książka spoglądając na tytuły rozdziałów, ale aby zrozumieć pełnię, musimy zagłębić się. Tego właśnie przyszedł dokonać Jezus. Przyszedł, aby wywyższyć Prawo i uczynić je czcigodnym. Wystarczy przeczytać kazanie na Górze Błogosławieństw z piątego rozdziału Mateusza. Jezus dokonał tam wglądu w przykazania i ukazał ludziom, co znajduje się w nich zawiera. Wziął np. przykazanie „nie będziesz zabijał&#8221;. Moglibyście powiedzieć: Ja nigdy tego przykazania nie przestępuję, nigdy nikogo nie zabiłem. Jezus natomiast powiedział, że jeżeli jesteś zły na swojego brata, łamiesz to przykazanie, ponieważ zabijanie to nie tylko uczynek zabijania, odebrania życia, ale również myśli, które prowadzą do tego grzechu. Jezus nauczał nas, że grzech rozpoczyna się w myślach. To właśnie tutaj zaczyna się grzech.</p>
<p>Chciałbym spojrzeć na historię Adama i Ewy, ponieważ pragnąłbym, abyście zrozumieli, co stanowiło ich grzech. Bóg stworzył Adama i Ewę na swoje podobieństwo, dał im piękny ogród, aby w nim mieszkali. Dał im owoce drzew, aby je jedli, z wyjątkiem jednego. I Bóg powiedział im, że jeżeli nie będą posłuszni, umrą. Tylko to jedno proste prawo. Znacie tą historię. Szatan powiedział Ewie kłamstwo. Powiedział, że jeżeli spożyje z tego drzewa, nie umrze. Powiedział, że jej oczy zostaną otwarte, a ona i Adam staną się jak bogowie. Ewa usłuchała i uwierzyła w to, co powiedział jej szatan i spojrzała na owoc, a ten owoc był piękny. Wyglądał pięknie, Biblia nam o tym mówi. Nie był to brzydki owoc, nie wyglądał na coś złego, wyglądał na owoc dobry do jedzenia. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na coś tak bardzo złego, był to przecież tylko mały owoc &#8211; tylko owoc. Co było tym złem, które uczyniła Ewa? Co złego uczynił Adam? Czy był to tylko owoc? Czy pamiętacie dziesięć przykazań? Jak brzmi pierwsze przykazanie? „Nie będziesz miał innych bogów obok mnie.&#8221; A co szatan powiedział Ewie? Jeżeli zjesz ten owoc, będziesz jak Bóg. Przez spożycie tego owocu Adam i Ewa przekroczyli pierwsze przykazanie, ponieważ umieścili siebie w pozycji Boga. Tak więc przekroczyli pierwsze przykazanie.</p>
<p>A co z drugim przykazaniem? Drugie przykazanie mówi, że nie będziemy służyli podobieństwu niczego, co znajduje się na ziemi. Ewa posłuchała szatana, była mu posłuszna. On był podobieństwem węża, a ona ukłoniła się i służyła mu. Czyniąc to złamała drugie przykazanie.</p>
<p>Jak brzmi trzecie przykazanie? W czym tkwi ważność imienia Bożego? Jaka jest jego doniosłość, jego świętość, jego charakter? Czy pamiętacie tą historię z 34 rozdziału 2 Mojżeszowej, kiedy Pan dokonał czegoś cudownego dla Mojżesza? Pamiętacie, że Mojżesz powiedział do Pana: „Pokaż mi, proszę, chwałę twoją&#8221; (2 Moj. 33,18-19). Przejdźmy teraz do 2 Mojżeszowej 34,6-7: ”Bo przechodząc Pan przed twarzą jego wołał: Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, nie rychły do gniewu, a obfity w miłosierdziu i prawdzie, zachowujący miłosierdzie nad tysiącami, gładzący nieprawość i przestępstwo i grzech, nie usprawiedliwiający winnego, nawiedzając nieprawość ojcowską w synach i w synach synów ich do trzeciego i do czwartego