Chrystus modlił się o jedność wśród swoich uczniów

Chrystus modlił się o jedność wśród swoich uczniów

Słowa modlitwy Chrystusa o Jego uczniów są drogocenne. Powiedział: „Ojcze święty, zachowaj w imieniu twoim tych, których mi dałeś, aby byli jedno, jak my… A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś.” (Jan 17,11.20-21).

Jedność, harmonia, która powinna istnieć wśród uczniów Chrystusa opisana została następującymi słowami: „Aby byli jedno, jak my.” Jakże wielu wycofuje się jednak i wydaje się myśleć, że nauczyli się wszystkiego, czego potrzebują się nauczyć. Bracia, gdzie jest wasze brzemię o tych [ludzi]? Czy byliście u nich, żeby ich zaprosić, żeby przyszli i szukali Boga, i usłyszeli słowo, które jest dla was tak drogocenne? Czy cieszycie się światłem i nadal jesteście skłonni do tego, żeby pozwolić innym na pozostawanie w ciemności? Chcemy, aby wszyscy nasi bracia mieli to samo błogosławieństwo, które my mamy. Ci, którzy wybierają pozostawanie na krańcach obozu, nie mogą wiedzieć co dzieje się w wewnętrznym kręgu. Muszą przyjść wprost na wewnętrzne dziedzińce, ponieważ jako lud musimy być zjednoczeni w wierze i celu. Jezus modlił się, aby wszyscy Jego uczniowie mogli być jedno – „Jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś.” To przez tę jedność mamy przekonać świat o misji Chrystusa i zanieść światu nasze boskie uwierzytelnienia. „A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy” (Jan 17,22). Oto, czego pragniemy. Oto, na co czekamy – więcej chwały Chrystusa dla oświecenia naszej ścieżki, abyśmy mogli wyjść z tą chwałą lśniącą na naszych obliczach, abyśmy mogli wywrzeć wrażenie na tych, z którymi się zetkniemy.

„Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś” (Jan 17,23). Czy potrafimy zrozumieć znaczenie tych słów? Czy potrafimy je ogarnąć? Czy potrafimy zmierzyć tę miłość? Myśl, że Bóg miłuje nas tak, jak miłuje Swojego Syna powinna przyprowadzić nas do Niego z wdzięcznością i chwałą. Postawiony został warunek, przez który Bóg może kochać nas tak, jak kocha Swojego Syna, a jest tak poprzez naszą jedność z Chrystusem i z sobą nawzajem. Wszyscy musimy przyjść do źródła i pić dla nas samych. Tysiące wokół nas mogą pić ze strumienia zbawienia, nie zostaniemy jednak odświeżeni, o ile sami nie będziemy pili z uzdrawiającego strumienia. Musimy widzieć piękno, światło Bożego słowa dla nas samych, i zapalić naszą świecę u boskiego ołtarza, abyśmy mogli pójść do świata oferując słowo żywota jako jasną, lśniącą lampę. Ci, którzy nie przyjdą do słowa Bożego po światło dla siebie samych, nie będą mieli światła, by zanieść je innym.

Jakże cenne są te słowa! „Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie Ja jestem, aby oglądali chwałę moją, którą mi dałeś, gdyż umiłowałeś mnie przed założeniem świata” (Jan 17,24). Chrystus chce, żebyśmy oglądali Jego chwałę. Gdzie? – W królestwie niebios. Chce, żebyśmy byli jedno z Nim. Cóż za myśl! Jakże skłania mnie to do złożenia z tego względu wszelkiej i każdej ofiary! On jest moją miłością, moją sprawiedliwością, moim pocieszeniem, moją koroną radości, i On chce, żebyśmy oglądali Jego chwałę. Jeśli naśladujemy Go w Jego uniżeniu, w Jego samopoświęceniu, w ciężkim doświadczeniu i próbie, ujrzymy Go takim, jakim jest, ujrzymy Jego chwałę; a jeśli ujrzymy Jego chwałę, zostaniemy uczynieni jej uczestnikami.

Mówi On: „Ojcze sprawiedliwy! I świat cię nie poznał, lecz Ja cię poznałem i ci poznali, że Ty mnie posłałeś” (Jan 17,25). O, jakże mało o Nim wiemy! On mówi, że świat nie poznał Ojca. Nie daj tego Boże, żeby komukolwiek z tych, którzy niosą prawdę brakowało poznania Boga! Oby Chrystus mógł powiedzieć o nas: „Oni jednak poznali Ciebie!”

„I objawiłem im imię twoje, i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była, i Ja w nich” (Jan 17,26). Jest to również naszym dziełem – objawić Ojca, objawić Jego imię. Słyszeliśmy Jego głos wyraźniej w poselstwie, które brzmiało przez ostatnie dwa lata oznajmiając nam imię Ojca – „Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, nie rychły do gniewu, a obfity w miłosierdziu i w prawdzie, zachowujący miłosierdzie nad tysiącami, gładzący nieprawość i przestępstwo i grzech, nie usprawiedliwiający winnego” (2 Mojż. 34,6-7 BG).

O, żebyśmy mogli zebrać nasze siły wiary i postawić nasze stopy na skale Chrystusa Jezusa! Powinniśmy wierzyć, że On zachowa nas od upadku. Powodem dlaczego nie mamy wystarczającej wiary w obietnice Boże jest to, że nasze umysły są oddzielone od Boga, a wróg zamierzył, żeby tak było. On rzucił swój cień pomiędzy nas a naszego Zbawiciela, żebyśmy nie mogli dostrzec, czym Chrystus jest dla nas, lub czym może być. Wróg nie chce, żebyśmy zrozumieli jaką pociechę znajdziemy w Chrystusie. Zaczęliśmy zdobywać zaledwie niewielki przebłysk tego, czym jest wiara, ponieważ trudno jest tym, którzy byli pochłonięci patrzeniem na ciemne obrazy niewiary, dostrzec cokolwiek innego poza ciemnością. Oby Bóg pomógł nam zgromadzić klejnoty Jego obietnic i ozdobić korytarz pamięci perłami Jego słowa. Powinniśmy być uzbrojeni obietnicami Bożymi. Nasze dusze powinny być nimi obwarowane. Gdy szatan przychodzi ze swoją ciemnością i stara się napełnić moją duszę przygnębieniem, powtarzam jakąś drogocenną obietnicę Bożą. Gdy nasza praca staje się ciężka z powodu niewiary, której musimy stawić czoło w sercach ludzi, w których wiara powinna kwitnąć, stale powtarzam: „Zaiste, drzewo figowe nie wydaje owocu, a na winoroślach nie ma gron. Zawodzi drzewo oliwne, a rola nie dostarcza pożywienia. W ogrodzeniu nie ma owiec, a w oborach nie ma bydła. Lecz ja będę radował się w Panu, weselił się w Bogu mojego zbawienia” (Hab. 3,17-18). Gdy tak czynię, światło chwały Bożej wypełnia moją duszę. Nie będę patrzeć na ciemność.

Musimy wywyższyć Człowieka z Kalwarii, i oby każdy z was nauczył się wywyższać Chrystusa, zanim opuścicie to spotkanie – zanim wyjdziecie, żeby pracować dla innych. Oby nowe rozdziały doświadczenia otworzyły się przed wami w odniesieniu do ufności, jaką możecie mieć w Bogu. Zbawiciel pyta: „Tylko, czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łuk. 18,8). Szatan rzucił swój ponury cień pomiędzy was a waszego Boga, owinął ludzi całunem gęstej ciemności. Musicie mieć jednak światło od tronu Bożego, musicie być wkorzenieni i utwierdzeni w prawdzie, abyście stając w obliczu tych, którzy pielęgnują błąd, mogli nie zostać zaślepieni ich wpływem i nie zostali oderwani od drogocennego światła.

Paweł napomina Tymoteusza: „Wzmacniaj się w łasce, która jest w Chrystusie Jezusie, a co słyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, to przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni i innych nauczać” (2 Tym. 2,1-2). Właśnie to powinniśmy czynić. Jesteśmy na misyjnej ziemi i powinniśmy modlić się, żeby Bóg mógł poruszyć umysły tych, którzy wydają się nie odczuwać swojej potrzeby czegokolwiek więcej poza tym, co obecnie posiadają, żeby mogli szukać światła od tronu Bożego. Nie powinniśmy okazać się tymi, którzy wykręcają się i dostarczają haki, na których mamy wieszać nasze wątpliwości odnośnie światła, które Bóg nam posłał. Gdy wasza uwaga zwracana jest na jakiś punkt doktryny, którego możecie nie rozumieć, idźcie do Boga na waszych kolanach, żebyście mogli zrozumieć co jest prawdą i żeby nie okazało się, że tak jak Żydzi, walczycie przeciwko Bogu. Dotarło do nich światło, ale oni umiłowali ciemność bardziej niż światło. Gdy ludzie ostrzegają, żeby uważać, by nie przyjąć niczego, jeśli nie jest to prawdą, powinniśmy również ich przestrzegać, by nie narażali na niebezpieczeństwo swoich dusz przez odrzucanie poselstw światła, ale żeby odepchnęli ciemność przez gorliwe studiowanie słowa Bożego. Wszyscy powinni wykazywać większą ostrożność, abyśmy nie odrzucili tego, co jest prawdą. Potrzebujemy żywego doświadczenia. W wierze jesteśmy podobni do zaledwie małych dzieci uczących się chodzić. Gdy dziecko robi swoje pierwsze kroki często chwieje się i upada, znowu jednak wstaje i w końcu uczy się, że samo potrafi chodzić. Musimy nauczyć się jak wierzyć w Boga. Nie mamy patrzeć na nasze odczucia, lecz poznać Boga przez żywą wiarę. Spójrzmy na setnika, który przyszedł do Chrystusa jako przykład prawdziwej wiary. Przyszedł do Chrystusa błagając Go i mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go, a odpowiadając setnik rzekł: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiony sługa mój. Bo i ja jestem człowiekiem podległym władzy i mam pod sobą żołnierzy; i mówię temu: Idź, a idzie; innemu zaś: Przyjdź, a przychodzi; i słudze swemu: Czyń to, a czyni. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za nim: Zaprawdę powiadam wam, u nikogo w Izraelu tak wielkiej wiary nie znalazłem” (Mat. 8,6-10).