pokolenia”(BG). W Biblii imię ma swoje znaczenie. W imieniu Pańskim zawarty jest Jego charakter, charakter dobroci, miłosierdzia, sprawiedliwości i miłości. Gdy szatan przystąpił do Ewy, powiedział jej coś o Bogu. Ewa natomiast odpowiedziała szatanowi, że Bóg dał prawo, że jeśli spożyją ten owoc, umrą. Ewa rozmawiała z Bogiem twarzą w twarz, znała Boga, a mimo to szatan powiedział jej, że Bóg jest kłamcą, że Bóg nie miał na myśli tego, co powiedział. Szatan mówił właśnie coś na temat imienia Bożego, na temat Bożego charakteru, a Ewa w to uwierzyła. Uwierzyła, że Bóg powiedział coś, co nie było prawdą i w ten sposób złamała to przykazanie. Wzięła imię Boże na daremno, ponieważ uwierzyła, że Bóg nie jest wierny. Jednak imię Boże obfituje w łaskę i w prawdę.</p>
<p>Czy muszę pytać was jak brzmi czwarte przykazanie? Dlaczego powinniśmy honorować i czcić dzień sabatu? Ponieważ czci on naszego Stwórcę. Co oznacza oddawać cześć naszemu Stwórcy? W jaki sposób możemy oddawać Mu cześć? Przez posłuszeństwo wobec Niego. Twój Bóg to ten, któremu jesteś posłuszny. Jeżeli nie okazujesz Mu posłuszeństwa, wówczas nie jest On twoim Bogiem. Twój Bóg jest tym, któremu okazujesz posłuszeństwo. Ewa i Adam okazali posłuszeństwo bogu tego świata, ale sabat mówi o oddawaniu czci Bogu niebios, ponieważ On nas stworzył. Czy Ewa oddała cześć swojemu Stworzycielowi? Czy okazała posłuszeństwo swojemu Stworzycielowi? Nie, ona okazała posłuszeństwo stworzeniu i złamała czwarte przykazanie. Za każdym razem, kiedy okazujemy nieposłuszeństwo Stworzycielowi, łamiemy czwarte przykazanie. Ewa właśnie tak uczyniła.</p>
<p>Jak brzmi piąte przykazanie? Kto był ojcem Adama? Jego ojcem był Bóg, Biblia nam o tym mówi. Można przeczytać o tym w Ewangelii Łukasza. W jaki sposób oddajemy cześć ojcu i matce? Przez posłuszeństwo. Gdyby Adam i Ewa okazali posłuszeństwo, ich dni byłyby długie na ziemi, którą dał im Pan. A ponieważ okazali nieposłuszeństwo, umarli. Złamali piąte przykazanie.</p>
<p>Jak brzmi szóste przykazanie? „Nie zabijaj.&#8221; Gdy Ewa podała ten owoc Adamowi, zabiła go. Ponieważ Bóg powiedział: „&#8230; bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz.&#8221; Podając ten owoc Adamowi skazała go na śmierć. Złamała szóste przykazanie. Złamała je oczywiście również wobec siebie, ponieważ spożywając ten owoc zabiła samą siebie. Szóste przykazanie zabrania także zabijania samego siebie. Nasze życie pochodzi od Boga i tylko ten, który je daje, może je odebrać.</p>
<p>Jak brzmi siódme przykazanie? Oczywiście złamali i to przykazanie, prawda? Izajasz 54,5 mówi: „Bo twoim małżonkiem jest twój Stwórca, &#8211; jego imię Pan Zastępów – a twoim Odkupicielem Święty Izraelski, zwany Bogiem całej ziemi.” Ten tekst mówi nam, że nasz Stworzyciel jest naszym mężem. Relacja pomiędzy Stworzycielem, a stworzeniem jest taka, jak pomiędzy mężem, a żoną. Ten obraz znajdujemy w Biblii w wielu miejscach. Możemy go znaleźć w Jeremiaszu 3,8-9. Możemy go odnaleźć w Ezechielu 16,28-34. Możemy go odnaleźć w szóstym rozdziale Listu do Efezjan, który mówi o stosunku Chrystusa do Jego kościoła. Możemy odnaleźć to również w szesnastym rozdziale Objawienia, gdzie Chrystus nazywa Swój Kościół oblubienicą, a także w dwudziestym pierwszym rozdziale Objawienia. Gdy Adam i Ewa stali się niewiernymi wobec Boga, popełnili duchowe cudzołóstwo z szatanem.</p>
<p>Jak brzmi ósme przykazanie? Oczywistą rzeczą jest, że przestąpili to przykazanie. Kradzież to przywłaszczenie sobie tego, co nie należy do nas. Adamowi powiedziano, że może spożywać owoc ze wszystkich drzew znajdujących się w ogrodzie, z wyjątkiem jednego. Bóg zakazał im jeść z tego drzewa. Gdy spożyli ten owoc, ukradli go, i w ten sposób złamali ósme przykazanie.</p>
<p>A co z dziewiątym przykazaniem? O czym mówi to przykazanie? Szatan podał fałszywe świadectwo o Bogu, prawda? Możemy o tym przeczytać w l Mojżeszowej 3,4-5: „Na to rzekł wąż do kobiety: Na pewno nie umrzecie, lecz Bóg wie, że gdy tylko zjecie z niego, otworzą się wam oczy i będziecie jak Bóg, znający dobro i zło.” Czy zgadzacie się, że szatan podał fałszywe świadectwo o Bogu? Ewa powiedziała szatanowi w wierszu trzecim: „Tylko o owocu drzewa, które jest w środku ogrodu, rzekł Bóg: Nie wolno wam z niego jeść ani się go dotykać, abyście nie umarli.” Co powiedział szatan o Bogu w wierszu czwartym? Powiedział, że Bóg jest kłamcą, że Bóg powiedział coś, co nie jest prawdą. On przedstawił fałszywe świadectwo. Cóż uczyniła Ewa z tym fałszywym świadectwem? Uwierzyła w nie. Gdy dajemy wiarę czyjemuś fałszywemu świadectwu, wówczas grzech tej osoby staje się również naszym grzechem. Ewa przyjęła to fałszywe świadectwo i zaniosła je Adamowi. Przekazała je i w ten sposób przekroczyła również dziewiąte przykazanie.</p>
<p>A co z dziesiątym przykazaniem? Spójrzmy w l Mojżeszową 3, 6: „A kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł.” Czy to nie jest opis pożądliwości? To była pożądliwość, a pożądliwość prowadzi do kradzieży. I to właśnie się stało, o tym mówi ten wiersz.</p>
<p>Ewa przekroczyła każde jedno z dziesięciu przykazań. Czy więc małą rzeczą było sięgnięcie po owoc? Nie. Musimy nauczyć się z tego bardzo ważnej lekcji. Grzech nigdy nie jest małą rzeczą. Czy rozumiecie, co mam na myśli? Bóg nie spogląda na grzech jako na małą rzecz, albo dużą rzecz. Ten grzech, który popełniła Ewa, a wraz z nią również Adam, był początkiem wszelkiego zła, które pojawiło się na ziemi. Wszystkie te straszne rzeczy, które mają dziś miejsce na ziemi powstały z powodu właśnie tej „małej rzeczy&#8221;. I to uczy nas, że gdy Bóg coś mówi, to naprawdę tak myśli. Gdy Bóg mówi, abyśmy coś uczynili, lub gdy mówi, abyśmy czegoś nie czynili, my mamy temu wierzyć. On wie lepiej niż my co się stanie, gdy nie będziemy czynili tego, co mówi.</p>
<p>Wynikiem grzechu Adama i Ewy była śmierć. Jeśliby Bóg zezwolił, aby sprawy przyjęły swój naturalny obrót, wówczas Adam i Ewa umarliby tego samego dnia, w którym spożyli owoc, ponieważ odcięli się od źródła życia. Tylko z jednego powodu nie umarli tego właśnie dnia, i to właśnie dlatego, że już był ułożony plan, aby zbawić ich z ich grzechu. Ten plan był ułożony od założenia świata. Biblia mówi nam w Objawieniu 13,8, że Jezus był zabity od założenia świata. Innymi słowy, plan zbawienia ułożony był już wtedy.</p>