W jakiego rodzaju moc, zdaniem tego setnika, wyposażony był Jezus? Wiedział, że była to moc Boża. Powiedział: „Jestem człowiekiem podległym władzy i mam pod sobą żołnierzy; i mówię temu: Idź, a idzie.” Setnik widział okiem wiary, że aniołowie Boży byli wszędzie wokół Jezusa, i że Jego słowo zleciłoby aniołowi, żeby poszedł do cierpiącego. Wiedział, że Jego słowo otworzyłoby izbę, i że jego sługa byłby uzdrowiony. I jakże Chrystus pochwalił wiarę tego człowieka! Zawołał: „U nikogo w Izraelu tak wielkiej wiary nie znalazłem.”

Poza naszym ludem jest wielu takich, którzy są w łasce u Boga, ponieważ żyją zgodnie z całym światłem, jakie Bóg im dał. Przez prawie dwa lata nakłanialiśmy ludzi, żeby przyszli i przyjęli światło i prawdę odnośnie sprawiedliwości Chrystusa, a oni nie wiedzą czy przyjść i uchwycić się tej drogocennej prawdy czy nie. Są obwiązani swoimi własnymi poglądami. Nie wpuścili Zbawiciela. Robiłam to, co mogłam, żeby przedstawić tę sprawę. Potrafię przemawiać do ucha, ale nie potrafię przemawiać do serca. Czy nie powstaniemy i nie wydobędziemy się z tego stanu niewiary? Czy nie zmiażdżymy szatana pod naszymi stopami? Błagam was: Podejdźcie tam, gdzie płynie żywa woda.

Wczoraj rano wstałam z męką w mojej duszy i mogłam jedynie powiedzieć: „Panie, ty wiesz to wszystko. Moje serce jest obciążone, i Ty wiesz, że nie jestem w stanie znieść tego ciężaru. Muszę mieć więcej pomocy niż miałam dotąd. Ty wiesz, że gdy widzę ludzi zajmujących stanowiska przeciwne do Twojego słowa jestem zdruzgotana tym ciężarem, i nic nie mogę zrobić bez Twojej pomocy.” Wydawało się, że gdy się modliłam spłynęła na mnie fala światła i jakiś głos powiedział: „Będę z tobą, żeby cię wzmocnić.” Od tego czasu odpoczywam w Jezusie. Mogę się w Nim ukryć. Nie zamierzam dłużej nieść tego ciężaru. Złożę go u stóp mojego Odkupiciela.

Bracia, czy nie wszyscy z nas zostawimy tam nasze ciężary? I gdy opuścimy to spotkanie, obyśmy opuścili je z prawdą płonącą w naszych duszach jak ogień zamknięty w naszych kościach. Spotkacie się z tymi, którzy powiedzą: „Za bardzo ekscytujecie się tą sprawą. Traktujecie to zbyt poważnie. Nie powinniście sięgać po sprawiedliwość Chrystusa i robić z niej tak wielkiej sprawy. Powinniście głosić prawo.” Jako lud głosiliśmy prawo, aż wyschliśmy jak wzgórza Gilboa, na których nie ma rosy ani deszczu. Musimy głosić Chrystusa w prawie, a w głoszeniu tym będzie żywotność i pokarm, który będzie jak pożywienie dla głodującej trzody Bożej. W ogóle nie możemy ufać naszym własnym zasługom, lecz zasługom Jezusa z Nazaretu. Nasze oczy muszą być namaszczone maścią. Musimy przybliżyć się do Boga, a On przybliży się do nas, jeśli wkroczymy na Jego własną wyznaczoną drogę. O, żebyście mogli wyjść jak uczniowie po dniu Pięćdziesiątnicy, a wtedy wasze świadectwo będzie miało żywe brzmienie i dusze nawrócą się do Boga.

E.G.White,”Review and Herald”, 11.03.1890

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*