<p>Bóg powiedział Adamowi i Ewie, że jeżeli zgrzeszą, umrą. Nie wiedzieli jak wygląda śmierć, nigdy nie widzieli śmierci. Ani jeden kwiatek, ani liść nie umierał. Czy możecie sobie to wyobrazić? W tym świecie śmierć znajduje się wszędzie wokół nas. Gdziekolwiek spojrzymy widzimy śmierć. Oni natomiast nigdy nie widzieli śmierci, a Bóg musiał im ukazać, jak ona wygląda. Przypominacie sobie, że gdy zgrzeszyli utracili swoją szatę sprawiedliwości i uświadomili sobie, że są nadzy, i starali się okryć swoją nagość liśćmi. Spójrzcie na l Mojżeszową 3,21: „I uczynił Pan Bóg Adamowi i jego żonie odzienie ze skór i przyodział ich.” Czy zastanawialiście się nad tym, skąd pochodziły te skóry? Czy myśleliście kiedykolwiek o tym? Zanim te skóry mogły być użyte na odzienie dla Adama i Ewy, coś musiało umrzeć, i przez to Bóg nauczył ich pewnej lekcji. Po pierwsze, ukazał im, czym jest śmierć. Adam znał każde jedno z tych zwierząt, każdemu z nich dał nazwę. Byli jak jego przyjaciele, a teraz mieli umrzeć. Myślę, że to pozwoliło Adamowi uzmysłowić sobie, czym jest grzech. Gdy widział, jak oczy tych zwierząt zamykały się po raz ostatni, gdy widział przelaną krew, jak również te skóry, które zostały użyte na okrycie jego nagości, stało się dla niego jasnym to, czym jest grzech. Nie mógł tej nagości sam przykryć, coś musiało zająć jego miejsce i przykryć ten grzech.</p>
<p>To była pierwsza ofiara na świecie i przez tą ofiarę Adam i Ewa zostali pouczeni o Baranku Bożym. Pan obiecał im Zbawiciela. Możecie przeczytać o tym w wierszu piętnastym, gdzie Pan obiecał, że ustanowi nieprzyjaźń między niewiastą a wężem, i że nasienie niewiasty zdepcze głowę węża. To była obietnica Jezusa.</p>
<p>Dzisiaj Bóg jest tak samo dokładny, jak był wobec tego owocu w Edenie. Gdy Bóg mówi do ciebie i ukazuje tobie swoją wolę, masz ten sam wybór, który miała Ewa w Edenie. Możesz uczynić to, co mówi Bóg, albo możesz okazać nieposłuszeństwo. Jeżeli okażesz posłuszeństwo, będziesz miał żywot wieczny. Tak jak mieliby go Adam i Ewa. Jeżeli okażesz nieposłuszeństwo, umrzesz. Dokładnie tak samo, jak Bóg powiedział Adamowi i Ewie, że umrą.</p>
<p>Nie wiem, co Bóg mówi tobie w tej chwili na ten temat. Bóg chce wziąć każdego z nas do nieba. Chce każdemu z nas dać życie wieczne. Lecz gdy Bóg spogląda w twoje serce, dostrzega rzeczy, które nie mogą razem z tobą pójść do nieba i dlatego mówi do ciebie: Czy chcesz swój grzech? Czy chcesz mnie? To jest wybór. To jest ten sam wybór, który miała Ewa. Jak brzmi wasza odpowiedź? Nie musicie mi odpowiadać. Ale gdy Jezus puka do waszych drzwi, wówczas odpowiadacie Jemu. Jezus nie chce wziąć waszych grzechów do nieba, ale umarł po to, abyście mogli udać się do nieba. Jak brzmi wasza odpowiedź?</p>
<p>Szatan jest tak sprytny jak wobec Ewy, i znajduje wiele powodów ku temu, abyście nie okazywali posłuszeństwa Bogu. Zaledwie parę dni temu otrzymałem list od pewnej kobiety w Anglii. Dowiedziała się właśnie o sabacie, lecz uczęszcza do zboru przestrzegającego niedzielę. Uświadomiła sobie, że Biblia naucza, że sabat jest dniem świętym, ale odnajduje wiele powodów ku temu, aby tego dnia nie przestrzegać. Zastanawiam się, skąd mogą pochodzić te powody. Czy możecie mi powiedzieć? Czy pochodzą one od niej, czy pochodzą od szatana? Pozwólcie mi wymienić niektóre z tych powodów pochodzących od szatana.</p>
<p>Pisze ona w tym liście: „Rozważając tę kwestię uświadamiam sobie, że Bóg prosi nas, abyśmy oddali Mu jeden dzień z siedmiu z naszego czasu.&#8221; Czy to prawda? Gdy w Anglii udajemy się przed sąd, musimy składać przysięgę na Biblię. W tej przysiędze oznajmiamy, że będziemy mówili prawdę, całą prawdę i nic poza prawdą. Teraz pytam was ponownie: Czy to jest prawda? Czy to jest cała prawda? Czy Bóg prosi nas, abyśmy oddali Mu jedną siódmą naszego czasu? Czy o tym mówi przykazanie? Bóg nie mówi: Daj mi jeden dzień z siedmiu. Bóg mówi: Daj mi siódmy dzień. Czy widzicie różnicę? Jeżeli nie dostrzegacie różnicy, wtedy możecie sobie przestrzegać niedzielę, albo jakikolwiek inny dzień. Bóg jednak nie mówi: Daj mi jedną siódmą twojego czasu. Bóg mówi: Daj mi siódmy dzień. A to jest różnica. Musicie dostrzegać tą różnicę. Pewnego dnia zostaniecie postawieni przed ludźmi i ci ludzie skierują się do was właśnie z takimi słowami, a wy będziecie musieli podać odpowiedź. Widzicie, jak blisko znajdują się prawda i błąd. Szatan nie czyni błędu zupełnie odmiennym od prawdy, on czyni go bardzo bliskim prawdzie. Tak więc jeżeli nie zastanowimy się, nie będziemy w stanie dostrzec różnicy. Bóg nie prosi nas o to, abyśmy dali Mu jedną siódmą naszego czasu. On prosi nas o to, abyśmy Mu dali siódmy dzień. To tak jak z dziesięciną. Bóg nie prosi nas o to, abyśmy dali Mu jedną dziesiątą naszych pieniędzy. On prosi, abyśmy dali Mu pierwszą dziesiątą. A to jest różnica.</p>
<p>(ciąg dalszy listu): „Nie czuję, że Jezus, który uzdrawiał w sabat, miałby obiekcje co do mojego łamania sabatu, kiedy karmię moje dzieci.&#8221; Czy Biblia mówi, że nie powinniśmy karmić naszych dzieci w sabat? Oczywiście, że nie. Ale to, o czym ona mówi tutaj, to nie tyle karmienie dzieci, co kupowanie pokarmu dla dzieci. Widzicie jak szatan odwraca rzeczy? Nie ma nic złego w karmieniu dzieci w sabat, ale kupować możemy każdego innego dnia. Nie musimy wcale udawać się w sabat do sklepu. Widzicie jak sprytny jest szatan, wpajając swoje pojęcia w umysły ludzi?</p>
<p>Podam wam jeszcze dwa argumenty z tych, którymi ona się ze mną podzieliła. Dzielę się nimi z wami, ponieważ dzieli się nimi wielu ludzi. A dlaczego jest tak, że one pochodzą od wielu ludzi? Ponieważ ten sam szatan przemawia do ich serc. Wszystkie te kłamstwa pochodzą od niego. Ja wierzę, że Bóg chce, abyśmy przestrzegali ducha Jego prawa, jak również litery. Być może więcej niż litery. To jest interesujący argument, prawda? Czy to prawda, że Bóg chce, abyśmy przestrzegali ducha Jego prawa? Czy Jezus nie przyszedł właśnie po to, aby nas tego nauczyć? Czy istnieje różnica pomiędzy przestrzeganiem ducha prawa, a litery prawa? Owszem, istnieje. Czy możemy przestrzegać litery prawa bez przestrzegania ducha prawa? Możemy, owszem. Pozwólcie postawić wam inne pytanie: Czy możemy przestrzegać ducha prawa bez przestrzegania litery prawa? Nie, nie możemy. To jest właśnie ta kwestia. Oczywiście możemy przestrzegać litery prawa bez przestrzegania ducha prawa. Właśnie tak czynili faryzeusze. Jezus nie potępił ich z powodu przestrzegania litery prawa. On potępił ich za nieprzestrzeganie ducha prawa. Jeżeli przestrzegamy ducha prawa, to wówczas musimy również przestrzegać litery prawa, a to jest istotne. Szatan stara się wprowadzić nam zamieszanie odnośnie tych spraw.</p>
<p>Pozwólcie podzielić się jeszcze jednym z jej argumentów (list): „Wierzę, że Bóg chce, abym oddawała Mu cześć, jako mojemu Stworzycielowi każdego dnia.&#8221; Co myślicie o tym? Czy zgadzacie się z tym? Czy Bóg chce, abyśmy pamiętali o Nim, jako o naszym Stworzycielu każdego dnia? Oczywiście, że tak. Czy to oznacza, że każdy dzień jest sabatem? Nie. Dlaczego nie? Ponieważ przykazanie o sabacie mówi, że nie będziesz wykonywał żadnej pracy. Mówi również: Sześć dni będziesz wykonywał swoją pracę. Jeżeli mówisz, że każdy dzień jest sabatem, łamiesz przykazania. Ponieważ albo nie pracujesz cały tydzień, przez sześć dni, w których Bóg mówi, żebyś pracował, albo pracujesz w sabat łamiąc go w ten sposób. Szatan jest tak sprytny i jeżeli będziecie go słuchali, poda wam wiele powodów, aby okazywać nieposłuszeństwo Bogu,.</p>
<p>Bracia i siostry, nawet tego nie słuchajcie, słuchajcie tylko Boga. Wierzę w to, że Bóg przyjdzie bardzo rychło i wierzę również, że zanim przyjdzie, życie stanie się bardzo ciężkie. Będzie czas ucisku, jakiego nie było. Jak będziemy żyli w tym czasie? Siostra White mówi nam, że musimy postawić tylko dwa pytania. Pierwsze pytanie: Jak brzmi Boże przykazanie? A drugie pytanie: Jak brzmi Boża obietnica? Mówi, że jeżeli wiemy, jak one brzmią, wówczas wszystkim, co musimy czynić to okazywać posłuszeństwo pierwszemu i ufać drugiemu. To jest proste. Chyba już teraz zrozumieliście, że ja lubię, kiedy rzeczy są proste. Nie lubię, gdy rzeczy są skomplikowane, ponieważ wtedy, gdy są skomplikowane, nie potrafię dzielić się nimi z innymi. Ale to, czym się z wami podzieliłem, jest sprawiedliwością przez wiarę. Sprawiedliwość to czynienie prawości. Czynieniem prawości jest okazywanie posłuszeństwa przykazaniu Bożemu. Wiara to ufanie Bożym obietnicom. Pozwólcie, że zacytuję wam nieco więcej z tego fragmentu: „Nawet w tym życiu odchodzenie od woli naszego Ojca nie służy naszemu dobru. Gdy poznamy moc Jego słowa, nie będziemy szli w ślad za sugestiami szatana, aby zdobyć pokarm, albo ratować nasze życie. Naszymi jedynymi pytaniami będą: Jak brzmi przykazanie Boże? Jak brzmi Jego obietnica? Znając je będziemy okazywali posłuszeństwo pierwszemu, a pokładali zaufanie w drugim.” Czy jest to proste? Jeżeli zapomnicie o wszystkim innym, co przedstawiłem, pragnąłbym, abyście to jedno zapamiętali. I chciałbym, abyście uczynili z tego wasze życie. Pamiętacie te dwa pytania? Jesteście pewni? Będziecie pamiętali? Musicie pamiętać. Wasze życie zależy od waszej pamięci i musicie żyć tymi rzeczami.</p>
<p><strong>CYKL WYKŁADÓW GORDONA ANDERSONA</strong></p>
]]></content:encoded>
							<wfw:commentRss>https://czasdecyzji.pl/02-praktyczny-wymiar-ewangelii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
							</item>
	</channel>
</rss>
